<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148</id><updated>2011-04-22T00:02:42.302+03:00</updated><title type='text'>Mt   13,44-46</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>113</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6166748431311981658</id><published>2009-04-29T21:37:00.000+03:00</published><updated>2009-04-29T21:53:47.375+03:00</updated><title type='text'>2009,04,29 – 21:37</title><content type='html'>Długo mnie nie było… Pewnie niektórzy z Was pomyśleli, że lew mnie pożarł, albo Słońce mnie doszczętnie spaliło, a także niektórzy zapewne pomyśleli, że odleciałem w Kosmos… Może tylko w tym ostatnim jest trochę prawdy… Wciąż żyję, mam się świetnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tyle czasu nie pisałem???… W prawdzie to piszę przez cały czas, ale postanowiłem ostatni czas mojej Małej-Wielkiej Misji nie publikować…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może resztę bloga opublikuję dopiero po powrocie do Domu, gdzie będę mógł spojrzeć na to wszystko z dystansu… Z resztą… i tak Wam do końca nie powiem, dlaczego tak postanowiłem… Są takie chwile w życiu, gdzie jesteś tylko Ty i twoja Mała-Wielka Wojna, gdzie będziesz walczył w Zwycięstwo, nie oczekując poklasku, chwały, szacunku i podziwu innych. Ja chcę walczyć o Piękno, Dobro i Moc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odezwę się w czerwcu… Wrócę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Psalm 27,14&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6166748431311981658?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6166748431311981658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090429-2137.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6166748431311981658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6166748431311981658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090429-2137.html' title='2009,04,29 – 21:37'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4723674767856750709</id><published>2009-04-11T01:04:00.000+03:00</published><updated>2009-04-11T02:02:51.346+03:00</updated><title type='text'>2009,04,11 – 01-04; (Pic)</title><content type='html'>W sumie to już sobota, ale we mnie jeszcze płynie piątkowa krew… Właśnie zawitałem do swojego pokoju… Dziś Wielki Piątek… jakoś tak pamiętałem o tym, przez cały dzień… dobrze, że tak było… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj razem z wujkami ustaliliśmy jakiś tam plan świąteczny, choć powiem, że nie był tak dobrze dopracowany, bo za mało czasu mieliśmy… No ale jakiś tam jest plan naszych aktywności na tę Wielkanoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o piłę nożną, to wczoraj zaraz po Mszy wieczornej, podzieliliśmy ich na juniorów i seniorów, także było losowanie grup… Chłopaki są dzieleni na domy, w których mieszkają: dom nr 1, gdzie szefem jest Wandera, dom nr 2, gdzie ja mieszkam, dom nr 4, gdzie jest dayning room i czwarta grupa to pozostałe domki… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak dzisiaj już zaraz po śniadaniu zaczęliśmy od juniorów, do obiadu tylko dwa mecze, ale za to jakie… Co prawda jako pierwsi grali domkarze i dom nr 4, to ich można nazwać juniorami, ale potem dom nr 1 (fionetowi) i dom nr 2 (biali), to już był mix z seniorami, a nawet bym rzekł, że grali najlepsi piłkarze z CALM. No, ale zobaczymy jak będzie podczas niedzielnych finałów… w sumie już sam nie wiem kto wygrał, bo cały czas biegałem tu i tam, tyle miałem innych spraw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po meczach, obiad zjadłem z chłopakami – dziś dzień jak co dzień – poszo, ale zjadłem także ze staffem, bo coś dziś głodny byłem :) Po obiedzie nieco odpocząłem… O 15stej mieliśmy główną Drogę Krzyżową, taką bardziej uroczystą jak zwykle, którą zakończyliśmy liturgią w naszej Kaplicy - Sali… Tak gorąco było, że Musoga Richard padł nam, ale żeśmy go ożywili po chwili… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po nabożeństwie, by chłopaki nie robili nic, wrzuciłem im jakiś biblijny film, a potem ok. 20tej obejrzeliśmy wspólnie „Pasje” Mela Gipsona. Dla chłopaków ten film także ważny… Można było usłyszeć po reakcjach podczas oglądania… Oni to przeżywali to tak prawdziwie… Co chwilę, można było słyszeć komentarze, co się dzieje właśnie, albo co się stanie zaraz… tak jakby oni znają to historię Tego Człowieka, a dopiero teraz mogą zobaczyć na oczy… Myślę, że ten film uczynił i uczyni wiele dobra w nich… choć powiem wam, że było tyle innych osób, które nie oglądając filmu, przychodzili do naszego kina proponując coś innego zamiast filmu, ale daliśmy radę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem po tym, jak już miałem iść smacznie spać, przyszedł do mojego pokoju Ivan, w wiecie co?… zostawiłem wszystko i poszedłem sobie z nim trochę pogadać w świetle Księżyca, bo od kilku dni jest pełnia. W ogóle to tak mocno świeci Pan Księżyc, że myślę, ze daje więcej światła dla CALM, niż naszych kilka jarzeniówek na budynkach, ale zobaczycie na zdjęciach, choć są robione z długim naświetlaniem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze jest mieć Przyjaciół… i dzień po dniu poznawać ich historię życia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie ma większej Miłości, niż ta, gdy ktoś życie swoje oddaje ze Przyjaciół swoich”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- taka Miłość to dopiero tajemnica, wyzwanie, odwaga, ofiara i radość… życzę Wam takiej właśnie Miłości, każdemu z Was na tą nadchodzącą Wielką Noc, taką Miłość pokazał nam już sam Bóg… Niech Pan Jezus, który właśnie dziś umarł, tak jak Ty czasem umierasz, jutro Zmartwychwstał, ale już razem z Tobą… Dobrej Nocy… Czuwającej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009040910WielkiCzwartekIPiatek?authkey=Gv1sRgCM-vxKviuZvAvgE&amp;feat=directlink"&gt;2009,04,09-10 Wielki Czwartek i Piątek&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4723674767856750709?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4723674767856750709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090411-01-04-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4723674767856750709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4723674767856750709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090411-01-04-pic.html' title='2009,04,11 – 01-04; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3931250792147781581</id><published>2009-04-09T22:27:00.000+03:00</published><updated>2009-04-11T02:05:40.966+03:00</updated><title type='text'>2009,04,09 - 22:27</title><content type='html'>Dziś Wielki Czwartek… nic nie będę pisał… będę słuchał…&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3931250792147781581?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3931250792147781581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090409-2227.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3931250792147781581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3931250792147781581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090409-2227.html' title='2009,04,09 - 22:27'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6080796684059510169</id><published>2009-04-08T23:21:00.000+03:00</published><updated>2009-04-09T00:27:20.979+03:00</updated><title type='text'>2009,04,08 – 23:21; (Pic)</title><content type='html'>Dziś jest wyjątkowy dzień, wyjątkowy w swej wyjątkowości… Czuję, że jest dla mnie jakoś szczególnie ważny, choć nie wiem do końca dlaczego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano piękna pogoda… Jak w raju… coś pięknego, ciepłego i błękitno-zielonego, przeplatane z ćwierkaniem ptaków i uśmiechami na twarzach ludzi… Szybko jak zwykle mi przedpołudnie minęło… jak zwykle mój czas był bardzo wypełniony… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie jak już młodsi chłopcy wrócili ze szkoły, ja sobie poszedłem na krótką drzemkę, ale szybko już przed 3-cią godziną mnie obudzili, Stuart z Eriją… Już miałem sobie spać dalej, myśląc aaa… do 3-ciej sobie pośpię, ale chwilę później wstałem, bo jak można spać, jak oni tam czekają na mnie… To prawda jak otworzyłem drzwi, już było ich kilku, a kilka minut później cała moja 13-15stka chłopaków z klasy 1 i 2. Usiedli pod moimi drzwiami, dlatego pomyślałem, że dziś się pomodlimy Koronką do Bożego Miłosierdzia, właśnie tutaj… I wiecie co… To była jakaś taka inna modlitwa niż zawsze, jakoś tak chłopcy się modlili w ciszy i skupieniu, bo zawsze to jest taki chaos i wszyscy wykrzykujemy słowa modlitwy albo szepczemy i często przybiera ona formę zabawy, ale dziś nie… dziś było tak bardziej prawdziwie, tak bliżej Pana Boga… ja też tak się czułem… Potem wzięliśmy kompa i puściłem dla nich kreskówkę „Po rozum do mrówek”, pewnie znacie ten film, świetna muzyka w nim jest… Czas szybko minął, a na końcówkę filmu załapali się nawet ci starsi, co właśnie ze szkoły wrócili. Ok. 17-tej zrobiliśmy próbę Jazz-Bandu… Oprócz naszych stałych piosenek dziś się uczyliśmy „No woman, no cry” Boba Marleya… bardzo proste chwyty: C G A-m F oraz C F C G… spróbuj… właśnie słyszę ze drzwiami świerszcza, który daje taki nocny koncert jak jakieś piłowanie, ale głośno… takie okazy tylko w Ugandzie… przyjeżdżajcie, posłuchajcie… Na Good-Night Talk Father mówił chłopkom o ważności Świąt Wielkiej Nocy… A na jutro, jak prawie co tydzień przygotowałem dla chłopaków pocięte fragmenty Ewangelii razem z cukierkami… Będę siedział pod bramą CALM i każdy idąc do szkoły, będzie miał z czym iść w Świat :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba tyle, co mogę Wam napisać… Obejrzyjcie fotki, kilka wrzuciłem z dzisiaj…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy słuchasz Sercem, a nie uszami – zwycięża Miłość”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tylko trzeba znaleźć czas, miejsce i zaufanie w sobie, żeby tak po prostu usiąść i posłuchać… a zobaczysz, że odnajdziesz, to czego szukałeś przez długi czas… co może cię zmienić i już nie będzie tak jak było, bo nadejdzie Dobro, Moc i Piękno…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090406OgladanieWilkaIZajaca?authkey=Gv1sRgCNvl2NT39NCwjgE&amp;feat=directlink&lt;br /&gt;"&gt;2009,04,06 Oglądanie Wilka i Zająca&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090408WyjatkowyDzien?authkey=Gv1sRgCKa2ufGdmtHWgQE&amp;feat=directlink&lt;br /&gt;"&gt;2009,04,08 Wyjątkowy dzień&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6080796684059510169?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6080796684059510169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090408-2321-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6080796684059510169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6080796684059510169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090408-2321-pic.html' title='2009,04,08 – 23:21; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-554003651546912524</id><published>2009-04-05T23:27:00.000+03:00</published><updated>2009-04-07T00:26:14.062+03:00</updated><title type='text'>2009,04,05 – 23:27; (Pic)</title><content type='html'>Tak… dziś niedziela palmowa u nas jak i u was… Przez całą poprzednią noc i poranek padał intensywnie deszcz. Nawet zimno było, ze 20 stopni… Dzień mi minął bardzo szybko. Po naszej Mszy porannej z dziesiątkami prawdziwych palm, musiałem trochę odpocząć. Kiedy masz malarię, jesteś bardzo osłabiony, bolą kości i mięśnie, tak jak podczas grypy. Jednak nie cały czas, są takie nawroty, potem jest dobrze, potem znów trzeba wskoczyć do łóżka na godzinną drzemkę, bo ciężko usiedzieć… Jedno jest pewne… Mówię to do tych osób, które szczególnie się martwią i często pytają o moje zdrowie… Więc jeśli nawet masz malarię to bierzesz leki, dużo śpisz, dobrze jesz i jesteś radosny, to żadna malaria nie jest mocniejsza ode mnie… (mam nadzieję, że tak jest, bo dotąd sobie dobrze z nią radzę, choć siostra Jude powiedziała, że to nie możliwe by Muzungu jak ja miał taki wysoki wskaźnik malarii – ok. 8 do 10 i że jest to dowód, że mój organizm musi być silny). Nie dam się żadnej malarii… ja mam tutaj wiele do zrobienia, ja mam chłopaków moich  tutaj… nie pozwolę żeby jakieś dzikie małe bakterie popsuły mi, to co buduję…&lt;br /&gt;O tej malarii to pisałem szczególnie dla mojej mamy, bo jak z nią rozmawiałem dzisiaj na skypie to powiedziałem jej, że zdrowy jestem… mamciu, nie ma co się martwić… ja jestem mocny… To niesamowite, ile tu się dzieje codziennie cudów… a ja jaj…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak dziś po obiedzie, a był naprawdę dobry, bo to pozostałości po wczorajszej imprezie… Bo wczoraj Father urodziny miał, półwiecze mu stuknęło… No i wiele dla mnie obcych gości było, no ale podobno wesoło było… ja wcześniej poszedłem spać… zaraz jak tylko skończyliśmy z chłopakami nasze sobotnie kino… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale z grubsza rzecz biorąc to gołąbki finałowo jadłem, na tym obiedzie, choć już sam nie wiem. Po obiedzie trochę pograliśmy z Jazz-Band, jedna osoba chyba już odeszła z Jazz-Band, ale za to chłopaki z Kamuli wczoraj przyjechali do domu na wakacje, więc mamy dodatkowych muzyków… czad… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem ok. 17 siostry z Ruandy chciały się gdzieś przejść, więc poszedłem z nimi tak po naszej wiosce dookoła… Zabrałem ze sobą Patricka i Erije… Ale wiecie jak to jest, że taki mały 7-letni Erija tuli się do twojej ręki przez całą drogę… wtedy się czuję, że dobrze, że tu jestem… że jestem blisko… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem wieczór szybko minął, pogadałem trochę na gadulcu, a raczej tylko odpisałem na wiadomości, czasem nawet gdybym tylko chciał tak od siebie kogoś zaczepić na gg, to to jest prawie nie możliwe, bo jak tylko odpisze na wiadomości od innych to już czas mnie goni i muszę lecieć do obowiązków… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorkiem, to znaczy prawie przed chwilą, pogadaliśmy trochę z siostrą Weroniką, jest z Czaplinka… I wiedzie co? Jak się tak posłucha trochę, o tym co robi, tam na Misji w Ruandzie, o życiu, o pracy, o smutkach i radościach… to się czuję, jak by się z takim Aniołem rozmawiało… szkoda, że na Świecie mamy tak mało dobrych i mocnych osób, jak ta nasza polska siostra… To się nazywa heroizm… Jak jej życie się różni często od naszego europejskiego standardu, jak ideały się różnią, jak bardzo różni się pojęcie Miłości… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostro Weroniko… bądź Mocna i Piękna w tym, co robisz, a wszystko wypełni Dobro… którym jest Bóg…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ofiarowanie życia jest Drogą Radości…”- takie dziś zdanie znalazłem spośród dziesiątek kartek, które wiszą nad moim biurkiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja myślę siostro, że ty w tym wszystkim, jesteś Radosna, co jest oznaką Szczęścia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090405NiedzielaPalmowa?authkey=Gv1sRgCMmBt9GitdvDQA&amp;feat=directlink"&gt;2009,04,05 Niedziela Palmowa&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-554003651546912524?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/554003651546912524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090405-2327-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/554003651546912524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/554003651546912524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090405-2327-pic.html' title='2009,04,05 – 23:27; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5867906233217003250</id><published>2009-04-03T21:37:00.000+03:00</published><updated>2009-04-07T00:19:59.479+03:00</updated><title type='text'>2009,04,03 – 21:37; (Pic)</title><content type='html'>To znowu ja… Niektórzy z was myślą, że nasz blog powoli wymiera i nic się nie dzieje… Właśnie wtedy się dzieje bardzo dużo nie mam czasem czasu i sił by o tym pisać, ale nie poddaję się piszę was jeszcze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem kiedy ostatni raz wam pisałem co u mnie się dzieje, ale napisze to co na bieżąco pamiętam, bo zaraz spać lecę, bo na jutro wypoczęci jest mi potrzebne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc wiecie o tym pewnie, że wczoraj była rocznica śmierci naszego papieża Jana Pawła. W Polsce pewnie o tym głośno, tutaj w Afryce nie koniecznie, ale wczoraj jakoś tak szczególnie o tym pamiętam, miałem to w sobie pośród zgiełku, zamieszania, hałasu i twarzy setek ludzi widzianych na ulicach Nairobi, stolicy Kenii. Wczoraj z Paulem wcześnie rano, bo aż o 5 godz. mieliśmy samolot od Nairobi. Przyznam się, że wcześniej spałem tylko 3 godziny, czego skutki odczuwałem podczas całej małej kenińskiej przygody… W Nairobi byliśmy o 6 rano, samolot tak pędził szybko, że ja tego nie ogarnąłem, tylko że szkoda, że na wschód Słońca z lotu ptaka się nie załapałem, ale to nic, Słońce i tak wstało zaraz po tym jak wylądowaliśmy. Odprawa była bardzo długa, wielkie kolejki były. Nairobi jest najbogatszą wschodnioafrykańską stolicą, wiele się tu dzieje jeśli chodzi o kulturę, produkcję, handel, import, export, politykę, turystykę, biznes, gdzie można to odczuć na każdym kroku. Stojąc w kolejce po wizę, usłyszałem polskie zdania, odwracam się i widzę małżeństwo wysokie jak dęby i gadający po polskiemu. Więc i ja zagadałem, że to taki zbieg okoliczności to i tak mało Polaków i w tym momencie głos za głowy się odezwał : „No i ja jestem Polak”… Mężczyzna ten też okazał się Polaskiem, co potwierdził wyglądem i polską mową. No ja już byłem w szoku, bo w Ugandzie nie spotyka się od tam Polaków… Tak to jest, po prostu jest tu ważny węzeł komunikacji lotniczej, z którym są dziesiątki połączeń bezpośrednich ze światem, dlatego jeśli ktoś sobie wymyślił, że poleci do Afryki nie północnej to prawie na pewno otrze się o Nairobi… ale o czym ja tu piszę… Więc jak już im życzyłem wszystkiego dobrego, to z Paulem jakoś szybko znaleźliśmy taxi, która zabrała nas do Ambasady Polskiej, co też było naszym celem naszej podróży… i co? Słuchajcie ostatni raz w takim korku jechałem w Poznaniu do Katedry z ludzikami z akademika, jak papież umarł, to było 4 lata temu. Z 10 km jechaliśmy ze 2 godziny, jednak był czas do spania. Tylko setki metrów sześciennych spalin nie pozwalało czasem nawet oddychać. Kiedy już wreszcie dojechaliśmy do celu, okazało, się że Ambasada zmieniła adres, ale nasz driver wiedział gdzie to jest i zabrał nas tam. Teraz droga była bardziej miejska.. Znaleźliśmy polski budynek dopiero ok. 10 tej… Skoczyliśmy do centrum handlowego na śniadanie i potem załatwiliśmy naszą sprawę z konsulem. Bardzo miły i rzetelny człowiek z tego naszego polskiego konsula, no i po polskiemu gadoł. Zapytałem się czy by nam nie podarował jakiś pokojów na kilkugodzinny sen i ten miły człowiek się zgodził, także chwilę się przekimaliśmy, jednak tylko ok. 30 min. bo potem polska abasacka ekipa zaprosiła nas na obiad. Pojechaliśmy to tego samego centrum, co śniadanie jedliśmy. Pogadaliśmy z nimi trochę na różne tematy, o CALM im opowiedziałem więcej i takie tam. Mówię wam, naprawdę dobrzy ludzie z nich, tacy swojscy, tacy polscy. Cieszę się, że gdziekolwiek się jest w świecie – na Polaków można liczyć… &lt;br /&gt;Potem pojechaliśmy do Centrum by kupić bilety na nocny autobusowy powrót do domu i coś tam pozwiedzać. Za bardzo nie wiedzieliśmy co jest warte zobaczenia, ale jak rozmawiałem z konduktorem matatu – „maly bus taxi” mówił, że wszystko w Nairobi jest ciekawe. Także opowiedział mi trochę o swoim życiu, młody chłopak, James, ma żonę i syna Daniela, powiedziałem mu, że Daniel to mocne imię, w końcu Daniel z lwami walczył. Kiedy już byliśmy w centrum po prostu szliśmy ulicami zatłoczonej, radosnej i hałaśliwej Nairobi… Doszliśmy do jakiegoś Muzeum Archiwów Narodowych, tam weszliśmy i wiele rzeczy dowiedziałem się o Keni a także o całej Afryce. Najbardziej interesujące dla mnie było o Masajach – jest to grupa etniczna, która żyje do dnia dzisiejszego. Wiecie o tym, by Masaj mógł się stać Masajem, musi najpierw lwa zabić i przywdziać jego grzywę… Tylko, że teraz mają problemy, bo rząd bardzo ściga za ich zabijanie, bo lwy są pod ochroną… No cóż… nie można mieć wszystkiego, wybieraj: Park Narodowy pełen lwów lub wioska Masajów pełna prawdziwych mężczyzn… tu już zdania są podzielone, ale co jak co, ich sylwetka wywarła dla mnie wielkie wrażenie… Pamiętam jak jechaliśmy z Anią przez Tanzanie, para Masajów jechała z nami autobusem, ale czad. Już ok. godz. 17, poszliśmy napić się czegoś ciepłego, trafiliśmy do miłej kawiarni na jakimiś swerku. Powiem, że tylu w Nairobi Bazungu, że ho ho. Prawie na każdym kroku można spotkać jakiegoś białasa. Ogólnie jest tam mix narodowości… Zaraz po 17tej wpadliśmy na pomyśl, że może jakiś kościół katolicki znaleźć, bo kościołów tam wiele, ale tylu wyznań, że u ha ha. Dziwnym zbiegiem okoliczności najbliższy nas okazał się katolicki i jeszcze w dodatku największy w mieście, będący katedrą… wielki zbudowany z masywnych cementowych bloków z wierzą na 70 metrów. Akurat trafiliśmy na Msze św., więc zostaliśmy. Pod kościołem potem spotkałem pewną starszą kobietę – Marię, która żebrała o pieniądze dla swoich dzieci. Posiedziałem trochę z nią, trochę mi opowiedziała o swoim życiu a ja o swoim, powiedziałem, że moja mama także ma na imię Maria. Bardzo się ucieszyła. Wiecie o tym, że w tą katedrę błogosławił osobiście nasz papież w 1980 r. czego dowodem była 4 metrowa wielka tablica z jego słowami… Ale czad… Potem tylko zostawiłem list od naszego chłopaka z CALM – Vicenta, który uciekając z Ugandy, trafił właśnie tam i mieszkał przy tym kościele przez 7 miesięcy. Też nie przypuszczałem, że trafimy do tego właściwego kościoła, bo Vicent poszukuje swojej ciociu, która jest dla niego bardzo cenna, chce by go zabrała do Europy, do Włoch, jak też obiecała. No nie wiem… Zostawiam to im i powtarzam, że w Europie to wcale to takie niebo nie jest, tylko też trza ciężko pracować… Już po tym przemierzając wieczorne ulice Nairobi, doszliśmy do naszego przystanku autobusowego. Ale co chciałbym powiedzieć: że w Nairobi można spotkać bardzo kolorowe i głośne matatu i autobusy, myślę nawet, że to taka część tutejszej kultury, że na samochodach publicznego transportu można zobaczyć dziesiątki kolorowych światełek, neonów, małe TVs w środku i bardzo głośna muzyka. I tak jeżdżą chłopaki i szpanują swoimi taxi… mówię wam dzięki temu, miasto wieczorne nabiera takiego pędu i koloru, muzyki i radości, że ho ho… Także podobno bardzo trza uważać, bo jest to jedno z najniebezpieczniejszych miast Afryki, myślę, że Nairobi to taki afrykański Amsterdam, to mogę powiedzieć z całą pewnością, tu jest wszystko dozwolone. Tak, Amsterdam to odpowiedni odpowiednik :) Kiedy już siedzieliśmy w pierwszych fotelach autobusu, odczułem ulgę, że już możemy odpoczywać i spać wracając 12 godzin do domu. W sumie się pomyliłem, bo droga była koszmarna, takie dziury, szczególnie jadąc przez pustynie, a nasz kierowca to wariat był… Ścigał się z innymi jak by w grę komputerową grał. U nich nie ma pojęcia chodnik i że tak są ludzie. Jak prowadzę autobus to przecież wszyscy się mnie boją, czego doświadczyliśmy w praktyce. Na granicy byliśmy ok. 3 nad ranem. W ogóle prawie na każdej afrykańskiej granicy można spotkać o każdej porze dnia i nocy wymieniaczy walut, szczególnie są chętni na bazungu, którzy najczęściej nie znają się na pieniądzach. Ja tam zawsze z nimi próbuję gadać o czymś innym niż kasa, wtedy się mieszają i im głupio. Słuchajcie… Tak na tej granicy poznałem pewnego „wymieniacza”, który ma na imię „Sracz”… Jakoś tak uśmiech mi się cisnął na twarzy i myślałem: dobrze, że ten „biedak” polskiego nie zna, bo by głupio było. Rozmawiałem z nim o życiu jak to nazwał, rozmawialiśmy nawet o Bogu… Bo zobaczył Krzyż na mojej szyi. Tutaj w Afryce o Bogu się mówi bardzo otwarcie, prawie nikt się nie wstydzi swojej wiary, w to, że Jezus prawdziwie żyje w innych, że Mahomet powróci i takie tam… Tylko na koniec było mi ciężko powiedzieć „Well… God bye Sracz…” no ale się udało…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W domu byliśmy ok. 7 rano. Cały poranek dziś był pochmurny i deszczowy, trochę odpocząłem i ogarnąłem zaległości… Popołudniu pojechałem do przychodni się zbadać na malarię, bo ostatnio się źle czuję… i co?? Tak, tak wreszcie jest… Mam malarię, udało się:) Father powtarza, że być w Afryce a nie mieć malarii to jak… coś tam… już nie pamiętam, no ale sens znacie… Jak np. Lipiany bez Przemka, albo jak Słońce bez promieni. Wieczorem zrobiliśmy Drogę Krzyżową, już prawie ostatnią… Kiedy już było ciemno, prąd przychodził i odchodził, ale wreszcie już jest także mogę wam pisać… Będę kończył, bo jutro mam wiele pracy… trudny i piękny dzień mam nadzieję będzie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co na koniec? Wciąż powtarzam… &lt;br /&gt;„Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę…”&lt;br /&gt;Dziś tego doświadczyłem… Jak wrócili ze szkoły podbiegli do mnie i prawie rzucili się na mnie zgraja tych najmłodszych łobuzów… Moi chłopcy z CALM – jesteście dla mnie bardzo ważni… Jak trudno mi będzie was zostawić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już spię… Nie ma mnie… Dobranoc Eskimosi, ale tacy już całkiem całkiem wiosenni Eskimosi… :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090401KaplicaIKampala?authkey=Gv1sRgCIq62fLr0oWB9AE&amp;feat=directlink"&gt;2009,04,01 Kaplica i Kampala&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090402NairobiDyplimatycznaMisja?authkey=Gv1sRgCLGVmP2ZkNnf7QE&amp;feat=directlink"&gt;2009,04,02 Nairobi - dyplimatyczna misja&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090403NaszaKolejnaDrogaKrzyzowa?authkey=Gv1sRgCOTixKSduozpPg&amp;feat=directlink"&gt;2009,04,03 Nasza kolejna Droga Krzyżowa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090404MadePartickWygUpyWSzkolePrzeciezToSobota?authkey=Gv1sRgCLTOoKyn2_-J1gE&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2009,04,04 Made Partick - wygłupy w szkole, przecież to sobota&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5867906233217003250?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5867906233217003250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090403-2137-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5867906233217003250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5867906233217003250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/04/20090403-2137-pic.html' title='2009,04,03 – 21:37; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7920459508888292119</id><published>2009-03-30T22:45:00.000+03:00</published><updated>2009-04-07T00:01:59.937+03:00</updated><title type='text'>2009,03,30 – 22:45; (Pic)</title><content type='html'>Tak łatwo z rąk wymyka się&lt;br /&gt;Ucieka wciąż, znika we mgle&lt;br /&gt;A Ty je chcesz na własność mieć&lt;br /&gt;Chcesz zamknąć na klucz&lt;br /&gt;Przed światem schować&lt;br /&gt;Skryć - jak skarb swój&lt;br /&gt;Prywatny skarb... niemożliwe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo szczęście to przelotny gość&lt;br /&gt;Szczęście to piórko na dłoni&lt;br /&gt;Co zjawia się, gdy samo chce&lt;br /&gt;I gdy się za nim nie goni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym więcej chcesz im więcej masz&lt;br /&gt;Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd&lt;br /&gt;Lecz to nie to, nie - to nie tak&lt;br /&gt;I ciągle czegoś nam brak do szczęścia&lt;br /&gt;Wciąż nam brak, tak zachłannie brak&lt;br /&gt;Otwórz oczy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęście to ta chwila, co trwa&lt;br /&gt;Niepewna swojej urody&lt;br /&gt;To zieleń drzew, to dzieci śmiech&lt;br /&gt;Słońca zachody i wschody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc nie patrz w dal,&lt;br /&gt;Bo szczęście jest tuż obok w nas&lt;br /&gt;W zwyczajnym dniu, w zapachu domu&lt;br /&gt;Wśród chmur, w ciszy traw&lt;br /&gt;Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo szczęście to przelotny gość&lt;br /&gt;Przebłysk słonecznej pogody&lt;br /&gt;I dużo wie, kto pojął, że&lt;br /&gt;Szczęście to garść pełna wody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęście to ta chwila, co trwa&lt;br /&gt;Szczęście to piórko na dłoni&lt;br /&gt;Co zjawia się, gdy samo chce&lt;br /&gt;I gdy się za nim nie goni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009033031BombowaGraZMaluchami?authkey=Gv1sRgCJDM9LThrL6n7wE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,30-31 Bombowa gra z maluchami&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7920459508888292119?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7920459508888292119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090330-2245-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7920459508888292119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7920459508888292119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090330-2245-pic.html' title='2009,03,30 – 22:45; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4576994921565285514</id><published>2009-03-27T23:50:00.000+03:00</published><updated>2009-03-28T00:01:00.677+03:00</updated><title type='text'>2009,03,27 – 23:50; (Pic)</title><content type='html'>Ja tylko tak na chwilkę… Chciałbym powiedzieć, że to niesamowite jak to się wszystko układa… Mówię Wam, że Ktoś musi przesuwać pionki w moim życiu, że ja już tego nie ogarniam… Jedynie, co mnie ogarnia teraz to zmęczenie kolejnym dniem, ale takie dobre zmęczenie, bo owocem jego jest wielka Nadzieja i Radość w Sercu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bóg może uczynić nieskończenie więcej niż prosimy i rozumiemy…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090327PiatkowaDrogaKrzyzowa?authkey=Gv1sRgCNDe4oz3l8TDUw&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,27 Piątkowa Droga Krzyżowa&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4576994921565285514?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4576994921565285514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090327-2350-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4576994921565285514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4576994921565285514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090327-2350-pic.html' title='2009,03,27 – 23:50; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-576832214789925106</id><published>2009-03-26T23:44:00.000+03:00</published><updated>2009-03-26T23:57:37.033+03:00</updated><title type='text'>2009,03,26 – 23:44</title><content type='html'>Psalm 18… to wszystko…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-576832214789925106?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/576832214789925106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090326-2344.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/576832214789925106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/576832214789925106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090326-2344.html' title='2009,03,26 – 23:44'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8330086139151413750</id><published>2009-03-26T00:07:00.000+03:00</published><updated>2009-03-26T23:57:00.649+03:00</updated><title type='text'>2009,03,26 – 00:07; (Pic)</title><content type='html'>Czasem mam wrażenie, że jestem już zmęczony tym blogiem trochę… ale szybko przychodzi nadzieja i nowa Moc, by usiąść kolejnego wieczora i pisać, pisać… bo w życiu jest pięknych tyle chwil, którymi chciałbym się z Wami podzielić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle to, co się działo przez ostatnich kilka dni, to jest moje i jakoś to wszystko mnie buduje, nie wiem jak to się dzieje…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś??? Piękna pogoda od rana, kiedy w Polce jeszcze sypią ostatnie śniegi, u nas w Namugongo ciągle „sypie” Słońce promieniami i to jakimi upalnymi… tak też było dziś…&lt;br /&gt;Choć ostatniej nocy nie spałem wiele, bo tyle pracy miałem, to udało się wstać zaraz po 6tej godzinie rano, poszedłem na wschód Słońce, przywitać nowy dzień, nabrać Mocy, porozmawiać… Do południa czas jak zwykle skrzętnie wykorzystany, jak zwykle także nie starczyło mi go na wszystkie rzeczy, ale nie można mieć wszystkiego… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na obiad poszedłem do chłopaków starszych i pracowników, bo u nas w staffie nikogo nie było, jakoś wszyscy wybyli, ale i tak poszedłbym do nich jeść, bo im obiecałem… Także dziś poszo, matoke i fasola na obiad… Ale przy tym jak sobie z nimi pogadałem… Wilson, Musa, Bryan, Silver… Naprawdę na nich mogę liczyć, tym bardziej, że są to najstarsi nasi podopieczni, mają po 20 lat. Gadaliśmy w wiele tematów, fajne jest to, że chłopaki mają w sobie takie dobre ideały i to w dobrym momencie, kiedy to są na przedsionku prawdziwej samodzielności w życiu… Bardzo ich interesuje to jak jest w Polsce, dla nich ten nasz polski świat jest taki daleki i nie do wyobrażenia… Bardzo by chcieli przyjechać, by poznać to, co polskie… Po obiedzie zrobiliśmy 3 metrowy krzyż z grubych pni drzew, byśmy mieli na piątkową Drogę Krzyżową… o 15tej jak co tydzień przyjechały siostry dominikanki na katechezę najmłodszych… Zawsze tez na początku siedzę z nimi, najpierw każdy się żegna, ja jak zawsze po polskiemu, wtedy wybuchają śmiechem kiedy mówię „i Ducha Świętego” bo po luganda „duka” to „biegać”. Potem modlimysię Koronką do Bożego Miłosierdzia, a to już w luganda prawie znam… Siostry także zawsze coś tam dobrego przywiozą, dziś były placki smażone z masy bananowo-kasawowej… coś pysznego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem chłopaki chwilę porysowali a następnie tak ok. 17 pobiegłem pograć w nogę, dziś na duże bramki… stałem na obronie, nr 3, choć najczęściej na lewym ataku jestem. Jednak sobie pomyślałem, że aby dobrze atakować, najpierw należy się nauczyć dobrze bronić… lubię stać na obronie, kiedy to sam zdobędę piłę, i dośrodkuję przez całe boisko aż do linie ataku… wiecie o co chodzi, a może tylko szczególnie faceci – wy znacie co za uczucie tak przelobować wszystkich… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem na Good Night Talk powiedziałem chłopakom historyjkę o jeszcze nie narodzonych bliźniakach… Wziąłem dwóch chętnych na środek: Moses Lokomol i Rysiek Kelemba… położyli się z pozycji embrionalnej na trawie, a ja opowiadałem ich dialog przeskakując z jednego na drugiego. Był to dialog… wkleję wam tę historyjkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadzieja&lt;br /&gt;     W brzuchu ciężarnej kobiety były blizniaki. Pierwszy zapytał drugiego: &lt;br /&gt;- Wierzysz w życie po porodzie? &lt;br /&gt; - Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem. &lt;br /&gt;     - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać? &lt;br /&gt;- No nie wiem, ale bedzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią... &lt;br /&gt;     - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina. &lt;br /&gt;- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, i ta się bedzie o nas starać. &lt;br /&gt;     - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest? &lt;br /&gt;     - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było. &lt;br /&gt;     - Nie wierzę! Zadnej mamy nie widziałem czyli jej nie ma... &lt;br /&gt;     - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę,że prawdziwe życie zaczyna sie dopiero później... &lt;br /&gt;Autor nieznany &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem mój mały komentarz do tego… Szczególnie o tym, aby potrafili zobaczyć Boga, który jest niewidoczny tak od razu gołym okiem… Nie patrzeć „na”, ale „przez”, wtedy się go ujrzy, usłyszy, spotka… Patrzcie na wszystko co On stworzył, począwszy od gwiazd na niebie a skończywszy na świetlikach… ba… spójrzcie na człowieka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mi także ta historyjka się podobała i jakże jest prawdziwa… Kiedy chłopaki poszli się uczyć, ja się chwilę przekimałem, potem kolacja, przejście po pokojach, dziś coś taki chaos panować wszędzie…Fajne było to, że ci chłopacy, którzy się spóźnili na naukę, musieli leżeć na trawie patrząc w gwiazdy aż do północy, taka im karę dał wujek Don… Chyba tylko na kolacje mieli przerwę… Ale czad… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie to to już chyba koniec opowiadania o tym dniu… a może jeszcze coś… Chyba tak… sobie ostatnio pomyślałem, jak bardzo chłopaki potrzebują takiej bliskości osoby dorosłej, szczególnie ci najmłodsi, co mają po 6, 7 lat… Kiedy już obcykali, że mogą zawsze do mnie przyjść, wykorzystują prawie każdą sytuacje… choćby po to, bym położył swoją dłoń na ich głowie, choćby po to by pobawić się moimi włosami… usiąść blisko i tak po prostu być… Nie popsuj tego Przemek… to cenny dar dla ciebie dany od tych „najmniejszych”… tych, których „aniołowie nieustannie się wpatrują w oblicze Boże”… to oni są chyba moją największą radością tutaj… te najmłodsze łobuzy… ah… kiedy do nich mówię „Łobuzy”… wtedy parafrazują to i mówią „Łobzie”, co jest przybliżeniem polskiego „dobrze”, bo to słowo akurat znają… wtedy ja się uśmiecham i mówię „no już dobrze, dobrze, niech będzie, że dobrze, a nie łobuzy…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090325KatechezaDlaMaluchowOdSiostr?authkey=Gv1sRgCJzZ8L7EofG84AE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,25 Katecheza dla maluchów od sióstr&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8330086139151413750?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8330086139151413750/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090326-0007-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8330086139151413750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8330086139151413750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090326-0007-pic.html' title='2009,03,26 – 00:07; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3462290797881346361</id><published>2009-03-24T23:09:00.000+03:00</published><updated>2009-03-26T23:50:28.804+03:00</updated><title type='text'>2009,03,24 – 23:09; (Pic)</title><content type='html'>Psalm 27 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090323CALMJakSOnceWZenicie?authkey=Gv1sRgCIG49MrDpNLDZA&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,23 CALM jak Słońce w Zenicie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090324GryZMOdymi?authkey=Gv1sRgCKHIxM2WqtaXQA&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,24 Gry z młodymi&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3462290797881346361?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3462290797881346361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090324-2309-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3462290797881346361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3462290797881346361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090324-2309-pic.html' title='2009,03,24 – 23:09; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3721475957340601013</id><published>2009-03-22T21:51:00.000+03:00</published><updated>2009-03-26T23:49:29.607+03:00</updated><title type='text'>2009,03,22 – 21:51; (Pic)</title><content type='html'>Przychodzi czasem ciemność… Jednak pozostaje jeszcze iskierka Nadziei… I to ona zawsze wystarcza, aby znów zapłonęła fontanna Światłości… Miłości…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090322CelebrowanieMszyPrymicyjnejFrThomasa?authkey=Gv1sRgCML60OSizfbrJg&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,22 Celebrowanie Mszy prymicyjnej Fr. Thomasa&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3721475957340601013?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3721475957340601013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090322-2151-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3721475957340601013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3721475957340601013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090322-2151-pic.html' title='2009,03,22 – 21:51; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5857460197039555887</id><published>2009-03-21T23:35:00.000+03:00</published><updated>2009-03-26T23:48:40.946+03:00</updated><title type='text'>2009,03,21 – 23:35; (Pic)</title><content type='html'>Tak, tak… dziś już pierwszy dzień wiosny… Niestety się nie przebrałem za nikogo innego, jak to czasem robię na Dzień Wiosny. Tak, dziś zdecydowanie byłem Przemkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już pozostało tylko trzy miesiące mojego pobytu tutaj, może już na pierwszy dzień lata już będę z Wami w Polsce… Zobaczymy… A póki co, to jutro nasze Słońce będzie nad Namugongo w Zenicie, czyli w najwyższym punkcie nieboskłonu, pamiętacie, pisałem o tym także pół roku, ok. 23 września… i już wtedy się zastanawiałem, co się zmieni we mnie, na CALM, wszędzie, kiedy Słońce powróci znowu w ten najwyższy punkt… Kto o tym myśli, myślicie, jakiś wariat z tego Przemka… jakiś astronom zakręcony… a nie powiem, studiowałem jak wiecie a może i nie, przez rok astronomię w Poznaniu… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do rzeczy… dziś wiele się działo i przez ostatnie dni także… ale chciałbym powiedzieć, o tym, że 3 muszkieterowie zawsze mówili:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”… dobrze.. dobrze…&lt;br /&gt;Od dziś się pokory uczę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę wszystkim wam jak tak siedzicie i czytacie… dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090319KampalaUAlkaPatlamentJezioroVictorii?authkey=Gv1sRgCL7S-bef8viYPw&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2009,03,19 Kampala, u Alka, Patlament, jezioro Victorii&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090320KampalaIPowrotDoDomu?authkey=Gv1sRgCLzrotrQ4-HM2QE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,20 Kampala i powrót do domu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090321MadePatrickMeczSobotniWKira?authkey=Gv1sRgCKXnmaeY0_31Ug&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,21 Made Patrick - mecz sobotni w Kira&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5857460197039555887?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5857460197039555887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090321-2335-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5857460197039555887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5857460197039555887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090321-2335-pic.html' title='2009,03,21 – 23:35; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6246672350179044013</id><published>2009-03-17T23:14:00.001+03:00</published><updated>2009-03-17T23:14:58.091+03:00</updated><title type='text'>2009,03,17 – 22:49; (Pic)</title><content type='html'>To był dobry dzień… Niech pozostanie w mej pamięci jako bardzo dobry dzień… Takie dni sprawiają, że czujesz prawdziwą obecność i łaskę dobrego Boga… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to, że czuwa nad nami nieustannie… najlepszy Ojciec…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On tu jest pośród nas, tak naprawdę… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno Go ujrzeć w drugim człowieku, ale wiecie co? To możliwe… Tylko nie patrz „na” ale „przez”… a odnajdziesz Go…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Właśnie przeczytałem mejla, że zmarł tato, pewnej Agnieszki, która jest naprawdę dobrą osobą… W mejlu była prośba o modlitwę za jego duszę, dlatego ja postaram się nie zapomnieć a i was o to proszę… Tyle osób dziennie umiera, a może ta jedna dusza czeka właśnie na nasze wstawiennictwo do Boga, by jemu pomógł…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009031617KaplicaIChOpakiJakZawsze?authkey=Gv1sRgCI3Ukf2c0Im4uwE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,16-17 Kaplica i chłopaki jak zawsze&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6246672350179044013?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6246672350179044013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090317-2249-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6246672350179044013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6246672350179044013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090317-2249-pic.html' title='2009,03,17 – 22:49; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1789965774763454222</id><published>2009-03-16T22:20:00.000+03:00</published><updated>2009-03-16T22:42:36.413+03:00</updated><title type='text'>2009,03,16 – 22:20</title><content type='html'>Nie będę pisał wiele… Dziś się zachwyciłem, ale tak jakoś inaczej, tak że uśmiech masz na twarzy, a w Sercu wielką radość… A czym?... Z przed 15 min. może. Kiedy chodziłem po pokojach i życzyłem dobrej nocy chłopakom moim, znalazłem małego Williama 6-letniego jak spał pod ścianą. Wysłałem go spać, a on tak zaspany jak zombii wskoczył do łóżka, a jeden z chłopaków z jego pokoju – Johny, który taki trochę twardy jest – mało otwarty na innych, właśnie dziś przykrył małego Williama, opatulił go kocem i powiedział dobranoc… Jak byście widzieli tą scenę, to tak jakby ojciec kładł do łóżka synka… Aż Serce ściska, że chłopcy tak o siebie dbają nawzajem… to nic, że czasem się biją, najważniejsze, że jest na CALM obecny Bóg i zapewne to On czyni te codzienne małe-wielkie cuda…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ty także możesz być „cudotwórcą”… wystarczy, że będziesz czynić dobro każdego dnia… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niech w Twoim życiu zawsze triumfuje dobro…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba się nieustannie wzruszać niczym Samarytanin, wypatrywać poranionego człowieka niczym Orzeł i chodzić w obecności Boga niczym Wojownik chodzący w obecności Króla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym się taki stawać… dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1789965774763454222?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1789965774763454222/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090316-2220.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1789965774763454222'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1789965774763454222'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090316-2220.html' title='2009,03,16 – 22:20'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4912949354582373097</id><published>2009-03-15T22:16:00.000+03:00</published><updated>2009-03-15T23:32:38.840+03:00</updated><title type='text'>2009,03,15 – 22:16; (Pic); (Aud)</title><content type='html'>Szybko napisze jak tam było dziś i już spadam spać. Dziś niedziela, połowa już marca, ale ten czas leci, a jeszcze tyle do poznania, tyle do przeżycia… tyle na mnie jeszcze czeka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś był cały dzionek słoneczny od ucha do ucha, to znaczy od wschodu do zachodu, od drzew bananowych o poranku aż do eukaliptusowych wieczorem… Rano wstałem już o 7 godz. Przygotowałem wszystko na zbliżający się dzień. Jakoś przed 9tą w pośpiechu zjadłem śniadanie, a potem zaraz Msza, która dziś była trochę opóźniona, bo chłopaki się spowiadali, to znaczy zawsze w niedzielę jest na to czas, ale dziś była długa kolejka do Fathera… Ale dobrze wykorzystaliśmy z chłopakami ten czas. Potem na Mszy spodobała mi się bardzo piosenka „change me heard o lord”. Taki czad.. Znajdź sobie w necie, warto… Po Mszy chłopaki pobiegli na śniadanie, a była już chyba 11 godz. a ja ze starszymi chłopakami, zamontowaliśmy sprzęt grający, instrumenty i wszystko co trza. Kiedy wszyscy mieli katechezę jak co tydzień przed obiadem, my graliśmy. Powiem wam, że idzie coraz lepiej, chyba coś będzie wreszcie z tego Jazz-Bandu… Mówią wam jak mi się ciężko pisze, bo zmęczenie mnie pożera, ale jestem twardy… Pograliśmy tak do obiadu, zaczęliśmy nawet piosenkę „Chcę wywyższać imię Twe…”, dobry kawałek bo szybki…na obiad poszedłem do chłopaków, dziś był ryż z sosem orzeszkowym, dobre jadło, mówię wam… W ogóle Alan wysprzątał cała jadalnie jeszcze przed obiadem, byśmy mogli zjeść z czystych stołów i w ogóle… zuch chłopak… po obiedzie poszliśmy grać w piłkę. Chwilę się zastanawiałem czy iść, bo słońce o godz. 15 jest jeszcze wysoko i jest bardzo mocne, zawsze jak grałem w tej porze, miałem ból głowy. Ale dziś założyłem mokrą koszulkę na łeb i na boisko. Ale sobie pograłem, tak ok. 17tej wpuściłem na swoją pozycję Lusisiego, bo chciał grać. W ogóle ogoliłem się dziś wreszcie… Potem szybki prysznic i tak po prostu byłem tu i tam, by pobyć z chłopakami… Także dziś popołudniem przyjechali do nas chłopaki z „Voise of hope” – „Głos nadziei”, to taka organizacja co pomaga dzieciom ze slumsów. Okazało się, że już ponad setkę naszych byłych i teraźniejszych chłopaków, podobno oni przywieźli. Jeden ma na imię Gilbert a drugi Paul, bardzo. Gilbert trochę mi opowiedział swojej pracy. Umówiłem się z nim na środę, że pojadę z nim na slumsy, gdzie będziemy mogli pomagać rozdając jedzenie i lekarstwa, zobaczymy jak to będzie. Pojadę pierwszy raz na próbę…Ale czuję, się że to taki kolejny rozdział mojej afrykańskiej małej-wielkiej Misji… mam nadzieję, że uda się…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem na GoodNight Talk po słówku Wandery, ja tak wstałem na środek i tak po prostu podziękowałem chłopakom ze dobry dzień, wymieniając po kolei wszystkie rzeczy, które nas spotkały dzisiaj. Potem na 30 min. się przekimałem, bo już nie dało się więcej ze mnie wycisnąć energii… Następnie szybka kolacja i poszedłem z chłopakami kleić ich buty, bo niedziela wieczór na CALM to wszechpanujące przygotowanie do szkoły, od butów po prasowanie, wszystko, wszystko… Potem nagraliśmy jakąś rozmowę na moją komórkę, którego nagrania także możecie ściągnąć i posłuchać (Aud). Na koniec przeszedłem po pokojach powiedzieć dobranoc i tyle mnie spotkało uśmiechów, radosnych spojrzeń, uścisków za rękę… Ale się cieszę, że mam okazję tu być…A jak będzie ciężko mi opuścić moich chłopaków… Wiedzie co… i już tam zmęczenie wygrywa, że napiszę tylko dobranoc… :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009031214PokojKaplicaIChinczyk?authkey=Gv1sRgCPvmuqXH-tXKQw&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,12-14 Pokój, kaplica i chińczyk&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090315WariatyMajaNiedziele?authkey=Gv1sRgCIy8j4DEs8XnFA&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,15 Wariaty mają niedzielę&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.mediafire.com/?jzjntttiknz"&gt;Blog audio - 2009,03,15&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4912949354582373097?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4912949354582373097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090315-2216-pic-aud.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4912949354582373097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4912949354582373097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090315-2216-pic-aud.html' title='2009,03,15 – 22:16; (Pic); (Aud)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5232144452962287322</id><published>2009-03-14T23:39:00.000+03:00</published><updated>2009-03-15T00:14:37.925+03:00</updated><title type='text'>2009,03,14 – 23:39</title><content type='html'>Już jestem… tak mnie chce sen pochłonąć, ale mu się nie dam, bo mam jeszcze na jutro przygotować kilka rzeczy… a wam tak tylko kilka zdań napiszę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był trudny dzień dla mnie, ale udało się… Przed chwilą z chłopakami skończyliśmy oglądać film „Alexander”, opowieść o Aleksandrze Wielkim i jego królestwie. Film dosyć długi po ponad 2,5 godziny, momentami trochę nudny, ale przesłanie ma… Jednak ostatecznie bardzo polecam… warto… szczególnie zdjęcia bitew są rewelacyjne…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak myślę o tym Aleksandrze… Zapragnął być królem całego świata… chciał najpierw zdobyć wszystkie królestwa, wtedy znanego Świata, aby on mógł w nim królować i zaprowadzić wszędzie pokój i równość, chciał, aby ludzie się mieszali i stworzyli jedną nację, jedno państwo, jedno imperium… Taki światowy komunizm… jednak jak już wiele razy historia nam pokazała, jest to niemożliwe i utopijne, bo ludzie są inni i w tej inności właśnie są szczęśliwi, a tacy „cyliwizatorzy”, którzy chcą na siłę uszczęśliwiać swoim pojęciem szczęścia, walczą z wiatrakami… to znaczy już nie będę się w to zagłębiał, ale powiem jeszcze o samym Aleksandrze… on chyba przez całe życie od czegoś uciekał, bał się czegoś… od lat dziecinnych przebywał tylko w towarzystwie matki… kiedy dorastał i jak się gdzieś tam widział z ojcem, zachowywał się tak by chciał pokazać się swojemu ojcu, że jestem on silny, odważny i nigdy nie będzie jak on, pijakiem, gwałcicielem, mało szlachetny królem… Jego ojciec jeszcze przed jego podbojami, został zamordowany w swoim państwie… Zaraz potem Aleksandra ogłoszono królem i ruszył na podbój Świata. Potem jak się okazało w jego życiu, stał się bardzo podobny do ojca, a nawet gorszy… miał swoich kochanków, z którymi sypiał, a ożenił się z babilońską kobietą, tylko po to, bo chciał mieć syna – swojego następcę…z motywem ojca to się często powtarza u wielu młodych chłopaków… Pamiętaj nigdy się męskości nie nauczysz od kobiety, a także ona, nigdy cię nie uczni prawdziwym mężczyzną, ale musi to uczynić inny mężczyzna, było dobrze żeby był nim ojciec, ale ich często nie ma przy synu, kiedy on jego najbardziej potrzebuje…Nie przejmuj się jeśli twój ojciec zespół sprawę twojej męskości, jest jeszcze ratunek… kiedyś o tym napiszę jeszcze. Bym długo musiał opowiadać, lepiej obejrzyj ten film lub przeczytaj książkę „Dzikie Serce” do której jeszcze chciałbym kiedyś wrócić, ale co ja chciałem wam powiedzieć… także powiedziałem o tym chłopakom na koniec filmu… patrzcie – Aleksander zdobył prawie cały dostępny wtedy Świat, był jego władcą, mógł mieć wszystkie skarby tego świata… ale… czy zdobył też szczęście… czy w tej pogoni za „pokojem” i zbudowaniem lepszego świata, czy przypadkiem nie zgubił tego co jest najważniejsze i stał się bestią, mordercą i smutnym człowiekiem… Zło nigdy złem nie zwyciężysz, jak on to próbował zrobić… ostatnie zdanie… myślę, że Aleksander przegrał swoje cenne życie… więc jak walczyć, by nie przegrać, by stać się zwycięzcą Życia??? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?....&lt;br /&gt;Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele…”&lt;br /&gt;Marek Grechuta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5232144452962287322?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5232144452962287322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090314-2339.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5232144452962287322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5232144452962287322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090314-2339.html' title='2009,03,14 – 23:39'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7734507012036225674</id><published>2009-03-13T22:10:00.000+03:00</published><updated>2009-03-13T23:48:22.795+03:00</updated><title type='text'>2009,03,13 – 22:10</title><content type='html'>Słuchajcie… dziś moja mama ma urodziny, kończy… nie powiem ile lat, bo nie wypada wymieniać wieku kobiety, ale powiem wam ile wieków kończy… więc pół wieku… zamieńcie sobie wieli na lata i już wiecie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23:07&lt;br /&gt;No i prawie godzinę temu zacząłem pisać i co… pogadałem na skype z siostrą i mamą, ale tak trza… Więc dziś był dobry dzień… Jak młodsi chłopcy przyszli ze szkoły, po naszej Modlitwie jak codziennie, włączyłem im kreskówki – „Krecika”, tak tak, tego czeskiego krecika, którego pamiętają na dobranockę roczniki początku lat 80-tych. Im bardzo się on podoba, uwielbiają Krecika, ma wzięcie. Padało trochę, dlatego był to dobry czas na kreskówki, ale szybko przestało, rzekłbym nawet, że tylko pokropiło… potem ja przygotowałem zajęcia, a kilku chłopców rysowało pod moim pokojem… Ale w praktyce poszliśmy grać w football, a ja trening koszykówki przygotowałem… ale to nic… może od pon. ruszymy pełną parą… W sumie to i tak wiele czasu nie było na granie bo już o 18 godz. był czas na mycie, do już ok. 18:40 zaczęliśmy naszą Drogę Krzyżową, razem z Wanderą przygotowaliśmy wszystko… co tydzień się staramy wybrać inny sposób przejścia dookoła CALM, przechodząc ze stacji do stacji… Mam pomysł by na za tydzień zrobić wielki krzyż z drzewa… zobaczymy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem na słówku powiedziałem chłopakom o urodzinach mojej mamy i żeby się modlili za nią, ale także za wszystkie nasze mamy, bez względu czy żyją czy już nie i są w Niebie… Chłopaki zgodzili się… Potem jak już mieli się rozbiec, zatrzymałem ich i powiedziałem, że zadzwonię teraz do mojej mamy i wszyscy jak tu stoimy zaśpiewamy jej „Happy Birthday” no i się udało, mama Marysia była zaskoczona, wzruszona i szczęśliwa, jak to 150 chłopaków ryknęło śpiewam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chwilę potem jak się rozłączyliśmy, zgasły światła… chłopaki się ucieszyli, że dziś nauki nie ma. Usiedliśmy w jakieś mniejszej przypadkowej grupce na schodach i w tych ciemnościach, zaczęli mnie pytać o różne rzeczy o mojej mamie… więc ja zacząłem opowiadać… Tak jak by chcieli powiedzieć „Jaka ona jest, jak się zachowuje? Jak to jest mieć mamę? Jak to jest kiedy się leży rano w sobotę jeszcze w łóżku i na półśnie się słyszy na klatce schodowej, jak mama wchodzi po schodach ze świeżym śniadaniem, które zaraz przygotowuje i obudzi swoich synów krzycząc: Śniadanie – wstawać lenie...”, to szczęście mieć takie wspomnienia z domu rodzinnego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wiecie co?… już z 10 min. później wrócił prąd, dlatego się pouczyliśmy trochę, dziś byli wyjątkowo cicho, mimo, że na sali ich ze stu było. Potem na kolację także poszedłem do chłopaków… dziś miałem okazję poznać pyszny smak chleba, ziemniaków i poszo i tylko ja wiem dlaczego… Potem szybkie przejście po pokojach i nie czekając aż pójdą spać przywędrowałem do swojego pokoju…i tak wam piszę o tym wszystkim...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aaaa - jak chodziłem po pokojach, to dwóch braci śpiących razem – Odoń i jego brat, którego imienia nie pamiętam, którzy nawet po Luganda nie mówią… kiedy stanąłem nad ich łóżkiem, rozmawiali pod kocem, ale jak tylko mnie zobaczyli to krzyknęli jakby zjawę zobaczyli… i snów się schowali… krzyknęli tak z radością… to ja się chowałem jeszcze raz, to oni znów i tak kilka razy… trochę potem ich pogilkałem jak to często robię młodszym… i już im przszło… A jak wychodziłem z pokoju, to pełni radośni machali do mnie i mówili „Baiii” co jest afrykańską odmianą „Good Bya”. Tyle radości i dobra mnie tu spotyka każdego dnia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że dziś jedynym hitem tego dnia jest piosenka „Powietrzem dla mnie jest”…&lt;br /&gt;To jest prawda… On jest dla mnie powietrzem i tu na moich CALM, szczególnie odczuwam to „boże powietrze”, Jego obecność… uwierzcie mi… w tym miejscu chłopcy z ulicy, często zdemoralizowani, brudni i śmierdzący, z podłą przeszłością i nawykami, zmieniają się w dobrych, szlachetnych młodych ludzi. Choć jak Father mówi „Z ulicy ich zabrać to nie problem, ale z nich zabrać ulicę – jest bardzo z tym trudno…”, ale zawsze trzeba być cierpliwym i pielęgnować zarodek dobra, tę mała iskierkę nadziei, która jest w każdym człowieku, nawet przez ludzi nazywanym „najgorszym”… Każdy i każda z was czytający tego bloga, jestem pewny, że byście się zmienili w tym miejscu… na lepsze… uwierzcie mi… Niech słowa piosenki – „Powietrzem dla mnie jest…” będą dziś ostatnimi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bez Ciebie nie mogę już żyć; Dla Ciebie me Serce chce bić”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7734507012036225674?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7734507012036225674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090313-2210.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7734507012036225674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7734507012036225674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090313-2210.html' title='2009,03,13 – 22:10'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2739135183191600125</id><published>2009-03-12T22:38:00.000+03:00</published><updated>2009-03-12T23:27:34.903+03:00</updated><title type='text'>2009,03,12 – 22:38</title><content type='html'>Uśmiecham się… tak po prostu… mimo zmęczenia, które trochę tłumi mój umysł i jaźń, ale to, co najważniejsze to mam w sobie… Radość… która jest pełna Nadziei… tego mi  tutaj potrzeba, naprawdę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś pochmurno było od rana, nie padało, ale się niebo buntowało trochę… Rano trochę popracowałem, poranny czas zawsze mi szybko mija… ale staram się do południa znaleźć czas na pracę, na przygotowania do zajęć, ale także na dobrą książkę, trochę muzyki czynnej i nauki języka… angielskiego jak i luganda…czas mam dobrze zorganizowany, tylko chęci za wiele i muszę z wielu rzeczy rezygnować, wybierając tylko to co jest niezbędne i najważniejsze… ale to chyba dobrze, że tak się dzieję… nie można mieć wszystkiego… Popołudniem, ok. 15:30 pomodliliśmy się chłopakami Koronką do Bożego Miłosierdzia, potem rozdałem im jakieś wafelki, bo jeszcze miałem, byli tak zadowoleni… Dałem im porysować, bo miałem przygotowywać piosenki dla Jazz-Band, ale starsi chłopaki pojechali na mecz footballu do sąsiedniego miasteczka… niestety przegrali 2:1, a ten jeden nasz gol to samobój… więc próby Jazz-Bandu nie było… za to wziąłem nową piłkę i poszliśmy grać z resztą chłopaków w nogę, ja ostatnio w sportach zastój tygodniowy miałem i mówię wam jak się trudno wydostać z tego, człowiek czuję się taki jakiś połamany, a jak gram codziennie to rześki i pełen energii… trzeba grać codziennie i to na maxa… Wieczorem na słówku powiedziałem moim chłopakom o Łazarzu i Bogaczu z dzisiejszej Ewangelii, którą także Vicent odczytał przed moim słówkiem. W sumie to się nie przygotowałem, miałem w zanadrzu coś innego, ale opowiedziałem im nawiązując do tej Ewangelii… O tym, że trzeba się dzielić swoim bogactwem z życiu, co stanowi to bogactwo, że to nie chodzi tylko o pieniądze, ale o wszystko, co posiadasz i kim jesteś… to była taaaka długa improwizacja, ale mam nadzieję, że dotarłem do Nich. Potem na nauce otworzyliśmy z Johnsonem czytelnie, gdzie przyszła ok. połowa chłopaków, a reszta uczyła się ze swoich zeszytów w Chapel… I wiecie co? Choć byłem sam do pilnowania dwóch sal, później mi tylko James trochę pomógł… byłem sam, a był taki spokój… i raczej zmęczeni nie byli. Może klucz w ciszy tkwi, by stworzyć mniejsze grupy, bo jak ich jest 140 na jednej sali to szmery, szturchnięcia powodują zasłonę dźwiękową, w której oni gadają…. A tak cisza, kiedy mam ich ok. 50. Potem wieczór, także Cosma porozmawiał ze swoją mamą przez tel. choć kilka minut, ale był szczęśliwy… I tak chodziłem po pokojach i u maluchów w domku byłem ze 3 razy i coś nie chcieli iść spać… kiedy przyszedłem po raz ostatni, zastałem ich modlących się razem, chłopcy co mają po 10 – 12 lat i nie chcieli zgasić światła… Poczekałem aż skończą, zgasiłem światło i opowiedziałem im krótką historię o tym, że pewna kobieta pewnego razu przyszła do jakiegoś sklepu i kiedy za ladą jako sprzedawcę zobaczyła Jezusa, się przeraziła. Jednak On zapytał „czego pragniesz kobieto? Możesz mieć poprosić o wszystko, czego pragniesz…” Więc kobieta zaczęła wymieniać wiązankę swoich marzeń, począwszy od zdrowia, bogactw, dobroci w rodzinie a skończywszy na szczęściu, Jezus poszedł na zaplecze i przyniósł jej małą papierową torebkę, w której coś małego było… Kobieta się zdziwiła, kiedy w środku znalazła Różaniec, i chcąc dopytać się „Jak i dlaczego?” – podniosła głowę, ale Jezusa już nie było. Tutaj nie potrzeba nam komentarza, chłopcy także nie potrzebowali….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak wróciłem do pokoju… jutro mnie czeka kolejny dzień… kolejny piękny dzień, dany, ale i zadany, mam nadzieję zwycięski, ale i wymagający walki. Dobranoc wszystkim… dziś ostatnim moim słówkiem niech będzie powyższa anegdota ze sklepu, a ja tym czasem wezmę Różaniec i będę spełniał innych i swoje marzenia… Ciebie także do tego zapraszam, choć Świat mówi, o tym, że to nic nie znaczące, nudne i bez sensu – nie słuchaj… spróbuj tylko przez tydzień, a zobaczysz… wszystko może się zmienić, naprawić, spełnić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cierpliwość i Wytrwałość … Odwaga i Moc … Nadzieja i Miłość… Szczęście…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2739135183191600125?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2739135183191600125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090312-2238.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2739135183191600125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2739135183191600125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090312-2238.html' title='2009,03,12 – 22:38'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3739369954392281479</id><published>2009-03-11T23:15:00.000+03:00</published><updated>2009-03-11T23:49:31.513+03:00</updated><title type='text'>2009,03,11 – 23:15</title><content type='html'>I tak kolejny dzień zamknął powieki… Tylko Księżyc czuwa na granatowym ugandyjskim nieboskłonie… a tam gdzie światło Księżyca jest słabsze, można dostrzec dziesiątki błyszczących gwiazd… I tak pośród tego kosmicznego przedstawienia ja piszę do Was…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie jak bym jakiś poemat zaczynał, co? U mnie wszystko ok. Właśnie skończyłem rozmawiać z moją rodziną, z wujkiem Tadkiem, Kasią kuzynką i moją babcią Lodzią… Ale się cieszę, że mogłem z nimi porozmawiać… Tyle mi radości dali…Pewnie reszta rodziny jak to czyta, szczególnie Letnin… mówi… „No tak… to tam zadzwonił a do nas nie…”, więc posłuchajcie moi drodzy w miarę możliwości oddzwonię was wszystkich… mój nick to przemkowy85, jestem często dostępny wieczorami po waszej godzi. 20:30, dzwońcie bo ja nie znam waszych nicków…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś rano się trochę chmurzyło, ale nie padało… tak tylko Niebo postraszyło… bo już od podobno św. Józefa mają być obfite deszcze, największe jakie w roku można spotkać tutaj. Rano po Mszy i śniadaniu wystawiłem mojego kameleona na zewnątrz, by się mógł trochę wygrzać na Słońcu i co? Ja już mu prawie imię dałem – Kamel, niczym wielbłąd, bo tak wyglądał, a on mi uciekł, nawet nie wiem kiedy… zostawiłem go tylko na 30 min. i zwiał czort…. Ale to chyba dobrze… wywalczył sobie wolność to niech będzie wolny… jak będzie mu źle to wróci, ale chyba był u mnie przez cały czas w stresie, bo moich pomidorów nie chciał jeść, a takie mu małe kawałki pokroiłem… a ja jaj… Popołudniem przyjechały na katechezę do młodszych chłopaków jak zawsze w środy siostry dominikanki – s. Teo i jakaś inna… Więc potem zabrałem się z nimi do Namugongo – centrum, ok. 5 km. od nas, gdzie blisko mają swój dom. Wysiadłem przy sanktuarium męczenników ugandyjskich, gdzie byłem ponad godzinę, tak po prostu… czasem chyba trza tak odlecieć i polatać trochę tu i ówdzie. Spotkałem tam pięknego czarno-białego orła z pióropuszem na głowie. „Pamiętajcie, że orły latają wysoko”. Poznałem tam kilka osób, które chciałby od tak pogadać, choć nie ukrywam, że część z nich chciała jakąś kasę, co było powodem ich zagadania do mnie. Ale to co przeżyłem tam, to to jest moje. Wróciłem do domu ok. 18:40… Akurat na prysznic i słówko na dobranoc… Wysiadłem w Kira, aby z moimi chłopakami z p.7, którzy dopiero po 18 godz. kończą zajęcia, wrócić do domu. Rzeczywiście od razu spotkałem Stiwena i Jonhsona, przez całą drogę chcieli, bym im opowiadał o Polsce, więc ja z chęcią. Po słówku na dobranoc, przygotowałem mój warsztat pracy na jutro i szybko zrobiłem kompa w biurze, bo znów ledwo zipiał i wujkowie mnie prosili, bym go uzdrowił… Po kolacji, ciapati były… uwielbiam je… przeszedłem się po pokojach chłopaków, ale dziś z gitarą… grając po drodze a w niektórych pokojach nawet śpiewając „Majkę” SDMu, bo chłopaki chcieli… i tak po dłuższej chwili wróciłem do pokoju…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak mi dzionek przemknął… Dla mnie był to wyjątkowy dzień, jakby przejście przez ważną bramę, ale tylko ja wiem dlaczego i niech tak pozostanie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś dla mnie i dla was, nim zmęczenie zamknie nasze powieki… Dziś będzie Mocno…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”&lt;br /&gt;Jn 15:13&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym spotkać się kiedyś z taką Miłością w moim Życiu…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3739369954392281479?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3739369954392281479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090311-2315.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3739369954392281479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3739369954392281479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090311-2315.html' title='2009,03,11 – 23:15'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7051688974022987370</id><published>2009-03-10T22:50:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T23:34:17.915+03:00</updated><title type='text'>2009,03,10 – 22:50; (Pic)</title><content type='html'>Dziś się postaram naprawdę wcześniej, bo rano znów trza wstać, nie chcę być jak zombii, ale swój Przemek… Więc jak dzień minął… Bardzo szybko… Chciałbym być władcą czasu, no ale nie jestem… więc spryt, strategia i waleczność niech razem współpracują, aby czas który jest mi dany wykorzystać jak najlepiej, choć trzeba pamiętać, że nie można mieć wszystkiego… zawsze z czegoś trzeba zrezygnować, na rzecz ważniejszej rzeczy oczywiście… Ja mam taki sposób, nie zawsze dobry, że rezygnuję podczas mojej pracy tutaj z zalecanego przez specjalistów czasu snu… ale raz na jakiś czas śpię 8 godzin, także organizm się regeneruje jakoś…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudniem kiedy przygotowywałem nowe piosenki dla Jazz-Bandu, młodsi chłopcy zawołali mnie bym coś zobaczył… więc poszedłem… i co? I kameleon… Taki młodziutki, ze 20 cm. z ogonem… Dla chłopaków było to frajda, bo rzadko się zdarzają takie gady u nas, w tak bardzo zaludnionym terenie. Razem się przypatrywaliśmy jak zmieniał kolory… a potem wpadłem na pomysł, że go możemy przygarnąć, choć i tak by sobie sam w dżungli poradził… No cóż… Wujek Przemek kłusownik, znalazł jakiś karton i go tam wsadziłem… chłopaki od razu przynieśli mu jakieś liście i kwiaty do żarcia. Strasznie się bał, ale chłopaki się cieszyli… A teraz co??? Śpi w mojej łazience w tym kartonie… wieczorem tylko kawałek pomidora mi przyniosłem… myślę… może rano będzie czerwony… No nic… zobaczymy co z tym gadałem… trza poczytać jak się to hoduje… jak nie będzie ciężko to zostawimy czorta…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem ok. 18stej trochę pograliśmy na instrumentach z najstarszymi chłopakami… Myślę, że będzie to najlepsze rozwiązanie, by to oni byli nowym Jazz-Bandem… dziś nawet zrezygnowali z footballu by przyjść na próbę, co w Afryce oznacza wielką motywację… Dziś trochę z stronę Dżemu pograliśmy… Więc muszę się zabrać do pracy w tej również dziedzinie by ten Jazz-Band pociągnąć… zobaczymy jak to będzie… mam nadzieję, że muzycznie… Reszta chłopaków dziś doprowadzała CALM do porządku, począwszy od trawy, skończywszy na ogrodzie… Podczas nauki wieczornej nauki otworzyłem naszą czytelnię, by chłopaki mogli się trochę z książek pouczyć a nie tylko z pomazanych zeszytów… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolacje są u nas zazwyczaj bardzo wesołe, kiedy to wszyscy wujkowie z Fatherem się zejdą i ktoś tam się zawsze dołączy… Cieszę się, że mam okazję z takimi pozytywnymi ludźmi żyć, a nie z jakimiś gburami… Potem szybko przeszedłem po pokojach, nawet nie byłem we wszystkich, bo kilku chłopaków chcieło pogadać z Gosiami z Polski przez mojego skypa… Więc pogadali trochę, jakoś rozmowy jak prawie nigdy była bardzo dobra, ale wreszcie rozłączyło i koniec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tam mi dzień minął…. To taki zwykły dzień… To ta kolejna moja mała Cegła mojej Budowli… O czym Wam powiedzieć jeszcze ??? Dziś tak jakoś szczególnie myślę, jak bardzo daleko jestem od domu, może to przez to, że atlas oglądałem… To taki kawał drogi… Jak bym miał iść na piechotę, to pewnie bym szedł ok. 9 miesięcy, czyli tyle m. więcej co będę tutaj… Niezwykła jest dla mnie myśl, że ludzie z tam odległej dla mnie krainy jakim jest Królestwo Bantu tutaj, mogą stawać się mi tak bliscy… Jest coś lub Ktoś, kto łączy wszystkich ludzi na Ziemi bez wyjątku… Mamy podobne Serca a w nich podobne pragnienia… Wszyscy… Uwierzcie mi… I nawet jak pewnego dnia będę musiał opuścić to miejsce… Ci wszyscy moi mali Przyjaciele z Czarnego Lądu, będą zawsze blisko mnie… bo będą we mnie… a ja pozostanę w nich…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrej nocy… Brakuje mi bomby z rozczochranym łbem… może jutro… na pewno się uda… mnie Nadzieja nigdy nie opuszcza, może tylko czasem przygada, ale nigdy nie zgaśnie… obiecuję to Wam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A PROPO ZDJĘĆ… ZROBIŁEM WRESZCIE UPDATE WSZYSTKICH ZDJĘĆ… CZYLI NAWET JAK SIĘ COFNIECIE DO POSTÓW ZE WRZEŚNIA TO ZNAJDZIECIE FOTKI, KTÓRYCH NIE WIDZIELIŚCIE JESZCZE… ZAPRASZAM…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to dzisiejszych kilka:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090310KameleonNaCALM?authkey=Gv1sRgCO3Tx_u3ouvbnAE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,10 Kameleon na CALM&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7051688974022987370?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7051688974022987370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090310-2250-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7051688974022987370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7051688974022987370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090310-2250-pic.html' title='2009,03,10 – 22:50; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1976768288709946658</id><published>2009-03-09T22:14:00.000+03:00</published><updated>2009-03-09T22:59:06.093+03:00</updated><title type='text'>2009,03,09 – 22:14</title><content type='html'>Dziś są urodziny mojego brata… Patryka… kończy 25 lat. Jakoś tak pamiętałem o nim cały dzień i co jakiś czas przypływała do mnie ta myśl, że mój dobry brat ćwierć wieku temu przybył na ten Świat. Pamiętam bardzo dobrze dzieciństwo i wszystkie te śmieszne i piękne rzeczy, które razem żeśmy tworzyli… jak wielkie jest braterstwo, jeśli łączy cię z twoim rodzeństwem wspólny cel, choć nawet taki dziecinny „wielki” cel. Teraz ja i moi bracia jesteśmy wszyscy dorośli i jak bardzo się cieszę z tego, że ich mam, to są moje wielkie skarby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękny dzień właśnie mija… Znów było upalnie… bardzo upalnie… Rano niestety nie wstałem na lekcję matmy z 7 klasą, bo chyba zbyt późno się położyłem w kimę… ale jak się później okazało i tak mieli pracę z rana, także nic bym ich nie nauczył… Wstałem na Mszę, potem pożywne śniadanie i zaczynamy pracę… Do południa zrobiłem naprawdę wiele pożytecznych rzeczy… dobrze mi minął ten czas… popołudniem ok. 15 zrobiliśmy z młodszymi nasze zajęcia… Zaczęliśmy Koronką do Bożego Miłosierdzia, już prawie potrafią tę modlitwę i potem trochę gier zrobiłem… ale się nie zmęczyli tak szybko, bo nawet kiedy skończyliśmy o 17, przyszli do mnie, to dałem im porysować… Potem ze starszymi chłopakami napompowaliśmy 4 pozostałe piłki do kosza i poszliśmy na trening… To był mój pierwszy trening koszykówki, który prowadziłem… w podstawówce chodziłem na SKSy i coś tam pamiętam, jak nasz trener Rajmund Sulżyc prowadził te zajęcia… próbowałem sobie przypomnieć poszczególne ćwiczenia i nie wiele pamiętam, ale doskonale pamiętam klimat tych SKSów… Było to często zimą, jak się trzabyło rozgrzać na równie zimnej sali, ale było super… Ten krzyki na sali, te piski butów o parkiet, tą zaciętą walkę, tą moją wielką radość z punktów z trudem zdobytych. Tych wszystkich ludzi, nawet pamiętam kto był lepszy ode mnie i tych tylko kilku chłopaków, którzy byli słabsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś z chłopakami zrobiłem naukę kozłowania, bo w końcu od tego trza zacząć, by się dobrze poruszać po boisku. Myślę, że chłopakom się podobało i uważali mnie za profesjonalistę tej gry, ale daleko mi do profesjonalisty… no ale trza podjąć to zadanie, bo tu na CALM nikt chyba wcześniej nie grywał w Basketball. Słowko na dobranoc było w Chapel, nie wiem dlaczego i już tam zostali chłopaki by się uczyć… ja w tym czasie uciekłem do pokoju by się z godzinkę przekimać, żeby zredukować niedospanie, które nastąpi jutro bo trza rano wstać… ale damy radę, kto jak nie ja… przecież ja Przemek jestem… Po szybkiej kolacji, matoke z sosem orzeszkowym, poszedłem odwiedzić jak co wieczór pokoje chłopaków… jeszcze nie ogarniam tego kto, gdzie śpi po wczorajszych roszadach, ale chłopaki pamiętają na szczęście gdzie jest ich nowe miejsce do spania. I tak kolejny dzionek minął… to chyba właśnie takie „zwykłe” dni, na pozór nic nieznaczące budują moją „małą-wielką” Misję, to właśnie takie zwykłe dni stanowią treść mojej Misji tutaj… Potrzeba abym zdobył się na wysiłek i odkrywać w tych „zwykłych dniach” prawdziwe piękno i przemijalność mojego czasu tutaj… Dziś, kiedy odwiedziłem pokój maluchów, Cinkulungu dostał wreszcie łóżko, nie musi już spać na podłodze na materacu, ale był smutny… Kiedy zapytałem go dlaczego, powiedział, że Lala go zbił… Chował się przede mną pod kocem, bo jest mu żal, że ktoś mocniejszy i starszy go zbił… Co jakiś czas zaglądał podglądał czy już poszedłem… tak jak by mi chciał powiedzieć… ”Wujku Przemek… on mnie zbił, ale nie chcę o tym mówić, pozwól mi być smutny, bo muszę to przepracować w sobie, pokonać ten smutek sam…”, położyłem swoją rękę tylko na jego przykrytej kocem głowie i powiedziałem „Dobranoc Edwin”… Potem pogadałem z Lalą, choć angielskiego nie zna, to trochę dziki chłopak, ale wie już o tym, że musi uważać, bo wujek Przemek czuwa szczególnie nad młodszymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze… to ja już będę kończył… Mam w sobie taką radość… Dobranoc… Niech Księżyc świeci a świeci wyjątkowo mocno nad Namugongo i da Tobie śnić o tym, czego najbardziej pragnie Twoje dobre Serce… Twoje Mocne i Piękne Serce…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1976768288709946658?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1976768288709946658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090309-2214.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1976768288709946658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1976768288709946658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090309-2214.html' title='2009,03,09 – 22:14'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-9092316509530596691</id><published>2009-03-09T00:34:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:41:41.820+03:00</updated><title type='text'>2009,03,09 – 00:34; (Pic)</title><content type='html'>Już po północy, czyli już nie zdrowy sen, ale jeszcze coś tam wam napiszę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś był wyjątkowy jakiś taki dla mnie dzień… pełen nadziei i nowej siły, a dlaczego? Nikt z Was tego nie wie i to się ceni… To moim Sercu nowa nadzieja i nowa siła… i niech tak pozostanie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na CALM był także zakręcony dzionek… Więc nasza niedziela wyglądała jak nasza sobota. Msze niedzielną mieliśmy w sobotę wieczorem, bo Father był dziś rano w Bombo, tam odprawić Msze dla miejscowej ludności w Luganda… A u nas?… wielkie sprzątanie… Od rana chłopaki powynosili wszystkie swoje rzeczy na patio ze swoich pokoi. Nawet materace a niekiedy nawet ich piętrowe łóżka… Całe szczęście piękna pogoda dopisywała przez cały dzień, 33 stopnie, rzekłbym upał, ale ja już tego nie odczuwam, tak jest tu fajnie, często przy upałach wieje także lekki wiatr, co jest super na upały… Mógłbym rzec, że u nas jest wymarzona pogoda… A potem, kiedy doszczętnie wysprzątali puste pokoje, Don i Wanderą rozdzielili chłopaków do innych pokoi i takie roszady porobili, że teraz tej nocy, już każdy śpi w innym łóżku. Nie wiem jaki był klucz dystrybucji i podziału, ale jutro się dowiem. Dla chłopaków to fajna rzecz, taka zmiana, bo często do pokojów trafiają z całkiem innymi ludźmi, dlatego się podobierali, tak jak się przyjaźnią… I tak minął czas szybko do południa… Na obiad znów jakiś gości mieliśmy, z Jingi czy skądś tam, nie wiem. Ważne to, że popołudniu tak ok. 3 popołudniu zaczęliśmy wreszcie granie z Jazz-Bandem, który stale zmienia skład… Bo chłopaki są niestali, ci od gitar. Dziś przyszli, ci najstarsi: Silver, Musa, Wilson i razem z Ivanem pograliśmy trochę… Graliśmy kilka piosenek, ale sukcesem jest, że udało mi się ich nauczyć Arki Noego – Na drugi brzeg. Posłuchajcie sobie tej piosenki, jest naprawdę dobra… pełna nadziei, jaka mnie także przepełnia… Wieczorem ok. 17 poszedłem się przejść trochę po okolicy i mówię wam, takie ptaki super spotkałem, takie czaplowate… Warto tak czasem się zatrzymać i po prostu postać gapiąc się na ptaki… A już o 17:30 byłem na boisku i graliśmy w piłkę i nawet mi się dobrze grało… Co prawda gola nie strzeliłem, ale ile radości… Simon Ociu – ten to gra… kiedy go widzę przypomina się mój dobry kuzyn z Letnina – Paweł… którego pozdrawiam… Słuchaj - Ociu zachowanie, sposób bycia i grę w piłkę ma bardzo podobne do ciebie, też mu już o tym powiedziałem… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie jak by już o tym kiedyś pisał… ale nie wiem… taki mam chaos w głowie… Na słówku na dobranoc… miał je Paul, mówił im o poście i potrzebnej ofierze w nim… a ja im powiedziałem o szacunku i respekcie do mnie… bo część z nich zapomina, że jestem wujkiem, ale tak im powiedziałem, że zrozumieli… to dobrze, może ci właśnie niektórzy się zmienią… Może tak naprawę to wszyscy mnie cenię i lubią, tylko, że ta część bez szacunku traktuje mnie jak kolegę z ulicy, bo naprawdę tak także traktuje innych swoich kolegów… No nie wiem… myślę, że dobrze im powiedziałem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha dziś Dzień Kobiet… Zapomniałem całkiem, dopiero wieczorem mi przypomnieli okoliczności. Dlatego życzę Wam wszystkie piękne Kobiety, bo wszystkie jesteście w na swój sposób Piękne, wszystkiego co najlepsze… Oczywiście bym mógł wiele pisać, ale napiszę tylko o jednym, właśnie o Piękności… Walczcie o nią wytrwale i z gracją, nie zważając ile to lat macie… A dlaczego możecie poznać, że Piękna jesteś? Po tym jak twoja Moc, którą jest Mężczyzna, umacnia Twoją Piękność… Życzę Ci, aby Twój Królewicz, Rycerz, Wojownik, zawalczył o Ciebie, uratował Cię i porwał Cię do Przygody zwanej Życiem, wtedy odnajdziesz swoje Piękno i tego Ci życzę… A wszystkim tym niech króluje Dobro…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolacji, nasza ciocia Angela -  jedyna kobieta na CALM przyjechała (bo wcześniej była w miasteczku zrobić sobie nową fryzurę) i jej złożyliśmy życzenia, chcieliśmy ją podrzucić kilka razy, ale się bała i nie chciała… A ja pobiegłem i zwołałem wszystkich chłopaków by zaśpiewali Angeli coś… A na to oni się ponad setką zwalili na Daying Room i coś tam zaśpiewali, chyba urodzinową piosenkę i anty Angela nie miała wyjścia – musiała ich poczęstować cukierkami… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopaki bardzo lubią Angelę, rzekł bym nawet, że kochają… spełnia ona na CALM kilka ważnych funkcji, a najważniejsza to ta, że jest przybraną mamą dla wszystkich chłopaków, sama mi o tym kiedyś powiedziała… jest to bardzo dzielna kobieta, pracowita, bo pracuje od wczesnego ranka, kiedy wszyscy jeszcze śpią i przez cały dzień, prawie zawsze uśmiechnięta, często zwariowana, ale krzyknąć na chłopaków też potrafi… Takiej kobiety właśnie potrzebuje CALM i oto ją mamy. Często przypomina mi moją mamę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także do niej nie zapomniałem zadzwonić, bo jak na razie moja mama – Marysia to najważniejsza kobieta w moim życiu… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś taki dzień pełen nadziei…więc… nad moim biurkiem znalazłem kartkę, która przedstawia młodą kobietę w ciąży, która głaszcze swoje przyszłe szczęście, a tam takie zdanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ofiarowanie życia jest drogą radości”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;proszę pomyśl, co to oznacza dla Ciebie… kontempluj to zdanie, a może się stać hymnem twojego Życia… Twojego Szczęścia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090308WielkieSprzatanieZPrzeprowadzkaIDzienKobietyAngela?authkey=Gv1sRgCPj5i-fL2uji5wE&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2009,03,08 Wielkie sprzątanie z przeprowadzką i Dzień Kobiety - Angela&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-9092316509530596691?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/9092316509530596691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090309-0034-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9092316509530596691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9092316509530596691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090309-0034-pic.html' title='2009,03,09 – 00:34; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5505782101421026930</id><published>2009-03-07T23:52:00.000+03:00</published><updated>2009-03-08T00:51:36.907+03:00</updated><title type='text'>2009,03,07 – 23:52; (Pic)</title><content type='html'>Więc jestem już… Dzisiejszy dzień był pełen takim moich małych-wielkich bitew, ale chyba udało się zwyciężyć, albo inaczej… zwyciężam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale już tak kiedyś pisałem… co mógłbym napisać jeszcze, aby ten dzień się różnił od innych wielu podobnych dni… Może to, a to chyba największa rzecz jaką dziś uczyniłem, to rozmowa z Peterem, który zawsze był zamknięty, a dziś udało się… Zostanie on wielki piłkarzem… zobaczycie… kiedy go czasem obserwuję kiedy gra w nogę, przypominają się moje lata dzieciństwa, a może wczesno-młodzieżowe lata… kiedy to chciałem być taki jak właśnie jest Peter… na boisku… dla bliskich… dla życia… odważny, dziki, niebezpieczny i Mocny… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A często w swoim dzieciństwie nie byłem zawsze szlachetny, byłem często tchórzem, uciekałem z pola walki… już nigdy więcej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj dla was kilka zdjęć ze śniadania chłopaków… oni mi tyle radości czasem dają… dziś także oglądaliśmy wieczorem Matrixa to znaczy oni oglądali a ja odpisywałem mejle wciąż zaległe… ale na finałową scenę przyszedłem… mówię wam jacy oni byli zadowoleni i mali i duzi.. jeszcze bardziej niż po wczorajszym Shreku 2… Tak bardzo się cieszę, że jest dane mi być tutaj… w wyjątkowym czasie, w wyjątkowym miejscu… z wyjątkowymi małymi wojownikami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sulabulundzi… to tak się wymawia dobranoc w Luganda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nigdy się nie poddaj, nigdy nie uciekaj z pola walki, bo od przegraj orężnej na Wojnie, gorszy jest upadek Ducha”… „upadaj i powstawaj, walcz i zwyciężaj”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090307SobotniPoridzINauka?authkey=Gv1sRgCPDryLebr72tTQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,07 Sobotni poridż i nauka&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5505782101421026930?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5505782101421026930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090307-2352-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5505782101421026930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5505782101421026930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090307-2352-pic.html' title='2009,03,07 – 23:52; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6483287770358980584</id><published>2009-03-05T23:26:00.003+03:00</published><updated>2009-03-08T00:48:45.599+03:00</updated><title type='text'>2009,03,05 – 23:26; (Pic)</title><content type='html'>Już dawno ciemna noc… nad naszą Ugandą rozgwieżdżone niebo… spokojna, ciepła noc… wszyscy już śpią tylko chłopaki w Chapel ćwiczą jakieś tańce, jak oni jutro wstaną o 5 rano?? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem bardzo śpiący, ostatniej nocy spałem tylko ze 4 godziny a dzień był aktywny. Piękny dzień w ogóle, nie padało nawet. Nierere mi dziś powiedział, że pora deszczowa zrobiła sobie przerwę, dlatego mamy takie upały, choć ja nie narzekam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje poranki do południa są tak zajęte pracą, że ten czas mi mija bardzo szybko, aż szkoda, że tak szybko… Nie rozumiem ludzi, którzy się czasem nudzą, jak to możliwe… jest tyle rzeczy codziennie do zrobienia, może mniej lub bardziej przenoszące owoce dobra, ale jakiekolwiek działanie jest lepsze niż zwykła bierność. Popołudniem, kiedy to chłopcy młodsi wrócili ze szkoły, tak ok. 15:30 pomodliliśmy się pod drzewkiem Koronką, dziś tylko ich kilku było, ale może tak czasem jest ok. W trakcie modlitwy doszło ich jeszcze z 5ciu. Potem dałem im porysować, a sam zająłem się zaległymi sprawami, choć nie wiele zrobiłem. Wieczorem ok. 17 godz. kiedy to wszyscy wrócili ze szkoły, chłopaki poszli do pracy, część do kopania, część do obierania matoke na kolacje. A ja ze starszymi chłopakami poszliśmy grać w football. ……&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009030405KaplicaIRysowanie?authkey=Gv1sRgCJP4yKDkuo7ruAE&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,04-05 Kaplica i rysowanie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090306PopoUdniowaKatechezaZSiostrami?authkey=Gv1sRgCKG36JuRucuQJQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,06 Popołudniowa katecheza z siostrami&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6483287770358980584?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6483287770358980584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090305-2326-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6483287770358980584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6483287770358980584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090305-2326-pic.html' title='2009,03,05 – 23:26; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2388515911632788703</id><published>2009-03-03T22:30:00.008+03:00</published><updated>2009-03-08T00:55:05.178+03:00</updated><title type='text'>2009,03,03 – 22:30; (Pic)</title><content type='html'>Dziś był wyjątkowy dzień… Poprzedniej nocy podał deszcz i to nawet burza była, dlatego tak do południa pochmurnie było, ale przez resztę dnia cieplutko i pogodnie.&lt;br /&gt;Dziś w Kira (czyt. „czira”), czyli naszej części Namugongo na stadionie była Dzień Sportu dla szkoły naszych chłopaków i szkół z innych okolicznych wsi i miasteczek. Wczoraj nawet nasi chłopcy byli odpowiedzialni za przygotowanie całego stadionu, rysowanie torów itd. Impreza zaczęła się o 10 rano. Ja po Mszy i śniadaniu, szybko zrobiłem niezbędne internetowe sprawy i poszedłem do Kira, od nas na skróty to niewiele ponad kilometr, potrzebujesz 20 min tylko. Ale jak tylko przekroczyłem bramę CALM, już słyszałem wiwatujący tłum z daleeeka. Jak doszedłem zobaczyłem, ja wiem ok. 2000 rozwydrzonych dzieci i młodzieży z tych różnych szkół, rozmieszczonych wokół boiska. Co prawda nie mają tam trybun, ale poszczególne szkoły można było z łatwością rozpoznać dzięki kolorowym mundurkom każdej szkoły. Bardzo szybko znalazłem naszych chłopaków, ale byli oni rozproszeni wszędzie, w końcu gospodarze to muszą dbać o to miejsce. W sumie to konkurencje nie były super rozmaite, bo tylko biegi na 4 km, 2 km, wagowo oraz rzut oszczepem, a po obiedzie podobno krótkie biegi – sprint oraz skoki w dal i chyba jeszcze rzut kulą. Już ok. południa wyszło Słońce i tak zaczęło dawać, że trzabyło cienia poszukać, ale tym 2000 dzieciom to nie przeszkadzało w dopingowaniu swoich sportowych przedstawicieli klas. Szczerze mówiąc to poziom przygotowania i sposobu oceniania to stricte afrykański, po prostu biedacy nie mają sprzętu, aby taki oszczep porządny kupić albo słupki kolorowe na trackach gdzie się biega, a linie smołą były malowane. Jednak co jak co, tej radości dzieciaków nikt im nie odbierze. Także i ja siedząc pośród tego tłumu przypomniałem swoje Dni Sportu w podstawówce. Nigdy nie byłem najlepszy ani najgorszy, zawsze byłem taki zwykły, przeciętny i taki jestem także dzisiaj, ale radości i satysfakcji z tego, że uprawiam wiele fajnych sportów do dzisiejszego dnia, nikt mi nie odbierze. Nie chodzi o to czy wygrasz, czy przegrasz, ale liczy się twoja radość i spełnienie, bo ze sportami jest podobnie jak z prawem, ktoś z góry narzuca tobie zasady, które wcale nie muszą odpowiadać twojej budowie ciała i twoim umiejętnością. Chodzi mi o to, że może nie wymyślono jeszcze takiej dyscypliny sportu, w której byłbyś najlepszy, dlatego nie przejmuj się, że w krykieta na trawie w południowej Brazylii tobie nie poszło. Myślę także, że tak samo mamy ze wszystkim, instrumentami, maszynami, pojazdami. Dlatego księga Ginnesa to myślę, że to pic na wodę, bo oni mogą mówić, że ktoś jest najlepszy na całym świecie w jedzeniu budyniu śliwkowego, jak nie sprawdzili umiejętności amerykańskich Indian żyjący jeszcze pierwotnie w amazońskich lasach. Albo że ktoś sobie wymyślił dyscyplinę, że potrafię zgiąć palca serdecznego pod kątem 110 stopni jedząc przy tym ciastko z kremem i patrząc na 118 odcinek rodziny Bundych... że też sobie wymyślił, trochę przesadzam, ale kto go pokona teraz, no w tym roku to już nikt – jest w tym najlepszy na całym świecie. Widzicie… Życzę Wam wszystkim, abyście wyszli poza ograniczenia i reguły nadane przez innych, bo tylko ludzie, którzy nadają reguły i prawa, to oni rządzą światem kreują go i nadają mu kierunek, czyli także nam, a ja chcę być wolny, stawać się wolny… dobrze, dobrze… chyba straciłem wątek… i nie wiem czy to u góry jest już dobrze przemyślane, to taki spontan… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wróciłem na obiad z Wanderą do domu, to zjadłem dwa pyszne gołąbki, w szkole także z chłopakami jadłem „porycz” – to mąka kukurydziana z wodą i cukrem. Chłopaki jedzą to codziennie… Aha nie powiedziałem wam – nasi chłopcy prawie we wszystkich dyscyplinach byli najlepsi lub w czołówce. Każdego próbowałem znaleźć i choć pogratulować. Simon Ociu był drugi na 4 km biegu, James Kiyinji drugi na 100 m, Mike w czołowce chyba drugi rzutu oszczepem, Deo był pierwszy w biegu na 4 km, ale juniorów a reszta naszych tak do 10 miejsca. W sumie to nie ma się dziwić, bo nie każdy młody człowiek ma w domu boisko i sporty i gry prawie codziennie, nie myśląc nawet o wakacjach, gdzie jest to główna aktywność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudniem ok. 16 zebrałem młodszych chłopaków a także kilku w średnim wieku i dziś już bez James pomodliliśmy się wspólnie w Luganda Koronką do Bożego Miłosierdzia. Najpierw im wytłumaczyłem, dlaczego ta modlitwa jest taka mocna i ważna. Wam także jeszcze nie powiedziałem, ale może wam kiedyś powiem. Dziś tylko tyle, że ta krótka modlitwa uratowała moją rodzinę i nieustannie ratuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem po modlitwie szybko pograliśmy w tę samą grę, co wczoraj, w rekina, tylko że dziś było więcej chętnych. Taka prosta zabawa a tak cieszy, nawet im nie zależało im kto wygrywa, tylko żeby grać. To się ceni w świecie wychowawczym, żeby wychowankowie zadowoleni byli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie ok. 17:30 pobiegłem pograć w kosza. Było nas niewielu, bo najczęściej 3 na 3, ale tak sobie pograłem. Mam trochę zadrapań, bo chłopaki mają twarde paznokcie, a jeszcze grać nie potrafią, ale najważniejsze, że tyle radości po raz kolejny na mnie spłynęło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem słówko było bardzo krótkie. Wieczór także minął szybko. I tak jestem z wami teraz. Dziś myślę dużo o naszym małym chłopcu Teete Joseph, ostatnio się z nim bardzo zaprzyjaźniłem, choć prawie angielskiego nie zna. Chodzi cały czas za mną i tak się uśmiecha, a taką ma radość w oczach, że gdybyście go zobaczyli, to jak to maleńkie dziecko z filmu animowanego „Epoka lodowcowa”… nawet jak przed kompem czasem siedzę to przyjdzie, usiądzie na podłodze i tak trwa przy mnie, chyba lubimy naszą wzajemną obecność… Trochę mi go szkoda, bo coś z układem nerwowym ma, chodzi trochę jak robot, ale całe szczęście wykluczyliśmy epilepsje u niego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mogę na koniec tego dnia napisać wam???&lt;br /&gt;Życzę każdemu i każdej z was: „niech w waszym Życiu zawsze triumfuje Dobro”, nawet jeśli w to nie wierzysz podczas gdy to przeczytałeś, jest to możliwe, a jednocześnie piękne i trudne… Jan Paweł II powiedział kiedyś, że ta Dobra Droga ma swój urok: jest to Droga pięknego trudu życia człowieka, jest to Droga Ewangelii… Dobrej nocy, śpijcie spokojnie, aby jutro znaleźć tę Dobrą Drogę kolejnego dnia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009030203KozyKonikIDzienSportuWKira?authkey=Gv1sRgCOuJ_qXa5anaZQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,02-03 Kozy, Konik i Dzień sportu w Kira&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2388515911632788703?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2388515911632788703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090303-2230-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2388515911632788703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2388515911632788703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090303-2230-pic.html' title='2009,03,03 – 22:30; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2480866752119546975</id><published>2009-03-02T00:37:00.000+03:00</published><updated>2009-03-02T00:59:54.078+03:00</updated><title type='text'>2009,03,02 – 00:37</title><content type='html'>Jest już bardzo późno… trzeba iść spać… dzisiejszy dzień starałem się spędzić w całości dla chłopaków i chyba się udało… Niedzielną Msze mieliśmy o 7:30, bo Father jechał do Bombo Msze po Luganda odprawić, jeździ tak podobno raz na miesiąc. Po Mszy wziąłem swój bęben i razem z Gorfreyem i kilkoma chłopakami pograliśmy, w międzyczasie uczyłem Jude Kigozi grać na gitarze, to dobry chłopak, taki uczynny. Z tym bębnem to dobrze mi idzie, ale jeszcze długa droga przede mną. Jakoś do obiadu się kimnąłem ze 30 min., bo spałem ze 4 godz. w nocy tylko. Potem posprzątaliśmy jadalnie chłopaków, także trochę ziemniaków z nimi obierałem, bo dziś miały być na obiad. Razem z Alkiem zjedliśmy z nimi obiad, choć sos musiałem zmienić, bo nie lubię mieszanych orzeszków ze szprotkami. Po obiedzie chłopaki uczyli się tańczyć Michaela Jacsona, użyczyłem swojego kompa, super już im wychodzi. Potem jakoś zaczęło padać, ale ja wcześniej zrobiłem dla nich budyń z Polski jeszcze waniliowy. Także po obiedzie słodko było po deszczu. Nie starczyło dla wszystkich, ale reszta dostała ciastka. Po tym puściłem im Shreka na big screenie, ale mieli radości oglądając ogra tego wspaniałego. A ja w tym czasie pogadałem trochę z rodziną moją przez skypa. Potem pograliśmy w nogę. Dziś wreszcie po długiej przerwie nie grania, udało się nawet gola strzelić, ale jednocześnie teraz utykam na łydkę prawą i mam przetarcia skóry w kilku miejscach. Mówię wam, z takiego meczu z chłopakami to czasem jak po bitwie na wojnie się wraca. Ale super było. Dziś podawali mi nawet jak zobaczyli, że dobrze gram. Na Good Night Talk mówiłem im o modlitwie, że taka najbliższa Panu Bogu jest modlitwa płynąca z Serca własnymi zdaniami a nie tylko wyuczone teksty modlitw. Potem jakoś tak szybko wieczór minął a teraz to już późna noc… Spadam spać… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś się chciałbym podzielić zdaniem, co dostałem od Patrycji:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;" Największym cudem jest to, że Bóg posługuje się małymi rzeczami takimi jak my. Używa nas, aby wykonać swoją pracę. Pozwól, aby Bóg posłużył się tobą bez pytania cię o zdanie" Matka Teresa z Kalkuty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc… „Nie pytać się o zdanie” – to jest chyba najtrudniejsze… ale możliwe… Bo Miłość wszystkiemu wierzy…. We wszystkim pokłada Nadzieję… Wszystko przetrzyma…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2480866752119546975?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2480866752119546975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090302-0037.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2480866752119546975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2480866752119546975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090302-0037.html' title='2009,03,02 – 00:37'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5865092293698220938</id><published>2009-03-01T01:48:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:40:22.353+03:00</updated><title type='text'>2009,03,01 – 01:48; (Pic)</title><content type='html'>Jaki był dzień moich urodzin??? Taki zwykły… to znaczy podobnie niesamowity jak każdy… Dobrze, że pogodny był, caaały dzień Słońce świeciło i ze 32 stopnie było. To ja już nie wiem jak z tą porą deszczową, jest tu wszystko pomieszane, jak w Europie, że się zima z latem odwraca… Rano wstałem ok. 6 rano, przywitałem się z dniem, i potem poległem tak do ok. 9 rano. Zjadłem pyszne śniadanie, przy którym Angela, Moses i Czizo przynieśli mi do stołu zestaw żarcia, ale jaki? Surową marchewkę, piwo Nil, wielką papaje, długiego kabanosa, kilogram sera, szynkę w puszce i coś tam jeszcze, aha, kawałek łodygi trzciny cukrowej, którą zachowałem… I zaśpiewali sto lat. Wtedy chłopaki, co blisko Dajning Room byli przybiegli by mnie masowo uściskać… To taki miły gest był, kabanosa dluuuugiego im dałem. Potem pod moim drzewem zaplanowałem dzień, ale jakoś mi ciężko poszła realizacje planu. Po śniadaniu chłopaków, chciałem by Jazz-Band trochę pograć, ale nie mogli się zebrać, dlatego niewiele pograliśmy razem. Potem byłem tu i tak do obiadu, który to zjadłem z chłopakami, w ogóle prawie cały staff i 10 chłopaków pojechało do Bombo, bo tam pierwszego ugandyjskiego salezjanina mieli wyświęcać czy coś takiego. Potem trochę ogarnąłem spraw, i jakoś tak popołudniu pouczyłem chłopaków grać na gitarze i tych, co mają stać się Jazz-Bandem. Sonko bardzo szybko pojmuje. Naprawdę jest zdolny i chętny do nauki. Skale gitarowe i budowę podstawowych akordów zajarzył błyskawicznie. Wieczorem na Good Night Talk śpiewaliśmy i tańczyliśmy, tak czasem tu się dzieje, że niekiedy chłopaki mają tyle jeszcze energii po całym dniu. Po uczącej historyjce wujka Wandery, powiedziałem chłopakom, o tym jak długo tu już jestem, o czasie jaki pozostał jeszcze, jak go możemy wykorzystać, o moich urodzinach i o tym, że najlepszym prezentem ode mnie dla nich, będą urodziny dla nich, bo wiele z nich nawet nie wie, w którym roku się urodzili, a co dopiero data?  Dlatego w tym tygodniu opracujemy system urodzinowy i w przyszłą niedzielę, pewnie uroczyście każdy będzie mógł wybrać lub wylosować swoją datę urodzin, która stanie się już oficjalną datą, ale jeszcze nie wiem jak będziemy celebrować urodziny każdego z nich, pomyśli się jeszcze. Także na końcu wszyscy mi zaśpiewali Happy Birthday. Tak miło było, że to oni śpiewają. Tak po prostu taka radość w człowieka wstępuje. Także Alek przyjechał. Potem im puściłem kilka odcinków Oggiego, a następnie zrobiłem prezentacje zdjęciową z moim komentarzem o moim polskim Świecie. Dziś zacząłem od początku, od Lipian, poprzez szkołę średnią aż do moim poznańskich latach studiów. Także trwało to chyba z 50 min. Dla mnie także to było super, bo nie wiedziałem tych zdjęć długo, długo… Podobno nikt nie spał jak to się czasem na filmach nawet z akcję dzieje. Niektórzy się już nudzili, ale większość była za tym by oglądać. Opowiedziałem im o tym, o sobie, o mojej rodzinie, przyjaciołach, znajomych, miejscach. Bardzo chcieli zobaczyć moją dziewczynę, ale powiedziałem, że na tych zdjęciach żadnej nie mam, bo chyba nie mam. Także były to lata 2000 do 2006 jakoś. Nie wiele mam zdjęć z tego wcześniejszego okresu, ale wszystko jest w mojej cennej pamięci. Potem Ivan nasz DJ zaczął puszczać muzykę i teledyski, a ja poszedłem trochę z Fatherem, Alkiem i wujkami posiedzieć. Szybko to minęło, z Alkiem do 1 w nocy prawie gadaliśmy. A teraz co? Nawet, chyba burza będzie w nocy, bo się chmurzy ostro. Jestem strasznie zmęczony, a jutro kolejny dzień… I nie zapomnij wujku Przemku znaleźć w tym kolejnym „zwykłym dniu” coś niepowtarzalnego. Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090301WschodIObiadZChOpakami?authkey=Gv1sRgCMDZzbbahP25VQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,03,01 Wschód i obiad z chłopakami&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5865092293698220938?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5865092293698220938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090301-0148.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5865092293698220938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5865092293698220938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/03/20090301-0148.html' title='2009,03,01 – 01:48; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8021494193547064896</id><published>2009-02-28T00:56:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:38:40.459+03:00</updated><title type='text'>2009,02,28 – 00:56; (Pic)</title><content type='html'>Tak, tak… już są moje urodziny, to znaczy za ok. 6 godzin będzie 24 lata jak zacząłem oddychać naszym ziemskim powietrzem (godz. 7:15, 28 luty 1985 r.)… Jednak we mnie najgoręcej płynie krew z 27 lutego 2009 r. czyli z dzisiaj… Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek… wiele się wydarzyło, wpadłem na niesamowity pomysł, o którym wam powiem z biegiem czasu. Na razie nic nie mogę mówić, bo jeszcze nie wypali… a jak już będzie bardziej pewniej to wam powiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś piękny dzionek był, nawet powiem, że upalnie. Dodatek do Firefoxa co sprawdza pogodę mówił, że 32 stopnie, ale jakoś nie odczułem. Nawet popołudniu pokropiło przelotnie. Nie wiem dlaczego, ale tutaj poranki są często pięknie błękitne, popołudniami najczęściej pada, a nocami świecą gwiazdy znowu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano mi tak było ciężko wstać, ale udało się nawet o 5:30, bo już rano miałem pracę. Potem Msza o 7:00, śniadanie i powrót do mojej pracy, którą sobie sam narzucam, bo chcę dać chłopakom jak najwięcej. Ale także czasem próbuję znaleźć z godzinkę czasu na dobrą książkę, pod moim drzewem avokado, gdzie tylko tam można znaleźć najlepszy poranny cień na naszym patio. Czytam świetną książkę, chyba jeszcze nigdy tak dobrej nie czytałem, może opowiem o niej innym razem. Dżemu słucham jak się często u mnie zdarza, teraz, że piękne są tylko chwile. Dziś także przybył nowy chłopiec, który w południe przyszedł do mnie, Simon Peter jak twierdzi, dobrze angielski zna, będą z niego chłopaki ;) także dziś Hany Ssuna i Bryan, ci starsi chłopaki tworzyli nowe tablice do pisania na nasze extra lekcje, nie będą zbyt duże, ale damy radę. Po obiedzie krótka siesta i poszedłem zwołać młodych, co dopiero ze szkoły wrócili na zajęcia. Używamy od kilku dni dzwona naszego do zwołania i działa to coraz to lepiej. Także od kilku dni z Jamesem chcemy nauczyć tych najmłodszych modlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia. Znalazłem w Luganda tą modlitwę i już mieliśmy zaczynać, a tu deszcz. I jakoś tak spontanicznie wpadłem na pomysł, że jeśli siedzimy na wielkiej chuście kolorowej Klanza, możemy równie dobrze siedzieć pod nią, jak też się stało. Nawet od razu mi wpadł pomysł, że niezły namiot można tak utworzyć, dlatego wieczorem znalazłem kijkowy maszt i od poniedziałku w namiocie będziemy się spotykać. Mimo, że padało tylko przez kilka minut, my przez całą Koronkę siedzieliśmy pod matą, bo tak kolorowy było, mało tego, więcej chłopaków przybiegło pod nasz „namiot”. Taki spontan. Modlitwa nawet chyba nawet nam wyszła. Chłopcy szybko zajarzyli. Zaraz potem zaczęliśmy gry, ale jakoś tak fajnie wyszło, był berek z chustą, był rekin, ale taki co wciąga pod chustę. Ja raczej tylko wolę patrzeć z boku, dziś także robiłem przy tym zdjęcia. Choć także sam kilka razy zostałem pożarty przez rekina. Tyle radości było. Chłopaki często wieszają się na mnie powalając mnie na ziemie i cieszą się, że powalili wujka, wtedy ja zaczynam ryczeć jak lew i wszyscy uciekają z krzykiem i śmiechem. Nawet przyszło kilka chłopców w średnim wieku pograć z nami. Ale czad. Ok. 17 poszedłem w koszykówkę pograć, ale chyba bez treningu i nauczenia chłopaków zasad będzie ciężko. Pograliśmy trochę. Dziś czas na mycie był od 18, wcześniej niż zwykle, bo mieliśmy Drogę Krzyżową dookoła CALM. Chłopaki w Wanderą ją prowadzili, nawet dobrze wyszło. Na za tydzień spróbuję także dołożyć coś od siebie. Zaraz po Good Night Talk mieliśmy nasze kino CALMowe. Dziś im puściłem „Strzelając do psów”, film o masakrze w Ruandzie w 1994 r. Warto obejrzeć, na faktach, a ksiądz, który tam ginie w obronie niewinnych, zachował się jak św. Maksymilian Kolbe w obozie. Naprawdę warto. Ja na film, co prawda poszedłem w kimę, bo już zmęczenie mnie dopadło, ale końcówkę widziałem jeszcze. Wieczór minął szybko, nawet obchód po pokojach. Kiedy już miałem iść spać ok. 23, poszedłem na chwilę posiedzieć i pogapić się w gwiazdy. I tak przyszedł do mnie James. I wiecie co? Gadałem z nim ponad 1,5 godziny. Opowiedział mi trochę o sobie, a ja mu o sobie. Jest to naprawdę dobry chłopak, z wielkimi wartościami. I co jeszcze? To on mi pomógł wpaść na ten super pomysł, o którym pisałem wyżej… Tyle mnie dobra tutaj spotyka.. Tyle niesamowitych osób spotykam…Jak to się dzieje???... Nie wiem. Ale wiem, że ta moja mała-wielka Misja ma swoje owoce dla innych, dla mnie, dla naszego Boga… dobranoc… jutro dzień pełen pracy, ale i wielkiej Mocy, Dobra, Piękna i radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090227KlanzaGryIDrogaKrzyzowa?authkey=Gv1sRgCI2-79L2mpmi1QE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,27 Klanza gry i Droga Krzyżowa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090228MojeAktywneUrodziny?authkey=Gv1sRgCM2Al_T-zuX42gE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,28 Moje aktywne urodziny&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8021494193547064896?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8021494193547064896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090228-0056.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8021494193547064896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8021494193547064896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090228-0056.html' title='2009,02,28 – 00:56; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2984927520734680219</id><published>2009-02-26T21:09:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:37:40.957+03:00</updated><title type='text'>2009,02,26 – 21:09; (Pic)</title><content type='html'>Coś ostatnio tak sporadycznie się wpisuję… ale uwierzcie mi, jestem taki zajęty… mamy teraz dużo pracy… trzeba działać póki się ma okazję do czynienia dobra… czasem są chwilę zwątpienia, smutku i rozczarowania… ale jakoś się tak dzieje, że zaraz szybko się roznieca na nowo iskra nadziei… nadziei, że wszystko ma swój sens… że warto… że trzeba walczyć, nie poddawać się… powstać jeszcze raz… i jeszcze… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dobrze że jest noc… że można nabrać sił do kolejnego dnia, pełnego darów, które są nie tylko dane, ale także zadane…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę Wam choć trochę napisać… Dziś byliśmy w Kampali… kupiliśmy książki dla naszych chłopaków, wreszcie będą mogli się uczyć lepiej matmy, to dzięki Agnieszce Serek ze Szczecina… Dziewczyna zdobyła dla nas pieniądzę… Bardzo ją lubię… dobry człek z niej… Kupiliśmy także piłki do kosza, ja będę ich trenerem w naszym NBA… Kiedy wróciliśmy z Joshefem zjadłem matoke z groszkiem i banany dwa… tutaj są pyszne, te banany… Potem 30 min. snu, i zrobiliśmy trochę porządku w bibliotece z chłopakami… wieczorem także chłopaki pracowali trochę doprowadzając CALM do wielkiego porządku bo jakiś tam ważny człowiek ma przyjechać, albo już jest, nie wiem… Nawet okna zmywali… Dziś jest ten dzień co Ivana uczyłem kręcić piłkę na palcu koło Ringu naszego… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem na Good Night Talk opowiedziałem im historię o Królu, który postanowił wyprawić ucztę dla swoich poddanych, ale w swoim zaproszeniu zaznaczył, że w Zamku brakuje wody i niech każdy przychodząc na ucztę zabierze tyle wody ile może, aby zasilić dworskie kończące się zapasy wody, w zamian obiecuje podarunki. Poddani mieli różne zdanie o Królu, jedni uważali go za dobrego i brali beczki wody, inni jakieś pojemniki, wiadra, butelki, dla tych, co im nie odpowiadał brali jak najmniej wody, nawet choćby łyżeczkę. Byli także tacy, którzy narzekali na Króla, ale postanowili zabrać dużo wody, bo przecież woda jest sprawą przeżycia. W drodze na ucztę, ci co nieśli niewiele wody, śmiali się z naiwności, tych, co wieźli wodę beczkami i wozami, bo przecież tak samo wszyscy będziemy jeść i pić… Po przybyciu do Zamku każdy z zaproszonych wlał swoją wodę do wielkiego zbiornika i zaczęto ucztować, jedząc i pijąc do syta, tańcząc, śpiewając i hulając… Kiedy dobiegł kres uczty, Król grzecznie się pożegnał i wyszedł z sali biesiadnej. Wtedy ci, tak bardzo „przeciążeni” od wody zaczęli narzekać i psioczyć na Króla, że gdzie są ich obiecane prezenty, na to naskakiwali na nich, ci, co przywieźli wiele wody, że przecież nagrodą i prezentem była sama uczta, której nigdy jeszcze takiej nie mieli… I tak powoli wychodzili z Zamku zabierając z powrotem swoje naczynia, w których uprzednio przynieśli wodę, tylko że nie byłe one puste, ale wypełnione szczerym złotem… można było usłyszeć wtedy wielką radość u jednych, oraz zamęt i rozpacz tych drugich… zgadnijcie których…??? Tak to jest w naszym życiu… jeśli wiele dajemy, także wiele otrzymujemy… czasem trzeba najpierw stracić, by potem odzyskać z niewysłowioną nawiązką… Chyba na tym polega sens naszego życia, że tylko kiedy oddasz siebie dla innych, otrzymasz niezmiernie więcej… otrzymasz Szczęście od drugiego Człowieka… od Życia… od Boga… Wiecie, że dziś w Ewangelii jest o tym, że jeśli ktoś chcę zachować swoje życie – straci je. A kto straci swoje życie dla innych, odzyska je i to z nawiązką, które nazywa się Rajem… i to wiecznym… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mówiłem tylko do chłopaków o tym, ale jak od kilku tygodni, wziąłem na środek aktorów i odegraliśmy tą historyjkę… Mówię wam jak beczki nosili do tego Zamku, a ile radości i śmiechu… tyle mnie dobra spotyka… muszę nieustannie przecierać „oczy mojego wzruszenia”, aby nie przeoczyć to dobro, które się dzieje wokół mnie, czasem moje oczy są bardzo senne i już zamykam powieki, ale nie liczy się jedna przegrana bitwa, ale wygrana Wojna… Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009022526SzarikWCALM?authkey=Gv1sRgCOmFl-fLv6edag&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,25-26 Szarik w CALM&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2984927520734680219?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2984927520734680219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090226-2109.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2984927520734680219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2984927520734680219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090226-2109.html' title='2009,02,26 – 21:09; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2318496360989060685</id><published>2009-02-24T23:05:00.000+03:00</published><updated>2009-02-25T13:06:29.464+03:00</updated><title type='text'>2009,02,24 – 23:05</title><content type='html'>Tak czasem zabiegam i staram się o wszystko, a potrzeba tak niewiele, a może tylko jednego… po prostu być z nimi… obecność… jest to coś niezastąpionego… chyba najważniejszego… Już teraz wiem, że owoców mojej obecności, pracy i trudu nie widzi się na co dzień, ale można je doświadczyć w pewnych wyjątkowych chwilach, kiedy ktoś inny, ktoś kto stał się bliski dla Ciebie i skosztował je i mówi o ich smaku, o ich Dobru… dlatego warto się trudzić i odpoczywać, warto walczyć i zwyciężać, warto się dzielić i otrzymywać, warto Żyć i być Szczęśliwym... Dobranoc… Eskimosy…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2318496360989060685?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2318496360989060685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090224-2305.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2318496360989060685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2318496360989060685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090224-2305.html' title='2009,02,24 – 23:05'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3724370505770867571</id><published>2009-02-22T23:47:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:36:32.049+03:00</updated><title type='text'>2009,02,22 – 23:47; (Pic)</title><content type='html'>„Kto idzie z Nadzieją, ten dojdzie do Celu… kto straci nadzieję, straci i Cel… kto straci Cel, straci i Sens… kto straci Sens, straci i Szczęście… więc miej Nadzieję, by stawać się Szczęśliwym…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090219NadJezioremBunyonyi6500StopGEbokieIWulkanMuchaBura?authkey=Gv1sRgCMqUjOqVyprDOA&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,19 Nad jeziorem Bunyonyi 6500 stóp głębokie i wulkan MuchaBura&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090220DrogaZRushooki?authkey=Gv1sRgCNOHhvqQrouIvgE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,20 Droga z Rushooki&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009022122DrzwiIKaplica?authkey=Gv1sRgCLLQxNm_qP-n6AE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,21-22 Drzwi i kaplica&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3724370505770867571?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3724370505770867571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090222-2347.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3724370505770867571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3724370505770867571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090222-2347.html' title='2009,02,22 – 23:47; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3191668422212757577</id><published>2009-02-18T07:07:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:34:23.712+03:00</updated><title type='text'>2009,02,18 – 07:07; (Pic)</title><content type='html'>Tak, tak… jest po siódmej rano… Wczoraj wieczorem nie miałem sił, żeby Wam coś napisać… Wczoraj rano się obudziłem jeszcze na północnej półkuli naszego Globu, w Namugongo, dziś się obudziłem na południowej półkuli naszego Świata… Jestem w samym Sercu Afryki, dosłownie… Jestem 40 km. od granicy z Ruandą, dookoła pięknych wzgórz ugandyjskich, niczym polskie bieszczady, na wysokości prawie 2000 m n.p.m. gdzie już nie jest tak ciepło jak u nas w Kira, powietrze jest rzadsze i bardziej takie górzyste. Niedaleko znajdują się wielkie ruandyjskie wulkany, a także najgłębsze jezioro Afryki (może się uda na niego jutro pojechać), jestem w miejscu ścierania się dwóch wielkich płyt tektonicznych, czego owocem są wulkany, rowy tektoniczne, pofałdowany mocno teren – jednym słowem, gdzie można „zajrzeć do wnętrza naszej planety” a także jak byście wpatrzyli się w mapę Afryki, to miejsce w którym jestem jest dokładnie w miejscu serca u człowieka, dlatego tak bardzo się cieszę, że mam być okazję w Sercu Afryki… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będę tutaj do piątku, wczoraj przyjechaliśmy z Fathetem i siostrą Angeliką, u których to sióstr mieszkamy. Dookoła tego konwentu jest pełno pięknych kwiatowych krzaków, różnorodne ptaki śpiewają wszędzie gdzie się da, nawet już teraz je słyszę za oknem, a w tle rozciągają się piękne zielone wzgórza pokryte trawą i gdzieniegdzie pojedynczymi drzewami. U stóp wzgórz ludzie uprawiają w wielkich ilościach zielone bananowce – matoke. Ich domy są wszędzie gdzie się da, dookoła nawet konwentu, gdzie jestem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem dlaczego, ale to miejsce daje człowiekowi jakiś dziwny spokój, wyciszenie i zachwytem, tego co dobry Bóg stworzył… Słuchaj teraz utworu Erica Claptona pt „Teares in Heaven” i naprawdę się tak czuję… Nawet jak wstałem po raz pierwszy od wielu tygodni się wyspałem… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym wejść na któreś z tych wzgórz dookoła, może dziś się uda… opowiem wam wieczorem… Jakie to niesamowite ile darów każdego dnia jest mi dana, ale i zadana jednocześnie… Życzę Wam tego dnia, abyście wszyscy zachwycić się i podjąć dary dane Wam, od Tego Kogoś, który „Teres in Heaven”… w Waszym mniejszym-większym Niebie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090217DrogaDoRushooki?authkey=Gv1sRgCKqm7dOt9-uESA&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,17 Droga do Rushooki&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090218MojeGoryWRushoooce?authkey=Gv1sRgCNz5va2J99WbFw&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,18 Moje góry w Rushoooce&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3191668422212757577?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3191668422212757577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090218-0707.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3191668422212757577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3191668422212757577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090218-0707.html' title='2009,02,18 – 07:07; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3304381512095321077</id><published>2009-02-16T23:19:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:33:02.177+03:00</updated><title type='text'>2009,02,16 – 23:19; (Pic)</title><content type='html'>Ciekawe jak zacząć kolejny post, żeby inny był… pewnie jeśli ktoś z was czyta regularnie moje posty, przekonał się, że czasem nawet zaczynam, mówię, powtarzam te same rzeczy… tworzy się jakiś stały obraz psychologiczny Przemka, który wita, mówi o pogodzie, może jakiś żarcik, potem skrzętnie opisuje dzień, powie coś mądrego podpierając się jakąś sentencją i powie „dobranoc”, a czasem nawet „dobranoc Eskimosy”. Tak – to cały ja… Przynajmniej jesteście pewni, że to ta sama osoba tyle pisze… a nie jakiś hacker licealny ze wsi pod Białym-stokiem, że też sobie wymyślił, że na misje do Ugandy wyjechał i tak pisze, a naprawdę siedzi i kuje do klasówki z matmy, i czasem pomarzy, jak on to byłby w Afryce… Nie, nie… żartuję, to takie żarty… ja pokręcony jestem, nawet niektórzy uważają, że nas jest dwóch, bo czasem ze sobą rozmawiamy, kto?? No ja z samym sobą… Biedni tylko rodzice adopcyjni naszych chłopaków z Polski, pewnie czasem niewiadomo, co myślą o pokręconym Przemku czytając bloga, ale ja Wam mówię Rodzice Adopcyjni, jesteście niesamowici, za to, co robicie, za waszą modlitwę i kasę… Naprawdę, chłopaki mają tutaj wszystko dzięki Wam… Jesteście wielcy, a ja po raz kolejny mam zaszczyt powiedzieć wam najserdeczniej „Dziękuję!”. I teraz część z was, ale już mniejsza niż dwa zdania temu, myśli że Przemek zastosował mechanizm psychologiczny, by się przypodobać rodzicom adopcyjnym, jednaj ja mówię serio serio… A swoją drogą, ostatnio sobie pomyślałem, nawet dzisiaj także, że dlaczego tak się wszystko układa mi tutaj, że nawet strach, że zbyt łatwo i prosto… dlaczego??? Że chłopaki są zdrowi, uczą się dobrze, są radośni i pełni energii, pracują, bawią się… A ja? Mi się świetnie, układa się z chłopakami, znamy się coraz bardziej, jestem zdrowy, z szefem się dogaduję, coraz lepiej w piłkę gram, Słońce świeci, Afrykę zwiedzam i prawie zawsze na obiad jest fasolka, którą uwielbiam.. Wiecie dlaczego??? Bo jest to owoc Waszej modlitwy i wielu wielu ludzi i tych także, którzy nie czytają nawet  tych słów, ale to także do Was… Sobie przypominam, te dziesiątki mejli o zapewnieniu modlitwy za nas… te setki dosłownie ludzi, którzy przed wyjazdem obiecali modlić się za nas… Patrzcie… modlitwa to „tylko” słowa, a kształtują rzeczywistość, mają Moc… ja i moja mała-wielka Misja jest na to dosłownym przykładem… Co mogę powiedzieć? Dziękuję i jednocześnie proszę o wytrwałość w niej, bo modlitwa działa, czyni cuda! Nawet powiem więcej, żeby dorzucić do pieca, proszę o modlitwę, za chłopaków i za mnie oraz za te wszystkie sprawy, o które ja się codziennie modlę… Z intencjami to tak jakby odwrotność ludzkich możliwości, im więcej zadań (intencji) powierzonych człowiekowi, to się gubi, bo jego możliwości i czas są ograniczone prawami fizyki… a dobry Bóg?? Im więcej prosimy, tym modlitwa ma większą moc, bo przecież więcej intencji utożsamia się z większym zaufaniem we Wszechmoc Boga, dlatego dokładajcie dobremu panu Bogu ile się da, krzyczcie to Niego każdego dnia o pokój na świecie, o dobre Serca ludzi, o radość i nadzieję, o Miłość… abyśmy wszyscy się jej uczyli każdego dnia… Dlatego nie żałujcie czasu na rozmowę z Bogiem, On wszystko wysłuchuje, żadna sekunda spędzona na rozmowie z nim, nie będzie bezowocna… aż trudno w to uwierzyć, a jednak to prawda… nawet trwanie w ciszy przed Nim jest wielką modlitwą… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to tyle wstępem… Tylko szybko opowiem wam mój dzień i spadam spać, bo rano jedziemy z Fatherem na południe Ugandy, tam gdzie prawdziwa dżungla się zaczyna, odwiedzić jakieś siostry, gdzie także chyba pracują z młodymi ludźmi, i jest jedna polska zakonnica – siostra Angelica, co była kiedyś u nas, a dziś przyjechała kolejny raz i jutro jedziemy… ale super… opowiem jak wrócę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co dzisiaj się zdarzyło?? Wstałem na 7 rano na Msze, piękny poranek był, taki słoneczny…po śniadaniu godzinę się przekimałem, bo w nocy trochę posiedziałem dłużej odpisując na majle, do których powoli się dokopuję, jeszcze nawet ze Świąt mam… ale wszystko w swoim czasie…o 9tej wstałem, zrobiłem szybkie pranie… Potem siedząc pod naszym wielkim drzewem mango, skończyłem czytać książkę „Pamięć i Tożsamość” JP II, dobra, ale dosyć trudna książka… ale jak się czyta w ciszy i pięknym miejscu, to szybko się człowiek wczuje… Dla mnie, chyba ją kiedyś będę musiał przeczytać jeszcze raz. Potem kilka spraw przy kompie i już lunch był… Po obiedzie, trochę nabrałem sił i z najmłodszymi chłopakami pograliśmy w nową grę wymyślaną na bieżąco przez wujka Przemka… „ Rekin”, nabiegali się trochę, kilka zbitych kolan, ale ile radości… Na koniec wziąłem dużego snikersa co z Polski od dziewczyn dostałem i podzieliłem na 12 chłopaków, dla nich to taki hicior taki snikers, mówię Wam… a dla reszty cukierki… ale zadowoleni byli… nawet ci, nowi, co ostatnio tacy nieśmiali byli, teraz już im trochę przeszło, dobrze, to się ceni… Już ok. 17:30 było, więc szybko przebrałem się na piłkę i pograliśmy trochę ze starszymi chłopakami, ale dziś mi się dobrze grało… Potem szybki prysznic, i Good Night Talk, dziś im tylko powiedziałem, że nie będzie mnie kilka dni i by tu porządku pilnowali… Aha dziś także poznałem chłopca, który od wczoraj jest u nas na CALM, Jonson się zwie, bardzo inteligentny i dobry chłopak, 11 lat z Jinji, tam gdzie Nil płynie… Dziś jeszcze przygotowałem dla nich fragmenty Ewangelii pocięte na kawałki i jutro rano kiedy chłopaki będą szli do szłoły, ja będę siedział koło bramy wyjściowej CALM i dał losować wycinki razem z cukierkiem… zobaczymy jak będzie, taki mój nowy pomysł… Wieczorem po kolacji poszedłem się przejść po pokojach, ale w pierwszym pokoju chłopaki mnie zatrzymali i siedzieliśmy i gadaliśmy chyba ze 40 min, także do innych pokojów nie zdążyłem dojść, no prawie… ale dobrze, że tak się dzieję… wiecie co… jak sobie pomyślę, że za ok. 4 miesięcy mam opuścić CALM to już chciałbym wracać… naprawdę, to miejsce podobno zmienia każdego, kto tu przybędzie, może na Ciebie przyjdzie kiedyś kolej… zostawić prawie wszystko i pojechać gdzieś, daleko, daleko… żeby przynajmniej być z kimś, kto potrzebuje takiego człowieka, jakim Ty jesteś… Bo każdy z nas wyjątkowy i jest wielkim skarbem… Jeśli nie skarbem ludzi dookoła Ciebie, to na pewno wielkim Skarbem w rękach Boga… przez Niego zawsze jesteś kochany (a)…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpływam… dobranoc Eskimosy, u nas w nocy teraz 23 stopnie, he he &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009021516NiedzielaMadePatrickIKaplica?authkey=Gv1sRgCLqUuvKRjYbOowE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,15-16 Niedziela made Patrick i kaplica&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3304381512095321077?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3304381512095321077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090216-2319.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3304381512095321077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3304381512095321077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090216-2319.html' title='2009,02,16 – 23:19; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3435389513268302646</id><published>2009-02-14T23:27:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:31:46.526+03:00</updated><title type='text'>2009,02,14 – 23:27; (Pic)</title><content type='html'>Właśnie jestem po obejrzeniu z chłopakami filmu „Ostatni Samuraj” z Tomem Cruzem… i nawet teraz soundtrack sobie odpaliłem… W sumie już kiedyś widziałem ten film, ale teraz on odżył we mnie na nowo… Niesamowity film… taka walka, że to koniec… Chciałbym się nauczyć od bohaterów tego filmu takiej odwagi, honoru i spokoju… Chciałbym się taki stawać… nie mogę zapomnieć, że chcę się taki stawać… Zginąć na polu walki, ale walki o dobro… w obronie niewinnych…Nie wiem, czy bym teraz potrafił tak jak oni zawalczyć, tak na śmierć i życie… Może lęk by we mnie zwyciężył, nie wiem… ale mam nadzieję, że kiedyś stanę się taki jak oni… staję się, chcę się stawać… codziennie… codziennie bliżej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz sobotni dzień na CALM już minął… Jak było?… Przez ten cały dzień czegoś szukałem, byłem niespokojny… ale ten film mi pomógł odnaleźć „to”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Siła tkwiąca w złu, jest niczym wobec Miłości tkwiącej w Dobru”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090214PracowitaSobotaAleISportowa?authkey=Gv1sRgCID2h-aC8bbdXw&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,14 Pracowita sobota, ale i sportowa&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3435389513268302646?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3435389513268302646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090214-2327.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3435389513268302646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3435389513268302646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090214-2327.html' title='2009,02,14 – 23:27; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8085947978597300838</id><published>2009-02-12T22:34:00.000+03:00</published><updated>2009-02-13T00:09:24.228+03:00</updated><title type='text'>2009,02,12 – 22:34</title><content type='html'>Ah… już jestem w swoim pokoju, dziś mamy prąd, dzień się skończył, więc resztę moich sił poświęcę dla Was ;) a co tam… kiedyś odpoczniemy :)&lt;br /&gt;Więc jak tam Twój dzionek minął??? Mój był bardzo dobry. Dziś tylko przez chwilę padało przed południem, ale reszta dnia piękna, gorąca i sucha… choć powiem wam, że czasem już nie odczuwam tego gorąca, chyba mój organizm się przestawił, dlatego co to będzie na polską jesień w tym roku :) damy radę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc rano udało mi się wstać by pogadać z Przyjacielem jeszcze przed wschodem Słońca, choć chmury były i nie widziałem naszej wschodzącej Gwiazdy. Po Mszy i po śniadaniu zabrałem się do pracy, kiedy to już chłopaki poszli do szkoły. Przygotowałem zestaw zdjęć z całej naszej działalności, bo jak zawsze, ale szczególnie na początku roku potrzebujemy jakiś dodatkowych środków, wtedy kiedy to wszystkich trzeba wyprawić do szkoły, a także jak w każdym państwie podwyżki wszystkiego w nowym roku, dlatego będziemy szukać jakiś dobrych darczyńców a fotki mają w tym pomóc, bo każdy ma ochotę zobaczyć na co jego modlitwa i kasa idzie… Także pracujemy nad stworzeniem komputerowej bazy danych naszych chłopaków, bo wtedy nasza placówka będzie lepiej funkcjonować. I tak do południa szybko czas zleciał… Na obiad słuchajcie… Angela przygotowała gołąbki, ale takie, że więcej mięsa w środku niż tego ryżu i takie wielkie, że ja dwa wciągnąłem i już byliśmy zadowoleni – tz. ja i Karolek (tak Becia mówi na swój brzuch – pozdrawiam Becię i Karolka, mam nadzieję że 3macie wspólnie dobrą linie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie krótka siesta, naprawdę się przydaje… Tak zaraz po 3ciej zabrałem wielką płachtę Klanza, tę kolorową i poszedłem z tymi młodszymi w coś pograć. Ale ciężko było to nazwać grą, to prawdą wiele radości im przyniosła zabawa tym, ale jak by w nich dzikusy weszli i nasi chłopaki z p1 i p2 (ok. 9 ich było) jakby oszaleli, oprócz radości i zabawy, także czasem kłótnia była, płacz i takie tam. Ale ja twardo do nich, nawet jednego takiego rozrabiakę wziąłem i trzymając za nogi tak kręciłem wokół mojej osi, aby krew mu napłynęła do pustej głowy… tak kręciłem, że już miał dosyć, rozpłakał się i obraził, ale potem zawołałem go do gry i już był grzeczny. Muszę nad tym trochę popracować, żeby się nawzajem tak nie tłukli, może kluczem jest stworzenie zespołowej gry, albo takiej, że będą mieli okazję sobie pomagać nawzajem. To może będzie ok. Przetestujemy. Tak ok. 17 już skończyliśmy, ale było ich ciężko oderwać od tej płachty. Pograłem trochę na gitarce i bębnie i pobiegłem pograć w piłkę. Już od dwóch dni gram z najstarszymi chłopakami, cieszę się, że im już prawie dorównuję w footballu. Potem ok. 18:40 zagoniłem ich do mycia, ale ciężko było, bo coś mnie nie słuchali. Potem zimny prysznic mój… Lubię tak po dobrej grze wskoczyć do zimnej wody… a jak się śpiewa przy tym… coś pięknego. Dziś czwartek, czyli dzień mojej szczególnej odpowiedzialności za działanie CALM, i także moje słówko na dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś im powiedziałem, że jestem zły na ich zachowanie, bo mnie nie słuchają, mówiłem, że nie będę ich bił, bo nie są głupi by się bać kija, ale są klawi i inteligentni i wierzę, że moje słowa powinny wystarczyć, a wszystko to, co mówię to to jest dla ich dobra. Tak im powiedziałem, ale cisza była, bo często jak ktoś to mówi, to gadają i my musimy ich uciszać, ale dziś… aaa…. &lt;br /&gt;Potem coś miłego było. Dziś opowiedziałem… o czym ?… może wam po prostu wkleję, bo odkryłem super stonkę z opowiadaniami. Wpiszcie w google „Adonai” i tam są opowiadania, ale takie super, super… I oto jedno z nich:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Most&lt;br /&gt;     „Pewien człowiek pracował jak operator zwodzonego mostu. Kiedy podnosił most, przepływały pod nim barki, opuszczając go przepuszczał mknące po szynach pociągi. Pewnego dnia wziął ze sobą do pracy swego kilkuletniego jedynego synka. Gdy wykonywał swoje rutynowe czynności, jego syn bawił się na zewnątrz dyżurki. Wtem rozległ się dźwięk telefonu, który jak zwykle był zapowiedzią informacji o nadjeżdżającym pociągu. Szybko włączył urządzenie opuszczające most i właśnie wtedy usłyszał przeraźliwy krzyk swego syna. Gdy wyjrzał na zewnątrz, zobaczył, że jego noga uwięziona została w trybach maszyny, które powoli miażdżyły ją i wciągały do środka. W tej chwili usłyszał także sygnał nadjeżdżającego z oddali pociągu. W tak dramatycznej sytuacji miał jedynie dwie możliwości - opuścić lub podnieść most wybawiając syna od śmierci, ale skazując na nią setki pasażerów nadjeżdżającego pociągu.&lt;br /&gt; Ojciec wybrał śmierć syna...&lt;br /&gt;     Kiedy pociąg przejeżdżał po moście, niektórzy ludzie uśmiechnięci machali mu rękoma na powitanie. On tymczasem stał zalany łzami, a jego serce przeszywał ogromny ból z powodu męki, w jakiej zginął jego jedyny, ukochany syn.&lt;br /&gt;     Kilka dni temu bezczynnie przechadzałem się po pewnym korytarzu. Czekałem na przyjaciół, którzy w każdej chwili kończyć mieli próbę swego zespołu. Z nudów przez zupełny przypadek podniosłem niewielką, gęsto zapisaną kartkę, która leżała na jakimś stole. Zacząłem czytać. Początkowo bezmyślnie, całkowicie odruchowo. Jednak już po kilku zdaniach zapomniałem o ludziach, na których czekałem. Po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Przebiegałem oczyma tekst, który rozpoczął ten felieton...&lt;br /&gt;     Kiedy skończyłem, zupełnie bezwiednie wsunąłem tę karteczkę do kieszeni spodni. Sądzę, że Was również bardzo to poruszyło. Zamyślony siedziałem na zimnych schodach w ciemnym korytarzu. I właśnie wtedy jak jeszcze nigdy dotąd znienacka dotarło do mnie, że przed dwoma tysiącami lat ktoś cierpiał w ten sam sposób. Ktoś utracił ukochanego syna, by także ratować ginących ludzi. Jego dziecko nie zginęło w trybach maszyny umożliwiającej unoszenie zwodzonego mostu. Umierało znacznie dłużej. Przybite kilkunastocentymetrowymi gwoździami do drewnianego krzyża.&lt;br /&gt;     Tamtego wieczora chyba pierwszy raz w życiu zupełnie świadomie zdałem sobie sprawę z cierpienia, jakie stało się przed wiekami udziałem Boga. Poświęcił swego syna, byśmy mogli żyć. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ta śmierć była konieczna, dlaczego nie można było rozwiązać tego inną drogą. Widocznie nie można było... Pan Jezus, kiedy chodził jeszcze po ziemi, wypowiedział takie słowa:&lt;br /&gt;     "Większej miłości nikt nie ma, nad tę, jak gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich"&lt;br /&gt;     I tak, jak powiedział, to uczynił. Zmarł przybity do krzyża za nasze winy. Także Twoje... Jego śmierć jest najlepszym dowodem na to, iż jest ktoś, kto Cię akceptuje i kocha.&lt;br /&gt;     Jeśli dotąd nie miałeś okazji, przyjmij go jako swego Pana i Zbawiciela. To nie jest trudne. Wystarczy mały krok. Naprawdę niewielki. Właśnie w tej chwili masz okazję podjąć najważniejszą decyzję swego życia. Nie bądź już więcej obojętny na tę miłość. &lt;br /&gt;Autor nieznany” &lt;br /&gt;I tak to mniej więcej w oryginale, ale ja dołożyłem, że ojca nazwałem Fredem, dziecko Johny i innych aktorów do mostu i takie tam. I tą scenkę szybko odegrali chłopaki z moją pomocą. Myślę, że jest dobry sposób na intensywniejsze słuchanie, lepiej zapamiętają te dobre słowo. Powiedziałem im o pociągu, który spokojnie codziennie, przejeżdża przez ten „most Bożej Miłości” a my jesteśmy jego pasażerami, którzy często nie widzą tego zapłakanego i zatroskanego Ojca, który codziennie musi patrzeć na śmierć swojego najukochańszego Syna… Bo to jest Miłość. Zapytaj samego siebie: Jakim jestem pasażerem, czy widzisz łzy Ojca, czy widzisz Syna pod kołami pociągu, czy jesteś wdzięczny za nieustanne ocalanie Życia i jednocześnie podarowania i zadania go Tobie na nowo, abym ja także potrafił poświęcać się dla innych ludzi, kogoś lub coś, kto albo co jest dla mnie najcenniejsze, bo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”&lt;br /&gt;J 15:13&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze do Słówko wyszło, mam nadzieję, że choć w jednemu z nich Serce zabiło bliżej tego, co najważniejsze, bo dla mnie także jest to dobry moment do pomyślenia, jakim ja jestem pasażerem pociągu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po słówku posiedziałem z nimi podczas nauki, dziś było względnie cicho. Nawet im powiedziałem, że jak będą cicho, to otrzymają 10 min. czasu na naukę extra, a jak będą głośno to ich puszczę wcześniej. To jest odwrotność, tego, co myślą, a to sprawia, że bardziej doceniają czas nauki, że jest ona bardziej nagrodą niż karą… Kiedy przyszedł czas, część poszła, a większość została dłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem po kolacji się przeszedłem po pokojach. Także usłyszałem jak ktoś głośno płacze przy łazienkach. To nowy chłopiec z 7-letni nie chciał się umyć, bo na ulicy się prawie nie mył, dlatego chłopaki z pokoju go wzięli i sami go kąpali na siłę. Potem jak już był cały mokry już przeszedł mu płacz. Odprowadziłem go do łóżka, i powiedziałem, że jutro sam się musi umyć. Ale pewnie mnie nie zrozumiał, bo nie zna angielskiego jeszcze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następnym domku jeden z chłopaków – Lala – dopadła malaria, ale nie chciał iść po leki do Angeli, więc chłopaki go prawię siłą zaprowadzili. Lala jest taki trochę dziki, choć już trochę jest w CALM. Także jeden z nowych chłopców - Emmanuel moczy się w nocy, więc chłopaki z pokoju chcą coś z tym zrobić i powiedzieli mi o tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak wreszcie wróciłem do pokoju… Cieszę się, że oni o siebie nawzajem tak dbają… Jaka jest wielka siła w człowieku, szczególnie młodym, kiedy ma w Sercu Miłość? niesamowite… mówię wam, tego się nie widzi tak na co dzień… dopiero w sytuacjach życia, dobrze widać, kto jest jakim człowiekiem… ktoś kiedyś śpiewał, chyba Human:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Co warty człowiek, jak krótka jego Droga… &lt;br /&gt;co warty człowiek, gdy nie ma w Sercu Boga..”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8085947978597300838?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8085947978597300838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090212-2234.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8085947978597300838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8085947978597300838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090212-2234.html' title='2009,02,12 – 22:34'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7636896810333718072</id><published>2009-02-10T23:00:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:30:47.017+03:00</updated><title type='text'>2009,02,10 – 23:00; (Pic)</title><content type='html'>Siedzę sobie pod moskitierą, bo znów u nas prądu nie ma, choć nawet nie padało, jest spokojna księżycowa noc… nawet podczas wieczornego piwka sobie wyszedłem posiedzieć „pod palmami”, gapiąc się w piękny złoty Księżyc… takie atrakcje tylko u nas, coś pięknego… mówię wam, taki się spokój odczuwa… życzę Ci, abyś miał(a) okazję czasem wyjść nocą i tak po prostu pogapić się w świecący Księżyc… można wtedy znaleźć naprawdę odpowiedzi na wiele pytań, które cię nurtowały…Dziś był dobry dzień. W ogóle cały dzień piękna pogoda, może w obiad trochę pokropiło, ale reszta dnia była piękna… Rano po śniadaniu zrobiłem drugą część mojego prania, także mam na cały tydzień skarpetki (używam ich tylko jak gram w sporty i wieczorami, bo tak jest zbyt gorąco na skarpetki). Potem godzinne internetowe sprawy, potem rozdział kolejny „Pamięć i Tożsamość”, dziś o istocie Europy, coś niesamowitego, jak to europejska kultura się zrodziła… Potem chwilkę pogadałem z moim tatą przez smsdiscount… Super program, zainstalujcie sobie, super działa, można dzwonić za grosze albo za free jak ja do Polski. Potem mała drzemka, obiad, a po obiedzie zebrałem młodszych chłopaków z p1 i p2 i na boisku pograliśmy w kilka gier takich sportowych. Ale mówię wam, jak trudno im objaśnić gry i ile mija czasu zanim zajarzą, to znaczy ok. połowa mówi tylko w luganda, to to może wiele tłumaczy… Potem ok. 16 godz. trochę się lugandy pouczyłem, ale jest taki trudny, że normalnie nogi sobie idzie połamać. Wieczorkiem poszedłem się przejść w dżunglę trochę i zebrałem kilka super liści, może zasuszę i przywiozę, bo są naprawdę inne niż polskie. Na słówku na dobranoc miałem dziś się nie odzywać, ale pomyślałem, a co tam. Więc powiedziałem im dziś o sytuacji, kiedy to Jan Paweł II przebaczył temu kolesiowi, co do niego strzelał. Mówię Wam, taka cisza była… w sumie to nie wiedziałem, co im chciałem przekazać, po prostu mówiłem, co mi do głowy na bieżąco przychodziło i chyba główne przesłanie o przebaczeniu wyszło, ale to dobrze, przyda się im. Mówiłem także, że każdy z nich może odnaleźć w naszym papieżu ojca i dziadka… to jest prawda, że nawet jak tylko słyszymy słowa Jana Pawła z nagrania, serce nasze mocniej bije… czuje się moc, siłę i prawdziwość tego człowieka. Wieczorem nie było nauki, bo prąd nie wrócił, więc chłopaki mieli wolną godzinę więcej. Dziś poszedłem do chłopaków na kolacje, jedliśmy przy świetle lampy naftowej i światła mojej komórki. Następnym razem zrobimy sobie kolacje przy świecach, aby chłopaki sobie ćwiczyli jak to kiedyś jakąś piękną pannę zaproszą na taką kolację, ale zamiast 130 rozwydrzonych łobuzów będzie jedna piękna dama, zakochana po uszy w naszym chłopaku z CALM, bo na pewno będą szaleć dziąchy za takimi, bo dajemy im tutaj taką szkołę przetrwania, normalnie Top Gun, tylko myśliwców i lotniskowca brakuje. Uwierzcie mi, że wielu z nich ma tak szlachetne i mężne serce, że nie jedna dziewczyna z Polski chciałaby mieć takiego chłopaka. Więc dziewczyny przyjeżdżajcie i wybierajcie ;)  Ostatnio wieczorami także siadamy przy kotle z węgielkami, na którym Angela gotuje jakąś potrawę na kolacje. Jak nie ma prądu zbieramy się tam dużą grupą, czasem mniejszą. Dziś tak posiedziałem z nimi, pograliśmy trochę w głuchy telefon (ciężko było przenieś sentencje po luganda, ale dałem radę) i pogadaliśmy trochę. Dla nich najciekawszym tematem są dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale pytają się mnie wiele rzeczy w tej działki, uważając że jestem expertem. Także cały wieczór od czasu do czasu eskortowałem chłopaków do pokojów, bo nie mają latarek, a chcą dojść do łóżka nie połamawszy się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem dlaczego, ale mam taką radość w sobie, z tego, że mam okazję tu być, już teraz wiem jak bardzo chciałbym tutaj zostać dłużej, a kiedy przyjdzie czas powrotu do Polski, będzie naprawdę ciężko… Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009020911ChOpakiDoKamuliIBierki?authkey=Gv1sRgCMOktM_TmaviHA&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,09-11 Chłopaki do Kamuli i bierki&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7636896810333718072?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7636896810333718072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090210-2300.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7636896810333718072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7636896810333718072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090210-2300.html' title='2009,02,10 – 23:00; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-538965186155350833</id><published>2009-02-09T23:05:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:29:54.208+03:00</updated><title type='text'>2009,02,09 – 23:05; (Pic)</title><content type='html'>Taki zwykły dzień to był… nic szczególnego… nie wiele zrobiłem pożytecznych rzeczy… Rano udało się wstać, nie przywitało mnie Słońce, bo chmury miały dziś rano występ na niebie, po śniadaniu zrobiłem pranie, potem nic konkretnego, obiad, był pyszny - rolady mięsne, bo prowincjał przyjechał na wizytacje (to taki szef na kilka państw u Salezjanów), potem po obiedzie trochę popracowałem nad obróbką zdjęć do naszej bazy danych, wieczorem, kiedy to chłopaki wrócili ze szkoły (my, z moimi braćmi mówiliśmy kiedyś – „wróciłem z budy”) poszliśmy do pracy na farmie, bo oni już drugi tydzień wieczorami przekopują ziemię pod nową uprawę… Także trochę pokopałem, nawet miałem chwilę, żeby tak powąchać z bliska afrykańską ziemie… pachnie jak nasza – polska ziemia…powiem Wam, że tutaj w Ugandzie powoli, powoli buduję swój patriotyzm do Polski, który zawsze był mizerny u mnie, a tutaj dopiero chyba prawdziwie dojrzewa, także jestem w trakcie czytania książki Jana Pawła papieża pt. „Pamięć i Tożsamość” i powiem ci, że jeśli masz problemy z patriotyzmem, albo nawet nie chcesz o nim słyszeć, bo jesteś kosmopolitą, to naprawdę polecam tę książkę… Wieczorem posiedziałem z chłopakami podczas ich nauki. Dziś im takie zdania powiedziałem, że mnie usłuchali i naprawdę byli cicho. Powiedziałem m. in. że zależy mi na nich. Pod koniec tylko zaczęli gadać… Tak nastał wieczór szybko… w sumie to pełnia Księżyca jest teraz, także pięknie jest na zewnątrz i jasno… I teraz tak pomyśl… masz na tacy dzień, który minął… czy znajdę w nim coś niepowtarzalnego??? Poczekajcie pomyślę… Chyba dziś uwierzyłem w coś, w co wiele osób nie wierzy… Ja to trochę taki wariat jestem… tak wiele osób mi już powiedziało… a ja wam mówię, że ja naprawdę mam poukładane w głowie, tylko wszystkie moje jak to nazwiemy „niezrozumiałe” dla społeczności lokalnej zachowania wynikają w mojego buntu, ale przed czym i po co to, to wam nie powiem… coś ostatnio wiele rzeczy Wam nie mówię… nie, nie… mówię Wam to co mogę, ale nie wszystko wam mogę mówić, bo każdy człowiek musi mieć swoją taką tajemną pustynię, gdzie tylko on wie gdzie ona jest… to takie moje sacrum, do którego czasem kogoś zapraszam, czasem tylko na próg, czasem po przedsionka, czasem głębiej, ale jeszcze nikt nie poznał wszystkiego, ale czad… Pamiętam dostałem kilka mejli od kilku osób, że tak szczerze piszę tego bloga… szczery to on jest, ale uwierzcie mi, że to nie jestem w całości ja… To tylko jakiś fragment mnie… ale dosyć wielki fragment… Ktoś kto zna mnie bliżej… wie o czym mówię… o Perłach, których nikt nie może podeptać… i nie podepczę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiedzie jak piszę tego bloga to tak sobie czasem myślę, kto go może czytać… więc myślę o tym, o tej, o tamtej… o tych, o tamtych… Nawet czasem widzę w wyobraźni niektóre twarze osób, co się uśmiechają po przeczytaniu jakiegoś tam zdania… czasem wzruszenie… czasem pogardę… ale cieszę się, że jesteście ze mną… szczególnie niektóre osoby, które pamiętają o mnie nawet jak ja o nich nie pamiętam… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc miałem znaleźć jakiś piękny moment z dnia… więc już chyba wiem… więc jak tak dziś kopałem pośród chłopaków… tak sobie pomyślałem, ile to człowiek się musi napracować, by mieć na talerzu cieplutki i smaczny obiad… może w Unii Europejskiej nie bo są maszyny, kombajny i takie tam i praca jest nieco zmechanizowana i ułatwiona, ale tak spójrzcie na Afrykę, albo wcześniej: 100, 200, 1000, 5000 lat temu. Kopię, żeby zebrać, zbieram, żeby jeść, jem żeby kopać… taka wegetacja milionów ludzi na całym Świecie, że czasem życie służy jedzeniu, a nie jedzenie życiu… A może jest w tym jakiś sens, to może nie jakiś, ale jaki?? Kiedyś Mike Kigozi, (który dziś wyjechał do Kamuli na rok szkolny i wraca w grudniu, także dziś już chyba ostatni raz w życiu go widziałem… taki mój mały przyjaciel tutaj), więc on mi kiedyś powiedział, kiedy to pchał taczkę z wielkimi workami paszy, zapytałem czy może ci pomóc, bo to jest cięższe od ciebie, ten odpowiedział „Nie, nie, Przemek – praca stanowi część życia człowieka…”. Tak mi tylko powiedział krótkie zdanie i sam się zaparł i ją wreszcie przepchał przez próg. To jest prawda… Pracujemy po to, aby przez naszą pracę mieć okazje nie tylko na zaspokojenie swoich potrzeb, ale wypłynięcie głębiej… że poprzez naszą pracę możemy czynić dobro, uczyć się Miłości… Pracować dla kogoś drugiego, dać mu to, co mam najcenniejszego… mój czas, jaki jest mi dany do życia…. Kiedy to ten czas wykorzystujesz dla dobra drugiej osoby poprzez pracę, choćby to było mozolne kopanie trawy dla krów… Taki czad… Sztuką jest tylko, abyś odkrył w sobie, na którym „polu” chcesz kopać w Twoim życiu, odpowiedzieć sobie, komu najbardziej przyda się mój wysiłek, moje zmaganie, moja praca, moja Miłość…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, to był chyba hicior z tego dnia… który pod pozorem zwykłości przyniósł coś niezwykłego i Mocnego… Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009020911ChOpakiDoKamuliIBierki?authkey=Gv1sRgCMOktM_TmaviHA&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,09-11 Chłopaki do Kamuli i bierki&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-538965186155350833?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/538965186155350833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090209-2305.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/538965186155350833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/538965186155350833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090209-2305.html' title='2009,02,09 – 23:05; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1989014446111261363</id><published>2009-02-08T23:17:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:29:01.430+03:00</updated><title type='text'>2009,02,08 – 23:17; (Pic)</title><content type='html'>Dobrze mieć rodzinę… Dobrze, że ich mam… Jestem prawdziwym szczęściarzem… Ty też jesteś szczęściarzem???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090208MadePatrykSpotkanieZDziachami?authkey=Gv1sRgCL-218_0wY7GlAE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,08 Made Patryk - spotkanie z dziąchami&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1989014446111261363?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1989014446111261363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090208-2317.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1989014446111261363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1989014446111261363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090208-2317.html' title='2009,02,08 – 23:17; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4283874724966678642</id><published>2009-02-07T23:24:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:28:05.382+03:00</updated><title type='text'>2009,02,07 – 23:24; (Pic)</title><content type='html'>I tak kolejnego wieczoru spotykam się z pustym plikiem word, którego chcę jakoś wypełnić… Czasem Wam chcę o tylu sprawach napisać i potem, na następny dzień myślę, ile to rzeczy im umknęło, kiedy tak pisałem poprzedniego wieczoru. Bo wieczór sprawia, że jeszcze żyjesz dniem, który minął, ale zmęczenie nie pozwala ci odtworzyć wszystkich szczegółów… Tak jak teraz; ten dzień i te, które minęły… one już nie wrócą, a co one przyniosły to to pozostało we mnie… to mnie buduje do kolejnego dnia, który już mnie czeka za ok. 7 godzin. Świat jest niesamowity, właśnie widzę jak Picas aktualizuje moje fotki sprzed kilku lat, i widzę jak mi migocą w rogu ekranu, nie czas je teraz oglądać, ale tylko spoglądam… I słuchajcie i tak sobie myślę ile to już pięknych, mocnych i dobrych rzeczy wydarzyło się w moim krótkim życiu… jak jestem wdzięczny dobremu Bogu, że dał mi się odnaleźć, gdyby nie On, moje życie byłoby pewnie stertą zgniłych śmieci, a dzięki Niemu, czasem szybciej lub wolniej, czasem lepiej lub gorzej, buduję budowlę swojego życia… Czasami zapominam o tym, kto jest Kierownikiem mojej budowli i kto dostarcza mi te niezliczone Cegły, kto je spaja i łączy w jedną Mocną całość… I dopiero kiedy spojrzę z oddali na moją budowlę, z jakieś wysokości, to zadziwiam się jej pięknem i dobrem, więc od razu myślę, że tego sam nie mogłem zbudować, pytam się „Gdzie się podział mój Kierownik budowy?” i wtedy go odnajduję, bo On tylko czeka na myśl ode mnie, na maleńki, ale jakże prawdziwy odruch czasem twardego mojego Serca… ale czad… ale mi się parabola napisała… widzicie??? I ja nawet nie wiem sam skąd to mam… to przychodzi od mojego Kierownika, ja tylko piszę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś myślę, że w moim pobycie i pracy tutaj, nadszedł pełen przełom, bo chyba odnalazłem główny cel mojego pobytu tutaj… który na początku był jakże inny… Muszę jeszcze dopracować cele szczegółowe, ale wreszcie się udało, wyznaczyć pewien szlak… ale i tak Wam o tym nie powiem, może kiedyś…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś był zakręcony dzień, ale dobry, bardzo dobry. Wieczorem ok. 16 pouczyłem się z chłopakami Luganda, jest dosyć trudny dla nas Polaków, ale bez przesady… może coś tam się uda jeszcze nauczyć przez te kilka miesięcy… Ktoś powie czy jest sens tak w połowie mojego pobytu tutaj, a ja mówię, nigdy nie jest za późno… Ok. 17 pograliśmy w nogę, ale nie mecza, ale chłopaki pokazali mi super grę, w którą graliśmy także wczoraj. Więc gra się na jedną bramkę, ale jakieś 5 drużyn po dwie osoby w jednej. Coś pięknego, tak sobie ćwiczysz drybling z piłką, bo inaczej się nie da, jak cię 4 atakuje i każdy z innej parafii, jak to się mówi w niesmacznych dowcipach polskich. Także ja byłem z Simonem Ociu i chyba wygraliśmy, bo mieliśmy 11 goli, a pod koniec wymyśliliśmy, że jak ktoś wykopie w dżunglę piłkę (bo ogrodzenie jest na wysokości bramki), to odejmujemy jeden punkt. I tak odejmowaliśmy też. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Good Night Talk wiele chłopaków się spóźniło, więc za karę nie mogłem puścić filmu, ale wymyśliłem grę w naszej kaplicy (aha ta nasza Kaplica to nie stricte mały kościół z ławkami i ołtarzem, ale to po prostu mała sala, gdzie się wszystko odbywa, kiedy już noc ogarnie CALM). Więc gra to takie piłkarzyki jak się gra w pubach, co piłkarze są na takich drągach, więc to samo, tylko, że chłopaki nasi siedzieli na krzesłach i nie mogli się ruszyć z miejsca. Na początku było ich chętnych ok. 25 osób, ale pod koniec jak zobaczyli, że to fajna gra, było ich z 50. Także musieliśmy dostawiać kolejne rzędy pozycji. Ale było zabawy, mówię ile radości z bramki… coś pięknego… Na samym końcu, wszyscy piłkarze dostali po cukierku i obsługa techniczna także… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem już poszli spać… przeszedłem się po pokojach, czy jest ok., uciszyć tych, co jeszcze energia rozpierała i życzyć dobrej nocy. Zawyłem na gitarce potem dwie piosenki do nieba, bo mamy teraz pełnie Księżyca i tak trafiłem do swojego pokoju…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co na koniec dla was…??? &lt;br /&gt;„Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę”… tak piszę na kartce nad moim biurkiem i zdjęcia Bieszczad w tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba prawda… Nawet był dołożył… prawdziwe piękno i dobro ubrane jest w prostotę, bo już sama prawdziwość tej prostoty czynią ją piękną i dobrą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macie tu jeszcze linki do fotek &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090204RabanieIUlewaAOniMoksi?authkey=Gv1sRgCPXmqLKlks6ILg&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,04 Rąbanie i ulewa a oni moksi&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090205PierwszyDzienSzkolyDlaNowychIPracaNaFarmie?authkey=Gv1sRgCMeOgcyJjeG5gwE&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,05 Pierwszy dzień szkoły dla nowych i praca na farmie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090207BadaniaHIVIFootballNaKrzeslach?authkey=Gv1sRgCPKa7JHL--WPMA&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,07 Badania HIV i football na krzesłach&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4283874724966678642?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4283874724966678642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090207-2324.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4283874724966678642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4283874724966678642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090207-2324.html' title='2009,02,07 – 23:24; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6193319039502946726</id><published>2009-02-03T22:25:00.000+03:00</published><updated>2009-02-08T00:54:22.103+03:00</updated><title type='text'>2009,02,03 – 22:25</title><content type='html'>Dziś już trzeci lutego, w ogóle mamy już 2009 r.? Coś takiego…Ale ten czas leci, nawet pamiętam co robiłem 8 lat temu, a wydaje mi się, że było to może ze 3 lata temu. Ale czad… Dziś od rana pochmurno było, Słońce tylko na moment wyszło przed południem, ale tylko na moment, reszta dnia szara była, ale teraz mamy gwieździste niebo, nad naszym Namugongo. O właśnie prąd wrócił, bo wcześniej prawie cały wieczór nie było. Ale nie będę gasił świecy, bo tak klimatycznie jest. Więc dziś rano pojechaliśmy z Czizem do Kampali na przegląd auta, a ja tylko już prawie ostatnie spawy w Imigration Orfice i wróciłem boda-boda do chaty, bo Kizo i tak wrócił późnym popołudniem. Reszta dnia minęła mi pełnią nadziei… Jakoś tak dziś… Pełnia nadziei… Nawet przy piwku po kolacji gadaliśmy o śmierci, bo wczoraj na tej samym odcinku drogi, jak tamta cysterna, rozbił się ksiądz z Jinji z jakimiś ludźmi i wszyscy zginęli, że w gazecie pisali o tym. I tak myślę dziś o śmierci pełen optymizmu. Że żyjemy tak krótko, a nasze życie jest takie kruche, nawet nie wiesz czy dożyjesz do wieczora…Jak bardzo dobrze jest być przygotowanym na śmierć w każdym czasie. Trzeba czuwać, ale jest to dosyć trudne, bo Świat robi wszystko być jak najmniej o niej myślał, a jak już gdzieś ci się obije o uszy, że ktoś umarł, to jest ona ukazana jako wielka tragedia, bo przecież opuściłeś tak wspaniały Świat i te wszystkie przyjemności i wygody, które ci oferują ci sami ludzie, co tak deformują sens śmierci i jej istotę. To jest paradox, po prostu ktoś mam w tym cel, abyśmy uciekali od śmierci jak tylko można… A może to Szatan… bajecznie brzmi, prawda?? A może to prawda… Jego największa sztuczka i cel to właśnie taki, żebyśmy za to wszystko, co złe obwiniali, wszystkich nie wyłączając pana, który się nazywa Los, ale nigdy jego, bo przecież on nie istnieje, jego postać to średniowieczny mit i sztuczka duchowieństwa by poskromić nieposłuszny „lud boży”… No nie wiem jak ty, ale ja się postaram zabrać za tą tak ważną sprawę, a może najważniejszą, bo przecież jest to gra o wszystko. Ja się sprzeciwiam i buntuje przeciw niemu. Chcę z nim walczyć… i wygrać, a może nieustannie to robię, tylko, że czasem przegrywam, ale nie liczy się przegrana walka, ale wygrana wojna, na którą wyzywam go. Może brzmi to dziwnie dla ciebie, ale ja się tym nie przejmuję, bo widziałem go w działaniu, jak wyrządza krzywdę niewinnej osobie. Ja wiem, że on jest. I boi się mnie, niech się boi, on boi się tych, którzy wiedzą, że on jest. Dobranoc… uciekam spać…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czuwajcie i módlcie się abyście nie ulegli pokusie…”&lt;br /&gt;Może pokręcony trochę jestem, ale czuwać będę, nie dam się jemu, bo jest ze mną Mocniejszy od niego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co u chłopaków… dziś to jest ten dzień, co chłopaki zabrali materac Dżoszule, jak wyszedł zapalić zimnego ognia… Dzień pełen wzruszeń… takich moich, takich bez łez, ale pełnych zachwytu nad pięknem Świata i istot w nim żyjących…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6193319039502946726?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6193319039502946726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090203-2225.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6193319039502946726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6193319039502946726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090203-2225.html' title='2009,02,03 – 22:25'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5738815495928801149</id><published>2009-02-02T23:08:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:25:39.824+03:00</updated><title type='text'>2009,02,02 – 23:08; (Pic)</title><content type='html'>Jestem już… Chyba już mamy porę deszczową, prawie codziennie pada deszcz, w tym roku podobno wcześnie była… Mam wrażenie jakbym pisał o tym, już wczoraj, ale nie wiem, bo mam mixa w głowie. Dziś chłopaki mieli pierwszy dzień szkoły, ale czekali gdzieś do 8mej aż deszcz przestanie padać. Ja powoli dzięki wolnemu czasowi nadrabiam zaległe sprawy, jakoś to idzie. Zostali tylko nowi, których trzabyło zapisać do szkoły dziś i WTC, którzy już w części dziś wyjechali do szkoły do Bombo. Niestety wczorajsza kontuzja mięśnie 4-głowca od tego kolana Nikolasa, dziś dawała się odczuć, ale co to dla mnie, dla mnie to nie problem, mogę poczekać kilka dni z graniem w cokolwiek. Po południu robiłem porządki w pokoju, bo tyle mam gratów i wartościowych rzeczy, że trzebyło to ogarnąć, także posklejaliśmy trochę buty z chłopakami, bo po wakacjach zgłodniałe z dziurami są bardzo często. Potem pouczyłem się trochę Lugnada, z Patrykiem, bo on się zna. Wiecie, że jest 5 czasów w Luganda? Teraźniejszy, przeszły bliski, przeszły daleki, przyszły bliski, przyszły daleki, taki czad. Ale już oczy mi się same zamykają, a ja jeszcze piszę o zamykaniu oczów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko pięknie się układa… Dobranoc… i nawet ciężko nie jest; najważniejsze, by dać Panu Bogu pole do popisu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090202TakiDzienMotorowy?authkey=Gv1sRgCNuUvcaHhNa6bQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,02,02 Taki dzień motorowy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5738815495928801149?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5738815495928801149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090202-2308.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5738815495928801149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5738815495928801149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090202-2308.html' title='2009,02,02 – 23:08; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3060757869498095425</id><published>2009-02-01T22:06:00.002+03:00</published><updated>2009-03-10T10:24:42.664+03:00</updated><title type='text'>2009,02,01 – 22:06; (Pic)</title><content type='html'>Już sama godzina wczesna wskazuje, że coś nie tak. Więc jutro chłopaki idą już/wreszcie do szkoły. Z jednej strony to źle, bo wtedy będę mógł robić z nimi coś konkretnego tylko na weekendy, a z drugiej strony to trocheńkę odsapnę i będę mógł się sprawami innymi, które także są dla nich, ale ich obecność nie jest potrzebna, a może nawet niewskazana. A co dziś było?? A wiele rzeczy. Więc cały dzionek piękne słońce świeciło, może się popołudniem na chwilę zachmurzyło, ale tylko na chwilę. Wczoraj także, a może dziś wczesnym rankiem, ok. 2:30 w nocy opuściły nas Ania i Lucyna, poleciały do Zambii, do Lusaki, gdzie jest City of Hope, coś takiego jak nasze CALM, ale dla dziewczyn, a nie dla chłopoków. Bardzo miło było z nimi, nawet się prawie przyzwyczaiłem, że Ania zawsze tu jest, ale była tutaj tylko ze 40 dni. No ale pojechała, a to i dobrze, nic przez przypadek się nie dzieję. Także od dziś na CALM to tylko ja i Father jesteśmy Muzungu. Po porannej niedzielnej Mszy i po śniadaniu mieliśmy takie prezentacje wszystkich grup aktywności: Blass Band zaczął hymnem Ugandy, potem hymn CALM. Następnie tancerze Juta Lajf jak by to po polskiemu napisać, potem młodzi akrobaci, potem jakieś single piosenki dedykowane, potem starsi akrobaci i wiele, wiele rzeczy pomiędzy. Dlaczego dziś? Nie wiem. Wczoraj był dzień św. Jana Bosko i także żeśmy ucztowali i celebrowali tej dzień, a dziś kontynuacja, a może ostatni dzień wakacji. Możliwe. Tak prawie do 14 godz. te prezentacje. Potem po obiedzie próbowałem się przekimać, bo nocą spałem dosłownie kilka godzin, bo pomagałem się spakować dziewczynom i tak posiedziałem. Także popołudniu się nie dało, bo ważne sprawy CALM mnie pochłonęły. Dziś mieliśmy pewien poważny problem z kilkoma chłopakami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????&lt;br /&gt;?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także dziś nas odwiedził Alek, opowiedział co tam u niego, przybił piąteczki chłopakom i takie tam. Dziś także wieczorem ok. 5 grałem w Basketball (koszykówka jak by ktoś nie był zanglizowany), także mój debiut na ziemi afrykańskiej i nawet mi dobrze, tym bardziej, że chłopaki także jeszcze dobrze nie grają. Nawet z 8 punktów zdobyłem. Ale chyba małą kontuzję mam, bo podczas wejścia na kosza się zadźgałem na kolano Nikolasa, więc kuleję ostro, ale jutro może minie i będę mógł grać dalej. Dziś także od popołudnia chłopaki otrzymywali nowe mundurki do szkoły, ale tylko część z nich, zeszyty, długopisy i takie tam. Także słówko na dobranoc miało taki charakter szkolny, ja także im powiedziałem, że musicie być twardzi w nauce, jak żołnierze. Ale czuję zmęczenie. Zaraz uciekam spać, bo wszystko mi się kręci w głowie. Także dobranoc, do napisania miłego. Dla tych, co napisali do mnie mejla od ok. 20 grudnia i nie maja odpowiedzi, musicie jeszcze trochę poczekać, bo styczeń tego roku jest taki zakręcony i zajęty i cały czas wolny chciałem spędzić z moimi chłopakami, dlatego nie miałem czasu być z wami przez mejle i sukcesywnie postaram się odpisywać w tym tygodniu. 3majcie się łosie malinowe…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090131DonBoscoDay?authkey=Gv1sRgCOCa0qLt3tuoPA&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,31 Don Bosco day&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090201PrezentacjeNaKoniecWakacjiChlopakow?authkey=Gv1sRgCIHvjp7l9P_wlgE&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2009,02,01 Prezentacje na koniec wakacji chłopaków&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3060757869498095425?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3060757869498095425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090201-2206.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3060757869498095425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3060757869498095425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/02/20090201-2206.html' title='2009,02,01 – 22:06; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7918532906395997052</id><published>2009-01-30T23:27:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:19:15.731+03:00</updated><title type='text'>2009,01,30 – 23:27; (Pic)</title><content type='html'>Tak… wróciłem i jestem żywy… udało się  dziś chciałbym wam powiedzieć o odwadze. Może nie wszystko Wam powiem, co dla mnie znaczy ona, ale powiem wam to, co może będzie przydatne dla Was do stawania się odważnym, z mojego się podzielenia. Wyjechaliśmy na rafting wcześnie rano, po drodze padał deszcz, nawet ulewa była… Spotkaliśmy na drodze przewróconą ciężarówkę z przyczepą cysterną. Wypadek zdarzył się może minutę dosłownie wcześniej. Paliwo jeszcze wylewało się wielkim strumieniem. I zobaczyliśmy tylko człowieka w środku przypiętego pasami, może trochę krwi i się nie ruszał. Przemknęliśmy obok i powiedziałem do Fathera „Może byśmy się zatrzymali?”, ale już widzieliśmy kierowcę innej ciężarowy, który zatrzymał się dużo wcześnie i jakiś ludzi, którzy już biegli do tego wypadku. Więc pomknęliśmy dalej, szukając policji, bo jak się tylko zadzwoni to podobno tylko czasem przyjeżdżają. Także wypadek był w lesie, więc na policje daleko. Podobno jeszcze jak się biały człowiek zatrzyma do wypadku, a co gorsza spowoduje wypadek, to były sytuacje zamordowania na miejscu przez uliczników takiego gościa, dlatego także zostawiliśmy ten wypadek. Jednak ja ciągle myślałem o tym kierowcy, czy tamci ludzi mu pomogli, czy zdążyli go uratować, czy wiedzieli jak, czy paliwo się zapaliło? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak dojechaliśmy do Jinji, gdzie jest prawie początek głównego źródła najdłuższej rzeki Świata – Nil. Ok. 10 już weszliśmy do Nilu. Płynąłem ja, Ania, Lucyna, dwie Holenderki - Ana i Shy oraz Australijczyk – Brad i oczywiście nasz przewodnik pontonu Inok. Raffting trwał od ok. 10 to 16 popołudniu. Na początku 10 min. Przeszkolenie, a potem 5 wielkich wodospadów przeplatane z długimi odcinkami ciszy, gdzie można podziwiać piękno przyrody, szczególnie tysiącu ptaków i roślinności, jeść obiad na pontonie i czekać na kolejny wodospad. Nie będę opisywał każdego z nich, ale było naprawdę raz było niewesoło jak dla mnie. Ale udało się wypłynąć. Kiedy wracaliśmy taxówką naszej nilowej obsługi tak sobie myślałem o tym wszystkim i naprawdę w życiu jeszcze się tak się nie bałem, jak byłem wtedy pod pontonem i wszędzie skały. Myślałem o odwadze, bo mogłem ją dziś sprawdzić, doświadczyć, a może tchórzostwa? Nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wiem już jedno, z tym bym się chciałbym się podzielić. Są na pewno dwa rodzaje odwagi: prawdziwa i naiwna. Naiwna jest wtedy, kiedy ryzykujesz swoje wartości, czy nawet życie swoje czy kogoś drugiego mając na celu swoją przyjemność, marzenia, dobrą zabawę, albo pokazania innym, że jesteś lepszy, „odważniejszy”. Skaczesz na Bungi, idziesz na Rafting, bijesz słabszego, a może nawet silniejszego (to już nawet zahacza o głupotę), pijesz alkohol więcej niż potrzebujesz i udajesz bohatera i takie tam, wiecie o co biega. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast prawdziwa odwaga myślę, że wypływa z bezinteresowność, z męstwa, z cierpliwości, z dobra o drugiego człowieka, z Miłości. Oto prawdziwa odwaga, kiedy codziennie wstajesz rano, by pomóc mamie, pójść po bułki, byle tylko mam spała 10 min. dłużej, by podjąć trud wieloletniej nauki na studiach by stać się kiedyś dobrym lekarzem; by wykonać pierwszy krok i wreszcie pojechać do Lasek pod Warszawą, by pomóc niewidomym dzieciom, by podnieś pijaka, który przewrócił się w rannym, zatłoczonym autobusie, by umyć starszego człowieka, kiedy już nie domaga, kiedy zapuszczasz afro, ale wszyscy się dookoła z tego śmieją, a ty twardo się nie obcinasz, kiedy nie wstydzisz się wywiesił wizerunku twojego Boga, nad biurkiem w akademiku, kiedy uśmiechniesz się do kogoś, nawet jeśli wszyscy się na niego buczą. Kiedy walniesz facetowi, który chce zgwałcić swoją żonę. Kiedy wskoczysz do Wisły gdy bo pijany człowiek, który się pokłócił z najlepszym przyjacielem chce skończyć ze sobą. Kiedy obronisz koleżankę w podstawówce, która rozgoryczyła się aż do łez, bo bogatsi chłopcy się nabijali z jej ubóstwa, kiedy podejmiesz przyrzeczenie, które obiecałeś, kiedy wreszcie pobiegniesz do tej ciężarówki w twoim życiu, rozbijesz przednią szybę, zgasisz silnik, by paliwo się nie zapaliło, odetniesz pasy, zabierzesz rannego na bezpieczną odległość, przywrócisz mu oddech i puls, poczekasz na ambulans, i nie możesz się bać, ludzi, którzy chcą cię zamordować, za coś czego nie zrobiłeś, bądź po prostu sobą i rób swoje, bo masz tylko jedną życie, czasem tylko jedną szansę do uczynienia dobra. Dbaj o swoje życie, nie przegraj go, nie popsuj go, nie strać go w naiwny sposób, nawet nie wiesz jak bardzo ono jest cenne, dla ciebie, dla drugiego, dla dobrego Boga, jesteś przecież kochany i potrzebny choćby nawet tylko przez dobrego Boga, i jak wiele od niego zależy, wszystko od niego zależy, od uśmiechu do smutnej osoby w metrze, aż po wieczne szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną?” Mt 26,40&lt;br /&gt;A jeśli ta „godzina” to nasze całe życie… ale czad… dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090130RaftingFormBobMarley?authkey=Gv1sRgCLaw-62Hie78fw&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,30 Rafting form Bob Marley&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090130Rafting?authkey=Gv1sRgCJm-xfD69rWNQA&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,30 Rafting&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7918532906395997052?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7918532906395997052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090130-2327.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7918532906395997052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7918532906395997052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090130-2327.html' title='2009,01,30 – 23:27; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4275994855779101470</id><published>2009-01-29T22:42:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:17:37.744+03:00</updated><title type='text'>2009,01,29 – 22:42; (Pic)</title><content type='html'>I już jestem… dziś piszę do Was przy blasku świecy, bo nam prąd znów wyłączyli, ale mam jeszcze godzinę na baterii. Co mogę napisać??? W ogóle to ostatnio się chłopaki kulają ze mnie na słówku, kiedy mówię „What can I say?”. Ale to tylko taka krótka myśl. Dziś mnie spotkało dobre doświadczenie, ale jednocześnie smutne. Byłem dziś na afrykańskim pogrzebie. Otóż kilka dni temu zmarł ojciec zaprzyjaźnionej z nami zakonnicy, siostry Jude. Dlatego dziś prawie cały staw i nasz BlassBand pojechaliśmy na ten pogrzeb, aż do Masaki, to jest w południowo-zachodniej części Ugandy, już poniżej Równika, gdzie zaczynają się lasy tropikalne – 3 h jazdy od nas. W sumie nie znałem tego człowieka, ale wydaje mi się, że to dobrze że także pojechałem. Porobiłem fotki dla rodziny, bo jakoś tak prawie nikt nie miał tam aparatu. W sumie to dom ten był już w buszu bananowym, także autobus nam się zakopał w błocie jakieś 4 km przed celem. Także jak wyciągnęliśmy autobus to poszliśmy z kapcia, a deszcz cały czas padał, bo tam podobno deszcze są codzienne. Na pogrzebie było naprawdę wiele osób, ok. 500, cała wioska i okolice chyba przyszli i w ogóle przez całą ceremonię dochodzili sukcesywnie, że nawet nie mieli gdzie siadać. Dowiedziałem się od Fathera, że był to zacny człowiek, i na wojnie był, i pracowity i szanowany przez wszystkich. Dlatego po obmyciu nóg, bo były całe w błocie po przeprawie przez błoto, od razu mnie zaprowadzili do zmarłego. Niedługo po tym rozpoczęła się Msza św. I nawet taka normalna jak to w Afryce, ale potem??? Z godzinę czytali kondolencje, które wcześniej każdy mógł napisać na kartce. Ludzie nawet listy czasem pisali. Po tym, zabrali trumnę i wprowadzili to grodu. Chowają ludzi blisko jego domu, co ma oznaczać opiekę zmarłego. Wiele osób płakało i zawodziło. Naprawdę był podobno wielkim społecznikiem w tej okolicy. Po pochowaniu zwłok do ziemi, była wielka wyżerka. Może nie wielka, ale dla wielu osób. Tego u nas nie ma. Po prostu, kto przyjdzie na pogrzeb dostaje talerz jedzenia. Może część z nich przyszła tylko dla tego talerza, ale nie mnie to osądzać. Wiele się tam jeszcze działo, ale nie o wszystkim wypada pisać, bo jest pewna prywatność i lojalność do tych ludzi z mojej strony. Wróciliśmy ok. 19, także zdążyłem jeszcze powiedzieć słówko, bo dziś czwartek – mój dzień. Mówiłem chłopakom o śmierci. Że jest to jedyna pewna rzecz dla nas, fakt, że każdy z nas umrze, tylko nie wiemy kiedy i jak. I że każdy z nas musi być gotowy na śmierć każdego dnia, w każdym momencie. To „bycie gotowym” także czyni człowieka spokojnym, odważnym i szczęśliwym. To jest prawda, uwierzcie. Człowiek wtedy mniej boi się śmierci, mniej boi się prawdziwie żyć, bo i tak nasze „drogie” życie jest w rękach dobrego Boga. Dlatego życzę Ci, abyś sobie sam(a) odpowiedziała „Czy jesteś gotów teraz umrzeć?”. Sam także sobie chciałbym zadać to pytanie. Czy jestem gotowy? Bo na co dzień, to cały świat sprawia, że zapominam o tym tak ważnym fakcie, może najważniejszym, bo pewnym i tak wiele znaczącym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro jedziemy na spływ pontonowy po Nilu, w jego pierwszych odcinkach w okolicy Jinji. Ale będzie czat. Jutro jak będę miał siły to wam opowiem. Tyle mnie dobrych rzeczy spotyka, aż czasem tego nie ogarniam, ile to cudów się już zdarzyło i zdarza w moich życiu. Uciekam spać, bo jutro wcześnie rano trza wstać i mieć wiele sił. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc łobuziaki i łobuzie  o… właśnie prąd włączyli… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090129PogrzebOjcaSiostryJude?authkey=Gv1sRgCMDVn_DHldxq&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,29 Pogrzeb ojca siostry Jude&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4275994855779101470?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4275994855779101470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090129-2242.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4275994855779101470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4275994855779101470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090129-2242.html' title='2009,01,29 – 22:42; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-65497347850932964</id><published>2009-01-28T00:34:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:16:39.385+03:00</updated><title type='text'>2009,01,28 – 00:34; (Pic)</title><content type='html'>Taki zwykły dzień, nic nie znaczący… A może bardzo znaczący, bo przecież z takich „zwykłych” dni składa się najwartościowsza treść mojego życia… to jaka jest twoja codzienność, to takie jest oblicze Twojego życia, prawdziwego życia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090128OgrodIProbaDramyBonBosco?authkey=Gv1sRgCIzp6JL506asPg&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,28 Ogród i Próba dramy Bon Bosco&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-65497347850932964?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/65497347850932964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090128-0034.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/65497347850932964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/65497347850932964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090128-0034.html' title='2009,01,28 – 00:34; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2825103992242818433</id><published>2009-01-26T23:53:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:15:30.312+03:00</updated><title type='text'>2009,01,26 – 23:53; (Pic)</title><content type='html'>I tak kolejny dzionek minął… Rano, gdy wyszedłem na zewnątrz, to wszędzie tak pochmurnie było, jakby z jakiegoś koszmaru, chyba pora deszczowa idzie wielkimi krokami. Aż strach się bać , ale podobno ta wiosenna jest bardziej deszczowa niż burzowa, ale szkoda, że to już się zaczyna. Po Mszy i śniadaniu zabrałem się za zaległe sprawy, ale jeszcze chyba one zalegają, ja już chyba nigdy się będę nudził, zawsze mam jakoś pracę. Jednak dziś sobie uświadomiłem po raz kolejny, że czasem należy zostawić wszystkie obowiązki, nawet bardzo ważne i popatrzeć dookoła, czy ktoś maże ma kłopot, problem, jest smutny, a może załamany, może czuje się bardzo samotny i tak w tym osamotnieniu jest samotny, że boi się i nie chce o tym nikomu powiedzieć. To ważne, a ja tak często o tym zapominam. Ja chcę się stawać jak Samarytanin, posiąść jego wrażliwość, wzruszać się głęboko, kiedy się widzi krzywdę i cierpienie kogoś innego, o ile się widzi. Uwierzcie mi, czasem rozmowa może komuś uratować życie, mały gest, uściśniecie, spojrzeć na kogoś wzrokiem nadziei, ukoić jego ranę, pozostawić w bezpiecznym miejscu, aby mógł nabrać sił i kiedyś także stać się Samarytaninem będącym w podróży. Nie wiem, dlaczego w ogóle wam o tym piszę???… może dlatego, że tak czuję, że chcę, że powinienem, więc piszę… Ja chcę stawać się Nim, ratować innych, opatrywać rany, zabierać do Gospody i uzdalniać kogoś do pójścia odważnie w swoje dalsze życie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie, w ogóle jadłem go po raz kolejny z chłopakami, pierwszy raz chyba nie była przesolona fasolka, ale czad, zjadłem całą miskę. Więc co po obiedzie? Przygotowałem teksty na przedstawienie, także ok. 16 już miałem pierwszych aktorów pod naszym drzewem cytrusowym i już ćwiczyliśmy pierwszą scenkę, to znaczy jeden ze snów św. Jana Bosco, który przyjeżdża do nas w sobotę, więc będziemy celebrować, nawet świniaka średniego mamy zabić. Ale ja i tak wolę kurczaka, świnie takie przyrośnięte. Nie wiem, co ludzie widzą w pieczonych prosiakach? Także już po godzinie mieliśmy prawie gotową scenkę. Mam ok. 8 aktorów, jutro może będzie ich więcej, bo chłopaki mają coś takiego, że jak widzą, że komuś coś wychodzi i jest to ciekawe i fajne, to także chcę w tym brać udział. Zaraz po 17 pobiegłem grać w piłkę. Dziś już trochę lepiej grałem niż poprzednio, już nabieram powoli powoli formy (w suachili powoli to „pole”, a dziękuję to „asante”). Także byłem świadkiem dziś jak ludziska dwa byki kastrowali, straszne, ale prawdziwe, ja chłopok z miasta nigdy nie widziołem takich rzeczy. No cóż nasz Byk, może syna już nie spłodzi, ale za to może ze dwa domy wybuduje i cały las posadzi. Nie nie, my tu chichu chichu, a ja się cieszę, że przynajmniej znieczulenia miejscowego używali. To tyle może o bykach. Dziś jak wiecie jest św. Tymoteusza święto, (nie wiedzieliście?? – ja także bym nie wiedział, jeśli by nie ranna Msza), więc to taki przyjaciel dobry św. Pawła. I to do niego właśnie Paweł powiedział słynne słowa wśród polskiej sceny rockowo-reagowej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Weź udział w trudach i przeciwnościach, jako dobry żołnierz Jezusa Chrustusa” 2 Tm 2,3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc wziąłem te słowa dziś na warsztat na słówku na dobranoc i już nie wiem o czym mówiłem, ale na końcu 160 chłopaków razem ze mną krzyczało po żołniersku „We are soldiers !!!”, dlatego puściłem im filma wojennego z Brucem Wiliamsem pt „Tears of the Sun”. Ale tylko pierwszą część, bo druga jutro. Dziś także ktoś ważny dla mnie stał mi się bliższy, tak naprawdę i jak ta osoba może kiedyś będzie to czytać będzie się uśmiechać, bo będzie wiedziała, że to o niej. Dobrze, że jesteś… Dziękuję…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok. wystarczy tego… uciekam spać… 3maj cię się Eskimosy &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. 2 Tm 2,3 – nie wiem jak wy, ale ja te słowa poważnie biorę – Świat to nieustanne pole bitwy, a my jesteśmy żołnierzami, tylko sam zdecyduj po której stronie chcesz walczyć… Ja już wybrałem i codziennie chcę się nim stawać…szczególnie to słowa do facetów… weź się w garść stary, przestań marudzić, że ci w życiu niewygodnie, tylko weź się do roboty, tyle się do zrobienia, tylu jest wrogów do przezwyciężenia, tyle się ludzi do uratowania i wymagaj od siebie, bo masz być dobrym, prawdziwym i mocnym żołnierzem, a nie jakąś popierdułką…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090125WyscigiSamochodowe?authkey=Gv1sRgCLithpjNh_e9Rw&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,25 Wyścigi samochodowe&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2825103992242818433?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2825103992242818433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090126-2353.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2825103992242818433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2825103992242818433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090126-2353.html' title='2009,01,26 – 23:53; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4749308636991123771</id><published>2009-01-26T00:02:00.000+03:00</published><updated>2009-01-26T00:13:09.843+03:00</updated><title type='text'>2009,01,26 – 00:02</title><content type='html'>„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, &lt;br /&gt;a miłości bym nie miał, &lt;br /&gt;stałbym się jak miedź brzęcząca &lt;br /&gt;albo cymbał brzmiący. &lt;br /&gt;Gdybym też miał dar prorokowania &lt;br /&gt;i znał wszystkie tajemnice, &lt;br /&gt;i posiadał wszelką wiedzę, &lt;br /&gt;i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. &lt;br /&gt;a miłości bym nie miał, &lt;br /&gt;byłbym niczym. &lt;br /&gt;I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, &lt;br /&gt;a ciało wystawił na spalenie, &lt;br /&gt;lecz miłości bym nie miał, &lt;br /&gt;nic bym nie zyskał. &lt;br /&gt;Miłość cierpliwa jest, &lt;br /&gt;łaskawa jest. &lt;br /&gt;Miłość nie zazdrości, &lt;br /&gt;nie szuka poklasku, &lt;br /&gt;nie unosi się pychą; &lt;br /&gt;nie dopuszcza się bezwstydu, &lt;br /&gt;nie szuka swego, &lt;br /&gt;nie unosi się gniewem, &lt;br /&gt;nie pamięta złego; &lt;br /&gt;nie cieszy się z niesprawiedliwości, &lt;br /&gt;lecz współweseli się z prawdą. &lt;br /&gt;Wszystko znosi, &lt;br /&gt;wszystkiemu wierzy, &lt;br /&gt;we wszystkim pokłada nadzieję, &lt;br /&gt;wszystko przetrzyma. &lt;br /&gt;Miłość nigdy nie ustaje…”&lt;br /&gt;1 Kor 13 rozdział&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gardzę inną miłością… Wierzę tylko w jedną Miłość… wiem, że Ją kiedyś spotkam…&lt;br /&gt;„Miłość to wybór Drogi Miłości i wierność wyborowi” - św. Augustyn&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4749308636991123771?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4749308636991123771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090126-0002.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4749308636991123771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4749308636991123771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090126-0002.html' title='2009,01,26 – 00:02'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-381592716548615125</id><published>2009-01-24T22:51:00.000+03:00</published><updated>2009-01-24T23:33:34.751+03:00</updated><title type='text'>2009,01,24 – 22:51</title><content type='html'>I już w swoim pokoju po całym dniu… W sumie to w tym pokoju się trochę tłoczno zrobiło, mam tyle ciekawych rzeczy, za które jestem odpowiedzialny. Prawdziwy raj jak dla mnie. Począwszy od gitar, także basowa, mikser, flety, piecyk, keyboardy, cymbałki, mandolina afrykańska, projektor, dwa kompy, wiatrak dla ochłodzenia atmosfery, paletki, baseballole, piłki do nogi, tenis, bęben, nawet czajnik do wody mam i obklejoną ścianę, gdzie po środku jest mapa naszej Polski. I to tylko te rzeczy co naszły mi teraz na myśl. Tutaj naprawdę jest co robić. Tylko na te wszystkie przyjemności trza mieć czas, a ja zamiast korzystać to ja piszę wam teraz… A tak w praktyce to nie mam czasu by nawet czasami z chłopakami pograć, tyle mnie spraw zajmuje. Ale jakoś sobie to porządkuję i daję radę, może z mniejszym, większym poślizgiem, jednak wszystko idzie w dobrą stronę, jakoś wszystko się układa, a ja sam nie wiem jak, ale ogarniam to, że aż czasem sam się dziwię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tam dzisiaj?? Wreszcie mi net zaczął działać, chyba ktoś miał problemy z siecią, dlatego też porobiłem niezbędne rzeczy rano. W południe jakoś próbowałem poszukać aktorów do nowego przedstawienia, ale mizernie mi poszło. Może jutro będzie ich więcej, to znaczy aktorów. Popołudniem ponaprawiałem kilka rzeczy, co chłopaki rozwalili, a wieczorem o 17 pograliśmy wreszcie w football, wreszcie bo ja nie grałem chyba ze 3 tygodnie, oni także ze tygodnie. Skutki tego można było dziś obejrzeć na boisku, jak to wujek Przemek grał, nawet takie małe czorty mnie kiwały jak chciały, a piłka nie chciała się mnie trzymać. Wieczorem obejrzeliśmy „Epokę lodowcową 2” także super film, chyba bardziej śmieszny niż wczoraj, chłopakom chyba także bardziej się podobał, ale przesłanie także miał. Maniek teraz się zakochał w innym mamucie, a może mamucicie. I taki twardziel się robił przez cały film, aż wreszcie zdobył jej serce. No i ten Wiewiór przez cały film, to on uratował świat przed potopem. Ale super…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś w nocy przyjeżdża do nas także Lucyna z Zambii, ma pewną pracę tutaj u nas w Ugandzie, dlatego pewnie zaraz będą. A ja już odpływam do snów. Jutro będzie pracowity dzień, żeby nie mówić ciężki, bo żaden dzień nie jest ciężki, jak się ma w sobie Siłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś także dla Was sentencja z mojej „mądrej ściany”:&lt;br /&gt;„Dzięki Miłości, codzienne obowiązki stają się piękne”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To niesamowite, jak już wiesz, co masz robić w życiu, widzisz w tym sens, a przez to ten sens napełnia cię radością, a w wymiarze dalekim obdarza cię Szczęściem a może bardziej stajesz się szczęśliwy (szczęście nie ma górnej granicy), bo czujesz się potrzebny(a), że w swoim małym-wielkiem życiu czynisz coś dobrego i świadomość tego daję Tobie wiarę, nadzieję i moc by pokonywać codzienne trudy twojej pracy i obowiązków, coś Pięknego, Dobrego, Mocnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-381592716548615125?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/381592716548615125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090124-2251.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/381592716548615125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/381592716548615125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090124-2251.html' title='2009,01,24 – 22:51'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4687987661638268339</id><published>2009-01-23T23:22:00.000+03:00</published><updated>2009-01-24T23:27:43.380+03:00</updated><title type='text'>2009,01,23 – 23:22</title><content type='html'>No i jestem jak obiecałem kolejnego dnia. Dziś był piękny dzień, jeśli chodzi o pogodę, Słońca nie brakowało. We mnie także pochmurnie nie było. Prawie cały dzień w Kampali. Wieczorem byliśmy z powrotem. Bęben prawdziwie afrykański kupiłem, także może zacznę wreszcie uczyć się grać… W naszym wieczornym „Kinie na ścianie” obejrzeliśmy dziś film z chłopakami „Epoka lodowcowa”. To chyba mój najlepszy film animowany. Bardzo go lubię. Szczególnie za to, że daje radość i Moc i napełnia mnie Pięknem i Dobrem. Chciałbym być taki jak Maniek, ten mamut. Był zdolny pomóc ludzkiemu dziecku odnaleźć rodzinę, mimo że to oni - ludzie skrzywdzili go przez zamordowanie w przeszłości jego rodziny. Zło dobrem zwyciężył, czego owocem, było przełamanie wrogości między ojcem dziecka, czyli symbolem człowieka, a mamutem. A jak by tak głębiej? Znacie kogoś, kto mimo wyrządzonej mu ogromnej krzywdy, w cichości, pokorze, ale jednocześnie w waleczności, odwadze i wytrwałości przychodzi, aby znów przywrócić szczęście temu właśnie człowiekowi? Ja znam. I życzę Ci tego, aby On był także poznany przez Ciebie, Właśnie tak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Siła tkwiąca w złu jest niczym wobec Miłości kryjącej się w dobru…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4687987661638268339?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4687987661638268339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090123-2322.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4687987661638268339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4687987661638268339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090123-2322.html' title='2009,01,23 – 23:22'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3219605691396645001</id><published>2009-01-22T23:59:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:13:49.129+03:00</updated><title type='text'>2009,01,22 – 23:59; (Pic)</title><content type='html'>I zdążyłem przed północą, a więc mamy jeszcze czwartek. Chyba jeszcze nie było tak długiej przerwy w moim opowiadaniu o mojej wielkiej-małej Przygodzie. Pewnie myślicie, że się w tym Oceanie Indyjskim utopiłem, bo chyba pisałem w ostatnim poście jeszcze w Tanzanii, że na następny dzień będę pływał w oceanie. Jestem cały i zdrów i od tamtego czasu się wiele we mnie pozmieniało. Chyba się trochę obudziłem z tego wszystkiego. Ale nic wam szczegółowo nie będę mówił, bo to taki mój skarb, o którym nie mogę powiedzieć nikomu gdzie go zakopałem, ale może kiedyś powiem… tak, tak, ja to wiem, że kiedyś powiem o tym skarbie jednej osobie i tylko ona pozna, gdzie jest ukryty mój największy skarb. Leci teraz jakoś tak przez przypadek kawałek Dżemu „Do kołyski”. Ta piosenka odzwierciedla dobrze co się teraz we mnie dzieje. Jak ją macie na twardzielu to sobie ją puśćcie teraz, to będziecie bliżej mnie. Myślałem przez chwilę, czy opisywać Wam chyba najbardziej dalekie wakacje w moim życiu, kiedy przemierzałem Afrykę poprzez Ugandę, Kenie, Tanzanie, Zambię i Zimbabwe, ale za Ryśkiem Rydlem zaśpiewam „Chwila, która trawa może być najlepszą z Twoich chwil” i chyba niech tak zostanie, to wszystko, co przeżyłem, to wszystko, co zobaczyłem, zachwyciłem się a czasami przeraziłem niech zostanie we mnie, a kiedy wrócę do Was, zapytajcie mnie o to, to Wam opowiem. Bo chciałbym się tym podzielić… Myślę, że nasze życie jest zbyt krótkie, aby się zatrzymywać nad każdą minioną chwilą, bo wtedy się traci piękno, wartość i moc chwili obecnej, obecnego dnia, obecnego okresu w twoim życiu, a może nawet całego życia. Trzeba żyć i cieszyć się dniem dzisiejszym, szukać tych niepowtarzalnych momentów, właśnie z minionego dnia, aby przygotować swoje Serce na kolejny dzień, w którym znowu cię spotkają nowe sytuacje, nowe miejsca, nowi ludzie, nowe wzruszenia, nowe uczucia, nowe Przyjaźnie, nowe Miłości, małe czy większe, nieważne… Nad moim biurkiem mam kartkę ze zdaniem „Każdy dzień, który mija, przybliża Cię do Życia”, jest to napisane wielkimi literami, także nie wiem, które są litery małe, ale jestem pewien, że to ostatnie słowo „ŻYCIA” ma sens tylko z wielkiej litery, czyli: „Życia”, czyli do wielkiego życia, większego niż to obecne… do Nieba… dlatego tak ważny jest każdy dzień. Życzę nam, Tobie i sobie, abyśmy nigdy nie marnowali swoich dni, od których tak wiele zawierzy… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę opowiadał o dzisiejszym dniu, ale zapadnie mi pewnie w pamięć bez opowiadania… A wystarczy tylko następujące zdanie, abym nawet za kilka lat sobie przypomniał ten wieczór: &lt;br /&gt;„Mike, spotkamy się jeszcze kiedyś, obiecuję”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc… do jutra…  wreszcie wróciłem &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę” Mt 13,44&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic” R.R.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2009011718NiedzielneZdjeciaDoAkt?authkey=Gv1sRgCLK06Izf59bxwgE&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,17-18 Niedzielne zdjęcia do akt&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090119MadePatrykWioskaICALM?authkey=Gv1sRgCMHNt9qdhoEX&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,19 Made Patryk, wioska i CALM&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090120OgrodISpacer?authkey=Gv1sRgCKrUh53p7u2OKA&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,20 Ogród i spacer&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3219605691396645001?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3219605691396645001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090122-2359.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3219605691396645001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3219605691396645001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090122-2359.html' title='2009,01,22 – 23:59; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7969852870918136224</id><published>2009-01-16T23:21:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:12:00.770+03:00</updated><title type='text'>2009,01,16 – 23:21; (Pic)</title><content type='html'>„Uczyń dobro i wrzuć je do morza, a Pan Bóg pomyśli jak je wyłowić” – ode mnie dla Czigozi Jude… bądź mocny Wojowniku w swoim życiu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to zaległe fotki… to tylko część, ale nie mam czasu by wam przesłać więcej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090113AircraftLusakaNairobiEntebbe?authkey=Gv1sRgCPbfxfHi_aey2gE&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,13 Aircraft - Lusaka, Nairobi, Entebbe&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090114PiknikIWiekieKompanieWAirBeatchNadJezioremVictorii?authkey=Gv1sRgCMGeyrHh9KSwMQ&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,14 Piknik i wiekie kompanie w AirBeatch nad jeziorem Victorii&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090115KaplicaINicWiecejIPranie?authkey=Gv1sRgCOuRteidy4OgXw&amp;feat=directlink"&gt;2009,01,15 Kaplica i nic więcej i pranie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20090116ZAniaICzizemWBombo?authkey=Gv1sRgCOr_94y54cSvxQE&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2009,01,16 Z Anią i Czizem w Bombo&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7969852870918136224?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7969852870918136224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090116-2321.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7969852870918136224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7969852870918136224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090116-2321.html' title='2009,01,16 – 23:21; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2250903697149912556</id><published>2009-01-02T00:04:00.000+03:00</published><updated>2009-01-02T01:34:53.067+03:00</updated><title type='text'>2009,01,02 – 00:04</title><content type='html'>Jestem, jestem… U mnie jeszcze Nowy Rok, nie wiem jak u was. Co moge napisac na wstepie… powinienem juz spac i nawet chce spac, ale chcialbym sie jeszcze z Wami podzielic moimi osatnimi dniami. Dzis pisze do Was ze stolicy Tanzanii, Dar es Salam, co oznacza ‘pokoj’. A jak sie tu znalazlem… to dluga droga, naprawde dluga. Otoz  nie pisalem do was ostatnio bo sie tyle dzialo I tyyyle musialem zrobic ze kazda chwila byla cenna, nawet zyczenia swiateczne jeszcze czekaja na mnie, ale wszystko w swoim czasie, w dobrym czasie. Otoz postanowilismy z Ania, ze wyruszymy w nasza podroz wczesniej, by Sylwestra spedzic w Tanzanii, a nie w autobusie. Dlatego 29 grudnia bedac w Kampali kupilismy wszystko co trza i we wtorek 30 grudnia o 11 godz. wyruszylismy autobusem z Kampali, poprzez Kenie do Tanzanii, do Dar. Ale dzien wczesniej bylo, tyle pracy i przygotowan, ze to glowa mala. Spalem tylko za dwie godziny, a i tak wszystkiego nie zdazylem zrobic. Ale co tam, damy rade jakos w drodze. Juz nawet nie wiem o czym wam pisalem ostatnio, dlatego napisze. Otoz mamy afrykanskie spotaknie wolontariuszy w Zambii, od wtorku 6 stycznia. Z Ania pomyslelismy,  ze pojedziemy autobusem wczesniej, spedzajac kilka dni w Tanzanii i tak teraz tu jestem drugi dzien. Ale pisze w kolko o tym samym… Przemek przjedz do konktetow, sorki za moje zachowanie. Wiec sluchajcie autobus jechal 30 godzien. To jakies 1800 km, ale nie jestem pewny. Noca tej podrozy ogladalem Kenie, ale ile gwiazd moglem zobaczyc na pustyni, to w zyciu jeszcze nie widzialem. Cos gwiezdnego.  Rano o 6 godz. przekroczylismy granica kenisko-tanzanijska i jazda. Mielem okazje o wschodzie Slonca ogladac gory wokol Kilimanjaro, a juz ok 8 sam ten ‘dach Afryki’ i musze powiedziec, ze nawet wielka gora ta Kilimanjaro, tym bardziej ze dookola jej jest plasko. Potem caly dzien jechalismy przez ten kraj. Sluchajcie Tanzania jest piekna, przez pol dnia obok drogi ciagnely sie pasma gor, jak na filmie Krol Lew. To chyba tam nagrywali, ta kreskowke, fajnie, fajnie. Takze taka sucha sawanna, naprawde sucha, bo od czasu do czasu mozna bylo zobaczyc wyschniete koryta rzek, ktore sie ozywiaja w czasie pory deszczowej. Ciekawe po drodze byly baobaby, domki afrykanskie, takie prawdziwe ze strzecha, gdzie mieszkaja ludzie. Pewnie chcecie zapytac o zwierzeta dzikie, niestety sa jedynie w zamknietych parkach narodowych. Na kazdym postuju kupywalismy jakies przysmaki tanzanijskie od przydroznych chlopakow. Na miejsca dojechalizmy, do Dar es Salam, ok 19. Mial po nas wyjechac ks. Jan ‘Kikomeko’ – Polak, ale musielismy do Salezjanow dojechac taxi. Od razu dal sie odczuc klimat. W Dar jest strasznie wilgotno, ocean robi swoje, takze jest o wiele goretszej niz w Ugandzie, wiecej komarow, czlowiek sie szybko poci, a moze caly czas chodzi spocony. Szczegolne doswiadczenie. Czujesz sie jakbys chodzil i nawet spal noca w takiej lekkiej saunie. Byl nie usiadzial w pokoju. gdyby nie wiatrak na suficia. Dar i w ogole Tanzania slynie z palm kokosowych, dzieki ktorym mozna poczuc sie jak w raju, tak tak, te palmy, ktore najczesciej widzisz na pocztowkach, to sa wlasnie kokosowe. W Dar jest ich masa. Takze charakterystyczna rzecza jest arabsko-hiskusko-afryaknski klimat tego miasta, choc mozna tu spotkac ludzi z calego swiata. Jest to takze nieco miasto portowe i coraz bardziej turystyczne. Dojechalismy do domu salezjanskiego. Po szybkim prysznicu, mielismy Msze sw. z ks. Janem i ks. Henrykiem, takze Polakiem. Poznalismy takze Kasie – siostrzenice ks. Jana co przybyla takze wczoraj co Dar, pomoc troche wujkowi-misjonarzowi. Po Mszy mielismy kolacje. Poznalismy cala tutajsza wspolnote, ale ja bylem tak padniety po podrozy, ze zaraz po kolacji chcialem sie z godzinke przespac i wstac na impreze Sylwestrowa. A tu?? Nie uwierzycie. Budze sie, a tu godziena 2:30 w nocy – 1 stycznia 2009r. Sie wkurzylem troche, bo mysle – tak poszli na impreze, a mnie czorty nie obudzieli i sie bawia. Takze po zrobieniu tego, co kazdy powinien w Nowy Rok, wyszedlem z pokoju i pukam do Ani, a Ania zaspana mi mowi, bym szedl juz spac. Mialem isc sobie przynajmniej piwko walnac, ale mysle sam?? I wrocilem spac. Tak, pierwszy raz od czasow dzieciecych przespalem sylwestra. No, ale nie mozna miec wszystkiego, bo gdzie bys to pomiescil, jak mowi stare przemkowe przyslowie. Rano sie okazalo, ze mnie budzili nawet z 10 min walac do drzwi, a ja spalem jak zabity, musialem byc bardzo zmeczony. Takze wiele nie stracilem, bo myslalem ze pojechali nad ocean na sztuczne ognie, a pojechali do salezjanow drugich na dyskoteke i szybko wrocili, a moze wiele stracilem, nie wiem. Fajnie by bylo postakac z dzieciakami i dziewczynami. Rano patrzac za okno, widzac palmy i te duchote i majac swiadomosc, ze 20min stad jest ocean Indyjski, poczulem sie jak w rajskim filmie, ale takim ziemskim. Zrobilem pranie, bo nawet przed wyjazdem nie zdazylem, ok 8 zjedlismy z ks. Janem sniadanie i pojechalismy do tego centrum mlodziezowego co impreza byla. Takze fajne miejsce. Po powrocie kilka takich waznych spraw sie zrobilo, o 11 godz. Mielismy Msze taka na Nowy Rok, potem szybki obiad i tak ok 13 wyruszylismy na plaze na ocean. Aby trafic, na jakos specajna plaze musielismy przeplynac promem, bo reja portowa dzieli miasto na dwie czesci, takze podobnie jak w naszym Swinoujsciu, caly czas kursuja promy. Po 40 min jazdy trafilismy na plaze, ale cos pieknego. Bialy piasek, blekitne dno wody, wielkie fale, bardzo slona woda, dachy ze strzechy i piwo Kilimanjaro na stole. Troche z dziewuchami i bracmi poplywalismy, porobilismy fotki. Ale tyle radosci i wrazen bylo. Nawet wielbad byl do przewozenia chetnych, a przez plaze jakis afryknczyk prowadzil swoja trzode, krowy i koziolki. Taka mala aktakcja dla turystow. W ogole w Tanzanii ludzie mowia przede wszuskim w SuaChili, bardzo mily, melodyczny jezyk, np ‘Asante - dziekuje’ ‘Karibu - zapraszam’. Jutro moze wam napisze wiecej, bo nie pamietam. Bardzo mily fakt, ze na plazy spotaklismy grupke tutajszych chlopakow, ktorze na zdjeciach turystow zarabiaja na zycie, maja czesto male malpki lub cos innego i za mala oplata turysci moga sobie fote z nimi strzelic. Podszedlem do nich, a on jeden zich chcial zdjecie. Powiedzialem, ze nie znam cie, wiec jak moge zrobic ci zdejcie i tak zaczolem z nimi rozmawiac. Opowiedzialem troche o sobie, skad jestem, co robie w Afryce i takie tam. Ich takze sie pytalem. Chlopaki obeszli mnie ze wszystkich stron, ale tylko kilku z nich znalo angielski, reszcie tlumaczyli na SuaHili. Pytalem o imiona, hobby, prace, szkole, wszytko. Zaprosilem ich do naszego centum mlodziezowego, powiedziali, ze przyjda, choc pewnie polowa z nich to muzulmanie. Stevenowi dalem im swoj tel i mejla. Kiedy juz musialem wracac, uscisnalem kazdemu z nich dlon. Taka radosc we mnie wstapila, bo przeciez to sa chlopaki ulicy takze, a maja takie dobrei chetne serca, do rozmowy, usmiechu i pelni szacunku. Mam nadzieje ze przyjda do Don Bosco i bede mial okazje jeszcze ich spotkac. Potem ok 17 juz wracalismy do domu. Ale wczesniej ks. Jan pokazal nam troche miasta. Super sprawa, a takze pilismy ‘afrykanska sode’, soda jest nazywany tutaj w Afryce CocaCola, Fanta, Spriat. Ale taka afryaknska to picie prosto z orzecha kokosowego. Takze mialem okazje go wypic a skorupa juz jest moja. Moze zabiore ja do Polski. Wrocilismy do domu ok 18:30. Poszedlem jeszcze chwile przed zachodem obejrzec szkole Don Bosco, na boiku starsi grali w cos podobnego do palanta, a mlodsi w football. Juz sie z mlodymi umowilem na jutro na gra o ‘kumi o’clock’, czyli 10. Nie wiem jak to wyjdzie, bo jutro na targ mamy isc. Ale sluchajcie, wracam do domu i kogo widze?? Becie, ktora to Zambii pracuje. Ale mnie radosc wziela. Przyjechamy z Lucyna i kilkoma jeszcze ludzmi, wracajac z wakacji m.in. spod Kilimangaro. Czyli jak my przejezdzalismy tamtendy, to oni musieli tam juz byc. Ale ten swiat maly takze pogalismy sobie wszyscy na kolacji i po, ale nie dlugo, bo oni zmeczeni jak my wczoraj z Ania. I tam po tym usiadlem i tak wam pisze, a obok mnie z 10 komarow, ale podobno tutaj sa mniej grozne, bo to moskity zeglarze. A za ok. 5 godz. Wstajemy na wschod slonca nad ocean, cos pieknego bedzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co wam na koniec wrzucic?? Wiecie, co? Kiedy przezywalem te wszystkie chwile, bardzo chialbym, byscie byli tam ze mna? Kto? Kto czyta te slowa to wie. Bo nawet mozna byc na drugim krancu Swiata, ale bez swoich bliskich osob, to to nie jest az takie wartosciowe i radosne, naprawde. Ja to prosty i swoiski chlopok jestem, pisze to co mysle. I wiecie co? Tak naprawde to to wszystko Pan Bog daje, taki maly bonus od Niego, On jest Dobrocia, czesto sie zastanawiam, dlaczego mi akurat On daje az tyle. I prawie natychmiast mam odpowiedz ‘Od tych, co wiele otrzymaja, takze wiele wymagac beda’. Dlatego chcialbym tych wszystkich ludzi, miejsca, doswiadczenia spakowac w paczke i wrzucic je do morza, a moze bardziej w ocean, i aby dobry Bog wydobyl z tej paczki same dobre, owocne rzeczy w moim zyciu, w mojej ‘malej-wielkiej’ Misji, co sie ludzie zyciam zwa.  Ale czadowo… Dobranoc Eskomosy…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2250903697149912556?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2250903697149912556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090102-0004.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2250903697149912556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2250903697149912556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2009/01/20090102-0004.html' title='2009,01,02 – 00:04'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-112812745358187909</id><published>2008-12-29T00:13:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:07:51.346+03:00</updated><title type='text'>2008,12,29 - 00:13; (Pic)</title><content type='html'>Jak ostatnimi posty, sorki, że tak późno piszę, ale ja pokręcony, zamiast spać to ja jeszcze piszę. Więc wszystko u mnie ok. Dziś minął kolejny dobry dzień. Rano co prawda pochmurno było, ale już ok. 10 pięknie było. Po naszej niedzielnej Mszy pogadaliśmy na skypa z Agnieszką Serkiem, co tu była na wakacje… Fajne jest to, że Aga była tutaj tylko dwa miesiące, a wszyscy ją tak polubili, że sobie nie wyobrażacie. Także dziś z nią gadali po raz pierwszy, chyba ze dwie godziny, a ja musiałem pilnować porządku, bo chłopaki to wariaci jak panują emocje, kiedy to rozmawiają z kimś, kogo bardzo lubią. Potem jakoś 12:30 miałem chwilę przerwy, bo od 6 rano nie spałem… Dziś przyjechały do nas dwie dziewczyny Polki – Gosia z Łodzi i Monika co kiedyś też była na misji z MWDB. Przyjechały do Afryki na wakacje i tak nas odwiedziły dziś. To oprowadziłem je po placówce, tak Father powiedział to oprowadziłem  Ok. 13:30 mieliśmy pierwszy raz chyba w historii CALM wspólny obiad z chłopakami, tz. ja tam czasem do nich chodzę na obiad, ale dziś wszyscy. Wzięliśmy krzesła pod drzewka, stół z jadłem także i niezła wyżera była, chłopaki brali góry jedzenia i nawet nie wiem gdzie oni to wszystko mieszczą?? No nie wiem, ale była to bardzo miła chwila, że możemy razem zjeść. Potem po obiedzie, jakoś tak spontanicznie zrobiła się potańcówa, tak po prostu o 3 godz. popołudniu. Ja tylko chwilę pobujałem się, bo musiałem się przygotować to wyjścia na wioskę. Otóż pomysł, o którym wam pisałem kilka dni temu, dziś się urzeczywistnił. Pomysł ten, to zabrać grupę chłopaków na wioskę i także cukierki i niech rozdają napotkanym na naszej wiosce dzieciom słodkości, bo przecież oni mieli wiele na Święta, a te dzieci może wcale. Wiecie pewnie, że to nie chodzi wcale o cukierki, ale o to by chłopaki uczyli się dawać i doświadczali, jaka wielka radość płynie właśnie z dawania, większa niż z brania. Poszły także z nami dziąchy z Polski. Nie mogliśmy zabrać wszystkich, a wielu było chętnych, dlatego poszło tylko 24 chłopaków. Utworzyłem Teamy po 6 osób, żeby się pilnowali na wiosce w działaniu, ale w praktyce szliśmy wszyscy razem i nikt nikogo nie pilnować. Chodziliśmy gdzieś z 1,5 godziny i tyle radości było, że to jest koniec. Chłopaki czuli, że robią coś dobrego i to było widać. Piękna sprawa, uczyć innych jak dzielić się tym co się ma. Po powrocie już prawie wieczór był. Coś tam się poszwędałem tu i tam. Po słówku puściłem im filma, dziś „Gladiator”, bardzo lubię ten film, Maximusa, jego postać, jego postawę, chciałbym być taki jak on, stawać się taki jak on, wzorować się na nim, w tym, co jest mi potrzebne do walki. I tak zakończyłem mój dzionek. W sumie to nie wiem, czy wam mówiłem, ale w tym tygodniu jadę w podróż chyba mojego dotychczasowego życia. Jedziemy z Anią na spotkanie wolontariuszy MWDB w Lusace w Zambii poprzez Kenie, Tanzanie, a potem jeszcze do Zimbabwe. Dlatego jutro mnie czeka szalenie wiele pracy, bo wszystko trza pozakańczać jeszcze przed wyjazdem, szczególnie projekt MSZ, bo to ważne. Ale słuchajcie, na pewno damy radę, kto jak nie my. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stać się jak Maximus… Nigdy się nie poddawać… Walczyć o dobro innych, krzyczeć za tych, co krzyczeć nie mogą, bić się za tych, co bić się nie mogą, umierać za tych, co umrzeć nie mogą… Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081228NiedzielaWspLnyObiadICukierkiNaWiosce?authkey=Gv1sRgCJbxvJ2jyojtDA&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,28 Niedziela - wspólny obiad i cukierki na wiosce&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-112812745358187909?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/112812745358187909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081229-0013.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/112812745358187909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/112812745358187909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081229-0013.html' title='2008,12,29 - 00:13; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8833157706655363675</id><published>2008-12-26T00:27:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:06:50.783+03:00</updated><title type='text'>2008,12,26 – 00:27; (Pic)</title><content type='html'>Podobnie jak wczoraj jest już astronomiczny piątek, ale dla mnie jest czwartek i Boże Narodzenie. Jak się tak ostatnimi dniami dzieje, że tak późno przychodzę do swojego pokoju. Dzisiejszy dzień także był dobry… Rano mimo kilku godzien snu udało mi się wstać przy zasalutować wschodzącemu Słońcu, ale potem jeszcze z godzinkę spałem, bo dziś wszyscy późno wstali po wczorajszym celebrowaniu i imprezie… Na śniadaniu także świątecznie było. Super, a zaraz po nim, tak ok. 10tej mieliśmy Mszę. Po Mszy i po śniadaniu chłopaków rozdaliśmy im miseczki z lodami i ciastem, także takie rarytasy mają tylko raz do roku tj. dziś. Ale mieli radoche, aż było mile popatrzeć, także Father dzielił czekoladkami Wawela. Potem jakoś szybko mieliśmy obiad, a po obiedzie, tak ok. 16 rozpoczęliśmy gry zespołowe na boisku. Wandera takiego czasu dawał z rapowaniem, że śmiesznie to wyglądało, kiedy to 40 chłopaków przytakiwało na jego „Easy, Easy”. Rozbiliśmy wiele zabaw, możecie obejrzeć na zdjęciach. Było niesienie piłek w chochlach u pasa, wkładanie długopisu do butelki, miskowa koszykówka, football parami, gdzie chłopaki byli do siebie przywiązani sznurkiem, wyścig na cegłach, a na samym końcu hicior chyba, czyli jedna osoba z każdej drużyny (a były ich trzy : G, E, W) z zawiązanymi oczami szukała na całym boisku piłek ukrytych pod słupkami, a pozostali z drużyn podpowiadali, a może bardziej darli się jak trafić do słupka, pod którym niekoniecznie jest piłka, bo tylko niektóre słupki miały piłki. Ale mówię wam, tyle śmiechu było, coś pięknego. Chłopaki tak się wydzierali, że wiele osób to przywołało na naszym CALM „Co tam się dzieje, że oni tak krzyczą?” także super było, a ja biegałem z Lumixem i robiłem foty. Po zawodach ogłoszenie zwycięzców i rozdanie słodkości (oczywiście dla zwycięzców nieco więcej), ale także dostało się odrobinę tym, którzy nie brali udziału. Potem na słówku na dobranoc powiedziałem chłopakom o czymś co kiedyś powiedział Jan Paweł II, że cokolwiek uczynisz w życiu, dobrego czy złego, to wraca do Ciebie w podobnej postaci, czyli Cię buduje, degraduje, albo buduje i uwzniośla. Potem dodałem, że człowiek staję się szczęśliwszy niż daje niż kiedy bierze i że mam pewien pomyśl, ale o nim wam i chłopakom powiem później, kiedy zaczniemy go realizować. Wieczorem puściłem im film, dziś karaluchy na początek a potem film Pixtara „Cars”, znacie ten film pewnie, bardzo miły z dobrą muzyką. Jak zwykle, kiedy film animowany, połowa wyszła oglądać mecz, ale dla tych co zostali, bardzo się podobało. Ale tych co zostali, także by się z pewnością podobało, ale jeszcze myślą, że ja jednak czasem puszczam bamberskie filmy, ale wszystko w swoim czasie… Dobrze, że zaraz mogę wreszcie iść spać, dobrze że my ludzie mamy noc by odpoczywać. Tylko jutro trza rano wstać i dalej pisać swą księgę Życia, ale czad… Tyle mnie dobrym rzeczy spotyka… tak dobrych, że często te ciężkie chwilę, przestają być aż takie ciężkie. Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081226DrugiDzieWiTPigaPiga?authkey=Gv1sRgCK3gjNr4rf-AVg&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,26 Drugi dzień Świąt - piga, piga&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8833157706655363675?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8833157706655363675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081225-0027.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8833157706655363675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8833157706655363675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081225-0027.html' title='2008,12,26 – 00:27; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6136743774983622840</id><published>2008-12-25T01:05:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:05:42.399+03:00</updated><title type='text'>2008,12,25 – 01:05; (Pic)</title><content type='html'>W sumie to jest już 25 grudnia, ale we mnie jeszcze 24 grudnia i jeszcze Wigilia… Właśnie dotarłem do mojego pokoju i z mojego winampa rozbrzmiewają kolędy Arki Noego… Dziś a miałem chyba najpracowitszy dzień od mojego przyjazdu tutaj. Pamiętam, że na wschodzie Słońca dziś rano myślałem, jak wiele mam dziś do zrobienia i jak to wszystko wyjdzie, czy zdążę, a może czy zdążymy, bo to w końcu nasza wspólna Wigilia w CALM. Rano zaraz po Mszy poszedłem zjeść szybko śniadanie, po czym ściągnąłem z porannej odprawy 6 chłopaków i poszliśmy przygotowywać jadalnie chłopaków na Wigilijną wieczerze. Także wszystko, wszystko posprzątaliśmy, nawet ściany z tego tłuszczu i brudu z miesięcy. Udało się także przyczepić modlitwę przed jedzeniem na wielkim kartonie i ikonę Boga, abyśmy mieli w coś patrzeć w czasie modlitwy. Także ok. 10:30 już skończyliśmy. Potem jakoś zebrałem moich małych aktorów do naszej próby przedstawienia i pod drzewem cytrynopodobnym, żeśmy ćwiczyli, ale tylko teksty bez dramy, bo główny aktor, który gra w Blass-Band pojechał do Namugongo grać dla sióstr kilka kolęd, ale przed obiadem już byli z powrotem. Dlatego tak ok. południa usiedliśmy z Anią i chłopakami i zaczęliśmy tworzyć maski dla aktorów, bo były chyba nawet niezbędne. Na obiad poszedłem do chłopaków. Bo u nas jest tak, że zazwyczaj to staff, czyli Father i wujkami i Anty jemy osobno i chłopaki osobno w swojej wieeelkiej jadalni. A ja już od tygodnia, co jakieś dzień na obiady chodzę do chłopaków, są bardzo zadowoleni, częstują mnie wszystkim, co się da, a to ja najczęściej oddaję im trochę jedzenia ze swej miski, bo jak dla mnie to nakładają extra dużo. Wydaje mi się, że jest to dobre, aby być z nimi jeszcze bliżej. Chłopaki codziennie jedzą praktycznie na obiad to samo: czyli poszo (taka kasza z mąki kukurydzianej) i fasolą i sosem. W sumie to często sos jest przesolony, ale żarło bardzo dobre i jakie pożywne. Sami chłopaki jedzą często góry jedzenia, bo chcę być silni i mocni jak sami mówią… Ale co ja tu o żarciu… Wigilia jest. Także po obiedzie miała być kolejna próba przedstawienia, ale ich jest tak ciężko zebrać, że ze 40 min się zbierali wszyscy, dlatego muszę obcykać sposób na szybkie zbiórki. Jak rozdajemy czasem cukierki od razu są wszyscy – 150, a tak to ciężko 10 zebrać. Także poćwiczyliśmy a potem gdzieś do 4 godz. dokończaliśmy rekwizyty. A później to miałem taki hardcore, bo tyle trzabyło przygotować, że nie wiem jak to się udało, ale się udało. Ok. 6:30 wieczorem mieliśmy Mszę, gdzie już można było usłyszeć kolędy, tak, tak tutaj także się śpiewa „Cichą Noc”. Ja już taki padnięty byłem, że strzeliłem sobie cukrowy dopalacz i już było dobrze. Po Mszy mieliśmy przedstawienie, opowiem Wam trochę o nim. Więc jeszcze nie autoryzowana nazwa naszej grupy teatralnej to „HappySad”, wiem, wiem tak jak nasz polski zespół punk-softo-rockowy, ale ich lubię, szczególnie lubię te „Happy” piosenki. Ale tak mi wpadło do głowy, a chłopakom także się podoba. Tak więc mieliśmy 8 aktorów z rolami i 5 etatowych. Akcja dzieje się w kościele, gdzie pewian flaming Gabii spotyka księdza znajomego, który mu mówi o Bożym Narodzeniu, że to dziś, a on nie wiem, co to takiego. Dlatego po kolei wchodzą na scenę kolejne zwierzęta i opowiadają całą historię o Bożym Narodzeniu, aż kościół zamiania się w stajenkę i w końcu naprawdę przychodzą do nich Józef i Maryja. Wszystko takie niby zwyczajne, ale teksty są komiczne, a chłopaki dodają swoją jeszcze improwizacje. Wkleję dla was cały tekst po angielsku, przetłumaczcie sobie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Someone is Coming to Our House by Gail Peterson &lt;br /&gt;Characters: Pastor, Puppets: Gabby the Flamingo, Minnie Moo the Cow, Lamb, and Owl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: Hi, Gabby. Isn't it wonderful about today?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Well, Pastor....I don't know if you've noticed....but it's not Sunday....in fact, it's actually WEDNESDAY which means we still have 4 more days before Sunday and if you start your sermon now...well your Sunday sermons are long enough...what are your WEDNESDAY sermons going to be.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: Gabby.....this is a special WEDNESDAY...it's Christmas Eve; the night of the birth of baby Jesus. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Well...okay, I know it's Christmas Eve, that's why I don't have time for one of your sermons; I have a lot of preparation to do.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: Like what.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: I'll show you (brings up a very long stocking) I have to hang my stocking....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: Gabby, that's huge.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Well, I do have very long legs. Anyway, I also have to have my cookies ready and all my presents wrapped and under the tree.....and I have to clean out my nest....oh, it's very messy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: But Gabby, don't you have time to prepare for the most wonderful event of the year?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Oh, yeah....I forgot....I gotta take a bath...can I use the baptismal font?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: No, Gabby, you can't use the baptismal font....and, the most wonderful event of the year is not a bath ....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: It is if you're molting.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: No...I'm talking about preparing for the birth of baby Jesus.&lt;br /&gt;Gabby: And there's lot's to prepare for??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Minnie, the cow puppet, pops up)&lt;br /&gt;Minnie: Actually, Gabby...not many people know this but the animals were very important for birth of baby Jesus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: What animals?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: Well, a lamb, an owl, a horse, some mice, a duck, some birds and a cow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Oh, I don't believe I'm saying Pastor's favorite line....okay, I think you'd better explain, Minnie.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;Minnie: This is the story about someone coming to our house. Gabby, you can help me with this story; do you know where baby Jesus was born?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Oh, yeah....it's starts with a "B" umm Boilingham?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: Gabby! Bethlehem. Anyway, a very, very, very long time ago in small town called Bethlehem, there was a gathering of many, many people from all over the countryside. You see, King Herrod wanted to take a census of all the people so he could charge them taxes. So everyone was ordered to gather in the little town of Bethlehem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "Oh little town of Bethlehem, how still we see thee lie. Above thy deep and dreamless sleep the silent stars go by."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: ....there were people all over the town because the next day was when everyone would be counted for the King.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: So where did they sleep?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: Every inn in Bethlehem was full except for one special place ... a place where many animals stayed.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Jellystone campgrounds?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: No, Gabby. A stable, way out on the very farthest end of the town of Bethlehem.&lt;br /&gt;Gabby: A stable; with hay, horses, mice, and dirt (hey, it sounds like my nest)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor: You'd better not have any mice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: Aren't you more concerned about the horse?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: Excuse me....the story?.....well, then the most beautiful thing happened.....angels heard on high &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "Angels we have heard on high, &lt;br /&gt;Sweetly singing o'er the plains"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: The most beautiful voices telling us, the animals, to prepare a special place.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Lamb pops up)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lamb: But who would want to come to our house; a cold, dark and dirty stable.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: But Someone IS coming to our house, Lamb. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lamb: Then, we must clean the floor, and dust the beams.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Owl pops up)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owl: And all the while; I'll keep watch ... for someone... was coming to our house.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: And so, all the animals scurried about....the mice, the birds cleaned the rafters, the horse and the lamb moved out the old hay and&lt;br /&gt;spread fresh, clean hay all around. Hours passed and the night grew dark and cold. But the animals were very busy getting ready...for someone .... was coming to our house.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owl: And suddenly there sitting on a beam I saw them coming. But WHOOO was coming to our house?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lamb: We did not know!&lt;br /&gt;Minnie: But the angels told us this would be the most special night of all and so....we were ready. The night was very quiet; no one made a sound, we all waited by the door.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owl: WHOOO! They're coming....be ready....they're coming.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: And, then there appeared Joseph carrying a small oil lamp to light their way and Mary riding on a donkey. Mary looked very tired and cold. We all stepped back to make a path for them. And one by one, the animals laid down in the soft hay around Joseph and Mary. You see, the warmth of all the animals helped to warm the stable on that cold night. And then it happened....the miracle the Angels told us about...the birth of baby Jesus. And Mary wrapped him in swaddling clothes and laid him in a soft manger. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "Away in a manger, no crib for a bed,&lt;br /&gt;the little Lord Jesus laid down his sweet head."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owl: The stable was filled with warmth and the most beautiful glow that could be seen for miles. WHOOO, there are more coming to our house; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: And more came to see the Christmas miracle. And they brought gifts.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "We three kings of Orient are,&lt;br /&gt;Bearing gifts we traverse afar, field and fountain, moor and mountain, following yonder Star." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lamb: It was the most beautiful night; so quiet and peaceful.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "Silent night! Holy night! &lt;br /&gt;All is calm, all is bright&lt;br /&gt;round yon virgin mother and child,&lt;br /&gt;Holy infant so tender and mild,&lt;br /&gt;sleep in Heavenly peace!&lt;br /&gt;sleep in Heavenly peace! "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minnie: That most holy night, Gabby, a King came to our house. And, our gift to baby Jesus was a safe, warm place...to deliver a joy for the world to behold !&lt;br /&gt;Gabby: (sings) "Joy to the world, the Lord is come. Let earth receive her King!"&lt;br /&gt;Pastor: Amen. ”&lt;br /&gt;Do oryginalnego tekstu dodaliśmy także postać myszy, konia i królika, bo więcej było chętnych niż ról. Wyszło bardzo fajnie, choć na próbach wychodziło im lepiej, bo na premierze się stresowali trochę, ale jak na ich debiut to super. A ja miałem w sobie taką radość, kiedy widziałem taką samą radość w moich małych aktorach schodzącym z naszej sceny: Odong – Pastor; Vincent – flaming, Joshef – krowa; Roland – owca; Sailas – sowa; Julias – mysz; Natan – koń; Piotrek – królik. Nie wiem jak to się stało, że udało się to przygotować w dwa dni. Dzięki temu odkryłem na nowo, jak cenny jest każdy dzień, ile można w nim zrobić, tylko trzeba go dobrze zaplanować i być konsekwentny w jego realizacji. Tak… Po przedstawieniu wszyscy poszliśmy jeść. Dostałem także od razu prezent od Paula, w którym później znalazłem pyszne orzechy. Pobiegłem zaraz do jadalni chłopaków, ale niestety już jedli i to bardzo szybko i często jak bydło. No cóż nad tym musimy jeszcze popracować, nie można osiągnąć wszystkiego od razu. Ale zjadłem trochę z nimi, dziś mieli także mięso, bo w końcu Święta. Potem pobiegłem do naszej jadalni, gdzie także smakołyki wciągnąłem, ale nie zjadłem wiele, bo byłem bardziej zmęczony niż głodny. Po kolacji i potańczeniu z chłopakami, wujkami i Anią na dyskotece, gdzie można było także usłyszeć nieśmiertelny hicior polski „Jesteś szalona”, pozdrawiam chłopaków z zespołu Boys  rozdaliśmy chłopakom paczki świąteczne, były to ciuchy i słodkości przede wszystkim i coca-cola. Ale się cieszyli, ale często te ciuchy były za małe dla nich, dlatego jutro trza zmiany porobić. Potem poszedłem do pokoju pogadać na skypie z domem moim. Mieli przestawić kompa do stołu, ale nie wyszło, bo moi już wcześniej zjedli, ale i tak sobie pogadaliśmy. Był ze mną także James, bo jakoś też tak chciał zobaczyć moją rodzinę. Potraktowaliśmy go jako gościa do „wolnego nakrycia” przy stole. Widziałem w jego oczach, jak bardzo by chciał mieć rodziców tak jak ja… a ja jaj… mówię wam, aż Serce ściska. Jego rodzice zmarli jak był bardzo mały. Dlatego jeszcze bardziej doceniam mój pobyt tutaj jaką mam ogromną szansę i zadanie by być z tymi chłopakami zwłaszcza w takich dniach jak ten. Potem jeszcze na chwilkę poszedłem do dayning room, wciągnąłem dwa banany, wypiłem szklankę winka i tak jestem z wami. Co mogę powiedzieć… Nie zdążyłem tylko odpisać Wam na mejle z życzeniami, ale może jeszcze to zrobię, nigdy nie jest za późno, nawet po świętach. Ja to pokręcony jestem…  &lt;br /&gt;Dziś myślę, że wiele się we mnie zmieniło, to była moja pierwsza w życiu Wigilia poza moim rodzinnym Domem a jednak tak niezwykła i tak w wyjątkowym miejscu. Uwierzcie mi, ale była piękna, dobra i mocna. Czuję się jakby się zaczęło coś nowego we mnie, ale i tak wam nie powiem, bo są we mnie takie pokłady samego mnie, o których nie chcę wam powiedzieć, bo każdy musi mieć swoje Perły i uważać, żeby zły człowiek ich nie podeptał. Już druga w nocy… będę kończył… coś wam jeszcze szepną na dobranoc…&lt;br /&gt;„Kiedy słuchamy Sercem, a nie uszami – wtedy zwycięża Miłość..” – wiem, sprawdziłem… i uczę się tego… słuchać Sercem, bo tylko wtedy możesz dotrzeć prawdziwie do drugiego człowieka… dobranoc i Wesołych Świąt… By Jezus prawdziwie się narodził w waszych Sercach, i dlatego twym swoim Sercem musisz słuchać, aby Go tam odnaleźć …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081224TakPoProstuWigilia?authkey=Gv1sRgCJKa0KGhvc_RbA&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,24 Tak po prostu - Wigilia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081225BoENarodzenie?authkey=Gv1sRgCP-Bt7nNqMzwhQE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,25 Boże Narodzenie&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6136743774983622840?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6136743774983622840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081225-0105.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6136743774983622840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6136743774983622840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081225-0105.html' title='2008,12,25 – 01:05; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-113300311186926976</id><published>2008-12-23T22:31:00.000+03:00</published><updated>2008-12-25T02:05:08.359+03:00</updated><title type='text'>2008,12,23 – 22:31</title><content type='html'>Jak tak dzionek minął… Pracowicie jak prawie nigdy, w końcu normalnie to na wakacjach jestem  oczywiście Dżołk… Dziś prawie cały mój dzień poświęciłem na przygotowanie przedstawienia na Boże Narodzenia a dokładniej to na jutro, szybko się obudziłem, co?? Jak jutro wyjdzie to wam opowiem szczegóły, na razie próby i próby… Dziś także zamieszkała u nas w CALM Ania z Bombo, także będziemy razem działać tutaj przynajmniej przez miesiąc. Bardzo się cieszę &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wcześnie się postaram iść spać, bo jutro dużo, dożo pracy. Dziś stwierdziłem, że im człowiek ma mniej czasu na zrobienie czegoś, to zrobi to szybciej, a najlepiej to myśleć długoplanowo i nie śpiesząc się spokojnie dochodząc do zamierzonych celów. Zawsze po takim harcorze, jak expresowe przygotowania do Świąt, czy też do matury jak w moim przypadku z 2004 r., obiecuję sobie to się zmieni i spokojnie będę realizował plany, ale w praktyce, choć pamiętam o tych celach, często je realizuję i ostatniej chwili, bo odkładam je na później, bo pochłaniają mnie sprawy dnia codziennego. Trochę chaotycznie napisałem, ale ja rozumiem, nie wiem jak wy, ale ja tak. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, nie ważne czy myśląc i działając długoplanowo czy też expresowo, hardkorowo, najważniejsze jest zachować pokój w Sercu, bo kiedy się go straci, wtedy przychodzi smutek, naprawdę. Dlatego życzę Tobie, abyś codziennie walczył o pokój w twoim Sercu, to jest bardzo ważne. Nad moim biurkiem wisi kartka z napisem &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dzięki Miłości, codzienne obowiązki stają się piękne..”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to prawda, ale nie zgub pokoju w Sercu… Jeśli cały czas się wpatrujesz w szczyt góry, który, jest Twoim największym celem w Życiu, będzie ci łatwiej pokonywać codzienne wchodzenie i zbliżanie się z dnia na dzień do Twego celu mimo kamieni, cierpień, przeszkód, ofiar, wyrzeczeń, ale i upadków i obsunięć. A sama myśl i nadzieję, że kiedyś zdobędziesz ten Szczyt, napełnia Cię radością, co jeszcze potęguję Twoją życiową Siłę, ale także Piękno Twojego człowieczeństwa, a wszystko to ma swoje odzwierciedlenie w Dobru, które pozostawiasz po sobie, na Twoim szlaku, który także inspiruje innych do pójścia i zdobycia tego właśnie celu, tam wysoko w górze, tego Szczytu, który nawet już po Drodze czyni Cię szczęśliwym, tak po prostu, tak zwyczajnie, ale prawdziwie… Więc jak osiągnąć Szczęście, o które przecież wszyscy zabiegają… Myślę, że trzeba odnaleźć najpierw swój Cel, swój Szczyt do zdobycia. Gdzie go szukać? W głębi Twojego Serca, ale nie tak płytko jak właśnie myślisz, dużo głębiej, głebiej, zejdź do dna swoich pragnień i marzeń a odnajdziesz Go… a ja wam jeszcze dorzucę do pieca tego, co napisałem wcześniej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wierzyć – to znaczy nawet nie pytać, jak długu jeszcze mamy iść po ciemku”… &lt;br /&gt;Ks. Jan Twardowski&lt;br /&gt;…. Iść po ciemku, nawet kiedy już zobaczę swój Szczyt… dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-113300311186926976?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/113300311186926976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081223-2231.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/113300311186926976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/113300311186926976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081223-2231.html' title='2008,12,23 – 22:31'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1661159084103299274</id><published>2008-12-22T21:54:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:03:00.984+03:00</updated><title type='text'>2008,12,22 – 21:54; (Pic)</title><content type='html'>Hmmm… no to mamy pierwszy dzień zimy… tutaj się tego nie odczuwa, ale pamiętam o was, drodzy moi Eskimosi… W sumie to dla Was i dla nas także to najkrótszy dzień w ciągu roku, Słońce teraz to zawraca nad Koziorożcem, także od jutra możecie już mieć nadzieję lata, bo dni będą już coraz to dłuższe, chyba że wam śpieszno to Sylwka zapraszamy do Namugongo, co prawda nie będzie myślę sztucznych ogni, ale będzie wiele innych dobrych rzeczy. Aha, i niech ktoś Snikersa dla mnie weźmie, bo ostatnio mam chętkę na niego.. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś ostatnio wieczorami taki padnięty jestem. Może to przez ten klimat, wiecznie prawie upalny. Także muszę się zdobywać, aby jeszcze usiąść i Wam coś napisać, bo chętnie bym poszedł spać, ale wiem, że w życiu się mówi, teraz albo nigdy to ja mówię „teraz”. Teraz podczas wakacji chłopaków naprawdę mam dużo mniej wolnego czasu, prawie że nic. Ale damy radę, kto jak nie my…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko wam napiszę i pędzę, bo czas pogonić łobuzów spać. Więc dziś pięknie jak zwykle było, czasem nawet tego nie doceniam, że codziennie mamy piękną pogodę, takie polskie lato i to przez cały rok. Sorki, że tyle piszę o pogodzie, ale ja uwielbiam lato, a po cichu wam powiem, że trochę to tęsknię za tym naszym polskim latem, coś pięknego… Ale wszystko przed nami, a może większość, bo coś już tam się przeżyło… Więc wstałem rano, ja tak ok. 6 rano zazwyczaj wstaję, chłopaki, tak ok. 7:30, także ok. 8mej dopiero mają odprawę, żyć, nie umierać, 3 godziny wcześniej niż za okresu szkoły…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śniadaniu ok. 11 byłem na próbie naszej grupy nowej teatralnej, która jeszcze nie ma nazwy, ale mam nadzieję, że będzie to coś nowego i mocnego na CALM, byłem na ich próbie, bo przygotowywują kilka scenek na Święta, a ja im w tym pomagam. Kiedy tak sobie siedziałem i przysłuchiwałem się młodym aktorom, to sobie przypomniałem nasze aktorskie poczynania w teatrze akademickim UKSW z panem Rudzkim, kto tam był to się teraz uśmiecha, to były czasy, może jeszcze kiedyś wrócą, jak ja wrócę. Choć powiem, że ten teatr pochłaniał zbyt dużo mojego cennego czasu, dlatego zrezygnowałem, ale może na 3cim roku się uda coś nadrobić… Panie Rudzki, nadchodzę, to za rok może  Tak naprawdę to Was wszystkich pozdrawiam mój mały-wielkie Teatrze, dzięki któremu zyskałem kilka małych-wielkich przyjaźni. Jesteście wielcy a szczególnie „Ła Ła Łi Ła”. Także nawet mamy ćwiczenie „Baba” i kilka innych. Super… Trza się wziąć za tą grupę, bo drama to coś pięknego… Na obiad poszedłem dziś do kuchni chłopaków…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczekajcie, idę rzec chłopakom „dobranoc”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081222PrBaNaszejDramyKtRaJeszczeNieMaNazwy02?authkey=Gv1sRgCMnzmvzQr-WaMw&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,22 Próba naszej Dramy, która jeszcze nie ma nazwy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1661159084103299274?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1661159084103299274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081222-2154.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1661159084103299274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1661159084103299274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081222-2154.html' title='2008,12,22 – 21:54; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2770246740134439036</id><published>2008-12-21T23:30:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:01:54.504+03:00</updated><title type='text'>2008,12,21 – 23:30; (Pic)</title><content type='html'>I już jestem… tak po całym dniu dobrze jest wrócić do mojego miłego pokoju, gdzie się dobrze czuję… Jak minął dzionek?… Trudno powiedzieć, ale zawsze każdego dnia, choć trochę nadziei się pojawia, można ją odnaleźć, kiedy patrzy się wieczorem na miniony dzień. Dziś w porównaniu z dniem wczorajszym, pełen był Słońca. Rano nie mieliśmy Mszy, bo mieliśmy ją wczoraj, bo dziś Father pojechał do Bombo. Dziś miałem kilka wirtualnych sprawz rana. Po południu próbowaliśmy coś trochę pograć, ale nie za bardzo nam wychodziło, zorganizowanie się, bo samo granie nawet idzie. Późnym popołudniem poszliśmy grać w nogę, dziś z młodszymi, bo starsi mieli trening przed obiadem. Po słówku byłem tu i tam i tak mi minął dzień i teraz sen próbuje mnie uśpić, ale jeszcze się nie dam. W sumie to mogę go pokonać, ale myśl, że mam rano wstawać, daje mi motywacje by kończyć i odpływać do krainy odpoczynku &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na świecie nie ma miejsca dla tchórzy. Wszyscy musimy być jakoś przygotowani na znój, cierpienie i śmierć. A twoje życie nie jest przecież gorsze przez to, że nie grają ci żadne werble, gdy ruszasz na swoje codzienne pole walki, ani przez to, że tłumy nie wiwatują na twoją cześć, gdy wracasz z codziennych zwycięstw lub porażek.”  Robert Louis Stevenson&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008121921AkrobaciSeniorzyTakiZwykYTrening02?authkey=Gv1sRgCO_ul-qkq6is8wE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,19-21 Akrobaci seniorzy - taki zwykły trening&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2770246740134439036?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2770246740134439036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081221-2330-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2770246740134439036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2770246740134439036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081221-2330-pic.html' title='2008,12,21 – 23:30; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8277940836596273897</id><published>2008-12-20T23:04:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T10:00:49.526+03:00</updated><title type='text'>2008,12,20 - 23:04; (Pic)</title><content type='html'>Każdy w życiu szuka szczęścia… Skąd ono pochodzi??? Gdzie je szukać? Jak je szukać? Jak je przeżywać każdego dnia gdy się je może posiądzie – żeby je nie zgubić, aby to szczęście było naprawdę szczęśliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja już wiem… że Szczęście się dzieje, a człowiek nie może stać się jego zdobywcą, ale stawać się szczęśliwy, bo nie ma górnej granicy szczęścia… Jest tylko jakaś ilość piękna, mocy i  dobra, w której można trwać w konkretnym czasie i przestrzeni mojej rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie szukać piękna, mocy i dobra… ???&lt;br /&gt;Będąc w podróży, walcz abyś potrafił widzieć i się wzruszać głęboko, aby się zbliżyć do poranionego, opatrzeć mu rany i uleczając je tym, co najlepsze posiadasz w sobie, potem zabrać go do bezpiecznego miejsca i powierzyć go dobremu człowiekowi… a potem powracać do niego, bo już on został Twoim Przyjacielem, który jest w stanie oddać za Ciebie życie, a to już coś więcej niż Przyjaźń, ale Miłość i to największa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To takie bliskie człowiekowi… kiedy młody chłopiec po cichu płacze w ciemnym pokoju, może nie pytaj się co stało, a tylko połóż swą dłoń na jego drgającej z płaczu głowie i poczekaj cierpliwie, aż uśnie, bo wie, że jest ktoś blisko kto go zabierze do bezpiecznego miejsca kiedyś, umocni go, da mu hełm, tarczę i miecz i pozwoli, aby kiedyś wyruszył w swoją Drogę, Drogę Rycerza i wielkiego Wojownika… Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008121921AkrobaciSeniorzyTakiZwykYTrening02?authkey=Gv1sRgCO_ul-qkq6is8wE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,19-21 Akrobaci seniorzy - taki zwykły trening&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8277940836596273897?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8277940836596273897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081220-2304.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8277940836596273897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8277940836596273897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081220-2304.html' title='2008,12,20 - 23:04; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6130193631682000607</id><published>2008-12-19T00:04:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:59:20.892+03:00</updated><title type='text'>2008,12,19 – 0:04; (Pic)</title><content type='html'>Dawno mnie nie było tutaj nie blogu… W sumie to jest jeszcze dla mnie 18 grudnia, bo jeszcze nie byłem w wehikule czasu, co łóżko się zwie… Dawno mnie nie było… tak… powiem Wam, że od ostatniego postu wiele się zmieniło, przynajmniej we mnie a także u nas na Misji. Nie powiem Wam, co się zmieniło we mnie, ale jest to coś, co pomaga mi odkrywać Świat na nowo… Coś pięknego Mocnego, Pięknego i Dobrego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tyle o mnie samym… A co u nas? Dobrze dni mijają, nawet czasem myślę, że mijają one jeszcze szybciej niż w moim zwariowanym życiu studenckim w Warszawie. Te dni w CALM są na pozór do siebie bardzo podobne, ci sami ludzie, te same miejsca, ten sam grafik dnia. Ale ja muszę się zdobywać i chcę na spojrzenie, aby w każdym dniu odnajdywać tą niezwykłość i niepowtarzalność. Czasem jest ciężko z tym, ale możliwe, naprawdę. W ogóle to teraz jest chłopaków dużo mnie, ok. 70, bo reszta pojechała do swoich rodzin na święta, na krótkie wakacje. Z nastaniem stycznia mają wrócić na CALM. Także zostali tylko ci, dla których jesteśmy jedyną rodziną. Teraz to można jasno zobaczyć. Jest to smutne, a ja się bardzo cieszę, że mogę być z nimi i jest to dla mnie wielki dar i zadanie, aby móc być blisko, kiedy wszystkie rodziny Świata się spotykają. Nasza rodzina z CALM także się spotka w Wigilijny Wieczór. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś, piękny dzień, cały słoneczny jak prawie zawsze. No tylko popołudniu trochę pokropiło. Rano wstałem, aby sobie posiedzieć tak w ciszy na wschodzie Słońca, to jest mi bardzo potrzebne, jeśli np. chcesz dobrze przeżyć swój dzień, poświęć, choć odrobinę czasu w ciszy, aby się spotkać z Tym na górze i zaprosić go do swojego dnia. Spróbuj, choć raz, nawet kosztem snu, a zamieni się to w dobro w Twoim dniu, Twoim Życiu. Potem po Mszy i śniadaniu musiałem trochę popracować na kompie, jest tyle spraw, które zmusza mnie do siedzenia przed tym pożeraczem czasu, ale czasem trzeba, tylko, że ja prawie codziennie muszę spędzić ze dwie godziny wpatrując się w monitor. Ok. 11 poszedłem poszukać chłopaków, bo prawie ich nie było. Nawet jest jakoś cicho w naszym CALM jak sama nazwa wskazuje. Natknąłem się na nich przy gospodarstwie jak obierali matoke na kolacje. Przyłączyłem się do nich i do Zenitu Słońca siedzieliśmy i rozmawiałem z 10 chłopakami. Będę się także starał, o ile mi sił starczy, być z nimi jak najwięcej, obecność jest najważniejsza, tak gdzie oni będą, w pracy, w szkole, podczas aktywności, zabawy i zwykłych chwilach, szczególnie wieczorami, pozornie nic nieznaczących. Mama nadzieje, że starczy mi Mocy, aby móc to robić do końca mojej Misji. Bo czasem gubię to, co najważniejsze. Dlatego dobrze jest się otrząsnąć, co jakiś czas, obrać nowe cele, skorygować stare i mieć BOMBĘ by to realizować. Jak obierałem dziś matoke to powiedziałem chłopakom, że nigdy bym nie przypuszczał jeszcze kilka lat temu, że będę kiedyś obieram jakieś zielone banany i czarnymi, pokręconymi łobuzami afrykańskimi. Mówiłem im także o marzeniach, by wierzyli w nie i pracowali nad sobą nieustannie.&lt;br /&gt;Potem jakaś krótka drzemka do obiadu. W ogóle się dowiedziałem, że drzemanie w ciągu dnia jest tu nawet wskazane z powodu trudnego dla organizmu klimatu, choć mój organizm nieźle sobie z nim radzi. Na obiad mieliśmy dziś gołąbki, Angela robi naprawdę pyszne, tyle mięsa tam, że drapieżnik się we mnie budzi, kiedy czuję jego zapach. Coś smacznego. Po obiedzie pograliśmy z Mateuszem, Emą i Ivanem na instrumentach, bo się uczymy grać kolęd, ciężko nam idzie, ale może coś tam wyjdzie do Wigilii. Wigilii, aż trudno w to uwierzyć, że to już w następnym tygodniu, wcale tego nie czuję. W ogóle pierwszy raz w życiu będę na Wigilię po za moim rodzinnym domem. Ale wiem, że jestem we właściwym miejscu, z tymi, którzy nie mają takich swoich rodzin. Popołudniem rozpadało się, dlatego pograłem w nico, ale za to pogadaliśmy chwilę z Gosiami i Renią z SOMu, co dla chłopaków jest bardzo cenne. Wieczorem na słówku opowiedziałem chłopakom historię Dziewczynki z zapałkami, na pewno ją znacie. Ciężko mi było ją opowiedzieć, ale jakoś się udało. Na końcu powiedziałem, że oni też byli na ulicy, a jednak ktoś ich znalazł, a tej dziewczynki nikt nie szukał, więc i nikt nie znalazł. Chyba to jest klucz, jeśli się nie szuka to się nie znajdzie. Jeśli są ludzie zdolni do szukania to, co skrzywdzone, nędzne, poranione, ubogie w innych, na pewno znajdą i będą mieli szansę im pomóc. Chyba sen mnie pochłania… Czuję się nieco zmęczony, chyba odpływam… dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Niedawno się dowiedzieliśmy, że mama naszych trzech chłopców umarła. Proszę o modlitwę za nich, aby sobie z tym poradzili, aby dobry Bóg wziął ich jeszcze mocniej w opiekę i dał nadzieję, a także za duszę ich mamy… Myślę, że śmierć rodziców, jest chyba najtrudniejszym momentem w życiu każdego człowieka… a uwierzcie mi… oni są jeszcze dziećmi… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy musimy się spotkać na drugiej stronie Wszechświata… Wy też się postarajcie tam dotrzeć, walcz codziennie by pociąg szczęścia, nie odjechał bez Ciebie, bo bez Ciebie nie będzie w nim będzie mniej szczęśliwie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto zaległe linki do fotek:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008121617NawetUlewa?authkey=Gv1sRgCKyC-vDzxrD0Dg&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,16-17 Nawet ulewa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081218TakiMJDzieSzczegLny03?authkey=Gv1sRgCKrO19yisLPp_AE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,18 Taki mój dzień, szczególny&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6130193631682000607?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/6130193631682000607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081219-004-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6130193631682000607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6130193631682000607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081219-004-pic.html' title='2008,12,19 – 0:04; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5142693553429417762</id><published>2008-12-15T23:00:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:56:42.874+03:00</updated><title type='text'>2008,12,15 - 23:00; (Pic)</title><content type='html'>List do Filipian; roz. 4, wer. 13&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081209MOdziAkrobaciPokaz?authkey=Gv1sRgCIXZ_8KZ2YehYA&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,09 Młodzi akrobaci - pokaz&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081210UrodzinyPaulaIKisielCz2?authkey=Gv1sRgCMyQ8NT5pdO1GA&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2008,12,10 Urodziny Paula i kisiel cz. 2&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081211TakiDzie?authkey=Gv1sRgCLX91sCTuuPU_gE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,11 Taki dzień&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081215RysowaniePlakatuWiTecznego?authkey=Gv1sRgCLSD5ODYnPbeTQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,15 Rysowanie plakatu świątecznego&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5142693553429417762?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5142693553429417762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081215-2300.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5142693553429417762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5142693553429417762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081215-2300.html' title='2008,12,15 - 23:00; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7875097897375465873</id><published>2008-12-08T22:50:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:53:34.532+03:00</updated><title type='text'>2008,12,08 – 22:50; (Pic)</title><content type='html'>Ale mnie się oczy kleją… Ale co tam… podobno w człowieku jak ma motywacje kryje się ogromna siła, więc ja ją eksploatuję właśnie… Jak minął dzionek…??? Nawet dobrze… Rano wstałem na wschód, który możecie obejrzeć, niesamowite jest to, że każdy wschód Słońca jest inny, nawet jak jest czasem bardzo podobny to ja wstanę o innej godzinie i już jest inny. Dziś był piękny… Potem sobie usiadłem ok. 7:30 do kompa, nikt jeszcze prawie nie wstał, więc myślę, że to święto dziś Niepokalanego Poczęcia i pewnie Father dał chłopakom dłużej pospać, a tu przychodzi Father i mówi, mi żebym wszystkich szybko budził, bo zaraz mamy Mszę jak w niedzielę. A to mnie zaskoczenie spotkało. Nie wiem jak to się stało, ale ze 20 min. później wszyscy już siedzieli w Kaplicy i czekali na Fathera, nawet ja zdążyłem podłączyć sprzęt. Dziś wielkie święto, przynajmniej tutaj było można to odczuć, Father dba, by chłopaki mieli szczególne nabożeństwo do Maryi, może to dlatego, ponieważ wielu z niech nie ma rodzonej matki. Także śniadanie jedliśmy tak 9tej. Ostatnio przepadam za masłem orzechowym z dżemem truskawkowym, spróbujcie, coś smacznego  Po śniadaniu zabrałem się za pracę, raz na kilka dni idę na budowę kaplicy porobić fotki z budowy, mury już do wysokości okien. Powoli się zapoznaję z robotnikami, tacy młodzi chłopaki po 20 kilka lat mają, tutaj w Ugandzie praca na budowie jest bardzo znana wśród młodych ludzi, nawet studentów. Nazywają mnie „Sir” i chcą bym im także robił zdjęcia, nie samym murom. Więc ja im też i nawet betoniarka w kadrze się zmieściła.  Długo nie popracowałem, bo dziesiątki chłopaków nie dało mi pracować, tak mi często głowę zawracają, ale rzadko się na nich wkurzam, w końcu to są dzieciaki, dla których każdy szczegół w moim pokoju jest dla nich interesujący. Ok. 11 godz. poszedłem poczytać coś do biblioteki, ale prawie nikt nie przyszedł. Wielu chłopaków przyglądało się jak się prosiak piecze na ogniu, bo z okazji święta przyrządzaliśmy, a także podobno dziś 30 lat jak nasz Father przywdział sutenne (ktoś by mógł powiedzieć, że strój Zorro tudzież Batmana, ale ja nie powiem, bo trza mieć szacunek to niektórej części społeczeństwa, szczególnie Kościołą). Także ok. 12 zamknąłem biblioteką, popracowałem do obiadu. A mówiąc szczerzę, to prosiak mi coś nie smakował, taki grubas tłusty był, ja wolę twardzieli, a nie  - obrośniętych tłuszczem. Normalnie usypiam. A rano mama wstać, bo nagrywamy film z Jonsonem o akrobatach młodych, o 6tej rano. Po obiedzie jakoś miałem jakieś aktywności w planie, ale jakoś nie wyszło, za wiele pracy miałem i nie zdążyłem przygotować. Za to pograliśmy trochę muzycznie, a ja myślałem długo nad tym wszystkim, tą całą pracą moją tutaj i coś wielkiego wymyśliłem, ale nie powiem wam co. Jak się uda to wam napiszę. Coś co może wprowadzić małą rewolucję w naszym wypełnianiu wolnego czasu. Jutro zaczynam realizować mój dobry pomysł. Podzieliłem się z nim jak na razie z Ivanem Lookayą i powiedział, że jest to bardzo fajny pomysł. Miałem już o nim powiedzieć na słówku, ale się powstrzymałem, bo muszę dopracować szczegóły, ale to jutro, jak będę wyspany i pełen energii… Na Słówku także rozdaliśmy cukierki dzieciakom, a to co zostało poleciało w Niebo i kto pierwszy to lepszy. Jakoś ok. 20:30 wpadłem na kolację, piwko spiłem, a potem poszedłem do pokoju chłopaków. Tak usiadłem na jednym łóżku i gadałem z Hanym, a tu tych chłopaków się gromadka zrobiła. Gadaliśmy na różne tematy, także weszliśmy na temat sexu, pytali się o wiele rzeczy i dowiedziałem się, że maja tyle bzdurnych informacji, bo nauczyciele w szkole im wpajają, przesyceni profilaktyką przeciw HIV także aż się przeraziłem. Myślę, że także trzeba uruchomić jakieś zajęcia o sprawach damsko-męskich i o sexie. Dla nich jest to bardzo interesujące, ale także bardzo potrzebne, by ich kiedyś ten obłuda nie połknęła. Także do 10tej posiedziałem tam i pogadałem, Potem poszedłem wygonić spać, tych co przed TV, dziś powiedziałem, że daję im gratis 15 min., i ku mojemu zdziwieniu jak wróciłem po 15 min, wszyscy bez słówka wyszli i udali się spać, więc albo był film nudny, albo maję słowa z przedwczoraj poskutkowały, udało się. W tym czasie pogadałem brzękając na gitarce z najstarszymi, mam z nimi także coraz lepszy kontakt, muszę się zacząć uczyć wreszcie Lugandy, bo to się przyda, a ja wciąż nie mam na to czasu, a ja jaj… Potem ze piosenki do Gwiazd, a Księżyc jest połówkowy, ale tak świeci, że jest widniutko nocą, a co będzie jak pełnie będzie…?? No nic Eskimosy, uciekam spać, jeszcze tylko wam fotki wrzucę &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081208WschDPatrickFotografIKisiel?authkey=Gv1sRgCLul75zZ9q-MxgE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,08 Wschód, Patrick fotograf i kisiel&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7875097897375465873?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7875097897375465873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081208-2250-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7875097897375465873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7875097897375465873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081208-2250-pic.html' title='2008,12,08 – 22:50; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5517588492334053481</id><published>2008-12-07T23:13:00.000+03:00</published><updated>2008-12-07T23:57:25.847+03:00</updated><title type='text'>2008,12,07 – 23:13</title><content type='html'>Już trochę późno, ale dla mnie to nie przeszkadza by jeszcze trochę się z wami podzielić dniem. Dziś wstałem rano, tak ok. 6:30 się udało. Śniadanie o ok. 8:00 i tak już na 8:30 obudzony rozpocząłem dzień. Piękna pogoda przez cały dzień, dziś fajne białe chmury często przemierzały nasze niebo, i tak się w jedną wpatrzyłem… ale czad… to też ktoś sobie wymyślił chmury… O 9:00 mieliśmy Mszę, bo dziś niedziela, Father mówił o tym by czuwać, bo nie wiadomo kiedy to koniec świata będzie, ale łobuzy słuchali, że ho ho… Po Mszy pograliśmy trochę na instrumentach. W ogóle to już wczoraj na dobre wróciła reszta chłopaków z Bombo i Kamuli do domu na wakacje, także teraz jest nas na maxa dużo. Już w tamtym tygodniu dostawialiśmy łóżka do pokojów, także trochę ciaśniej, bo w pokojach o pow. ok. 20 mkw mieszka po 10 chłopaków, ale za to jak wesoło. Pograliśmy, ja próbowałem poszukać kolęd, bo chcemy się uczyć ich grać, ale coś słabo mi szło. W południe poszedłem na godzinkę na kimanie, wstałem na obiad. Dziś coś dużo gości u nas było, także pełna chata jest. Po obiedzie zrobiłem to, co miałem zrobić i tak ok. 16 pogadałem sobie z domem na Skypa, to jest ważne i jak superowe, dowiedzieć się, co tam u moich pokręconych braci, rodziców, może trochę mniej pokręconych i cieszyć się, że wszystko jest u nich dobrze. Ok. 17 poszedłem pograć w football, ale pograłem tylko za 40 min. Alex stojący na bramce dostał mocną piłkę w czułe miejsce, prawie wszyscy faceci grający w piłkę wiedzą jak to boli, kiedy „tam” się dostanie. Także Alex leżał ze 20 min na ziemi. Może się uśmiechacie, ale aż przynieśliśmy mu lodu. Teraz jest już lepiej. Po tym incydencie mecz zamienił się w lajtowty trening, także dałem sobie spokój, porobiłem coś innego. A dziś na słówku powiedziałem im co myślałem, bo wczoraj wieczorem jak ich wygoniłem z przed TV nawet po czasie, to mruczeli na mnie i robili na złość. Więc dziś im o tym powiedziałem, nie pamiętam dokładnie, o czym mówiłem, ale na pewno o tym, że dlatego, że staram im dać to, co najlepsze, to jeszcze im nie pasuje i że się będę modlił za nas i niech oni to także robią i że to nie jest hotel tylko nasz dom, którego musimy codziennie budować i walczyć o jego prawdziwość. Mówiłem, że nie chcę patrzeć na nich jak władca na niewolników, ale budować Przyjaźń i że z niektórymi tutaj już buduję taką Przyjaźń. Nie wiem, co działo się w ich Sercach, ale myślę, że udało się do nich dotrzeć. Potem im puściłem film, jakiś z Michaelem Duglasem, a potem pokaz zdjęć w tego tygodnia oprawiony muzyką. Bardzo im się podobało, co mi mówili o tym, kiedy chodziłem po pokojach na dobranoc. Mówię wam, tyle się tu dzieje, takich małych szczegółów, ale jakże ważnych. Np. jak poszedłem do domku dla najmłodszych chłopców i powiedziałem, że gaszę światło, idźcie łobuzy spać, to Dżoszuła wstał wziął mnie za rękę i wyprowadził z domku, potem zgasił światło i uciekł pod koc, a 8 s. później wybiegł, bo sobie o siku przypomniał. Takie małe i nic niby nie znaczące, ale ja myślę, że takie właśnie chwilę budują nasze wspomnienia, nasze marzenia, nasze Życie i naszą Wieczność… Dobranoc Polanie…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5517588492334053481?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5517588492334053481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081207-2313.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5517588492334053481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5517588492334053481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081207-2313.html' title='2008,12,07 – 23:13'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8084238204731555325</id><published>2008-12-06T21:26:00.002+03:00</published><updated>2009-03-10T09:52:03.165+03:00</updated><title type='text'>2008,12,06 - 21:26; (Pic)</title><content type='html'>Dziś św. Mikołaja. Zawsze się śmieję i chwalę, że tego dnia patrzę pod poduszkę a tam… druga poduszka… A tu w mym afrykańskim łóżku nie mam poduszki, także Mikołaj nie miał nawet gdzie wcisnąć czegoś dla mnie, ale co? Nawet nie wiem… To znaczy, że chyba wszystko, co mam, wystarcza mi do bycia szczęśliwym, a może nie… No właśnie, tutaj święty ten musiałby się postarać swoją inteligencję i wyczuciem, co by tu mogło mnie bardziej uszczęśliwić… Dziś także ani Mikołaja, ani śniegu… ale za to mgła o poranku…&lt;br /&gt;Po śniadaniu pojechałem razem z naszymi chłopakami z Blass-Bandu i Akrobatami od Kira, gdzie stamtąd mieliśmy iść grając ulicą do samego sanktuarium w Namugongo – jakieś 3 km. (najbardziej znana sanktuarium w Ugandzie, tz. Męczenników Ugandyjskich, zachęcam do poczytanie w necie o nich). A z jakiej to okazji? Bo ONZ organizuje masowe darmowe testy na HIV, więc grupa ludzi w białych koszulkach i z transparentami, szła razem z nami, ale to głównie dźwięki naszej orkiestry przyciągały dziesiątki ludzi do drogi, a nie te transparenty. Także przyczepił się do nas od samej Kiry jakiś pijaczek, ale taki, jaki jest w każdym miasteczku na świecie jest: wiecznie pijany, wygłupia się, dzieci się śmieją z niego, ale się także boją. Pijaczek próbuje zawsze coś pomóc, ale ukradkiem pyta o pieniądze, nazywając się przyjacielem lub bratem, także jest mocny w słowach, ale boi się silniejszych od siebie, ale myślę, że w większości tych ludzi, mają oni dobre serca, tylko trochę zagubili się, gdyby tylko się znalazł taki ktoś, kto pomógł by mu się wydostać z tego alkoholowego bagna, na pewno chciałby żyć godnie, to tak jak ten pijać z Małego Księcia… Dlaczego pijesz? Bo się wstydzę? Dlaczego się wstydzisz? Bo piję… Takie zamknięte koło, ale naprawdę chciałby przestać, tylko to jest silniejsze od niego. Ale się rozpisałem o nim, także był taki jeden i szedł całą drogę i śpiewał i tańczył, a ja cały czas mówiłem mu by szedł z tyłu, bo przeszkadzał akrobatom z przodu, a on do mnie „Dobrze wujku, już się robi, muszę iść za…” także nazywał mnie „master”, co na polskich pijaczków znaczy „szefie” tudzież „kierowniku”. Widziałem także już na miejscu, że pilnował dzieci, by nie wpadły do wody i chciał pomóc tym, co czekali w kolejce do testu, ale nie wychodziło mu. Życzę mu, aby się pozbierał w swoim życiu, które jest tak cenne. Ok. 13 doszliśmy do celu. Posiedzieliśmy trochę, ja zapoznałem się z pewnymi dzieciakami, co chodziły za mną przez cały czas, szkoda, że żadnych cukierków nie miałem dla nich…Nie wiem jakoś tak dzieci często za mną chodzą… Potem także pochodziłem po okolicy, natchnąłem się także w Katedrze na ślub, taki stricte afrykański, ale nie chciałem robić zdjęć, bo jakoś tak nie wypada. Ale się przyglądałem i jest on pod wieloma względami podobny do naszego, może tutaj także wchodzą takie standardy europejskie… Byłem głodny, także nie czekałem na wszystkich, tylko wróciłem do domu Boda-Boda (motor-taxi jak by ktoś zapomniał). Także już o 3ciej jadłem sobie obiad. Potem krótka drzemka, bo to Słońce trochę dało mi czadu w głowę, mimo mojej mokrej koszulki na mojej mózgownicy. Szybko wstałem i pracując na kompie w kaplicy, chłopaki w tym czasie pogrywali muzycznie. Na słówku na dobranoc, opowiedziałem im o św. Mikołaju, przeczytałem legendę i opowiedziałem o tym jak u mnie w domu było, kiedy to mama cichutko wkładała pod poduchę, a może bardziej obok niej, nocą lub nad ranem prezenty, a może małe upominki, bo często krucho z kasą było, upominki dla mnie i dla moich braci. Jak sobie o tym wszystkim przypomną, to aż łza się w oku kręci, jaka to jak nasza mama jest dobra i troskliwa, była, jest i będzie. Pamiętam, że z moimi braćmi traktowaliśmy te 6-grudniowe upominki jako subport, taki przedsmak, tego co dostaniemy pod choinkę na Wigilię, ale z tym także różnie było. Jedno jest pewne, nasi rodzice robili wszystko, aby dać nam jak najwięcej i wszystko co najlepsze. A tak na marginesie, wierzyłem w św. Mikołaja nawet chyba do 7-roku życia, ale wierzyłem jak dziecko, teraz także wierzę, ale tak trochę inaczej… Wierzę, że w każdym z nas czasami zamieszkuje św. Mikołaj i usposabia nas, abyśmy potrafili dawać… ale także przyjmować… przyjmować wdzięczność, uśmiech, radość i szczęście płynące z drugiej osoby, którą obdarowaliśmy… coś pięknego… coś mocnego… coś dobrego… a i sobie Cichą Noc odpaliłem… dobranoc…Mikołaje…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081206DefiladaHIV?authkey=Gv1sRgCLuh8b-w8NqXzAE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,06 Defilada HIV&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8084238204731555325?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8084238204731555325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081206-2126-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8084238204731555325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8084238204731555325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081206-2126-pic.html' title='2008,12,06 - 21:26; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5065406873606690310</id><published>2008-12-05T22:38:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:51:04.569+03:00</updated><title type='text'>2008,12,05 - 22:38; (Pic)</title><content type='html'>Ja tylko tak na chwilę, bo zaraz mi bateria padnie a nie mogę dziś się do prądu podłączyć… Dziś dobry dzień był… Piękny i słoneczne, może popołudniu była krótka burza, ale szybko Słońce ją przegoniło… Rano wstałem, udało się… Po śniadaniu zrobiłem pranie, ale długo mi coś zajęło… a ja jaj… pralka by się przydała… ok. 10:30 poszedłem z Jonsonem do szkoły chłopaków do Kiry (jakieś 1,5 km. od domu), bo dziś mieli oficjalne zakończenie roku. Poszedłem tam by im towarzyszyć w tych pięknych chwilach i by fotek trochę porobić. Będąc tam tak przez przypadek poznałem nauczycieli niektórych, a nawet sam dyrektor podszedł do mnie i zapytał się mnie, co to ja za jeden gość. Każdy, kto się dowiedział, że jestem wujkiem z CALM, bardzo miło mnie witali i się uśmiechali. Ok. 12 był dzwonek i cała społeczność szkolna spotkała się pod drzewem na dziecińcu szkoły, choć ciężko nazwać to dziedziniec, po prostu trawiasty, pofałdowany teraz z kilkoma drzewami (bardzo starymi i pięknymi) i kilkoma pasącymi się krowami (bardzo smacznymi zapewne i mleko dającymi). Najpierw była modlitwa i jakaś piosenka o Bogu, potem przemówienie dyrektora gdzie już wszyscy sobie wygodnie siedzieli w cieniu tych starych, wielkich drzew. Dobrze im gadał, choć nie wszystko wiem, bo w połowie mówił w Luganda. A ja sobie chodziłem i robiłem fotki i nie dało się nie uśmiechać do tej grupy 800 uczniów, którzy tak dziwnie patrzyli na mnie, bo muzungu w szkole takiej rzadko się zdarza. Po przemowie, każda klasa wróciła do swojej klasy, to ja też tak skakałem z klasy do klasy. Słuchajcie być w afrykańskiej szkole, to znaczy, że już nic ciebie nie zdziwi. Ja nie wiem dlaczego, ale ja chyba ja jestem psychicznie przygotowany na światowe odchyły od normy europejskiej, także jak w klasie 20 m na 7 m mieści się 120 uczniów, siedząc po 5 osób w ławkach dla 2 osób i tak przez cały rok, to znaczy, że jesteście w Afryce. Ciasno, ale wesoło. Nauczyciele bardzo z respektem się do mnie zachowywali, nawet pani z 6 klasy oddała mi swoje krzesło jak rozdawała świadectwa. Także prawie wszystkie klasy odwiedziłem, w niektórych nauczyciele nawet kazali dzieciom pozować do zdjęć, także głupio się czułem, ale z powagą, dzielnie robiłem foty. To znaczy w powagą to trochę ciężko, bo jak np. w pierwszej klasie widzi się tych brzdąców jeszcze to taka radość w człeka wstępuje, że ło ho ho… Tak ok. 14 wracaliśmy już do domu. Chłopaki mnie poczęstowali czymś takim smażonym i słodkim, takimi plackami, nie pamiętam jak się zwią, ale bardzo smaczne, chcecie to wam przywiozę suszone  Po obiedzie krótka siesta i miałem im gry organizować, ale się rozpadało, a większość już i tak TV oglądała, także jak zaczną to ciężko ich wyciągnąć, na coś, czego nie muszą robić. Dlatego muszę pomyśleć jak osiągnąć ten cel, aby potrafili zostawić wszystko, kiedy będą jakieś aktywności prowadzone przeze mnie, ciekawe czy uda mi się to osiągnąć… taka góra do zdobycia… zobaczymy… założę raki na buty  Także przez ten czas popracowałem na kompie. Na słówku na dobranoc pogratulowałem im, choć także kilku nie zdało i będzie siedzieć w tej samej klasie, ale tutaj w Afryce to podobno nic takiego strasznego. Potem im odpaliłem film, 3 część Indiany. Tylko w ciągu filmu dwa razy mieliśmy awarię energii, także podwójna radość, kiedy znów jest prąd a setka chłopaków wpada z krzykiem radości do kaplicy… I tak 30 min. skończyli oglądać… Ja przyszedłem do pokoju mojego i tak dzielę się moim dniem razem z wami… Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro kolejny dzień… PS. Dziś się uczyłem na keyboardzie grać kolędę „Cicha Noc”, taki mnie świąteczny nastrój przyszedł… tylko śniegu brakuje… aaa… jutro św. Mikołaja… zobaczymy, jak ten święty się sprawdzi??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081205ZakoCzenieSzkoYWKira?authkey=Gv1sRgCMLzkaejwZLq_QE&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,05 Zakończenie szkoły w Kira&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5065406873606690310?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5065406873606690310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081205-2238-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5065406873606690310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5065406873606690310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081205-2238-pic.html' title='2008,12,05 - 22:38; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8223147508524490880</id><published>2008-12-04T21:24:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:47:12.466+03:00</updated><title type='text'>2008,12,04 - 21:24; (Pic)</title><content type='html'>Ale padnięty jestem… Marzę już tylko o miękkim łóżku i ciemności dookoła… W sumie teraz mamy małą dyskotekę w Chapel, ale się wymknąłem i piszę… Dziś pięknie dzionek minął… Rano słonecznie, popołudniu się zachmurzyło, ale nie padało… idealna pogoda by grać w piłkę… Jeszcze chyba nigdy jak dziś nie wstałem tak wcześnie na Wschód, który jest ok. 6:40, ale ja już byłem w Moim Miejscu już ok. 6:10. Pięknie te chwila minęła… Potem Msza, dziś pierwszy raz Father dał mi czytać czytanie, to znaczy, że powoli zaczyna ufać mojemu połamanemu angielskiemu… Na śniadanie kakao piłem, pierwszy raz od jakiś 3 miesięcy, normalnie cud miód, masło orzechowe, dżem truskawkowy i kakao… ale czad… coś smacznego… Po śniadaniu poczytałem w necie jak tu sieć zrobić w Office i już prawie się udało, na razie mamy tylko Internet sieciowy. Wszystkiego się człowiek uczy w miarę potrzeb. Potem ok. godz. 10 otworzyłem Bibliotekę, ale jak zwykle może się tam przewinęło tylko z 15 chłopaków, chyba jeszcze nie tęsknią za książkami, po skończonym roku szkolnym. Ale dla mnie to nie takie ważne, bo i tak zawsze rano nadrabiam pracę na kompie, bo mam jej wiele, tyle spraw, ale je jakoś ogarniam, grunt to dobry plan. Na obiad zjadłem tyle fasoli, że mógłbym w Kosmos polecieć jak by odpalił silniki, uwielbiam fasolkę… Po obiedzie siesta, która regeneruje moje siły, także potem chcieliśmy trochę pograć na instrumentach, ale nie wiele z tego wyszło, ale za to ja sobie pograłem na basie, fajny instrument, ale i tak moją pierwszą miłością jest gitarka. Potem jakoś próbowałem potłumaczyć trochę piosenek, bo mam pewien plan odnośnie tego, ale jak już będę w trakcie to wam powiem i wy także będziecie mogli nam w tym pomóc. Ok. 5tej poszedłem pograć w piłę, ale cóż to był za piękny mecz… Dziś słuchajcie, strzeliłem hardtrick (3 gole) i chyba zostałem królem strzelców. Ostatni gol był najpiękniejszy… walczyłem o piłkę w narożniku i jak zwykle zostałem powalony na ziemię, tak chłopaki ostro wchodzą, ale wstałem i już miałem piłkę. Jednak sędzia podyktował faul dla nas. Moses chciał strzelać, ale ja powiedziałem, że ja to zrobię… i słuchajcie, nie wiem jak ja to zrobiłem, ale piłka przelobowała mur i wszystkich i po 25 m lotu wpadła w okienko bramki, ale czad. Chłopaki szczególnie ci starsi nabierają do mnie szacunku przez to, tym bardziej, że football to ich największa miłość. Byłem tak brudny po meczu, że jak brałem prysznic, to aż woda była brązowa. Dziś sobie także pomyślałem, tak myśląc o moich byłym dziewuchach, że zawsze z każdą mi się kojarzy jakaś piosenka, np. teraz jedną taką słucham (nie dziewczynę, ale piosenkę dla niej, o niej, o nas). Jak to było kiedyś, a ja jaj. Moje życie jest pozytywnie zakręcone. Na słówku na dobranoc opowiedziałem im krótką historyjkę… Opowiem wam także, bo nie było was u nas dzisiaj…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dwaj przyjaciele szli przez pustynie, Dawid i Ema (Emanuel) i tak rozmawiali na różne tematy. W pewnym momencie się posprzeczali i Dawid uderzył Eme. Po czym Ema nic nie mówiąc po prostu napisał palcem na piasku (którego w koło nie brakowało):‘Dziś mój najlepszy Przyjaciel uderzył mnie w twarz’, po czym szli dalej. Po pewnym czasie spotykają Oazę, taką jak w filmach z kilkoma palmami i źródłem. I tak pili, że Ema nieszczęsny wpadł do niego i zaczął się topić, bo było głębokie, a piasek na dnia wciągał go. Na to Dawid uratował go podając mu rękę i z całych sił wyciągając go z śmiertelnej pułapki. Kiedy już Ema był bezpieczny, wziął coś do pisania i na Kamieniu napisał ‘Dziś mój najlepszy Przyjaciel uratował mi życie’. Koniec.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz moja interpretacja… W życiu trzeba się starać i walczyć o to, aby krzywdy, które mi inni wyrządzają, zapisywać na piasku mojej Duszy, mojego Serca, aby gdy tylko przyjdzie Wiatr miłości, aby zamazał te litery na moim piasku, abym szybko zapomniał i był gotów przebaczyć, bo Miłość ma swój początek w przebaczeniu. Natomiast wszystkie dobre i piękne i mocne rzeczy, które uczynili mi inni zapisywać na Kamieniach mej Duszy, abym nigdy nie zapomniał o nich, abym pamiętał o nich, by ty litery, słowa były już na zawsze wyryte we mnie, budowały mnie, moje człowieczeństwo, abym był zdolny także i ja wypisywać na Kamieniach Twojej Duszy coś, co nie przemija i co ma swoje źródło w Miłości, w Bogu, co sprawi, że będziesz chciał żyć, zmieniać Świat na lepsze… i uśmiechać się do życia, stawać się szlachetnym… stawać się Wojownikiem… A Wiatr miłości niech wieje i niech rozdmuchuje piasek, który podczas burz mojego życia przykrywa te moje drogocenne Kamienie… Dobranoc Eskimosy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081204NightParty?authkey=Gv1sRgCMGCm_vE6oHPNQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,04 Night Party&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8223147508524490880?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8223147508524490880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081204-2124-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8223147508524490880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8223147508524490880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081204-2124-pic.html' title='2008,12,04 - 21:24; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2833506181877528208</id><published>2008-12-03T22:30:00.001+03:00</published><updated>2008-12-06T23:45:50.767+03:00</updated><title type='text'>2008,12,03 - 22:30</title><content type='html'>I już prawię śpię, ale ostatkiem sił moje palce jakoś tak dziwnie skaczą po klawiszach, że powstają z tego słowa, zdania i takie tam gramatyczne rzeczy… Już dawno nie było prądu, dlatego mogę szaleć z energią… Dziś cały dzień był prawie pochmurny, słońce tylko na chwilę wyszło popołudniu, jakby pora deszczowa była, ale podobno burze się także zdarzają w porze suchej… Dziś zaraz po śniadaniu mieliśmy spotkanie staffu odnośnie chłopaków chłopaków klasy 7, którzy właśnie skończyli podstawówkę, przez 3,5 godz. rozmawialiśmy o ich preferencjach i o ewentualnej dalszej edukacji… Po obiedzie ok. 15:30 była cześć druga tego spotkania, ale tym razem z każdym po kolei z 15 chłopaków. Także do 19 godz. tam siedzieliśmy prawie… Już ok. 5 byłem zmęczony tym, także samo siedzenie w jednym miejscu przez cały dzień to bardzo męczące, więc albo mnie nosiło i chciałem się ruszać, albo przysypiałem. Chłopaki najczęściej nie wiedzieli albo nie byli pewni, co mogą w życiu robić, dlatego bardzo ciężko było nam wybrać wspólnie dla niego coś dobrego. Postanowiliśmy, że 5 zdolniejszych pójdzie do szkoły średniej, a 10 do zawodówki (szkoły technicznej tutaj). Na słówku z wujków byłem sam razem ze studentem Czarsem i tak spontanicznie zacząłem im mówić o przyszłości, aby zaczęli już myśleć o niej teraz i że aby wierzyli w sobie marzenia, aby zostali dobrymi marzycielami, a przez to dobrymi ludźmi w przyszłości. Powiedziałem im także o sobie, o tym, że nieustannie marzyłem i marzę oraz że moje marzenia się spełniają, choćby to, że jestem w Afryce, daleko, daleko od domu i mogę być w nimi tutaj i robić coś Mocnego. Także słowa Jana Bosco zabrzmiały „Chodźcie tak, aby wasze stopy stąpały po Ziemi, a Sercem mieszkajcie w Niebie”. Nie wiem jak to się stało, ale wiedziałem, że dotarłem do ich Serc, to się czuje, wiedzieli, że mówię to szczerze i dla ich dobra. Po Słówku włączyłem im film, dziś Indiana Jonem cz. 2. Ja nie oglądałem filmu, ale czas te dobrze spożytkowałem, moje granie na keyboardzie ulepszałem, bo dawno nie brzdąkałem. Akurat wróciłem na koniec filmu i stojąc przy drzwiach od Kaplicy, gdzie chłopaki wychodzili, widziałem radość w ich oczach. Co 15sty z nich powiedział „Dziękuję wujku” lub „Dobranoc”. Szybko poskładałem sprzęt i przeszedłem się po pokojach i tak mnie radość wypełnia… jak ja się cieszę, że mogę tutaj być… dawać coś i brać coś ze sobą, co na pewno przyda mi się mojej dalszej podróży przez Świat… Świat Piękny, Mocny i Dobry…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chodźcie tak, aby wasze stopy stąpały po Ziemi, a Sercem mieszkajcie w Niebie” św. Jan Bosko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niech Twoje Marzenia stąpają po Ziemi, ale ich Owoc niech mieszka już w Niebie” Przemek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2833506181877528208?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2833506181877528208/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081203-2230.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2833506181877528208'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2833506181877528208'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081203-2230.html' title='2008,12,03 - 22:30'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3007817875321936349</id><published>2008-12-02T23:21:00.002+03:00</published><updated>2009-03-10T09:46:04.380+03:00</updated><title type='text'>2008,12,02 - 23:21; (Pic)</title><content type='html'>Ja tylko tak na chwilę, bo rano trza znów wstać wcześnie… Dziś piękny słoneczny dzień, podobno w Polsce pada, dlatego dobrze, że tu jestem, ale także trochę tęsknię za nie co ochłodzeniem, np. teraz nawet nocą kiedy tak sobie siedzę, także jest gorąco, także nie jedna kropla potu ze mnie spływa, ale dobrze przed snem jeszcze zimny prysznic, ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słucham sobie Maleo Reggae Rockers… to są hardcorowcy… bardzo ich lubię… Dziś dzionek dobrze minął. Rano posiedziałem w bibliotece, zrobiłem kilka spraw, nawet anglika się trochę pouczyłem, już coraz łatwiej się posługuję tym językiem, że nawet jak coś powiem, to potem myślę, czy ja to powiedziałem po polsku czy po angielsku, tak mi sprawnie idzie, ale jak się czasem zatnę to stoję i nic… Po obiedzie pograliśmy trochę na instrumentach.. Chłopaki to są tacy, że po obiedzie to by tylko TV chcieliby oglądać, młodsi grali w piłkę, a 80% przed 21 calowym TV. Jak powiedziałem, że idziemy grać to kilku przyszło i nawet pograliśmy, Daniel na basie, dziś pierwszy raz zagrał w życiu jakąś piosenkę, Ivan na keyboard, Jonson na gitarze i ja też. W sumie nie potrzebujemy amplifajera na taką naukę grania, bo wszystko jest niezależne. Powiem, wam szczerze, że zmęczony teraz jestem… nie wiem czy te zdania dobrze układam… Potem pobiegłem ok. 5tej pograć w piłkę, ale dziś coś ciężko mi szło, piłka nie chciała się mnie trzymać coś. Wieczorem po kolacji poszliśmy grać w takie gry integracyjne, ale mówię wam, było im tak ciężko cokolwiek wytłumaczyć, przy tej wrzawie ok. 60 chłopaków. Ale pograliśmy jakoś w „Siadanie na krzesłach wkoło”, „W tańczenie jak jednego krzesła brakuje” i w „Łapki” na koniec. Czas zleciał bardzo szybko. Miały być ciasteczka dla zwycięzców, ale nie dałem nikomu, bo w pewnym momencie, chęć zabawy zamieniła się w walkę o zwycięstwo, ale takie, które nie powinno mieć miejsca, bo często chłopaki nie potrafią przegrywać, po prostu inni ich odpychają na siłę i często się obrażają na wszystkich. Ja w niektórych momentach patrzyłem na to bezradnie. Naprawdę ciężko pograć w coś konkretnego, kiedy to 60ciu rozszalałych młodych chłopaków krzyczy i robi tyle różnych rzeczy, dobrze że starsi pilnowali porządku, szczególnie Mike i Jonson. Pod koniec przerodziło się w to krótką dyskotekę, dlatego miło było. Mimo wszystko wyszli wszyscy zadowoleni i radośni, ale mi się nie podobało, że czasem zapominali, że to tylko zabawa. Spoko… Nad tym muszę popracować, aby im pokazać, jak się z godnością przegrywa, bo to tylko gra. Przegrywać z godnością, ale się nie poddawać, nigdy. Już północ… spadam spać… tylko wam fotki załaduję i już…  dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081202WieczorneGryIZabawyWKaplicy?authkey=Gv1sRgCKXj6dvt8qGaeA&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,02 Wieczorne gry i zabawy w kaplicy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3007817875321936349?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3007817875321936349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081202-2321.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3007817875321936349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3007817875321936349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081202-2321.html' title='2008,12,02 - 23:21; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1968938258974809324</id><published>2008-12-01T22:51:00.003+03:00</published><updated>2009-03-10T09:45:23.729+03:00</updated><title type='text'>2008,12,01 - 22:51; (Pic)</title><content type='html'>Ale… mamy już grudzień, tutaj naprawdę trudno w to uwierzyć… Jak dziś cały dzień biegałem w krótkich spodenkach, może tylko na chwilę popołudniu się zachmurzyło, ale czad… Coś afrykańskiego… Dziś dzień był dla mnie dosyć ciężki, ale tylko ja wiem dlaczego, ale mam nadzieję, że jutro będzie lepiej… bo kto idzie z nadzieją to dojdzie do celu. Ja mam tą nadzieję, ale trzeba nieustannie wpatrywać się w cel, do którego się dąży, bo czasem można sobie nogi połamać w tym wszystkim… &lt;br /&gt;Dziś wstałem dosyć późno, nie obejrzałem Słońca jak wychodziło z porannej kosmicznej toalety, także jak wyczołgałem się z mojego ziemskiego pokoju, Słońce było już ubrane w piękne, złote promienie… ale fajnie wyszło… taka anegnotka dla dzieci poniżej 40 lat  Dziś zaraz po porannej odprawie, chłopaki zabrali się za pracę, dziś gwoździem programu, było masowe mycie okien. Ja jakoś tak w Chapel dziś rezydowałem pracując na kompie, a kilku chłopaków rysowało… potem po obiedzie jakoś tak nic konkretnego nie zrobiliśmy, ale dobrze minął ten czas… Dziś także ułożyłem nowy plan zajęć w tygodniu i wyłożyłem go na tablicę ogłoszeń naszą, mam nadzieję, że wiele z tych zajęć nam wyjdzie. Na słówku na dobranoc zapytałem, czy ktoś nie widział mojej koszulki, której wczoraj zostawiłem koło boiska i kiedy powiedziałem, że to koszulka od mojej byłem dziewczyny to odezwała się setka okrzyków i gwizdów, a jak podkreśliłem, że to moja była dziewczyna to jeszcze bardziej gwizdali, no ale cóż, tak to może tutaj jest, no nic, koszulka jak na razie nie wróciła. Potem ok. 20 puściłem im pierwszą część Indiany Jonem, tak w tym tygodniu obejrzymy 4 części… niestety ja tej dzisiejszej nie widziałem, bo kiedy poszedłem na kolacje do dajning room, to przyjechali goście, ksiądz z Kamuli w tymi dwoma amerykankami co wtedy i tak po kolacji z nimi sobie pogadałem, że zleciał cały film, trochę opowiedziały o USA, o Ohio i że mają farmę z końmi i że pięknie tam, to ja im też o Lipianach i o wielu innych rzeczach… Ok. 22:15 jakoś się film skończył i chłopaki poszli spać, teraz już śpią prawie, a ja sobie piszę, ale zaraz uciekam spać, bo jutro muszę być wreszcie wypoczęty… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dziś także postaram się regularnie umieszczać fotki na blogu, będzie to w formie linku na końcu postu do mojego albumu na Picasa Web Albums… Tylko klikniecie, włączyć pokaz slajdów łubu du możecie oglądać, a te z wcześniejszych dni postaram się w miarę czasu wypełnić. Jak rozpoznać, że na danym poście są fotki?? Do tytułu postu będę podawał końcówkę „Pic” – co oznacza Pictures. Mam nadzieję, że szybko załapiecie… Dobranoc… jutro nas czeka kolejny piękny dzionek &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081201TakiDzie?authkey=Gv1sRgCMTZjpLq_vvNLw&amp;feat=directlink"&gt;2008,12,01 Taki dzień&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1968938258974809324?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1968938258974809324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081201-2251-pic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1968938258974809324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1968938258974809324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081201-2251-pic.html' title='2008,12,01 - 22:51; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7283758734949153947</id><published>2008-11-30T22:04:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:42:10.784+03:00</updated><title type='text'>2008,11,30 - 22:04</title><content type='html'>Dziś Andrzejki… Tutaj w Afryce się nie obchodzi, oni po prostu bawią się przez cały rok, albo to może tylko tak wygląda… Słucham sobie piosenki „Czekając na miłość…” Harlemu.. Kojarzy mi się ta piosenka, skończyła się już, ale kojarzy mi się jak rano na Świcie w Poznaniu w zimowy, mroźny, słoneczny poranek pędziłem na tramwaj do szkoły i tak od tego kawałka aż chciało się do nieba skakać… To mój był piękny, pokręcony poznański czas… Myśląc o was - Eskimosach, którzy właśnie imprezujecie polewając wosk i nie tylko, w ramach integracji międzykulturowej, właśnie sobie piję piwko z Nilu, trochę gorsze niż nasz Żywiec, ale równie piwne… Wir za was… ugl ugl ugl… oooo jak dobrze…&lt;br /&gt;Dziś już adwent się także zaczął… Dzień mi minął tak dziwnie… W ogóle oczywiście cały dzień słoneczko, ze 27 C w cieniu i tak fajnie wiecznie, normalnie raj na Ziemi :) Zaraz idę powiedzieć chłopakom dobranoc, a póki co to piszę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano po Mszy jeszcze nie było prądu, ale… już nawet nie pamiętam, co było dziś, chyba jestem bardzo zmęczony… Tak trochę przygotowałem gier takich zespołowych na ten tydzień… na obiedzie prąd wrócił, ale jak się załączyliśmy z Jazz-Bandem to się okazało, że znów amplifajer znów nie działa… Ja już nie wiem… coś zawsze jest nie tak z tym Jazz-Bandem, trzeba będzie podjąć konkretne kroki co to tej grupy muzycznej, bo nic z tego jak dotychczas prawie nie wyszło… Ale my się tym zajmiemy… Potrzebujemy tylko czasu… Tak… Potem trochę odpocząłem, podobno w tych warunkach klimatycznych jest to wskazane, z czego się bardzo cieszę, bo po tym jak się przekimam ze 30 min. po obiedzie to naprawdę funkcjonuję lepiej wieczorem… Potem to i tamto i tak ok. 5 poszedłem w piłkę grać. Dziś graliśmy ok. 8 na 8 i gra była o wiele ciekawsza, nie było takiej kopaniny, jak zawsze, bo nasze boisko jest niepełnowymiarowe jak 100 metrowe, ale ma ok. 70 metrów. Dziś jak grałem to taką polewkę chłopaki ze mnie mieli, bo walczyłem jak mogłem o piłkę, że nie raz wylądowałem na trawie, muszę być szybszy, by ich dogonić i obkiwać. Ja przy tym powietrzu chyba szybciej się męczę niż oni, ale to nie wymówka… chcę dogonić, chcę grać jak oni, chcę grać lepiej… jestem w stanie to zrobić… ahhhh… ja jestem pokręcony, ale tak lubię… piwko mi się kończy… Aby ta chwila piwka trwała dłużej, idę po pokojach się przejść… Poczekacie… wy natomiast możecie w tym momencie, np. do toalety wyjść, albo pójść do kuchni, bo mama właśnie sernik upiekła i po cichu możecie kawałek zabrać, dla mnie także… Ok. idę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22:43&lt;br /&gt;I już jestem… Większość jeszcze ogląda TV, ale uncle Don ma dziś klucz do TV Roomu, także niech łobuzy oglądają… wieczorem zrobiłem chłopakom karaoke na dużym ekranie, ale nie miałem zbyt wiele piosenek angielskich, dlatego nie wiele z nich znali, dlatego trochę to karaoke to nie wypał był… ale przynajmniej kilka osób się dobrze bawiło… Muszę pościągać afrykańskie songi, szczególnie Bobiego Wayna, bo za nim uwielbiają… Poszedłem na kolacje ok. 21:30, co prawda była kolacje już zimna, ale kawałem byczka dorwałem, bardzo smaczne mięso… A potem piwko i tak zakotwiczyłem w moim pokoju, bo kolejnym dniu… Dziś sobie pomyślałem, że Afryka to taki sen… piękny sen… no właśnie… poczekajcie idę zagrać piosenkę do Gwiazd…. Poczekajcie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23:01&lt;br /&gt;Już zawyłem do Gwiazd i pogoniłem spać niedobitków po filmie, bo jeszcze czorty mi tu krzyczą po nocach… Dziś Alek mi przypomniał, że powinienem szukać talentów w chłopakach… chyba zapomniałem o tym… robię wiele rzeczy, staram się, przygotowywuję, ale czasem w tym wszystkim gubię to co najważniejsze… to nie jest dobrze… muszę pamiętać, że najważniejsi są tu chłopaki i spotkania z nimi… spotkanie z drugim człowiekiem… aby móc być wrażliwym i wzruszyć się jak ten Samarytanin i by móc widzieć co jest poranione i mieć Moc, by móc mu opatrzeć rany… i zabrać go w bezpieczne Gospody… Nie mogę o tym zapomnieć, nie mogę… dobrej nocy… życzę także wam, abyście byli w stanie się wzruszać, ale tak prawdziwie, aby codziennie widzieć krzywdę ludzką, smutek i ból kogoś, cierpienie i by mieć Moc, aby pomóc, aby iść przez Świat patrząc jak Samarytanin… chciałbym go kiedyś spotkać i powiedzieć do niego: „Chciałbym być taki jak Ty, pokazuj mi jak walczyć… jak zwyciężyć…”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7283758734949153947?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7283758734949153947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081130-2204.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7283758734949153947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7283758734949153947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081130-2204.html' title='2008,11,30 - 22:04'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2260052578296458179</id><published>2008-11-30T00:01:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:41:52.385+03:00</updated><title type='text'>2008,11,30 - 00:01; (Pic)</title><content type='html'>Akurat północ, ale jeszcze we mnie połowa dnia 29 listopada… Dzisiaj extrymalnie… nie ma prądu, na baterii zostało mi jakieś 50 min, a jakiś wariat podobno ścinając drzewa zerwał nasze linie elektryczne koło transformatora, także może piszę do was ostatni raz na długi czas, także możecie się czuć zaszczyceni, że resztę mojej energii elektrycznej poświęcam Wam i mojemu Blogu, dzięki, że czytacie… a wiedzie, że dzięki lekturze Bloga, ta moja mała-wielka misja staję się również waszą…wspólnie możemy czynić dobro, póki mamy czas, energię i szansę… po kiedyś obudzisz się i naprawdę będzie już za późno… za późno na podanie szklanki wody drugiemu człowiekowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak mi minął dzionek… dziwnie trochę, ale piękny był i na pewno przybliżył on mnie do Życia…  Rano nie wstałem by pogadać z Przyjacielem, za późno się położyłem spać poprzedniej nocy, wstałem na Msze, potem pyszne śniadanie. Od kilku dni jadem polską kaszę manne, także śmiechy są podczas śniadanie, że ho ho, tym bardziej, że „Mana” w Luganda oznacza intymne narządy rozrodcze kobiety, że tak biologicznie się wyraże  Potem próbowałem zrobić kompa księdza z Bombo, Jeana, bo mnie prosił, to już prawie mi się udało, dziś zabrałem nawet kompa do naszej biblioteki, kiedy to nie wielu chłopaków czytało, ja załatwiałem wciąż zaległe sprawy, ja chyba już nigdy nie powiem, że się nudzę, mam tyle zajęć, pracy, pomysłów, na wolny czas… Także szybko mi czas minął do obiadu. Przyjechali także jacyś amerykańskie dwie kobiety, matka z córką z Ohio, ale oni mają akcent, taki z USA. Także pogadaliśmy chwilę na obiedzie… Potem zrobiłem zajęcia gry na gitarze, Jazz-Bandu próby znów nie było, bo to przez to zwalone drzewo na linie… a ja jaj… a to czorty… &lt;br /&gt;Może się jutro po Mszy niedzielnej uda… Te zajęcia gitarowe to nawet dobrze poszły, także ten mój system dobrej nauki nie jest aż taki zły… Ok. 5tej poszliśmy grać w piłkę, w ogóle Alek przyjechał z jakimś kolegą z Bułgarii, co razem pracują, spoko koleś, bardzo światowy, ale trudne ma imię i nie wiem jak brzmi nawet… Mecz nie był dla mnie zbyt zaspokajający moje potrzeby psychiczno-sportowo-bramkowe, ale przynajmniej pobiegałem trochę i się odprężyłem, ale nie lubię tego słowa „odprężyć” – a co my jakieś sprężyny jesteśmy czy jak… Po słówku na dobranoc tak po prostu posiedzieliśmy z chłopakami na patio i pogadaliśmy. Czasem dobrze, że tego prądu nie ma, jest okazja by pogadać, a nad nami był sufit z gwiazd miliona, ale czad, coś pięknego, wpadnijcie kiedyś, tu gwiazdozbiory są inne niż u nas… Widać wyraźnie Drogę Mleczną na nocnym niebie i takie tam świecące rzeczy  Także dziś wielu chłopaków wróciło z Kamuli ze szkół średnich i za studiów do domu na wakacje. Jak zapytałem Fathera, czy to są dzieciaki co przyjeżdżają tu na wakacje odpocząć, odpowiedział: „To są nasze dzieci! Wracają to swego domu.” To prawda, ja czasem o tym zapominam, że często jedynym domem dla nich to CALM, gdzie nawet jako dorośli mogą wrócić, to miejsce jest wyjątkowe, dzieją się tu mniejsze, większe cuda… Po kolacji pijąc tutejsze nilowe piwko pogadałem sobie z Alkiem i Czarsem, studentem co do domu wrócił na wakacje i Fatherem… Cieszę się, że Alek znów przyjechał, chłopaki ze nim przepadają… przynajmniej część z nich jak widziałem… Dobry człowiek ten Alek… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co na koniec? Jutro nowy dzień, a dziś jeszcze szczególnie myślę o starości, przypominając sobie swoje doświadczenia pomocy i przebywania ze starszymi ludźmi, oraz moje zajęcia z gerontologii, których słuchałem z ciekawością… Jak to jest być starym, jak być szczęśliwym na starość i jak odkrywać piękno w starości. Jak to zrobić, aby pewnego dnia mając dzieciąt lat, obudzić się rano i pomyśleć z radością… „Tak, udało się… Przeżyłem, Zwyciężyłem, Pokochałem… ” Trzy piękne czasowniki, niech one będą programem tego co mnie czeka w życiu, tylko ja wiem co one do końca znaczą dla mnie…. A ja jaj… ale ja jestem pokręcony… Życie jest piękne… Dobranoc eskimosy… Uważajcie byście się na śniegu się nie poślizgnęli jutro, bo ja mogę tylko się poślizgnąć na skórce od banana… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081128SprzTanieTakieZwykE?authkey=Gv1sRgCL_rs8PKlIKMSA&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,28 Sprzątanie takie zwykłe&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2260052578296458179?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2260052578296458179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081130-0001.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2260052578296458179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2260052578296458179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081130-0001.html' title='2008,11,30 - 00:01; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5346046007231488318</id><published>2008-11-27T00:13:00.001+03:00</published><updated>2009-03-10T09:41:03.324+03:00</updated><title type='text'>2008,11,27 - 00:13</title><content type='html'>Już po północy… ja jak zwykle powinienem już spać a piszę… Jak minął dzionek… a tak słonecznie… Przed chwilą prąd wyłączyli i już miałem wyłączać kompa, bo i zmęczony jestem, ale myślę sobie… przecież oni czekają… a co tam w życiu są piękne tylko chwilę… wyśpimy się w Niebie, a póki żyjemy to trza korzystać (rano będę żałował tych słów, ale póki co mamy noc i Serce pełne wrażeń)… Tak dziś pierwszy dzień wakacji… Wstałem oszołomiony trochę, bo spałem tylko ze 4 godziny, ale wstałem… spóźniłem się na Mszę ze 20 min… Po śniadaniu poszedłem przygotowywać aktywności tego dnia, a chłopaki jak na początku wakacji robili generalne porządki w pokojach… wszystkie materacy i skrzynki na zewnątrz i takie tam… Jakoś przed 10 godz. była już u nas Ania – taka wolontariuszka jak ja, mamy podobne zadania, tylko, że Ania jest w Bombo-Namiliga, a ja tutaj (tutej dla poznaniaków) w Namugongo… Oprowadziłem gościa po naszej Misji i tak sobie pomyślałem, że niektóre miejsca odwiedzam tylko jak pokazuję komuś, a nie korzystam z tej radości na co dzień... Ok. 11 miała być próba Jazz-Band, ale połowa muzyków naszych miała pracę w ogrodzie, także przez ten czas naprawiałem kompa Ani, prawie się udało, jeszcze jutro dopracuję i gicior będzie… Na obiad kawałki byka jedliśmy, bardzo dobre mięso, dające podobno wielką siłę… Po obiedzie razem z Anią zabraliśmy chłopaków i porysowaliśmy trochę, przygotowując materiały na gazetkę. Szybko to zleciało, ten czas. Ok. 5tej miałem pograć w piłkę, już prawie miałem swoje magiczne buty do strzelania goli i realizacji mojej piłkarskiej kariery na ziemi afrykańskiej, ale poszliśmy z Anią na spacer po wiosce… Rozmawialiśmy także, w czym leży problem w Afryce i jak go można rozwiązać… ciężka sprawa, mówię wam, to jest naprawdę skomplikowane. Akurat wróciliśmy na czas mycia chłopaków, jeszcze tylko Ivan Samanta zrobił nam krótki pokaz swojej akrobatyki, mówię wam, jest tu najlepszy w te klocki…Słówko na dobranoc trwało jakoś długo, bo każdy w wujków dorzucił swoje 5 szylingów ugandyjskich. Po słówku zaproponowałem jakieś gry, zabawy, przecież nie będziemy codziennie oglądać filmu, ale oni pobiegli na kolacje, po słówku wrócili do naszej kaplicy, ale definitywnie domagali się filmu, nawet nie chcieli mi dojść do głosu, także sobie dałem spokój. Włączyliśmy afrykańskie songi na głośniki a ja pokazałem grupce chłopców swoją starą sztuczkę karcianą, potem tak po prostu zacząłem tańczyć, gdzie już kilku tańczyło… Mówię wam… 5 min. Później nasze niedojszłę kino zamieniło się w dyskotekę, ale czad był… Przyciągnąłem po kilku piosenkach Anię, która właśnie skończyła kolacje i razem potańczyliśmy, po czym nasza Ania była rozchwytywana przez chłopaków, jako jedyna dziewczyna na sali, ale pięknie było… tańczyłem tyle stylów mojego pokręconego tańca, że tego nie ogarniam… wszystkich ogarnęło lekkie wariactwo, także fajnie było. Po godzince wróciliśmy z Anią do Dajning Room, ja zjadłem wreszcie kolacje i wypiłem sobie piwko, razem z Fatherem, a Ania winko piła sobie… Ok. 22:30 obchód po pokojach razem z Anią był, ale nie wielu łobuzów było, wszyscy oglądali film w TV Room, tylko jakieś niedobitki jeszcze tańcowali… Dziś im pozwoliłem, żeby obejrzeli film do końca, bo taki przygodowy jakiś był… Ok. 11 kiedy już wszyscy poszli spać, a ja z Anią i kilkoma chłopakami pograliśmy na gitarce, a do Gwiazd poleciały słowa polskich piosenek… piękne chwile… klawo… Hey, Dżem, Rotary, Lady Punk i takie tam… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro 3 miesiące jak tu przybyłem… czas to zagadka… ale „jaki był to dzień? Co darował, co wziął? Czy był tylko nadzieją, a może spełnionym Snem”…&lt;br /&gt;Dobranoc Łosie Malinowe…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5346046007231488318?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5346046007231488318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081127-0013.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5346046007231488318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5346046007231488318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/12/20081127-0013.html' title='2008,11,27 - 00:13'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7004370780111193160</id><published>2008-11-25T22:37:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:40:39.707+03:00</updated><title type='text'>2008,11,25 - 22:37; (Pic)</title><content type='html'>Już niektórzy z Was pewnie myśleli, że zaniechałem pisania do Was… ale nie, nie… ja się nie poddaję… czasem mam tylko trochę cięższe dni jeśli chodzi o mój wolny czas… sobie siedzę w moim małym afrykańskim pokoju i tak piszę do Was… tak… dziś prąd jest także mam nawet lampkę świecącą… Nieco zmęczony jestem po całym dniu, ale jakoś mam takiego powera i nie wiem, gdzie on mnie jeszcze dziś poprowadzi, ale aż chce się żyć… i czynić wiele rzeczy… może to przez 4-minutowy film o chłopakach naszych co Renia nagrała, zmontowała i przysłała do nas do CALM… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dzionek minął?? Dziś wyjątkowy, bo chłopaki udali się ostatni raz do szkoły, jutro już wakacje, ten najdłuższe, bo aż do początku lutego, także cieszę się, że będę mógł wiele zrobić, kiedy są oni dostępni prawie przez cały dzień, ale pewnie na tym mój sen trochę ucierpi, bo wiele czasu to wszystko kosztuje, przygotowania i takie tam… dopiero tutaj, pracując jako wychowawca odczuwam, że bycie dobrym wychowawcą, dobrym wujkiem, to naprawdę sztuka, a chłopcy wychowankowie to prawdziwy porcelanowy materiał, który szybko można popsuć, stłuc i bardzo ciężko go później pozbierać… ale dziwne porównanie… Przemek wymyśl coś bliższego sobie… Tak… wychowankowie są jak perły, w których, ja wychowawca muszę i chce odnaleźć prawdziwą wartość, skarb, siłę, piękno i dobro… są jak perły, które nie mogę pozwolić by zatopiły się znowu w morzu… chyba tak… piękne słowa.. porównanie, metafora?? Czy realna… Sam nie wiem, ale mocno wierzę, że tak… Trzeba być szaleńcem… Ja jestem pokręcony… a ja jaj…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj… to jak mi dzionek minął… taaaaaakie Słoneczko rano było, aż chciało się przeżyć ten dzień, choć w nocy spałem mniej niż 5 godzin, nie pytajcie dlaczego… Coś pięknego… rozmawiać o poranku z Przyjacielem kiedy to pierwsze ciepłe promienie ogrzewają ci twarz i zamykasz oczy, bo tak mocno świeci… ale mimo to Przyjaciela słychać i On cię słucha… jest przecież obok… Leci teraz Jana Pawła II, Abba Pater album, jak w różnych językach papież woła do narodów Świata, aby zapalić w nich Światło Miłości… ściągnijcie sobie ten album, coś Mocnego… Po śniadaniu, a jak zwykle pyszne było, miałem jak zwykle wiele spraw, ale jakoś się udało niektóre zrobić… Po obiedzie, już większość chłopaków wróciło z budy… (oficjalnie to nie mają jeszcze zakończenia roku, który jest na początku grudnia, ale po egzemach już się praktycznie nie uczą, dlatego postanowiliśmy, aby lepiej siedzieli w domu, pracując i aktywnie odpoczywając…) dlatego popołudniem wziąłem gitary i keyboard i pouczyłem trochę grać, ale nie wielu przyszło, byli chyba padnięci i siedzieli biernie przed TV. Ten przyszedł na chwilę, to zaraz poszedł, następny przyszedł, ale coś tam kilku wpadło do ucha… Po południu poszedłem do Kiry z Ivanem Lukają (25 min w jedną stronę), bo musiałem coś tam kupić… Po drodze znalazł się Ema i Mark, nie wiem skąd… sami swoi… niestety nie zdążyłem, aby pograć w football, ale za to pograłem na gitarce… Po słówku puściłem film, dziś „Wehikuł Czasu” – nawet fajny, taki przygodowy film a potem wspomniany krótki film od Reni… mam kilka tych filmów, ale każdego tygodnia puszczam jeden… i tak minął mi dzionek… może nic szczególnego, a może coś się zmieniło, nie wiem… ale jedno jest pewne… odchodząc przed momentem pokoje, zauważyłem, jak mały Patrick czyni znak Krzyża św. w łóżku przed snem… Wtedy taka myśl mi wpadła… „Przecież oni są wszyscy w rękach Bożych”, to On przecież zamyka, jak najczulszy Ojciec oczy tym, których mijający dzień pochłonął siły, to On przecież z troską przytula tego, który koszmarem zbudzony, odczuwa lęk, to On przecież cieszy się i raduje, przyglądając się jak jego dziecko rankiem ziewa przebudzone wpadającymi promykami nowego dnia… I łza Jemu staje w oku, kiedy jego dziecko rano pierwsze, co powie: „Bądź ze mną Tato, przez cały dzień, mocno mnie trzymaj za rękę i już nigdy nie puszczaj”… Dobranoc… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dobrze, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, wierzysz w to tak do końca??… &lt;br /&gt;nad moim biurkiem wisi kartka ze śmiejącym się niemowlakiem i napis: &lt;br /&gt;„W każdym dziecku ukryte jest marzenie Boga”… a ja dopowiem więcej… „Marzenie najlepszego Ojca”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008112325ChOpakiPoMaratonieMTN?authkey=Gv1sRgCMj9koLR8qP0NQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,23-25 Chłopaki po maratonie MTN&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7004370780111193160?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7004370780111193160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081125-2237.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7004370780111193160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7004370780111193160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081125-2237.html' title='2008,11,25 - 22:37; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3585432614713730094</id><published>2008-11-21T23:11:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:39:19.574+03:00</updated><title type='text'>2008,11,21 - 23:11; (Pic)</title><content type='html'>Hmmm… słucham sobie właśnie Dżemu „Sen o Victorii”, a dlaczego?? Bo za oknem świeci właśnie miliony gwaizd… Lubię o nich mówić, one są takie kosmicznie piękne… „O gdyby tak wszyscy ludzie…”, siedzę pod moskitiera razem ze swoim kompem i pisze do Was… nie ma prądu także tyle Wam napiszę, ile mi baterii starczy… Dawno się nie wpisywałem, chyba nie było jeszcze takiej przerwy, ale postaram się poprawić i pisać wam codziennie… Miałem trochę problemów z kompem, ale już jest ok. Poza tym musiałem stoczyć kilka ważnych bitw we mnie, przez ten czas mojej nieobecności na blogu… dobrze, że Wam nie pisałem, potrzebowałem to sam pokonać, ale nie powiem wam, co i jak… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czego by tu zacząć, może od dziś… tak jak zaczynałem tego bloga prawie 3 miesiące temu… Dziś wstałem wcześnie, już ok. 4:30, jakoś się obudziłem, więc wstałem i zacząłem instalować Windows od podstaw, bo że aż takie miałem problemy z kompem… Ah ta pamięć wirtualna… Dziś był piękny dzień, na niebie i moim Sercu takżę… opowiem Wam… chcecie?? O 7 poszedłem na Mszę, nigdy nie opowiadam o niej, więc dziś może… jak wiecie budujemy mały kościół na naszej Misji, mamy już fundamenty… A póki, co to codzienne Msze dla Stafu szczególnie, mamy w pokoiku 3m x 3m, Mieszczą się tak tylko 7 osób, ale dla nas wystarcza… Msza jest po angielsku, także ranne czytanie psalmów pomaga mi w nauce tego coraz prostszego dla mnie języka… Wszyscy siedzimy przez cała Eucharystię, bo nie ma nawet tyle miejsca, prawie tylko siedzimy… A teraz „Autsaider” Dżemu… proszę teraz wszystkich z was, abyście włączyli tą piosenkę… posłuchamy ją razem… coś pięknego… także Msza nasza jest naprawdę wyjątkowa, tylko jak zakręcony Przemko ja czasem o tym zapominam i traktuję ją tylko jako pierwsze ranne wydarzenie w mojej afrykańskiej codziennej Przygodzie… a ja jaj jaaaaaaj… Dziś po Mszy poszedłem pogadać z Przyjaciel, ale Słońce jak dawało czadu, że szybko poszedłem na śniadanie… Dziś na śniadanie jajecznica była. A mówiłem Wam, że afrykańskie kurze jajka mają białe żółtka i chyba są smaczniejsze, a może tylko Przemko taki głodny był… Nie, żartuję… Naprawdę są wyśmienite… jak byście byli w okolicy Kira-Mulawa… zapraszam na jajecznice… Po śniadaniu aż żal było w taką pogodę siedzieć przed kompem, ale miałem zaległe sprawy… także próbowałem zrobić sieć internetową w naszym ofisie, ale tylko prawie mi się udało, a prawie to nie wszystko… a teraz odpalcie Dżemie „Zapal Świeczkę”… chyba piosenki wpływają na to jak piszę… ah ta psychologia człowiecza… Także do obiadu czas mi zleciał… Dziś pojechałem ok. 1 popołudniu do szkoły chłopaków zawieś im lunch i porobić zdjęcia, bo potrzebujemy je chyba do projektu… Także chłopaki mnie odprowadzili po klasach i okolicy, ale mają tak przyjemnie nawet. Możecie zobaczyć na zdjęciach, których jeszcze nie ma, ale niebawem będą… wiem, że obiecuję i nic, ale naprawdę jestem jak zajęty tutaj, że brakuje mi czasu… póki, co niech działa wyobraźnia, a na moim kompcie ACDS do zmniejszania fotek…Dziś mieli także prawie końcowy dzień egzaminów kończących ten rok szkolny i od początku grudnia, chłopaki mają główne wakacje, aż do lutego, dlatego będziemy mogli wiele zrobić przez ten czas  także z nimi zjadłem trochę, tj. porycz… taka kaszka manna po naszemu… ale teraz ktoś z chłopaków kichnął w pokoju obok, że nawet moje słuchawki nie przeszkodziły temu… `Chłopaki już śpią dawno… Po obiedzie się pokręciłęm tu i tam… ok. 3:30 przyjechały siostry pouczyć młodszych chłopaków katechizmu, jak co piątek… Dziś wzięliśmy krzesła i chłopcy uczyli się modlitw i czegoś tam jeszcze w otoczeniu pięknych naszych krzaków i drzew na patio… też z nimi usiadłem, ale tylko studiując angielski trochę z mojego magicznego żółtego słownika tematycznego… Oni i tak gadali po luganda, ale sama ich obecność, tak jakoś dziwnie, dobrze się czułem, chłopaki byli dziwnie spokojniejsi niż zwykle, ale tylko o ociupinkę… fajne słowo… ociupinkę i nawet Word mi go nie podreślił, że błąd… Także godzinkę posiedziałem i już prawie pamiętam 12 czasów angielskich, ale tylko w teorii… teraz praktyka … tak naprawdę to tutaj nie mówi się takim angielskim angielskim, ale takim zafrykanizowanym angielskim, który często jest dziwaczny… W ogóle w tym tygodniu zaprzyjaźniłem się z Ivanem Lookaya… dobrze mieć tu kogoś takiego… Taki szczery dobry chłopak, ma wielkie Serce, chce zostać pilotem, ale ma problem z dłonią, która została przygnieciona gdzieś tam jak był mały. Jednak ma marzenia… to jest ważne by je pielęgnować… na pianinie gra coraz lepiej… A w ogóle jest jednym z najlepszych akrobatów tutaj… Złoty chłopak… bardzo go lubię… Ok. 5 tej poszliśmy grać w piłkę, ale co to był za historyczny mecz?? Tak słońce nam przygrzwało przez cały dzień, że pod koniec dnia się zbuntowało i zawołało burzę, a ta grubo i mokro i pioruniaście zawisła w połowie naszego meczu… Ale gramy dalej… Słuchajcie… robiło się coraz bardziej ślisko… na trawie ślisko, na błocie także… ulewa ulewa, ale gramy dalej… ile to ślizgów było, upadek, ile goli?? Nawet sam kilka strzeliłem  oraz ile zabawy i radości… pamiętam tak jeden z chłopaków powiedział do mnie, był to chyba Saimon „To jest prawdziwa Afryka”… nie miałem nic suchego, nigdy nie grałem wcześniej w takim deszczu i takim błocie, ale czad… i moich butach jak się okazało ćwierć szklanki wody było, prawdziwa zupa… tyle radości… tyle piękna… jak dobrze jest zmoknąć, tak ze szczęścia, że się w wyjątkowym miejscu, z wyjątkowymi chłopakami, pełnymi marzeń, dobra, siły, nadziei i radości mimo wszystko, że nie mają rodzin najczęściej, że jedyną ich rodziną jesteśmy my - CALM (Children and Life Mission): wujkowie, Father, Anti i inni chłopcy… cały zmoknięty wróciłem do pokoju… i co?? Dziś kompałem się w ciepłej wodzie pierwszy raz… a dlaczego? Woda w zbiornikach nagrzewa się przez dzień, a poza tym zziębnięty po ulewie było mi zimnawo nieco, ale nie nie… mamciu nie martw się, jestem zdrowy i dbam o siebie… jest to chyba nawet ulubione pytanie mojej mamy, kiedy gadamy, ale cieszę się, że mam taką dobrą mamę… pamiętam jak byliśmy mali z moimi braćmi, czasami wieczorami mama nam opowiadała jak to kiedyś było, jak to na wsi było, bo mama z Letnina pochodzi, poszukajcie ten małej wioski niedaleko Pyrzyc, tak tak, tam spędziłem ja również wiele swojego dzieciństwa, gdzie kojarzę tam najpiękniejsze jego chwilę… Moja mama się tam wychowała… na pewno gdyby nie ona, to nie byłbym takim człowiekiem jakim jestem, bardzo mi pomogła w moich życiu ukształtować kilka moich dobrych stron… dziękuję Mamciu… pewnie jak to czyta to łeska się jej kręci w oku, ale to też dobrze… mamciu nie płacz… wiesz, że masz pokręconego syna, ale który zawsze powraca do Domu… który jest teraz niby daleko, ale tak naprawdę blisko, kiedy się modlę codziennie za moją rodzinne, wiem że oni są przez to blisko mnie i nie tęsknie… w ogóle piękne miejsce ten Letnin, często już w swoim starszym życiu powracam myślami do tamtych beztroskich lat, tamtych miejsc, sytuacji… Bieganie z kuzynostwem do późnych letnich (a może letnianych) wieczorach, ranna jajecznica „u Daniela” z 8 jajek, i nocne strachy na lachy w tym domu, kopytka u babci w słoneczne popołudnie, piłka, chowany, stodoła, rzeczka, czereśnie, krowy, przyczepa, bizony, grile, kryjówka i żmija.… Ah tylko ci co wiedzą, to teraz się uśmiechają… dzień przed wyjazdem do Warszawy na samolot byłem w Letninie… czas wszystko zmienia, to już nie to co kiedyś, pozostały tylko wspomnienia, a może aż…  pozdrawiam was wszystkich babciu, ciotki, wujki, kuzynostwo i szwagierstwo już… dziękuję za wszystko, za te moje dzieciństwo… nie sposób wszystkich wymienić, ale spróbuję ze stanem obecnym… babcia Lodzia, dziadek Władak, wujkowie: Wiesiek, Piotrek, Tadek, Krzysiek, Robert, Darek; ciotki: Ela, Danusia, Beata, Iwona, Jadzia, Basia; kuzynostwo, uwaga wiele będzie: Daniel, Asia, Wojtek, Kamil, Radek, Damian, Kasia, Mateusz, Agata, Adam, Jasiek, Piotrek, Łukasz, Ania, Paweł… chyba wszyscy, jak kogoś pominąłem, sorki… ale o was wszystkich pamiętam... Chciałbym o każdym z was tutaj napisać, choć trochę, ale zaraz mi komp padnia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po słówku na dobranoc puściłem dla chłopaków film, Father powiedział jako nagroda, za egzaminy. Dziś „Transformers”… chyba najbardziej ciekawy film dla chłopaków, jaki puszczałem, także dziwnie zabrakło prądu idealnie jak już były napisy końcowe, nawet projektor nie zdołał się wyłączyć, ale tu się cuda dzieją… tydzień temu było Tokio Drive, ale ten chyba był ciekawsze, tyle akcji… wystarczy jedno „Dziękuję, wujku Przemeke” po takim filmie i tak się cieszę, że to jest koniec… a teraz siedzę i tak od godziny wam piszę… ale myślę, że jeśli ten Blog ma sprawić choć jedną iskierkę siły, nadziei, radości czy uśmiechu, aby powstać i na nowo odkrywać piękno Życia… to myślę, że warto… choćby tylko dla jednej Osoby… a może aż jednej Osoby…. Osoby jednej z Was… Bo wszyscy jesteście mi drodzy… albo się po prostu nadal tego uczę… aby spotkanie z każdym człowiekiem było dla mnie ucztą, niepowtarzalną chwilą i abym nigdy nie przeszedł obojętnie, obok Drugiego, szczególnie gdy jest poraniony, gdy potrzebuje Przyjaciela… ja chcę się uczyć prawdziwej Przyjaźni, prawdziwej walki o Przyjaźń… Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008111113DzieNiepodlegOCiKampala?authkey=Gv1sRgCM3BgcmgjtimvgE&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,11-13 Dzień Niepodległości, Kampala&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081115SobotniaNaukaGitara?authkey=Gv1sRgCLPs3sDWzq39SQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,15 Sobotnia nauka, gitar&lt;/a&gt;a&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081116NiedzielaRysowanieKaplicyISzkoY?authkey=Gv1sRgCLaP0bHryKK4bQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,16 Niedziela - rysowanie kaplicy i szkoły&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081117PuzzleIWariackieDzieciaki?authkey=Gv1sRgCPPe7YCpvurYRw&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,17 Puzzle i wariackie dzieciaki&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008111920ObrazkiCiuciubabkaIAunty?authkey=Gv1sRgCNK9nd3svMCcKA&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,19-20 Obrazki, ciuciubabka i Aunty&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081121DzieWSzkoleWKira?authkey=Gv1sRgCJTX9KrP0OjiPA&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,21 Dzień w szkole w Kira&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3585432614713730094?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3585432614713730094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081121-2311.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3585432614713730094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3585432614713730094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081121-2311.html' title='2008,11,21 - 23:11; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1499810008470812254</id><published>2008-11-11T21:33:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:35:47.938+03:00</updated><title type='text'>2008,11,11 - 21:33; (Pic)</title><content type='html'>Dziś coś wcześniej piszę… jeszcze pewnie za 20 min. wylecę ze swojego pokoju, by życzyć łobuzom dobrej nocy. Jak minął dzionek dziś?? Nawet fajnie… Nie pisałem wam wczoraj, ale skończyłem tego posta ostatniego ok. 3 w nocy, bo się tak zagadałem na gadulcu… Rano, po 3 godzinach snu przez chwilę tego żałowałem, ale tylko przez chwilę… Jakoś w ciągu dnia odespałem ze 1,5 h - także spoko. Dziś za to postaram się pójść wcześniej… Góra 23, tak będę siedział długo to niech mi ktoś pstryczka w ucho da . Prawie cały dzień pochmurno było, może tylko popołudniu na chwilkę Słońce wyjrzało, a tak to nie chciało, nawet teraz Księżyca nie widać.. Po Mszy i po śniadaniu się przekimałem z godzinkę, po czym wstałem, bo miałem dużo pracy. Także do obiadu czas zleciał… Alek także dziś wrócił do Kampali… Po obiedzie ok. 3-ciej przygotowałem chłopcom młodszym zajęcia takie małe z historii Polski i malowanie godła polskiego oraz mapy kolorowanie. Bardzo im się podobało, także po tym cała nasza tablica ogłoszeń, jest wypełniona rysunkami… Coś tam od czasu do czasu muszę robić związanego z Projektem, ale się staram jak mogę, bo to ważne dla przyszłej współpracy MSZ z nami. Potem jeszcze chwilę pokleiliśmy buty… te buty to chyba niekończąca się opowieść, ale robimy to, bo jest to potrzebne. Potem pobiegłem pograć w piłkę. Fajnie, że chłopaki wczorajsi od siatki dziś już sami grali w siatę, może nie wiele zapamiętali z właściwego odbijania i pozycji, ale grało ich chyba z 10-ciu na jednej połowie, a my tym czasem kopaliśmy w piłkę. Dziś coś ciężko mi się grało, chyba długą przerwę miałem, z 5 dni. Może następnym razem będę miał mocniejszego powera… Na słówku na dobranoc rozdaliśmy im cukierki, coś ostatnio dobrze mają z tymi słodyczami… Na nauce otworzyłem czytelnię i siedziałem tam. Dziś przyszło z 50 chłopaków, trudno było ich uspokoić, ale wiecie, co poskutkowało wreszcie? Powiedziałem, że każdy ma 3 szanse, jak złapię go na gadaniu, po 3 szansach wracasz do kaplicy, gdzie możesz czytać tylko swoje szare zeszyty, zamiast kolorowych książek… I cisza nastała. Potem oczywiście wróciło zamieszanie, ale po takim czasie, że przymrużyłem na to oczy, udając, że tak się zaczytałem w książce. Prawie zawsze ich puszczam z 5 min. wcześniej na kolację, mówiąc, że to nagroda, za to, że byli cicho. Choć prawie nigdy tak nie było, ale to taki mój sposób na wychowawczy… Młody sobie pomyśli „Wcale nie byłem cicho a wujek Przemek mnie pochwalił za ciszę, coś tu nie gra… może spróbuję za następnym razem być cicho to przynajmniej nie oszukam Przemka, który chcę dla mnie dobrze, ale dlaczego on nie widzi jak ja gadam… ja nie wiem, on chyba pokręcony jest trochę, ale dobry z niego wujek bo i buty skleja i w piłę pogra i uśmiechnie się… będę cicho następny razem”… chciałbym, żeby tak myśleli… może się kiedyś uda… Dobrze pędzę pochodzić po pokojach bo już 22 godz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc Łosie Malinowe….  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008111113DzieNiepodlegOCiKampala?authkey=Gv1sRgCM3BgcmgjtimvgE&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,11-13 Dzień Niepodległości, Kampala&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1499810008470812254?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1499810008470812254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081111-2133.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1499810008470812254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1499810008470812254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081111-2133.html' title='2008,11,11 - 21:33; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2312395637400414120</id><published>2008-11-10T23:37:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:34:44.194+03:00</updated><title type='text'>2008,11,10 - 23:37; (Pic)</title><content type='html'>Ha… za niedługo to Dzień Niepodległości będzie, ten polski oczywiście… Widzisz ty Ojczyzno moja, tosz ja cię pamiętam jeszcze i wiem kiedy masz urodziny. Jak zwykle padnięty po całym dniu jestem…&lt;br /&gt;Ale napiszę wam coś… wyśpimy się przecież w Niebie… wszyscy, którzy chcą się tam załapać oczywiście… Co tam mogę napisać… Słuchajcie wczoraj rano tj. w niedzielę wychodzę rano o 6:30 z mojego pokoju a tu nad naszymi drzewami taaaaaaaaaka tęcza przeogromniasta… moja mama zawsze powtarzała mi i moim braciom, że za każdym razem, kiedy w swoim życiu zobaczymy tęczę, to to jest taki znak od Pana Boga, że On nas kocha… niebo było pomarańczowe, tz. chmury z których padał deszcz i wschodzące słońce, które jeszcze było pod chmurami tak to rozświetliło… coś pięknego… nigdy nie widziałem takiego zjawiska… ale nie trwało to długo… na Mszy rano nie byłem, bo mieliśmy ją popołudniu zamiast niedzielnej, bo Father jechał do Bombo tego wieczoru… Także po śniadaniu zająłem się swoimi sprawami. Było nawet zimno, także założyłem nawet bluzę… padał deszcz i było pochmurno. Dopiero ok. 11tej się rozpogodziło… Zorganizowałem chłopakom rysowanie, dziś był tematem „Narysuj jak byś chciał, aby wyglądała Kaplica i Szkoła, którą budujemy”, rysowaliśmy na wielkich blokach. Ośrodek w Wawie potrzebuje tych zdjęć do rozkręcenie Projektu zbierania kasy na tą budowę, także chłopaki się postarali, a przynajmniej większość. I tak do obiadu rysowaliśmy. Alek przyjechał nas odwiedzić (taki ktoś spoko z Polski, co pracuje w organizacjach pozarządowych na rzecz innych ludzi). Tak raz na jakiś czas przyjeżdża do nas. Już od 10 rano nie było prądu i tak przez cały dzień, także nie było próby Jazz-Bandu, ale za to porozmawialiśmy trochę… Wieczorkiem choć podobnie było, jakoś nie grałem w piłkę, poświęciłem swój czas dla kogoś innego i na pewno nie żałuję… Wieczorem na słówku rozdaliśmy chłopakom lizaki, które Alek kupił dla nich. Chłopaki naprawdę lubię go i on także za nimi przepada… Fajnie, że Alek jest. Bardzo go polubiłem tutaj i poznaliśmy się lepiej… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś… piękna pogoda rano, Słońce nas przywitało… po śniadaniu zrobiłem pranie, ale dziś tak mi mozolnie szło… aaa… opowiem wam, co mnie obudziło dziś… śpię sobie i tak ok. 5 rano słyszę jakiś szelest w szafie w moim pokoju… I myślę… pewnie znów jakiś karaluch… może Edmund wrócił z wakacji?? (był na urlopie u przyjaciela w szczelinie u chłopaków pokoju)… ale tak wypatruję z łóżka… a tu?? Myszka…myślę… jak wstanę to ją wykurzę, ale uwierzcie mi, że nie dała mi spać do samej 6:30… Po śniadaniu odsunęliśmy szafę z Alkiem i wykurzyłem ją spod szały… ale zmykała  jednak teraz już jest w domu… u swoich i opowiada mamie Myszy jak to jakiś potwór próbował ją hmmm… Słuchajcie rozmawiam sobie na gg z pewną Karoliną, którą kiedyś poznałem i tak rozmawiamy… ale o czym ?… kiedy ona to czyta teraz to się uśmiecha a jej Serce napełnia się radością… iiihhhh… Do obiadu nie za wiele zrobiłem… po obiedzie przygotowałem trochę tekstów na jutrzejszy Dzień Niepodległości by wywiesić dla chłopaków, trochę o historii Polski… młodszych nie było bo pojechali po żarło do krów… Popołudniu się zachmurzyło i odrobinę popadało, ale jak przestało poszliśmy w siatkę grać, nawet razem z Alkiem im prawie profesjonalny trening zrobiliśmy, akurat ok. 12 chłopaków przyszło… wieczorkiem po słówku poszedłem się przekimać nieco kiedy to łobuzy mieli czytanie i wydawali mniej dźwięków niż normalnie, bo jakoś tak wycieńczony byłem. Potem posiedzieliśmy z Fatherem i Alkiem pogadali my trochę po polskiemu, jak miło… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś tylko jedna wiadomość mnie zasmuciła… Jest podejrzenie, że Cingulungu ma HIV podobnie jak jego nieco starszy brat Bryan, bo chudnie i wysypkę ma. W przeciągu kilku dni pojedziemy z nim na badanie, ale Was wszystkich proszę o modlitwę, aby wynik był dobry…Aż żal serce ściska, dlaczego się tak dzieje… choćby człowiek chciałby się zbuntować, to nie mogę… wszystko w rękach Boga…niech stanie się jak On zaplanował…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech dziś już Mały Książe dokończy rozmowę z Lisem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Róże bardzo się zawstydziły.&lt;br /&gt;- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić&lt;br /&gt;życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz&lt;br /&gt;dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie&lt;br /&gt;podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ&lt;br /&gt;właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których&lt;br /&gt;chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej&lt;br /&gt;milczenia. Ponieważ... jest moją różą.&lt;br /&gt;Powrócił do lisa.&lt;br /&gt;- Żegnaj - powiedział.&lt;br /&gt;- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się&lt;br /&gt;tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.&lt;br /&gt;- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.&lt;br /&gt;- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele&lt;br /&gt;czasu.&lt;br /&gt;- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.&lt;br /&gt;- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć.&lt;br /&gt;Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.&lt;br /&gt;- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko dla tych można poświęcać swoje życie, których „oswoiliśmy” i poświęciliśmy wiele czasu?? Czy nie stać mnie, aby „poświęcić” je dla każdego, ponieważ jest on po prostu człowiekiem… Łatwo powiedzieć, napisać, ale trudno zamienić w prawdę. Jak bardzo Świat zmieniłby się na lepsze, gdyby ludzie „poświęcali” życie dla tych „nieoswojonych”… wyobraź sobie to… coś Pięknego, coś Mocnego… coś Dobrego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego mam tak „poświęcać” się dla „nieoswojonych” ? A może dlatego, że „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”&lt;br /&gt;Ale co jest najważniejsze? Dla twoich oczu… dla twoich rąk… dla twojego Serca… dla twojego Życia… dla oczu, rąk, Serca i Życia tego drugiego człowieka, tego obok… tego „oswojonego” a może i nie… to nie ważne jakiego…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spróbuj wykonać ten krok…Zdobyć się na szaleństwo i odwagę poszukiwań, tego co najważniejsze i pamiętaj, że na pewno jest to niewidoczne dla oczu… Czasu masz tak wiele, szukaj, odnajduj, poznawaj, ucz, doświadczaj, żyj i kochaj… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Czingulungu… jesteś twardy gość… obojętnie, co ci się przydarzy w życiu… i tak wszyscy się spotkamy kiedyś u Studni… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="2008,11,09 Rysowanie kaplicy i szkoły i takie tam niedzielne"&gt;2008,11,09 Rysowanie kaplicy i szkoły i takie tam niedzielne&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2312395637400414120?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2312395637400414120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081110-2337.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2312395637400414120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2312395637400414120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081110-2337.html' title='2008,11,10 - 23:37; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-9029160903514011169</id><published>2008-11-07T22:25:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:33:22.098+03:00</updated><title type='text'>2008,11,07 - 22:25</title><content type='html'>A już miałem nic nie pisać, bo pomyślałem, a co tam się wydarzyło dziś takiego wielkiego. Jednak piszę, bo może Ty coś znajdziesz w tym dniu innego i napiszesz mi o tym… Dziś po głowie mi chodzi wiele osób z Polski, nie wiem, jakoś tak myślę, że jestem już tu dwa miesiące ponad a jeszcze do nich nie napisałem, niektórzy z nich są dla mnie naprawdę ważni. Ale pewien pokręcony pozytywnie ksiądz z Nowogardu – Mareczek, na te wakacje, kiedy to wracałem nocnym pociągiem z całą szczecińską pielgrzymką do Szczecina, tylko ja wysiadałem w Jarocinie i tak ok. 3 rano powiedział mi… „wiesz co Przemo… ja nie muszę do ciebie pisać, ani ty do mnie… wystarczy, że wiem, że jesteś, wystarczy, że widzę twoje opisy na gg  i to mi wystarczy, a czas poświęcam dla tych, którzy tego potrzebują…”, ja chyba też tak mam podobnie… Ja wiem o tym, że mam brata w Warszawie – Jarka i Kubę co ma urodziny dziś a ja nie zdążyłem mu nic napisać, ale zrobię to jutro i o Niesi i Natalii i Madzi i Asi i Ani i nie wiem kogo tam jeszcze… Maćka w Jarocinie i siostrę Darie i siostre we Wrocławiu i pamiętam o Piotrku ze Żmigrodu i o Wojtku z Chojny i o Grześku Koniecznym w Poznania i o Oli z Ostrołęki i o Marcie z Gdyni i o Piotrku ze Skierniewic i o Arczim z Ostrzeszowa i o Dorocie z Kieszkowa i Tomku Motylu ze Szczecina i o Zoli z Ujsoł i o Justynie z Birczy i o Gosi ze Stalowej i o Specjalu i Siemahu z moich Lipian i o Pawle… i o moich kuzynach i kuzynkach i ciotkach i wujkach… i babciach… nie sposób tu wszystkich wymienić i tych co wymieniłem, to nie czujcie się wybrani, po prostu tak mi naszliście na klawiaturę podczas mojego afrykańskiego nalotu na Polskę… Słucham sobie „Mru Mru” Heya… najbardziej podoba mi się fragment „Za oknem minus 5…” a ja myślę, a u mnie 25  nie, żartuję, świetny kawałek… dziś to piękny poranek był, choć trochę chmur było. Dziś stwierdziłem, że muszę pracować nad sobą, bo czasem to taki niecierpliwy jestem, że bym kiedyś kogoś pobił…Ale zostawcie to mi, ja się tym zajmę…Dziś wreszcie skończyłem raport dla MSZ, tak po trochu to go z tydzień pisałem… jutro tylko wyślę i gitara… Popołudniu pograliśmy trochę na instrumentach, na keyboardzie i Johny szybko pojmuje… chyba pianino to dosyć prosty instrument, a może tylko podstawy, chłopcy tak szybko łapią... ok. 5 poszedłem grać w piłkę, ale zaraz po obiedzie padał deszcze, nawet bym rzekł… burza była… i jeszcze takie milutkie błotko było, ale to chłopakom nie przeszkadzało, ślizgali się jak na Woodstocku, dziś grali najmłodsi i ja też z nimi, ale niedługo, bo wpuściłem innego na moją pozycje, bo chciał grać bardzo. Ja sobie na gitarce pograłem i pomyślałem, że ja umiem grać, zawsze wszystkim mówię, że ja brzdękam, ale czasem to nawet sam chcę posłuchać mojego „brzdękania”, zacząłem ponad 5 lat temu i bez pośpiechu powoli się uczyłem. Muszę jeszcze dopracować kilka spraw… pięknie się układa… Na słówku rozdaliśmy z wujkami cukierki od Goś, także słodko i owocowo było wieczorem. Potem nauka… otworzyłem czytelnie dziś… i choć ciężko było uspokoić 70 chłopaków, ale od czasu do czasu była cisza, nie mam jeszcze dobrego sposobu na uciszanie, ale testuję wiele sposobów i chyba najlepiej działa ten na psychikę, a może tak po prostu na szczerość… kiedy to mówię im, że robię to wszystko dla nich i się staram, więc pomóżcie mi, staram się nie używać sztucznie mojego wujkowego autorytetu założonego z góry, ale chciałbym zdobyć zaufanie, respekt i słowo przez innego, coś bliższego Sercu ludzkiemu… myślę, że powoli się udaje… bo jak po kolacji chodzę po pokojach to wszystko jest czadowe… traktują mnie coraz bliżej… dziś ze 30 min gadałem z Johnym oraz innymi i opowiadałem o Polsce, o polskich ludziach, kulturze, armi i takie tam… a oni o swoich klimatach… jest 23:00, u was w Polsce 21:00… idę spać tak po prostu…zwykły, niezwykły dzień… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pamiętaj, że każdy dzień, który mija - przybliża Cię do Życia”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-9029160903514011169?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/9029160903514011169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081107-2225.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9029160903514011169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9029160903514011169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081107-2225.html' title='2008,11,07 - 22:25'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4419795886746895790</id><published>2008-11-05T22:20:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:32:28.421+03:00</updated><title type='text'>2008,11,05 - 22:20; (Pic)</title><content type='html'>Ten dzień, który się kończy na pierwszy rzut mojego oka był taki zwykły i przeciętny, nic przecież wielkiego się nie wydarzyło, a jednak coś chyba zaskoczyło we mnie. Rano jak zwykle wstałem ok. 6:30, poranne spotkania z tymi Osobami, co zawsze, jakieś tam pompki poranne, powiedzenie do chłopaków „Goodluck in school”, poranna Msza, rozmowa z Przyjacielem, śniadanie, moja przedpołudniowa praca przed kompem, dziś mnie znów pochłonął raport dla MSZ, to już ze trzy dni, ale jest to ważne, by rzetelnie go napisać. Nawet poczty nie zdarzyłem wysłać. Po obiedzie poszedłem pouczyć chłopaków podstaw na pianinie, dziś Dżozef (Józek) i Lusisi, który szybko zrezygnował, ale Józek dawał czadu i naprawdę szybko pojmuje i kiedy przyszedł Ivan, już razem graliśmy kilka piosenek… Kilka chwytów a tyle radości przynosi, tym bardziej dla kogoś, kto grał dziś swoją pierwszą piosenkę. I tak nam minęło popołudnie. Nie grałem w piłkę dziś, bo miała być próba Jazz-Bandu, ale większość stwierdziła, że są zmęczeni i nie chcą próby. Coraz bardziej myślę, aby więcej poświęcić czasu i energii, dla chłopców, którzy dopiero się uczą gry na instrumentach, aby mogli stać się w przyszłości Jazz-Bandami , bo oni są o wiele chętniejsi do ćwiczeń niż stary skład. W ogóle popołudniu, co prawda nie padało, ale tak się ponuro na niebie zrobiło, że dobrze, że tak pograliśmy, przynajmniej nam było radośnie  Po słówku, czasem jak jest po luganda to też się cieszę, bo nie staram się zrozumieć, tylko patrzę w gwiazdy i nawet Księżyc, bo u nas są tak słabe światła, że spokojnie można podziwiać kosmiczny nieboskłon. Na nauce otworzyłem dziś czytelnię, a niech mają , nie nie… bardzo lubię, kiedy mają czytanie, wtedy ja także mogę coś w ciszy poczytać… no właśnie ciszy… czym jest cisza… odpowiedź na to pytanie próbowało znaleźć wielu filozofów, podobnie jak ja dzisiaj, bo chłopaki tacy rozbrykani byli, że już od kilku dni nazywam ich „Łobuzy” tudzież do pojedynczego łobuza mówię „Łobuzie”, to takie miłe nazwać kogoś takiego, który jest rozrabiaką, ale ma dobre serce i wtedy ja z taką radością i uśmiechem nazywam go „Łobuzem”. Życzę wam tego fajnego uczucia, że on i ja wiemy, że on jest łobuzem, ale oboje również wiemy, że on ma dobre serce i to jest piękne, tak się dzieje jak już kogoś trochę znasz i wiesz, jaki ktoś jest. Ale czad… tak… to była dygresja filozoficzno-obyczajowa nad słowem „Łobuz”. Także tak głośno byli, że ciężko ich było uspokajać. Słucham sobie Tymoteusza 2TM2,3 jak by ktoś nie wiedział. Ale tylko niektóre ich kawałki lubię, bo w niektórych przesadzają chłopy. Potem kolacja była… Dona malaria złapała, chciałem go wyręczyć rano, ale nie chciał, bo mówi, że jego i tak chłopaki obudzą. W ogóle oni to często mają malarię, w końcu jest to obszar najbardziej ją zagrożony na świecie. Ale ja póki, co to się dogaduję z komarami, mam nadzieję, że będziemy żyć w symbiozie do czerwca. Najwyżej zostawię im trochę krwi w słoiczku w czerwcu (albo na kapselku, tylko nie mówcie im o tym, bo na umowie mam 0,33 litra słoiczek). Także widzicie… taki zwykły dzień, ale jednak jakoś tak inaczej, nie potrafię tego nazwać, ale tak czuję, że już trochę tu zrobiłem i chłopaki moi choć trochę mnie znają, a ja ich, znam… chyba coś dla nich znaczę, bardzo się cieszą kiedy obchodzę wieczorami pokoje, wszędzie mnie zapraszają, chwalą się różnymi sukcesami, a także czasem dzielą się tak po cichu porażkami, które na szczęście tylko rzadko się zdarzają… Teraz leci piosenka „W obliczu aniołów”… lubię tą piosenkę… kojarzy mi się ze szpakowiskiem tegorocznym, kiedy to Piotrek muminek z Lublina grał to i darł się w naszej pielgrzymkowej drodzę… Bardzo was wszystkich pozdrawiam ze szpakowiska i na pewno wybieram się z wami w wakacje 2009 r. do Jasnogórskiej Pani przez całą Polskę. Nie sposób was tu wszystkich wymienić, ale na pewno niektóre bliższe znajomości z wami dały i dają mi wiele. Dzięki Wam… Moi Hipisi…  no nie wiem jak to mogę jeszcze napisać… ten dzień taki naprawdę znaczący mimo wszystko. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mały Książę… starczy ci urlopu… napisz nam, jak tam dalej rozmowa z Lisem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W ten sposób Mały Książę oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis&lt;br /&gt;powiedział:&lt;br /&gt;- Ach, będę płakać!&lt;br /&gt;- To twoja wina - odpowiedział Mały Książę - nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś,&lt;br /&gt;abym cię oswoił...&lt;br /&gt;- Oczywiście - odparł lis.&lt;br /&gt;- Ale będziesz płakać?&lt;br /&gt;- Oczywiście.&lt;br /&gt;- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?&lt;br /&gt;- Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis, a później dorzucił: - Idź&lt;br /&gt;jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy&lt;br /&gt;przyjdziesz pożegnać się ze mną, zrobię ci prezent z pewnej tajemnicy.&lt;br /&gt;Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.&lt;br /&gt;- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział&lt;br /&gt;różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej&lt;br /&gt;lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim&lt;br /&gt;przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ah… Przyjaźń… czym ona jest, ale ten powyższy dialog myślę, że także mówi o Miłości… wielkie słowa… ah boję się je dotykać w tym moim obecnym zmęczeniu dniem, dlatego nie będę wiele pisał… zostawię myślenie o tym Wam… a także sobie…&lt;br /&gt;Ale dlaczego Mały Książę musi opuścić Lisa… czy wierzysz w Przyjaźń, która trwa wiecznie, tak już na zawsze, czy wierzysz w taką Miłość, ale nie taką z telenoweli czy melodramatu, co sobie przysięgają już na zawsze pijąc kolejnego drina. Chodzi mi… o tak prawdziwie na zawsze… Zaprzyjaźnić się, pokochać kogoś poza czas i przestrzeń i nie bać się już śmierci, która może wydawać się rozstaniem, ciemnością, nicością… tak na zawsze… życzę ci, abyś w swoim życiu mógł(a) spotkać choć (a może aż) jedną taką osobę, z którą połączy Cię wieczna Przyjaźń, Miłość… niektórzy myślą, że to moje bujne wyidealizowane słowa, ale ja się nie zgadzam, możecie tak myśleć, ale ja wiem swoje, ja jestem Przemek… ja często lecę w swój Kosmos i dzięki temu wierzę mocno, że tak jest… że istnieje tak Przyjaźń i taka Miłość… Teraz mi wpadła myśl, że pewnie wielu z was, szczególnie tych, co mnie nie wiele znają, że „Jak on może tak wylewać swoje wnętrze na takim blogu?”, wiedzie o co chodzi? Jeśli komuś oddasz swoje perły, czyli coś, co jest najcenniejszego w tobie, a ktoś je podepta, niedoceni, to potem czujesz ból, pustkę i nagość a ja wam powiem więcej…&lt;br /&gt;To, co piszę na Blogu to tylko to, co mogę, to wszystko dla was, aby dzielić się z Wami tym co mnie spotyka, to żebym mógł komuś pomóc, ale uwierzcie lub nie… we mnie są jeszcze pokłady moich Pereł, które są dla najważniejszych Osób w moim małym-wielkim Życiu. Ich nie oddam nigdy… Bo nikt nie wie co we mnie jest, tylko jeden Przyjaciel wie…bo „był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim Przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.”… Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008110306NaukaWieczornaIPopoUdniowyLabirynt?authkey=Gv1sRgCJT0mY_b05D5hwE&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2008,11,03-06 Nauka wieczorna i popołudniowy labirynt&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4419795886746895790?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4419795886746895790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081105-2220.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4419795886746895790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4419795886746895790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081105-2220.html' title='2008,11,05 - 22:20; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-8025987560603045898</id><published>2008-11-03T21:39:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:31:15.185+03:00</updated><title type='text'>2008,11,03 - 21:39; (Pic)</title><content type='html'>Dziś się wpisuję trochę wcześniej niż zwykle… Ten dzień tak ze mnie pobrał energię, że kładę się wcześniej spać, tj. zaraz – mam nadzieję. Jak dzień minął? – dobrze. Nawet deszcz dziś nie padał, choć np. wczoraj było burzowo. Dziś tylko popołudniem trochę grzmiało, ale kropla deszczu nie spadła na Namugongo, a dokładniej Kira Mulawa, jest to część Namugongo – miasteczka rozbitego na wiele km. Ale jak będziecie szukać na Gogle Earth to wpiszcie Namugongo. Właśnie piję coś wzmacniającego, wapń z polopiryną i witaminy, potrzebuję powera. Rano wstałem nawet o 6tej, bo wczoraj o 11 już spałem. Warto czasem położyć się wcześniej, możesz naprawdę wtedy więcej zrobić przez Twój kolejny dzień. Rano można było zobaczyć tylko chłopaków z siódmej klasy, bo dziś mieli egzamin z Anglika i agrokultury kończący podstawówkę, a jutro matma i społeczne nauki. Dlatego reszta chłopców dziś i jutro nie idą do szkoły, co odczułem to dziś  Po śniadaniu usiadłem za kompem by porobić trochę zaległych spraw, sformatować teksty na codzienną Ewangelię, filmy pokopiować i co mnie nagli najbardziej to raport połówkowy dla Ministerstwa polskiego, bo trochę mi pomogli się dostać tutaj i dali dużo pieniędzy dla naszych chłopaków.&lt;br /&gt;Przed obiadem także się ogoliłem, ale tak nietypowo, bo wziąłem jakieś lustro i sprzęt do golenia i zrobiłem to zewnątrz mając kilku kibiców, którzy dzielnie patrzyli jak Muzungu się goli (bo ja nie mam lustra w moim salonach). Obiad był dziś wyjątkowo spice (ostry), Czizo wziął tego sosu tyle, że dwoma szklankami popijał. Po obiedzie puściłem dziś dla chłopaków animowany film „Shark Tale” nie wiem jak po Polskiemu, nawet okna w kaplicy poprzesłaniali kocami, jak chcą to potrafią,… łobuzy... Trochę niektórym nie pasowało, bo oni to by tylko chcieli bijatyki, nie ważne, w jakim języku. Ja także lubię jak walczą, ale to musi być dobry film, a nie jak w sobotę jakaś chińska bijatyka z lat 70tych. W sumie wtedy to mam ze 2 h przerwy, bo nie oglądam z nimi takich filmów, można wtedy spokojnie nawet piwko wypić. Tak ok. 4tej skończyliśmy. Chwilę pokleiliśmy buty, tych co się spóźnili wczoraj sobotę i tak ok. 5tej poszedłem grać w piłkę, już z moją nogą lepiej. Ale co to była za gra?? Dziś dałem czadu… chyba powracam powoli do swojej dawnej formy, kiedy to miałem z 15 lat. Wtedy się grało. Pamiętam – kiwałem wszystko, co się rusza i duchu się cieszyłem, coś pięknego. A wiecie skąd mam to powiedzenie „coś pięknego”? Od takiego Roberta Orszuka z Ostrowa WLKP. Jest niewidomy, ale jeździ po wszystkich festiwalach muzycznych w Polsce śpiewając. Poznałem go w Jarocinie, kilka razy odwiedził mnie nawet w Wawce. I on to zawsze tak mówi „Ah te moja gwiazdeczki, coś pięknego”… i zawsze mówił mi „Ty to Przmeczku to porządny człowieczek jesteś, taki szlachetny i dobry…” zawsze to brałem na półserio, tak pół uśmiechem, pół na powagę. Tak dziś strzeliłem nawet gola, i tylko słyszałem jak na „trybunach” naszych komentowali moją grę, ale w Luganda i śmiali się często i rozumiałem tylko „Przemeke”, bo czasem nawet ryczałem jak jakiś tygrys, potem się dowiedziałem, że mówili o tym, że dziś coś dobrze gram. Jeszcze wam pokaże chłopaki, co potrafię – tak sobie pomyślałem. Naprawdę po tym, jak z nimi grasz i jesteś dobry w tym, mają większy respekt do ciebie. W końcu przydają się na coś, te długotrwałe granie za nastolatka  Ale taki spocony byłem, że pod prysznicem miło było śpiewać „ W życiu piękne są tylko chwilę”. Po słówku mieliśmy już ostatnią lekcję z matmy. Dziś taki wykończony byłem, że chłopaki sami pisali i rozwiązywali, nawet mi pokazywali sposoby na rozwiązywanie zadań, przy czym tyle śmiechu i radości było, że aż chce się patrzyć na takich uczniów. Cieszyłem się tylko, że są przygotowani i bez problemu zdadzą jutro. Po kolacji od razu przyszedłem do pokoju i tak piszę. Dziś sobie pomyślałem, jak bardzo się cieszę, że tutaj jestem, nawet mi się jeszcze nie tęskni za domem, za przyjaciółmi, za znajomymi, za miejscami, za Polską. Tyle się tutaj dzieje każdego dnia, że nie mam czasu tęsknić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008110306NaukaWieczornaIPopoUdniowyLabirynt?authkey=Gv1sRgCJT0mY_b05D5hwE&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,03-06 Nauka wieczorna i popołudniowy labirynt&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-8025987560603045898?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/8025987560603045898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081103-2139.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8025987560603045898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/8025987560603045898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081103-2139.html' title='2008,11,03 - 21:39; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7684769115623575853</id><published>2008-11-02T01:17:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T09:30:15.148+03:00</updated><title type='text'>2008,11,02 - 01:17; (Pic)</title><content type='html'>W sumie jest już drugi, ale dla mnie jeszcze pierwszy, bo jestem przed snem. Jakoś tak wyszło, że dziś piszę tak późno. W Polsce jest teraz 23:19, więc o tej porze, pewnie bym szedł z braćmi na cmentarz rozświetlony świecami. Mamy noc gdzie podobno duchy nawet straszą, ale chyba nie tutaj w Ugandzie. Ludzie mają świadomość, że istnieje takie święto jak Wszystkich Świętych, ale jest tutaj normalny dzień, nie taki inny niż nasz. Może to przez to, że oni nie mają cmentarzy takich zbiorowych. Chowają swoich bliskich koło swojego domu, na ogrodzie i takie tam ciekawe miejsca. Dlatego dziś chyba nie śpię, bo jestem z wami wszystkimi, którzy przemierzają teraz święte, ciemne, tajemnicze i jaśniejące nadzieją cmentarze polskie. Także trzeba pomyśleć dziś o świętych, tych dla nas najważniejszych, ja chyba nawet pomyślałem, mam takich kilku hardcorowców od Pana Boga, takich szaleńców, z których mogę czerpać wzór i uczyć się wielu rzeczy. Myślę, szczególnie o Janie Bosco i Janie Pawle Wielkim i nawat byli do siebie podobni w życiu. Ale spać mnie się chce… Zaraz usną nad tą klawiaturą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle to teraz wrzucam powoli fotki dla was na bloga, także myślę, że jakoś w tym tygodniu wreszcie będziecie mogli oglądać także fotki i czasem mp3. &lt;br /&gt;Jak tam mi minął dzionek? Sobota, także chłopaki w domu. Rano wstałem, dalej nie było prądu. Jak prawie co dzień, poszedłem pogadać z Przyjacielem w ciche miejsce. Na porannej odprawie pokazałem chłopakom, jak pogrupowałem książki w bibliotece. A tak ogólnie to słoneczny dzień był cały, nawet zakończony pięknym nieboskłonem. Także wczoraj wywiesiłem rozgrywki premier leangue na naszej tablicy i chyba znalazłem sposób, jak skutecznie przyciągnąć chłopaków do tablicy, gdzie umieszczam wiele innych rzeczy, wszystkie potrzebne dla nich, od codziennej Ewangelii po ogłoszenia, co robimy w tym tygodniu ciekawego. Po Mszy na śniadaniu się dowiedziałem, że „smaczmanege” (jak to wujkowie mówią na polskie „smacznego”) oznacza w luganda „podrab się po jajkach” czy coś takiego, dlatego uważajcie jak mówicie smacznego w Ugandzie, jak tu przejedziecie oczywiście. Po śniadaniu wszyscy się zabrali za swoje prace. Także dopiero ok. 11tej otworzyłem czytelnie naszą, ale niewielu chłopaków przyszło, bo Nierere zrobił trening footballu, ale to dobrze, bo mogłem spokojnie dokończyć grupować książki z kilkoma chłopcami. Na obiedzie jadłem jakieś pyszne wynalazki, hitem było mięso zapiekane z pyrami, coś smacznego. Popołudniem tu i ówdzie, pograliśmy na różnych instrumentach, mam od dziś mocne postanowienie uczyć się gry na bębnie, Daniel ma być moim nauczycielem, ma ok. 14-lat, ale tak wymiata na bębnach, że ho ho. Także Teniewa i Joshepa pouczyłem grać na gitarze, chyba mam kolejnych uczniów. Po słówku na dobranoc, puściliśmy dla chłopaków film. Karaluchy, potem Jaśka Fasolę i jakąś chińską bijatykę z lat 70tych, ale tak im się podobało, że to nie możliwe. Wieczorem jakoś poszli spać, chyba ten dzień także ich zmęczył. Ale dziś dziwnawo piszę, może już gubię się w czasie i przestrzeni?? Wiecie, co jeszcze?? Dziś kiedy na słówku mieliśmy Różaniec i szliśmy jak zwykle do bramy głównej i z powrotem to Cinkulungu dał mi naszyjnik, taki zwykły i jakimś sześcianem plastikowym i powiedział „Przemek – to dla ciebie…”, on często się dzieli ze mną różnymi rzeczami, choć ma ich niewiele. Jak każdy raz dostał po kostce czekolady, to Cingu… przyniósł mi kawałek z tej kostki, to niesamowite… Tak niewiele mieć, a tak wiele dawać innym. Także dziś podczas Słówka największy meteor spadający, jaki kiedykolwiek widziałem zabłysnął nad naszymi głowami. Nawet było widać płomienie, z których części tego meteora tryskają… ale czad… myślę, że my tutaj w Namugongo mamy bliżej do Nieba, dlatego takie wielkie zjawiska spadają na nas każdego dnia umacniając, zadziwiając i zapalając nas, a szczególnie pewnego Muzungu, który chyba przeżywa największą Przygodę jak dotychczas w jego życiu, Przygodę, która jest dana i zadana… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Późno już… nie pytajcie mnie, która godzina, to nie ważne, w życiu najpiękniejsze są tylko chwilę…  Jak zwyczajnie zacząłem, tak zwyczajnie skończę… &lt;br /&gt;Dobranoc… duchy pod poduchy a straszyć karaluchy….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081101NoToGramy?authkey=Gv1sRgCP-lztnDyPX7HQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,11,01 No to gramy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7684769115623575853?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7684769115623575853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081102-117.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7684769115623575853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7684769115623575853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081102-117.html' title='2008,11,02 - 01:17; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-7103907125251799103</id><published>2008-10-31T22:43:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:42:43.874+03:00</updated><title type='text'>2008,10,31 - 22:43; (Pic)</title><content type='html'>To już ostatni dzień października naszego złotego. Pewnie wy już wszyscy studenci powróciliście do domów na święta Świętych i innych zmarłych. Ja w tym roku nie wracam  Dziś cały dzień cieplutko było, slonecko jaśniało przez cały dzionek. Rano tylko taka mgłą była, że się przedostać nie mogło, ale potem dało już radę. W ogóle terez, kiedy piszę, to prądu ni ma, dlatego zabrałem mojego Asusa pod moskitierę i tak piszę, ale spoko, mam jeszcze dużo baterii. Dzionek minął mi nawet dobrze. Do południa miałem dziesiątki spraw, których prawie podołałem. Po obiedzie, pouczyłem trochę Johnego i Lodziarza grać na keyboardzie, nawet sobie dobrze radzili, przy czym reszta maluchów rysowało i robiło tyle hałasu, jak by tam ich było ze 30stu. Ok. 4:30 poszliśmy tworzyć drugą już część szewców, tylko zamiast przeklinać, my uczciwie kleiliśmy buty. Było chłopaków więcej niż ostatnio. Ja tak kleję i kleję z nimi i nagle myślę… klejenie bez gitary to jak Kiler bez Siary (tekst prawie z „Kilera”). Więc zagrałem kilka kawałków Dżemowych przy tym naszym klejeniu, Topos próbował naśladować moje śpiewanie, ale kiepsko mu szło. Dziś nie mogłem grać w piłkę, bo jeszcze nogę mam spuchniętą po wczorajszej footballowej kolizji, ale myślę, że w niedzielę będzie już dobrze i pośmigam po boisku. Ale mi gorąco… ufff… już się bardziej rozebrać nie mogę, a tak mi jest gorąco… ah ta Afryka… i jeszcze komputer mnie grzeje. Ok. 18 wpadłem do Kaplicy, gdzie ćwiczył Ivan swoje keyboardowe granie i zaczęliśmy razem grać polskie kawałki… chyba ten Jazz-Band wreszcie ruszy, tylko przyłożyć się musimy. Po słówku na dobranoc mieliśmy naukę, a ja z siódma klasa korki z matmy. Dziś na moje zajęcia przyszła prawie cała klasa, więc super było i zrobiliśmy nawet dużo zadać, królowała geometria. Cały im czas mówię o używaniu wyobraźni i kombinowaniu (jak prawdziwy Polak)… w ogóle teraz leci piosenka „A ja będę Twym Aniołem”… Ta piosenka kojarzy mi się z Jarocinem… nasze konfrontacje… super było…mam wrażenie jak bym już kiedyś o tym pisał. Tą piosenkę śpiewała taka 8-letnia niepełnosprawna Maja z Magdą… Coś pięknego… W ogóle to cud dziewczyny dosłownie. Maja urodziła się bez połówki mózgu, wyobrażacie to sobie i lekarze nie dawali jej wcale szans na zdrowie psychiczne, a tu? Pan Bóg cud uczynił i ta jedna półkula przejęła czynności całego mózgu oprócz oka, dlatego Maja na jedno oko słabo widzi i może troszeczkę ukosem chodzi, ale poza tym jest tak sympatyczna, że nawet ponuraka by wciągnęła do tańca… Pozdrawiam Cię Maju i Gosiu i Magdo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po nauce jak zwykle kolacja i obejście po pokojach, dziś „przyczepił” się do mnie Dżoszua i ciągnąc mnie za rękę chodził ze mną po pokojach, krzyczał Good Night i gasił światła, choć jeszcze było ze 30 min do ciszy nocnej, ale się uśmiałem przy tym, on się tak cieszył udając poważnego, że może przejąć choć na chwilę rolę wujka.. I na samym końcu przy moim pokoju chciał porysować to dałem mu kartkę a dla siebie gitarę, by do gwiazd przed snem zagrać… I tak ja grałem a Dżosz obok mnie rysował na chodniku. I tak przy drugiej zwrotce „Zawsze tam gdzie ty”, prąd nam uciekł i ja wtedy zobaczyłem dwa razy więcej gwiazd grając dalej, super przeżycie. Tylko Dżosz się wkurzył, bo już teraz to już nic nie widział. Poszedłem go odprowadzić do pokoju. Jak tylko wróciłem do drzwi swoich, patrzę, a ten znowu koło mnie i mówi do mnie „Świece, mogę??” pewnie chciał mały rysować dalej, a ja do niego „Szybko do spanie łobuzie”, a ten śmiejąc się i skacząc biegł z powrotem do pokoju, dobrze że mu latarką poświeciłem, bo on najpierw biegnie, a potem uważa na przeszkody. Uśmiechnąłem się, a sobie miałem wielka radość, dzieciaki są niesamowite. Jak bardzo trzeba się starać, aby pozostało w nas na zawsze coś z dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś na koniec chciałbym przytoczyć hymn o Życiu, który podesłała mi Patrycja i jest naprawdę piękny i mocny, a płynie z niego prawdziwa mądrość i dobroć… posłuchajcie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Życie jest koniecznością: przyjmij ją.&lt;br /&gt; Życie jest pięknem: podziwiaj je.&lt;br /&gt; Życie jest marzeniem: spełniaj je.&lt;br /&gt; Życie jest obowiązkiem: wypełniaj go.&lt;br /&gt; Życie jest grą; graj w nią.&lt;br /&gt; Życie jest misterium: poznaj je.&lt;br /&gt; Życie jest obietnicą: dotrzymaj jej.&lt;br /&gt; Życie jest bólem: przetrzymaj go.&lt;br /&gt; Życie jest pieśnią: śpiewaj ją.&lt;br /&gt; Życie jest walką: zwycięż w niej.&lt;br /&gt; Życie jest przygodą: zmierz się z nią"&lt;br /&gt; "Życie jest życiem: ratuj je"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Najpiękniejsze Myśli Matki Teresy" i stąd ten "Hymn o życiu"(pochodzi z muru z Shishu Bhavan w Kalkucie). Ostatnie zdanie dopisała Mamula Teresa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę tak jak Matka Terasa, że to ostatnie jest najważniejsze, ale tak naprawdę z każdego możesz wyciągnąć coś dobrego… Trzeba się czasem w życiu zatrzymać i zastanowić się jak uratować mogę swoje Życie, póki nie jest jeszcze za późno, bo może nadejść w końcu taki dzień, taka godzina, że już wszystko możesz przegrać… Możesz przegrać najprawdziwiej swoje cenne i niepowtarzalne Życie. Nie pozwól na to, nigdy… Walcz, dotrzymuj, poznawaj, spełniaj, podziwiaj i przyglądaj się jak przemija… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008102931JedziemyDoBombo?authkey=Gv1sRgCPWxqMGH2aL4igE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,29-31 Jedziemy do Bombo&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-7103907125251799103?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/7103907125251799103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081031-2243.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7103907125251799103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/7103907125251799103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081031-2243.html' title='2008,10,31 - 22:43; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5356467895071445799</id><published>2008-10-30T22:32:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:41:40.851+03:00</updated><title type='text'>2008,10,30 - 22:32; (Pic)</title><content type='html'>Hmmm… Już tylko wam coś napiszę i padnę na łóżko, bo taki jestem wyssany przez ten mijający dzień. Wczoraj popołudniu ok. 4tej pojechałem z Fatherem do Bombo Namaliga odwiedzić Anię z naszego wolontariatu i tak po prostu odwiedzić tam wszystkich. Zajechaliśmy na wieczór (przez Kampalę to ok. 40 km, ale korki były) i akurat a Anią poszliśmy się przejść po tym prawdziwym afrykańskim miasteczku. U nas w Namugongo to wioska jest, a tam miasteczko. I tak miło, że jak się szło piaszczystymi uliczkami to dziesiątki dzieci, te które znają, ale zapewne także, które nie znają, podchodziły, witały się, łapało za ręce, tuliło, także grupka dzieciaków krok w krok za nami. Bardzo miło było w ogóle zobaczyć Anię, bo na ziemi afrykańskiej spotkaliśmy po raz pierwszy… pięknie tam jest również, tak jak u nas, ale inaczej… pozdrowienia dla Ani (podobno także od czasu do czasu czytuje tego bloga). Słońce akurat zachodziło, pięknie było… Wieczorem przy piwku sobie pogadaliśmy, cieszę się że mamy się tu z Anią nawzajem, można po polskiemu pogadać i w ogóle. W Bombo salezjanie mają parafię i wielkim kościołem, oratorium, szkołę podstawową, ogólniak i techniczną. Niewiele zobaczyłem z tego bo wieczorem nie było czasu, a rano także, tym bardziej, że od rana padał deszcz i było ponuro a my w pośpiechu śniadanie, bo mieliśmy taką Msze z udziałem wszystkich prawie dzieci z podstawówki, bo mają ją co tydzień o 8mej. Ta była szczególna, bo było błogosławieństwo siódmych ostatnich klas przed egzaminami. Ale jak oni śpiewają i przy tym tańczą. Chyba byłem dziś świadkiem takiego stricte afrykańskiego wielbienia Boga. Ok. 1000 dzieci krzycząco śpiewająco coś w niebo głosy dosłownie, a przy tym tańcząc w ławkach i poza nimi. Nawet szare chmury na zewnątrz nie zabrały im radości. Coś pięknego. Ok. południa wróciliśmy z Fatherem do domu. Pożyczyłem także trochę filmów od Ani także może coś im puszczę naszym chłopakom na weekend. Po obiedzie się nawet angielskiego pouczyłem, nie jest ta gramatyka taka ciężka tylko trudno nauczyć się zastosować, będę próbował, bo jest to dla mnie bardzo trudne, te języki. Potem z godzinę poczytałem pozytywną książkę i późnym popołudniem poszliśmy grać w piłkę, dziś na małe boiska 6 na 6. Ale pograłem sobie dziś, dawno tak się nie wymęczyłem, prawie się nabawiłem kontuzji, ale jakoś jest ok. Wieczorem na słówku Różaniec, potem moja już druga lekcja matematyczna. Przyszło mniej osób jak poprzednio i kilka osób nawet spało, ale mam nadzieję, że choć jednemu pomogłem i to jest najważniejsze. aha dziś mój dzień z powiedzeniem czegoś dobrego… dziś Mały Książe mi pomógł, powiedziałem im kim on jest i jaki pokręcony jest i przeczytałem fragment ten książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Następną planetę zajmował Pijak. Te odwiedziny trwały bardzo krótko, pogrążyły&lt;br /&gt;jednak Małego Księcia w głębokim smutku.&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz? - spytał Pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią&lt;br /&gt;butelek pełnych i bateria butelek pustych.&lt;br /&gt;- Piję - odpowiedział ponuro Pijak.&lt;br /&gt;- Dlaczego pijesz? - spytał Mały Książę.&lt;br /&gt;- Aby zapomnieć - odpowiedział Pijak.&lt;br /&gt;- O czym zapomnieć? - zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął mu współczuć.&lt;br /&gt;- Aby zapomnieć, że się wstydzę - stwierdził Pijak, schylając głowę.&lt;br /&gt;- Czego się wstydzisz? - dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.&lt;br /&gt;- Wstydzę się, że piję - zakończył Pijak rozmowę i pogrążył się w milczeniu.&lt;br /&gt;Mały Książę zakłopotany ruszył dalej.&lt;br /&gt;„Dorośli są naprawdę bardzo, bardzo śmieszni” - mówił sobie po drodze.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008102931JedziemyDoBombo?authkey=Gv1sRgCPWxqMGH2aL4igE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,29-31 Jedziemy do Bombo&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5356467895071445799?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/5356467895071445799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081030-2232.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5356467895071445799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5356467895071445799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/11/20081030-2232.html' title='2008,10,30 - 22:32; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-2951342660746553727</id><published>2008-10-28T22:27:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:40:35.508+03:00</updated><title type='text'>2008,10,28 - 22:27</title><content type='html'>I już… i już jestem z powrotem po całym dniu i znów bloguję  czasem mi się nie chcę, ale jak się dowiaduję, że moje pisanie może komuś pomóc to jeszcze większego powera wciskam w moje skromne pisanie. Już prawie nawet na klawiaturę nie patrzę, kiedy to piszę, taki pozytywny skutek uboczny. Słucham sobie piosenki ze Shereka „I’m On My Way”… też tak uważam, kiedy się tutaj budzę. Coś pięknego… Dziś kolejny słoneczny dzionek, ze 27 stopni było, tak… piszę o tym, aby was trochę rozgrzać, abyście także chcieli gdzieś pojechać na Misje, ale nie do Mongolii to tak zimno, że nu hu hu… Dziś coś mi czort net nie chciał działać, ale za to zrobiłem po śniadaniu pranie. Jeszcze trza pokój posprzątać, bo syf się zrobił, ale to może jutro, a może pojutrze. Ale pranie już mi dobrze idzie. Ciuchy nawet teraz pachną świeżością. Potem coś tam zrobiłem, ale jakoś nie wiele dziś pożytecznych rzeczy. Po obiedzie chciałem zrobić młodszym chłopakom rysowanie przy muzyce, ale uciekli mi grać w piłkę, także tą godzinkę poświęciłem porządkowaniem prawie ostatków z czytelni naszej. Popołudniem także nie pograliśmy, bo dziś kiedy to wszyscy sprzątaliśmy całą placówkę wraz z otoczeniem. Może nie wiele pomogłem, ale wiele podziwiałem, jaki oni mają dobry podział pracy, ponad stu zakręconych urwisów, a każdy wie co ma robić i które okno umyć i który trawnik wyrównać. Po modlitwie na słówku ogłosiłem, że od dziś zaczynamy extra lekcje z matmy podczas wieczornej nauki. Także miałem dziś swój debiut jako nauczyciel, może już kiedyś uczyłem pojedyncze osoby, ale nie 20 chłopaków i to jeszcze po angielsku. Zabrałem do TV room także kompa, aby mi dzielnie służył jako słownik (bo mieliśmy zadania textowe) oraz kalkulator. Zadania bajecznie proste, tak u nas w piątej klasie podstawówki, ale dla nich wyzwanie. Podobno większość Afrykanów mają we krwi nieudolność do matmy, ale ci moi dziś byli bardzo zdolni. Musimy tylko wielką tablice kupić, może nawet białą, taką na markery. Jutro podpowiem o tym Fatherowi. Po kolacji poszedłem jak zwykle się przejść na dobranoc po pokojach i wiecie, co? Nie wiem jak to określić, ale jestem dla nich co raz to bardziej „swój”, okazują mi to, nabierają zaufania i widzą, że chcę im dać jak najwięcej. Coraz to bardziej poznaję pracę wychowawczą i wiem na pewno, że wymaga ona czasu, jest niczym roślina, która powoli, ale konsekwentnie pnie się do góry, ale rośnie tak niezauważalnie, ponieważ rośnie stopniowo. Tylko trza dbać, aby ta moja, ta nasza „roślina wychowawcza” miała wszystko, co potrzeba, począwszy od wody po Słone Cko. I tak mnie minął dzionek… Jutro jadę popołudniu do Bombo i pojutrze wracamy z Fatherem, wreszcie się zobaczę z naszą Anią, jedyną Polką w promieniu co najmniej 30 km. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co na koniec… dziś poczytałem także trochę o autorze Małego Księcia, bo znalazłem tutaj tomik z jego wolnymi myślami. Niech Antoine Saint Exupery będzie od dziś dla nas znany i lubiany jako Antek, bo pisze super teksty, dlatego może czasem przytoczę jakąś myśl Antka, np. dziś to, co przeczytałem… ps jak czytałem o jego światopoglądzie to jest trochę podobny do mojego, on także zawsze chciał polecieć w Kosmos, latając jako pilot-listonosz nad Saharą zaraz po I wojnie światowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cel jest wielki, kiedy mu się poświęcasz. &lt;br /&gt;Lecz cel staje się niski, kiedy robisz sobie z niego tytuł do chwały.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak bardzo próbuję uświadomić czasem komuś, że to co robię, (ci którzy znają moją zakręconą przeszłość, ostatnie lata wiedzą o czym mówię) to to wszystko nie dla chwały, ani nie dla chorej sławy, ani żeby się wybić poza innych, poza przeciętność, choć jest tego wielka pokusa. Wiedzie co? Ja to jestem wielkim Buntownikiem, zawsze takim byłem, nawet w podstawówce, kiedy moi koledzy śmiali się i nabijali z mojej biednej, niezadbadanej koleżanki aż do jej łez, nie zrobiłem nic, tylko się patrzyłem smutno i choć chciałem jej pomóc, to brakowało mi odwagi, takim frajerem byłem, bałem się chyba, że zostanę wyśmiany przez nich. I wiecie co? Teraz tych kolegów moich spotykam czasem w Lipinach, co prawda wielu z nich się zmieniła na lepsze, wydorośleli i np. jeden z nich powiedział mi na te wakacje, kiedy to się spotkaliśmy przypadkiem przy ognisku, że przez to, co robię, stanę się kiedyś wielkim człowiekiem, a ja tylko pomyślałem jak wielkie rzeczy może ci uczynić Bóg, jeśli zawierzysz mu swoje Życie, On cię tak poprowadzi, że tego nie ogarniesz, że nie będziesz dowierzał(a), jak twoje Życie jest tak całkiem inne i zakręcone, niewiarygodne, prowadzone jakby niewidzialną siłą… Jest taka piosenka Harlemu „Kora”, posłuchajcie sobie - ja tak mam właśnie jak oni śpiewają. Chyba zgubiłem wątek… aha… i ten Buntownik we mnie… ja się buntuję na wszystko, co złe i coraz więcej mam odwagi, żeby stawić temu czoła jak biblijny Dawid… ten to twardziel był… i stawić czoła Goliatowi, nie dlatego znów, aby osiągnąć sławę i laury, ale walczyć w obronie tych słabszych, uciśnionych, tych niemych, tych skrzywdzonych, tych poranionych, tych smutnych, tych samotnych, tych zagubionych, tych bezdomnych w jakikolwiek sposób, tych którzy umierają i nawet nie wiedzą o tym… &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;„Cel jest wielki, kiedy mu się poświęcasz.”… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tu jestem… bo chcę coś zostawić tym chłopakom lub choć tylko jednemu, coś bezcennego, dać miecz i tarczę, aby mógł szlachetnie z Odwagą i Wrażliwością iść przez Życie, pomóc mu zapalić w sobie coś, co już nigdy nie zagaśnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecie jaki jest cel pisania tego Bloga? Aby zarazić jak najwięcej osób z pośród was i z waszego otoczenia, którzy dzielicie się moim Blogiem, że tak niewiele trzeba, aby czynić Świat lepszym i wcale nie trzeba wyjeżdżać gdzieś na drugi koniec Świata, ale zmieniać go na lepsze dookoła siebie, blisko Ciebie, aby każdego dnia czynić go Dobrym, Pięknym i Mocnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wielkość rodzi się przede wszystkim – i zawsze – z celu usytuowanego poza nami.&lt;br /&gt;Gdy tylko ograniczy się człowieka do niego samego, cel staje się ubogi… ubogi, bo służy tylko samemu sobie…”&lt;br /&gt;Antoine Saint Exupery&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-2951342660746553727?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/2951342660746553727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081028-2227.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2951342660746553727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/2951342660746553727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081028-2227.html' title='2008,10,28 - 22:27'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-3485904796291499811</id><published>2008-10-27T22:46:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:40:11.472+03:00</updated><title type='text'>2008,10,27 - 22:46; (Pic)</title><content type='html'>A co tam… choć spanie mnie wciąga to wam jeszcze coś napiszę tak na koniec mojego dzionka… W ogóle przez calutki dzień Słońce świeciło i to jak… dobrze, że Rexony używam… jest najlepsza… sprawdza się nawet w tropikalnych warunkach. A teraz proszę to zdanie poprzednie wyciąć i wysłać do Rexony, bo im reklamę zrobiłem i jak tylko dadzą pieniądze to ja tutaj dla chłopaków taczkę słodyczy kupię…  ale epitet „taczkę słodyczy…”. Ok. to jedziemy z wyobraźnią… On mówi do niej „Kocham Cię mój grzybku marynowany!”, ona do niego : „Ach ty mój pończuszku”, a on do niej znów „Jesteś dla mnie kwiatuszku niczym taczka słodyczy”… ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha… ale się uśmiałem… (dobrze że jest funkcja kopiuj i wklej w Wordzie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak... więc obudziłem się kilka godzin po skończeniu pisania wczorajszego posta, bo burza przyszła w nocy i nie dała mnie wypocząć (ok. trzecia godz.)… nie mogłem usnąć, posłuchałem trochę muzy. Patrzę na busolę, a tu 5-ta już, prądu nie ma i myślę „Dobrze, że chłopaki nie muszą wstawać na czytanie, a niech pośpią”… 5:10.. prąd przyszedł i minutę później gonga budzącego usłyszałem. Ah to powiedziałem sobie w duchu, niech tu dmuhu huhu a ja idę z chłopakami posiedzieć, mądrą książkę poczytać. Ale piszę dziś niewyraźnie. Ale to nic, ja wiem jak było. Potem o 6-tej taki piękny poburzowy wschód Słońca obejrzałem, że aż na śniadaniu zjadłem trzy kiełbaski. Ale przed tym Msza nasza była. Po śniadaniu (a naprawdę dużo zjadłem, jakoś głodny byłem) zająłem się sprawami różnymi, od listów po projekt i instalowanie drukarki w Ofisie (Office) – to takie nasze pomieszczenie biurowe. O 11-tej pojechałem z Fatherem (ks. Rysiek, chłopaki mówią „Faza”) do Kampali prawie zakończyć moje sprawy imigranckie, potem pojechaliśmy na obiad do restauracji, ta była chyba indyjska. Super się najadłem, rzadko jem w takich miejscach, bo nie stać mnie, a nawet gdyby stać to wolę coś kupić użytecznego lub słodkiego dla innych lub dla siebie. No czasem wypada np. z dziąchą pójść do restauracji na kolacje, ale ja bym wolał ją zabrać w inne miejsce, bardziej nasze i kosmiczne… ah… a jedliśmy jakieś kurczaki w sosach z pysznym czosnkowym chlebem i z frytkami. Była z nami siostra Angelica i Paul (wujek, który tylko na weekendy przyjeżdża do nas, bo studiuje i mieszka w Kampali). W ogóle wiecie co oznacza „Kampala”… Nie?? To wam powiem. „ka” w luganda oznacza chyba „mała” a „mpala” to „sarna” – taki zwierz. Także „Mała Sarna”. Po powrocie do domu na spanie mnie wzięło, pewnie przez tą nocną burzą, więc 30 min nie było mnie, no może 40 min. Popołudniem sklejaliśmy z chłopakami buty. Bo wystarczy, że wyciągnąłem klej i swoje buty do sklejenia, bo już chłopaków było z 5-ciu z rozwalonymi butami, także przewinęło się tam ich w 12… pojutrze zrobimy drugą część „Szewców”, bo ta dzisiejsza bardzo fajna była. Tylko w głowie trochę się kręciło od tego kleju. Zostało 40 min gry w piłkę, także pobiegłem grać, ale jeszcze w trampkach, bo świeżo-klejone piłkarskie buty nie były gotowe. Niedługo pograłem (aha, dostałem dziś od Nierere prawie nowe mocne buty do piłki, także przetestowane – ale będę śmigał po boisku). Przez długą grę, bo prawie do 19tej się spóźniliśmy na GoodNight Talk a nie jest to dobre, bo wujkowie powinni dawać dobry przykład z punktualnością, a tu sami przedłużamy grę. Po słówku naukę chłopaki mieli. Ema zapytał się mnie czy nie pomogę mu z matmy. Dlatego zabrałem go do swego pokoju i pomogłem mu trochę, oświeciło mnie wreszcie nawet, że jeśli w tym i następnym tygodniu ostatnia klasa ma egzaminy (p.7) to będę im co wieczór robił korepetycje, że też ja na to wcześniej nie wpadłem, także od jutra ruszamy ostro. Po kolacji Czizo wpadł do mojego pokoju i trochę go pouczyłem języka polskiego, strasznie się chce go nauczyć, dlaczego? Ci co wiedzą to wiedzą  Także nie mam doświadczenia, ani programu nauki, ale zaczęliśmy od alfabetu i Czizo tak szybko łapie, że bardzo się cieszę. No i tak minął dzionek… Spadam spać, jutro kolejny nieznany dzień, pełen zadumy, pracy, zabawy, emocji, gry i nauki, a czasem walki. Dobranoc… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wytrwałość to nie jest jeden długi bieg, ale wiele krótkich biegów, jeden po drugim.”&lt;br /&gt;Walter Elliott&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkrywać niezwykłość w zwykłości… a Piękno i Moc będą w tym wszystkim zawsze z Tobą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081027WschDIKampala?authkey=Gv1sRgCM_cnsDWg5HL3wE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,27 Wschód i Kampala&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-3485904796291499811?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/3485904796291499811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081027-2246.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3485904796291499811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/3485904796291499811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081027-2246.html' title='2008,10,27 - 22:46; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1211421792735479920</id><published>2008-10-26T22:30:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:39:03.102+03:00</updated><title type='text'>2008,10,26 - 22:30; (Pic)</title><content type='html'>Uuuuu.. dawno mnie nie było?? Dlaczego?? Nie wiem sam… te ostatnie dni to jakieś takie pochmurne były i nawet…. Uwaga… czasem odczułem zimno… ale już wczoraj i dziś tak Słonko przygrzewało, że aż miło się żyje… dziś niedziela… niedzielę są takie inne tutaj… czuję się, że jest niedziela… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było w tym tygodniu to już sam nie wiem… jakoś tak w środku byłem w Interpolu i na Policji składałem w Kampali swoje odciski palców, że też bym nie był się okazało jakimś terrorystą… w sumie to w tym tygodniu miałem wiele spraw organizacyjnych, nawet prawie wcale w piłkę nie grałem…&lt;br /&gt;Nie mogę się skupić na ów pisaniu, bo co chwilę z kimś gadam na gadulcu… chyba trza się zdecydować albo blog, albo gg, bo nie ogarniam tego na raz… to, co tam u mnie…&lt;br /&gt;W ogóle taka myśl mi wpadła jakoś tam na spontanie (po piwku tak często mam), że ja tu opisuję, co tam u mnie, ale chcę żebyście wiedzieli, że jestem także bardzo ciekawy, co tam u was moi drodzy - tam w Polsce… od Świnoujścia po Stalową Wolę i od Bartoszyc po Jelenią Górę… dlatego piszcie do mnie jak najwięcej… nie sposób Was tu wszystkich wymienić, ale po prostu piszcie, macie mojego mejla… na wszystkie mejle odpowiem możliwie w dobrym czasie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opowiem wam o dzisiejszym dniu… (jak będziesz pisać do mnie to także opisz czasem taki zwykły dzień… to jest najbardziej cenne… taka nasza codzienność, która dzień za dniem buduje nasze życie…). Więc wstałem dziś o 6tej i poszedłem w swoje miejsce pogadać w ciszy w Tym na górze… to jest mi tutaj bardzo potrzebne, codziennie odnajdywać i wracać do Źródła… Spróbuj kiedyś… ooo teraz leci piosenka, co mi przypomina moją ostatnią dziewczynę… nie powiem wam, jaka dziewczyna i jaka piosenka… tak, więc rano jak co dzień także robię prawie setkę pompek tak dziś Topos i Ivan jak zobaczyli że ja pompuję to robili to razem ze mną… ale czad… to dobrze… niech chłopaki ćwiczą… może kiedyś im dorównam, bo np. Ivan to jeden z najlepszych akrobatów tutaj, a uwierzcie mi, potrafi wiele salt na raz zrobić… Potem Msza o 9tej jak co tydzień… piękne Słońce za oknami….dziś sobie pomyślałem, że Polska pozostała w mojej pamięci, ale taka sierpniowa, ciepła… i wiem że teraz u Was jest zimno, a ja nadal chodzę w krótkich spodenkach i biegam po boisku bez koszulki. Ale czadowo… A znacie piosenkę „W strugach deszczu…” piękna piosenka, bo gitarki są dwie i zawsze kiedy ją słyszę to harcerskie klimaty i góry mi się kojarzą… ciemna noc… jezioro… lato… obóz… coś pięknego… Dziś sobie uświadomiłem na Mszy że chłopaki jak śpiewają te piosenki (ok. 50% całej Mszy) to naprawdę dają takiego czadu… bębny, instrumenty i ich śpiewny ryk, tych ponad 100 chłopaków. Po Mszy zrobiliśmy próbę Jazz-Bandu, ale powiem wam, że ostatnio nie za bałdzo to granie nam wychodzi, będzie trza jakoś podreperować Jazz-Band. Potem jakoś tak już szybko obiad był. Po obiedzie chciałem się przejść z chłopakami, przejść po wiosce trochę, ale jakoś tak na burzę się zbierało także jakoś tak wziąłem dobrą książkę i z godzinkę poczytałem… Jak przeczytam całą to wam powiem, o czym.. Zaraz potem poszedłem grać w nogę (wreszcie), ale w moich magicznych trampach za 10zł z Tesco już dawno zrobiła się dziura w podeszwie, dlatego postanowiłem grać bez skarpetek w dziurawych trampkach jako suport do gry bez butów większość przyszłości jak większość chłopaków tutaj. Oni mają taką grubą skórę, że ło ho ho… także niestety moja drużyna przegrała 6:3 ale jakie później czarne stopy miałem… czadowo… prawie kolor jak ich… w ogóle to dziś do nas przyjechała jakaś siostra zakonna z misji z południowo-zachodniej Ugandy… Polka, ślązaczka… także dziś na kolacji pogadaliśmy trochę po polskiemu, opowiadała jak to na motorze jeździ po buszu, jak małpy czasem do nich zaglądają i żebyśmy tak kiedyś przyjechali do nich… kto wie, może niebawem pojadę do prawdziwego buszu afrykańskiego, w pobliżu czynnych wulkanów na pograniczu Kongo, Ugandy i Ruandy… ale było by… gdzie spadają deszcze zrównujące bananowce w ziemią… i są kilku metrowe węże, a na polnej drodze można czasem lamparta spotkać… siostra Angelika…dobrze… idę spać… co na koniec…?? Mały Książe…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce.&lt;br /&gt;- Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład&lt;br /&gt;o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie&lt;br /&gt;posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony:&lt;br /&gt;poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się&lt;br /&gt;przygotowywać... Potrzebny jest obrządek.&lt;br /&gt;- Co znaczy „obrządek”? - spytał Mały Książę.&lt;br /&gt;- To także coś całkiem zapomnianego - odpowiedział lis. - Dzięki obrządkowi pewien&lt;br /&gt;dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład,&lt;br /&gt;mają swój rytuał. W czwartek tańczą z wioskowymi dziewczętami. Stąd czwartek jest&lt;br /&gt;cudownym dniem! Podchodzę aż pod winnice. Gdyby myśliwi nie mieli tego zwyczaju w&lt;br /&gt;oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym wakacji.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ile rzeczy w życiu czekasz i nie możesz się doczekać? Ale czy przyjdzie kiedykolwiek to na to tak czekasz, to, czego tak pragniesz?? Może jest to Przyjaźń, może Miłość..&lt;br /&gt;Jeśli „Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy.” to oznacza, że przemijający czas jest źródłem szczęścia, jeśli Droga, którą idziesz w życiu jest Dobra, właściwa. A potem „O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia!”, jak pięknie przeżywać starość, kiedy wiesz, że wygrałeś swoje życie, że wygrałeś Wojnę, że wracasz w triumfie do Domu, wreszcie do Domu, cena szczęścia to te wszystkie doświadczenia, twoje blizny po ranach na polu walki, to co Cię zbudowało i tak naprawdę to daje poczucie spełnienia, poczucie szczęścia tak bardzo adekwatne do hiper-prawdziwej rzeczywistości, ale czadowo… w czaso-przestrzeni zwanej Prawdą, przez wielkie „p”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny jest obrządek.”, nie możesz iść na Wojnę bez „obrządku”, musisz codziennie uczyć się stawać Wojownikiem, uczyć się tego szlachetnego fachu rycerskiego, tego kodeksu moralności… jak dobrze, że nikt nigdy na Ziemi mnie do końca nie zrozumie… ale daję Wam dziś tylko drogowskaz… pewien smak tej „rycerskiej” Drogi, której ja się chcę uczyć, chcę się stawać… i nigdy więcej nie powiedzieć przed samym sobą, że to „coś całkiem zapomnianego”… bo jest ona Piękna, Mocna i Dobra… ta moja „mała-wielka” rycerska Droga… Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008102426MuzyczneDniWieleGrania?authkey=Gv1sRgCM7l0YuPqKbV-gE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,24-26 Muzyczne dni, wiele grania&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1211421792735479920?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/1211421792735479920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081026-2230.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1211421792735479920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1211421792735479920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081026-2230.html' title='2008,10,26 - 22:30; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4649177179838672607</id><published>2008-10-24T02:09:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:37:51.773+03:00</updated><title type='text'>2008,10,24 - 02:09; (Pic)</title><content type='html'>?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????&lt;br /&gt;?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy się nie poddawaj trudnością, ale idź przez życie tą Drogą, którą podpowiada Tobie Serce… Zabrać ze sobą OGIEŃ i iść na Wojnę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081021KampalaIPorzDkowanieBiblioteki?authkey=Gv1sRgCKKi1IuWis_hag&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,21 Kampala i porządkowanie biblioteki&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008102426MuzyczneDniWieleGrania?authkey=Gv1sRgCM7l0YuPqKbV-gE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,24-26 Muzyczne dni, wiele grania&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-4649177179838672607?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/feeds/4649177179838672607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081024-0209.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4649177179838672607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/4649177179838672607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081024-0209.html' title='2008,10,24 - 02:09; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-9051505953736991696</id><published>2008-10-20T23:14:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:36:27.743+03:00</updated><title type='text'>2008,10,20 - 23:14; (Pic)</title><content type='html'>Ja tylko tak na 15 min. Ale sobie dziś pogadałem przed chwilą na gadulcu… rzadko się ostatnio tam pojawiam, chyba będzie trza to nadrobić. Spotkałem tam tylu moich ludzi… czasem ja wam pomagam, a czasem wy mi. Dobrze, że jesteście i że jest gadulec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co u mnie. Rano wstałem… pinkne Słońce świeciło, ale czekałem jak się za chmury schowało choć na chwilę i chyba wzięło to sobie głęboko do siebie… bo co?? Po popołudniu była taka ulewa, że w życiu większej nie widziałem… w ciągu 10 min. taki potok wody, że to niewiarygodne, na naszym patium normalnie powódź była. I tak padało z 1,5 h. Ale zanim padało zdążyłem pranie zrobić… już mam nawet wprawę w praniu ręcznym, nawet skarpetki niektóre odzyskały swój kolor… ponieważ tutaj ziemia jest taka mocno czerwona, ceglana rzekł bym nawet, jest w niej dużo gliny. I wszystkie rzeczy, które mają z nią kontakt, przyjmują jej kolor. Najlepiej to widać po moich trampkach, w których kopię piłę… podczas ulewy poszliśmy z młodszymi chłopakami rysować. Dziś ambitnie… puściłem im muzykę z filmu „Peach Adams” – świetny film i muzyka – polecam… i powiedziałem im, że dziś rysujemy swoje marzenia. W praktyce to chłopaki śpiewali swoje piosenki a ja z nimi np. „A łimba łe… A łimba łe…”- znacie tą piosenkę i zamiast marzeń to jeden narysował samolot to reszta też… I takie wszystkie prawie podobne marzenia – samoloty, też mają pomysły… ale potem zaczęliśmy powoli oznakowywać książki w naszym księgozbiorze… nawet dobrze poszło… mamy ok. 10% na razie zrobionych…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem prądu znowu nie było, ale tak akurat na ich naukę przyszedł pan Prąd, także musieliśmy się uczyć. (ja też, ale angielskiego)… często piszę w tym blogu słowo „chłopaki”… może bym zamienił to słowo innym, krótszym? Ale jakim?? Nie wiem jeszcze, może jutro coś wymyślę. Po kolacji jakoś tak poszedłem na to gg. Przyszedł Dżoszua.. w ogóle opowiem wam o czymś  dziś zaraz po ulewie, patrzę – biegnie Dżoszua do mnie, ale coś kuleje. Ja patrzę co mu się stało, a tu?? Cyrkiel mu się zbił z stopę, ale tak pod kątem, także nie pod stopą, ale tak z boku. Najpierw się przeraziłem, a potem myślę: „Dlaczego sam sobie nie wyciągnął tylko biegł do mnie i jak to się stało?”. A on przerażony mówi, że tylko biegł i nagle coś poczuł… nieźle, co? W ogóle nie wiem czy kiedykolwiek widziałem go w butach, ale chyba raz. Także wieczorem przyszedł do mnie do pokoju, bo znów chciał rysować, to ja spoko. I wiedzie co? Tak sobie gadam na gg i o 22 patrzę na podłogę, a tam Dżoszua śpi… ale wyglądał, fotę mu zrobiłem jak miał ołówek w ręku. Po cichu go obudziłem i odprowadziłem do pokoju. Ale jeszcze spał po drodze… To takie miłe… dobrze, że się czuje u mnie bezpiecznie, jak tak sobie usnął. Cieszę się, że staję się dla nich wujkiem.. coraz bliższym… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc… Mały Księciu jesteś?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany&lt;br /&gt;zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To&lt;br /&gt;smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które&lt;br /&gt;jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu...&lt;br /&gt;Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.&lt;br /&gt;- Proszę cię... oswój mnie - powiedział.&lt;br /&gt;- Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę&lt;br /&gt;znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.&lt;br /&gt;- Poznaje się tylko to, co się oswoi - powiedział lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu,&lt;br /&gt;aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z&lt;br /&gt;przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!&lt;br /&gt;- A jak się to robi? - spytał Mały Książę.&lt;br /&gt;- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie,&lt;br /&gt;ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest&lt;br /&gt;źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieć czas, aby poznawać Świat i ludzi w nim tak bardzo obecnych, tak bliskich, a często tak dalekich… szukaj w życiu to, co jest najważniejsze, nieustannie, abyś później nie zgubił(a) tego… abyś „każdego dnia (…) mógł siadać trochę bliżej...”, bliżej lisa… bliżej Człowieka… bliżej Boga…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081020NajwiKszaUlewaJakWidziaEmAChOpakiRysowali?authkey=Gv1sRgCOeBy-uUp4KdgAE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,20 Największa ulewa jaką widziałem, a chłopaki rysowali&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-9051505953736991696?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9051505953736991696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/9051505953736991696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081020-2314.html' title='2008,10,20 - 23:14; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1136488761244269881</id><published>2008-10-19T22:43:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:35:33.053+03:00</updated><title type='text'>2008,10,19 - 22:43</title><content type='html'>Dziś także chciałbym niewiele napisać, bo rano trza wstawać  Dziś niedziela była… rano wstałem sobie, się pokręciłem, śniadanie zjadłem. Ogólnie to jakoś mi dzionek zleciał, nawet się nie obejrzałem. Popołudniu się dowiedziałem, że ktoś, kto jest mi bliski i dobrze znam tą osobę ma raka złośliwego. Dlatego nie piszę konkretnie kto, bo pewnie nie jest dobrze tak ogłaszać, a dlatego piszę, bo proszę Was wszystkich o modlitwę. Szczególnie modlitwę na Świętym Różańcu. Dziś nasz ksiądz powiedział na Mszy o pewnym cudzie za sprawą Maryi. Dziś na słówku powiedziałem wszystkim, kto jest chory ode mnie i poprosiłem o modlitwę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchajcie, modlitwa na Różańcu ma ogromną moc, sam to czasem odczuwam… stajesz się innym człowiekiem, nawet nie poznajesz kiedy… tylko od czasu do czasu sobie to uświadamiasz, że to nie był przypadek, że tak się sprawy potoczyły, a nie inaczej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem po kolacji porozmawiałem trochę z mamą i Krzyśkiem moim na skypie… i wiecie co? Przyszedł akurat Dżoszua, bo chciał wielki papier i ołówek by porysować. A ja mu powiedziałem, że rysowaliśmy w ciągu dnia i jest już za późno, że porysujemy jutro po szkole. I on taki smutny poszedł sobie. A potem całe szczęście przyszedł jeszcze raz poprosić, i wtedy zabrałem go do pokoju i aby rysował tam, a ja rozmawiałem wtedy w Lipianami moimi. Dżosz także chciał zobaczyć moją mamę. Uśmiechał się i bardzo się zawstydził. A to dziwne, bo jest to bardzo śmiały 6-latek, prawdziwy łobuz, bije nawet starszych. Potem wziął ten papier i kończył rysunek. A ja rozmawiałem. Kiedy skończył, chciał się pochwalić, co narysował… tak po prostu… komuś kogo nie zna. Wzięliśmy ten rysunek wielki (kartka A2), ja trzymałem z jednej strony, Dżoszuła z drugiej i tak do kamerki… i wiecie co?? Zobaczyłem w jego oczach ten błysk, takie spojrzenie dziecka, które nie ma rodziców, chłopiec, który został znaleziony na śmietniku w Kampali porzucony przez dziewczynę ulicy, teraz zobaczył kogoś, kto mógłby być jego mamą. Tak po prostu, nie wiem, o czym myślał, ale nie widziałem jeszcze, żeby on tak patrzył na kogoś. Serce mi ścisnęło i pomyślałem sobie, jak mogłem mu za pierwszym razem odmówić tej zwykłej kartki… Czasami inne sprawy, na pozór ważniejsze przysłaniają nam to, co jest bezcenne, to, co najważniejsze. Aż krzyczeć mi się chce, że ile razy to człowiek nie zauważył w życiu, tej zwykłości odruchów, gestów, słów, które prowadzą do Miłości, takiej ludzkiej, prawdziwej… Trzeba się „głęboko wzruszać” patrząc na ludzi, których spotykasz w życiu, tak jak ten nasz Samarytanin wczorajszy… myślę, że jest to początek uczenia się Miłości… patrzeć wrażliwie na ludzi, tak wiele z nich jest poranionych. Może ten człowiek obok Ciebie, czeka akurat na twoją pomoc, może jesteś ostatnią osobą, która może „opatrzyć” mu rany…. I nie czekaj do jutra… bo jutro może już on nie żyć…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec chcę Wam przytoczyć słowa piosenki, która sprawi, że choć na chwilę poczujesz się jak dziecko Boga, który jest Naszym Ojcem, który jest najlepszym rodzicem, który już nigdy nie puści twojej ręki, ręki dziecka, które jest już na wieki bezpieczne jest i będzie pod opieką Tego Ojca  - który jest także Ojcem dla Ciebie … Dżoszua… i dla Ciebie, kochana osóbko, której dopadł nowotwór… Nie bójcie się… On jest i będzie blisko… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://cobelek.wrzuta.pl/audio/ld0AFwX7gD/tgd_-_niepojeta_laska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia Godzina Dnia – „Niepojęta łaska”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Niepojęta łaska jego wciąż dosięga nas, &lt;br /&gt;Gdy podnosi, przemienia serca &lt;br /&gt;i uwalnia nas. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On jest ojcem sierot, &lt;br /&gt;Opiekunem wdów, jest dobry Bóg &lt;br /&gt;Dom swój daje wszystkim opuszczonym. &lt;br /&gt;Zsyła deszcz obfity, &lt;br /&gt;Na to co spragnione i wyczerpane jest &lt;br /&gt;Dobry jest dla wiernych, &lt;br /&gt;W łasce swej nasz Bóg, &lt;br /&gt;Do nas uniżył się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Niepojęta.. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda ta... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On zna każde serce, &lt;br /&gt;nie odwraca się, gdy wzywamy go, &lt;br /&gt;Kocha nas pomimo, &lt;br /&gt;tego, że tak niewiele możemy mu dać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Niepojęta.../x2 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda ta...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1136488761244269881?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1136488761244269881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1136488761244269881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081019-2243.html' title='2008,10,19 - 22:43'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6293969762298025857</id><published>2008-10-18T23:21:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:34:59.295+03:00</updated><title type='text'>2008,10,18 - 23:21</title><content type='html'>Dziś mój dzionek był jak sinusoida… trochę dobrze było, czasem może trochę źle, ale dziś wam napiszę tylko o dobrych rzeczach, bo te złe, jak je tylko przemienię na dobre to wam wtedy o nich powiem… Dziś sobota… wczoraj piątek… wczoraj to dzionek mi pracowicie minął, nawet nie zdążyłem pograć w cosiek wieczorem… a to już pierwsze odznaki pracocholizmu  to wszystko przez tę bibliotekę, która jest czytelnią, bo chłopaki mogą tylko na miejscu czytać. Ale już prawie skończyłem urządzać ją… mamy ok. 60%... wieczorem obejrzeliśmy film w naszym „kinie” – główne danie to „13 duchów”, stary film, ale trza odpocząć od Bruca Lee, ale nie od Jaśka Fasoli… on zawsze może… chyba u nas Misji zrobi wielką karierę filmową… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś w sobotę… przywitało nas piękne Słońce… wstałem rano, by się obudzić gapiąc się na Słońce, ale chyba one było za chmurami, ale zaraz ok. 8mej już było nagie, to znaczy bez chmur… tego dnia wreszcie zmieniłem z Czizo żarówkę przepaloną w mojej łaźni, bo ze 3 tygodnie była w ciemnościach, ale tylko nocą… Dziś także się ogoliłem… rzadko to robię, ale nie wiem jak wyglądam każdego dnia, bo nie mam lustra w łazience, dlatego golę się wtedy kiedy swędzi z długości, raz na 3 tygodnie. Dziś nastąpił ten dzień, bo słuchajcie byłem dziś w Bombo Namaliga (tak się słyszy, nie wiem jak się pisze). Jest to miasteczko od nas od 30 km., gdzie Salezjanie mają jedną z trzech ugandyjskich placówek. Ta placówka jest większa niż nasza, jest tam kilka szkół, więcej dzieciaków i parafię także mają. Tam też pracuje Ania (pozdrawiam Cię Aniu…) z naszego MWDB, ale jeszcze nie zdołałem się z nią spotkać, tutaj na afrykańskiej ziemi (bo np. dziś jak byliśmy to Ania wracała jeszcze z Ruandy). Ale po co my tam pojechali z księdzem Ryśkiem?? Bo słuchajcie tam nową kaplicę wybudowali i biskup przyjechał dziś i takie tam wiecie, momentami nudne sprawy. Sama kaplica nie była w Bombo, ale w jakieś wiosce obok, także aby tak pojechać – dobrze że mamy terenową Toyotę, bo normalnie uuuuaahhhaa… taka droga… prawdziwa afrykańska, gdzie spływająca woda z ulew kształtuje bierznik tej drogi. W ogóle to ja robiłem tak za fotografa, ale takiego wiecie oficjalnego, co do historii tej wioski mają przejść moje foty. No to wielka odpowiedzialność mnie kopnęła i wielki zaszczyt zauroczył (dobrze, że naładowałem baterie). Także naszą afrykańską kaplicę i ludzi ją otaczających skroiłem moim kadrowaniem setki razy dziś  aż mnie palec wskazujący boli od klikania (to jest żart). Z takich hiciorów, to przez cały czas patrzyło się na mnie dziesiątki oczu, szczególnie dzieci, bo razem z księdzem byliśmy jedynymi Muzungu w tej wiosce, ale księdza znają, bo kiedyś tam pracował. No nic, niewiarygodne, w ile par oczu afrykańskich się wpatrzyłem i często zobaczyłem coś niedopisania… Bądźmy wrażliwi na drugiego człowieka, spróbuj się wpatrzeć w oczy drugiego człowieka, w jego życie… z czym sobie nie radzi, z czym jest mu ciężko… i zalej jego rany tym, co masz najlepsze w sobie… Twoim najlepszym winem i oliwą, weź go do siebie, w swoją pieczę, a kiedy tylko będziesz musiał iść dalej w swoim życiu… zostaw tego człowieka w dobrej „gospodzie” i powierz go dobremu Gospodarzowi… może mi się kiedyś uda być takim Samarytaninem… Chcę tego… To takie mocne… To takie spełniające… ale czad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dobre miejsce, aby wam powiedzieć „dobranoc”, ale jeszcze nie, bo słuchajcie dziś pierwszy raz jadłem obiad rękoma, palcami. Może już kiedyś mi się to zdarzyło, kiedy byłem mały, ale nie pamiętam tego. Dlaczego?? Bo wszyscy tak jedli i nie było sztućców. Mówię teraz o obiedzie w kaplicy po zakończonych celebracjach i przemowach, które były w Luganda także nic nie zrozumiałem oprócz „niumba - dom”. A co miałem na talerzu? Sam nie wiem. To co miało być groszkiem zielonym okazało się być czymś bardzo gorzkim, grzybki okazały się gorzkimi skórkami z owoców, matoke wiadomo, kapusta jakaś taka twardawa, kurcze pieczone (dosłownie), mięso z jakiegoś byka, ale całe szczęście ryś w fasolą był, także prawie wszystko zjadłem, ale kiedy jadłem ten ryż to już byłem bliżej Polski w kubkach smakowych, bo z resztą to byłem w smakowo w Ugandzie. Już północ… Kończ waść… wstydu oszczędź… Dziś się także dowiedziałem, że czasem zdarzają się tutaj trzęsienia ziemi. Ciekawe kiedy to będę miał okazję doświadczyć, trzeba pokój zabezpieczyć Jak wróciliśmy z Bombo do domu to akurat na good-night Talk… OneTrera mówił, o szczęściu, a bardziej rozmawiam z chłopakami o tym… to dobry temat… a słówku ok. 20tej puściłem im film.. Karaluchy, jakieś Kunkfu i Jaśka na deser. Potem szybko jakoś poszli spać. Też tak bym kiedyś chciał…  coś fajnego??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nic nie jest tak silne, jak łagodność, ani nic nie jest tak łagodne, jak prawdziwa siła.” &lt;br /&gt;Św. Franciszek Salezy” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jest to klucz do stawania się Samarytaninem… do stawania się wojownikiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6293969762298025857?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6293969762298025857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6293969762298025857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081018-2321.html' title='2008,10,18 - 23:21'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-6053343951399291390</id><published>2008-10-16T23:41:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:34:19.837+03:00</updated><title type='text'>2008,10,16 - 23:41; (Pic)</title><content type='html'>Dziś to tylko tak szybko, bo już późno, a ja muszę rano wstawać… Będąc w akademiku powiedziałbym – w życiu piękne są tylko chwilę, wyśpimy się w Niebie… ale nie powiem tak dziś, bo już odczułem, że w tym klimacie, kiedy się nie wysypiam, to naprawdę dużo gorzej funkcjonuję… może za kilka miesięcy będzie tak, że będę spał raz na jakiś czas, jak to mam zwyczaj w życiu moim szanownym studenckim &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano wstałem, ale przywitały mnie chmury… jednak to czasem nawet dobrze, bo nie grzeje aż tak, także można spokojnie posiedzieć w jednym miejscu  Dziś się zastanawiałem, dlaczego Afrykańczycy się strasznie nie śpieszą… nawet jako europejski obserwator powiedziałbym, że czasem to się ociągają jak ślimoki, ale dzielnie uczę się tej kultury i mentalności, a z siebie próbuję dać jak najwięcej. Choć czasem się zatrzymuję, by odpocząć, także spokojnie. Do południa ogarnąłem trochę materiały do zajęć i kilka spraw takich małych. Po obiedzie… ah muszę o czymś wam powiedzieć… chcecie usłyszeć historię o „niechcianym Bananie”… może nie jest długa i interesująca, ale prawdziwa. Więc… kiedy pewien mały chłopiec o imieniu Przemek (a to ci zbieg okoliczności) miał 6 lat poszedł razu pewnego ze swoja mamą (Maria jej imię jest… no Marysia) na zakupy do miasta. Przemek czekając jak mama wyjdzie ze sklepu przyglądał się jak pewien starszy chłopiec wcinał banana, jednak z takim smakiem go wcinał, że Przmek po powrocie mamy nie przestawać mówić „Mamo, mamo, kup mi banana”, a owa mama na to „Nie, bo nie zjesz..”, na to asertywny Przemek twardo powiedział „Zjem”… Więc mama dla świętego jak to babcie nasze mówią spokoju kupiła tego jednego, historycznego Banana… Przemek z zadowoleniem go szybko obrał. Po pierwszym kęsie, mina mu zrzedła jak to nasze polskie czytanki z Alą i Igłą i Reksiem mówią. Ukradkiem kiedy mama niewidziana wyrzucił tego niechcianego Banana… I od tej chwili owy Przemek miał wstręt do bananów, po prostu go mdliło na sam zapach… I może kiedyś tam spróbował jakiegoś po drodze swojej do dorosłości, ale, ale, ale… Dziś nasz główny bohater Przemek zjadł caaaaaałego 16 cm banana…Ano miałem ochotę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pokręcony… jak można tyle pisać o bananie… już północ… idę spać… ale dokończę wam… Także po obiedzie zająłem się biblioteką, segregowaniem książek… tak do godz. 17. Potem chciałem pograć, niedługo, bo sobie przypomniałem, że co tydzień w czw. Mamy połączenie przez Skype z Polską z ciociami chłopaków z Polski (z Renatą i Gosiami). Także wziąłem kompa na powietrze, podłączyłęm głośniki, także cała misja nas słyszała, jak to chłopaki rozmawiają z dziąchami. Potem na słówku…tak… dziś po raz pierwszy powiedziałem Good Night Talk bez kartki, ale mówiąc ot tak na freestyle… Chyba super wyszło, bo była taka cisza… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałem im mniej więcej to:&lt;br /&gt;„dziś przeczytałem w Ewangelii ‘Ja jestem Drogą twojego życia, Prawdą twojego życia, Życiem’. Popatrzcie… najpierw jest Droga… nie widzisz końca, nie widzisz mety, nie widzisz finiszu. A jednak możesz iść tą Drogą, jeśli tylko zaufasz i uwierzysz Bogu… Dopiero idąc tą Drogą dzień po dniu powoli będziesz poznawał Prawdę, czyli to, co w życiu najważniejsze do odkrycia, sens życia, ale dopiero idąc tę Drogą… dopiero potem poczujesz, że masz w sobie Życie, przeżywasz prawdziwe szczęście…nawet nie będziesz wiedział kiedy to obecność Boga cię dopadnie i będziesz szczęsliwy. Więc pierwszy krok to zaufać i pójść tą Drogą – pięknej i mocnej Miłości.” Mieć nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Także jakoś ostatnio przeczytałem takie słowa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bóg potrzebuje słabości człowieka, by przez nią objawiać swoją moc”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem powiedziałem, żebyśmy chwilę posiedzieli w milczeniu. Kiedy po ciszy powiedziałem „Good Nigth” rozległy się brawa, a we mnie radość, że się udało… to znaczy oni zawsze biją bravo, ale te były inne… bardzo się cieszę, nie powiedziałem coś bardzo ważnego prostymi słowami, to chyba o to w tym wszystkim chodzi, że do tego wszystkiego co nas otacza trza podchodzić prawdziwie i tak w prostocie… niczym dziecko… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. dziś Mały Książę ma 1-dniowy urlop…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008101517NocIDzie?authkey=Gv1sRgCJ2mwOnTlJmvyAE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,15-17 Noc i dzień&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-6053343951399291390?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6053343951399291390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/6053343951399291390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081016-2341.html' title='2008,10,16 - 23:41; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-5808302106078406307</id><published>2008-10-15T22:06:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:33:19.022+03:00</updated><title type='text'>2008,10,15 - 22:06; (Pic)</title><content type='html'>„Mamy tylko siebie, wielką mamy moc”… tak śpiewa mi teraz Grabarz z jakąś poznańską dziąchą… kolejny dzień za mną… Dziś sobie pomyślałem, że ten czas w tej Afryce tak mi leci, że nawet mi się nie śpieszy do domu. Naprawdę, chciałbym tyle jeszcze zrobić, mam wiele planów i każdego dnia dziękuję Bogu, że tu jestem, to naprawdę wielkie szczęście przeżywać to, co ja przeżywam tutaj. Z dnia na dzień, co raz to bardziej poznaję chłopaków, w opozycji do mojego angielskiego, który się trochę zatrzymał na jakimś poziomie (więc muszę nad tym popracować).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mi minął dzień dobrze. Rano przywitało mnie piękne Słońce… niesamowite jest to, że o 6tej jest jeszcze ciemno, a o 7 rano już tak grzeje Słońce, jak u nas w Polsce w letni dzień ok. 11tej. Po śniadaniu popracowałem prawie całe przedpołudnie nad rachunkami dla Ministerstwa, bo trudno je ogarnąć… muszę opisywać i tłumaczyć każdy paragon. Szok, ale damy radę. Po obiedzie chciałem się zabrać, za porządkowanie naszej biblioteki małej (tylko ok. tysiąc książek), ale tak mnie sen zmorzył, bo dziś chyba za wcześniej wstałem lub wczoraj się za późno położyłem… jedna z dwóch opcji.. ale całe szczęście siostry zakonne przyjechały uczyć religii chłopaków, więc ja ukradkiem wymsknąłem się i na małe co nie co drzemki, niczym Kubuś Puchatek po skończonej beczułce miodu, odpłynąłem w sen. Ale jak tylko wstałem zabrałem się za te książki. Mojzes przyszedł, aby mi pomóc, dlatego szybko poszło, ale tylko ok. 50%, resztę jutro, bo poszliśmy w piłę grać. A te książki to nawet ciekawe, naprawdę można się z nich wiele nauczyć. Na boisku małe rozgrywki 3 drużyn przez 30 min. Szybki jestem, bo to oznacza, że na każdy mecz 10 min., chłopaki byli nienapojeni footballem, ale czas nasz gonił, bo zaraz ciemno było. Po słówku otworzyłem bibliotekę. To jest tak - część chłopaków może uczyć się z zeszytów (większość), a jest zawsze jakaś 30 osoba „grupka”, co to chce się książkowo edukować, to ja im otwieram bramy literatury (to znaczy mamy tylko 3 szafy, także 3 bramy, 3 klucze). Ale mi gorąco, myślę, że w moim pokoju jest ze 27 stopni, normalnie sauna. Przynoszę także na czas książkowy swoja lampkę biurkową, także mówię, jaki to świetny widok jak na ziemi dookoła jednej lampki czytają z 10 chłopaków – takie edukacyjne ognisko (mamy tam światła, ale takie słabe). Ło jo joj.. o czym ja piszę dzisiaj… nie uważacie, że to trochę nudne? Nie wiem, dla mnie to ciekawe i piękne, ale nie wszystko się da przekazać słowami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co na koniec… może Mały Książę i Lisie.. dokończcie waszą rozmowę, bo my chcemy posłuchać…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„- Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... &lt;br /&gt;zdaje mi się, że ona mnie oswoiła...&lt;br /&gt;- To możliwe - odrzekł lis. - Na Ziemi zdarzają się różne rzeczy...&lt;br /&gt;- Och, to nie zdarzyło się na Ziemi - powiedział Mały Książę.&lt;br /&gt;Lis zaciekawił się:&lt;br /&gt;- Na innej planecie?&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- A czy na tej planecie są myśliwi?&lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;- To wspaniałe! A kury?&lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;- Nie ma rzeczy doskonałych - westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: - Życie&lt;br /&gt;jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba tak… Przyjaźń nadaje nam blask w życiu… sprawia, że życie nabiera smaku, że masz dla kogo żyć, że masz dla kogo być dobry, mocny w czynach i piękny w marzeniach… Myślę, że prawdziwa Przyjaźń jest przedszkolem Miłości, a kiedy już Miłość nastąpi jest niezbędnym wypełnieniem jej samej, abym „Z daleka (mógł) rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych..”. Przyjaźń sprawia, że pragniesz i stajesz się szlachetny, stajesz się wojownikiem swojego życia, walcząc, ale nie ze sobą, czy też z ludźmi, ale ze złem „abyś na dźwięk cudzych kroków nie chował się już pod ziemię”, ale mężnie walczył o dobro dla tych, z którymi łączy Cię Przyjaźń, a tym bardziej Miłość… Ale czad… Ja się chcę takim stawać każdego dnia…bo mówię Wam i sobie także… „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”… dobrej nocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/2008101517NocIDzie?authkey=Gv1sRgCJ2mwOnTlJmvyAE&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,15-17 Noc i dzień&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-5808302106078406307?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5808302106078406307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/5808302106078406307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081015-2206.html' title='2008,10,15 - 22:06; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-1258817326650322793</id><published>2008-10-14T21:58:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:32:19.035+03:00</updated><title type='text'>2008,10,14 - 21:58; (Pic)</title><content type='html'>Jestem już… nie było mnie na blogu ze 3 dni, ale już jestem… dzisiejszy dzionek zleciał szybko, ale owocnie. Więc co tam mnie dziś spotkało?? Tak na marginesie to dokładnie rok temu 14 października był dzień papieski… pamiętam biegałem po krakowskim przedmieściu jako wolontariusz i zbieraliśmy kasę na jakieś biedne dzieci. Dużo się działo, ale hiciorem tego dnia było to, że poznałem pewną miłą osóbkę, z którą później trochę porozmawiałem, a ta rozmowa trwała przez kilka miesięcy, tak jakoś do stycznia… potem się urwał kontakt. Ale ta osoba pewnie to czyta teraz i się dziwnie uśmiecha, że to o niej. Ciekawe, czy kiedyś jeszcze pogadamy, no i teraz słucham sobie Jana Pawła II jak to do młodych mówi. Ale czad, teraz mi podpowiada, co to oznacza kochać, co to jest miłować… miłować jest to być, pamiętać i czuwać… to powiedział i zagłębił się w to nasz Papież 1983 r. na Jasnej Górze, tak mówi przynajmniej mój plik mp3, ściągnijcie sobie, watro posłuchać… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak tam dzionek dzisiejszy? No pogada piękna była, myślałem ”ciekawe jak tam teraz w Polsce jest?”… Rano nie było Mszy bo ks. Rysiek wczoraj pojechał do Ruandy na jakieś zebranie salezjanów, więc jestem jedynym Muzungu na naszej Misji i z nikim nie mogę porozmawiać po Polsku, nawet mogę myśleć głośno, ale z tym trza uważać, bo Czizo zna już coraz więcej słów polskich, czasem go uczę przy śniadaniu. Zaraz po porannym posiłku z OneTherą pojechaliśmy do Kampali załatwić kilka spraw, najpierw do Interpolu, bo muszę mieć papier, że nie jestem międzynarodowym terrorystą. Jednak jak już wreszcie tam trafiliśmy, to najpierw trza na policję jechać, a zdjęć nie miałem, także pojechaliśmy do Centrum. Nie rozumiecie? Ja też nie, to co piszę to jest czasem skomplikowane. OOOO a teraz Strachy na Lachy mi grają.. piosenkę… ”dzień dobry, kocham cię” ta piosenka kojarzy mi się najbardziej z moim rokiem z Poznaniu kiedy to z Arczim, Bizonem i Wodzem mieszkaliśmy na Grunwaldzie na Świcie i co tam się działo. Jak ja miło wspominam ten rok… tyle się działo… czasem to było szaleństwo… np. to żeby wystawić na święta choinkę na parapet bo w mieszkaniu się nie chciała zmieścić przywiązując ją do anteny. Grabaż królował w głośnikach, w szufladach pasztet, a zmywaku brudne naczynia. Czasem robiliśmy sobie „Switowe” dni nauki, ale rzadko. Imprezy, czasem policja, kilka razy cała drużyna harcerska spała u nas. Chłopaki pozdrawiam Was, jesteście ble ble ble… mieliśmy taki wielki z przystanku” plakat Smerfów na ścianie, gdzie się wszyscy wpisywali, co byli u nas. Taka księga gości „Smerfy forever”… piękny czas.. wtedy studiowałem na Borówkach… szkoda, że się to skończyło, zachciało się Przemkowi do Wawy iść na studia. Ale to co zakiełkowało we mnie tamtego roku to owoce zbieram do dziś. Harcerze… jesteście wielcy… bądźcie szlachetni w sowim życiu, bo wiele ten szlachetności nauczyłem się od Was… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę wyłączyć kompy w naszym biurze, bo dziś ja jestem klucznikiem… poczekajcie 3 min…&lt;br /&gt;Już jestem… więc kupiłem trochę rzeczy do pracy z chłopakami na nasze zajęcia muzyczne i plastyczne głównie. Akurat na obiad wróciliśmy. Miałem dziś takie uczucie jak bym w Afryce był, bo chyba prawie miesiąc nie ruszałem się z naszej Misji, co wcale dla mnie nie było udręką, ale wielką szczęściem, że mogę tutaj być. I kiedy tak jestem tu przez całe dni, to tak się przyzwyczajam do tego wszystkiego. Po obiedzie, a dziś był wyjątkowy dobry (Angela używa dużo cebuli do wielu potraw, a ja uwielbiam cebulę) udało mi się podkręcić naszą tablicę informacyjną, bo wreszcie kupiłem pinezki, nawet nie wiecie jakie to szczęście mieć pinezki  Podczas naszego rysowania z młodszymi chłopcami pogadałem sobie szczególnie z Dżoszua, choć po angielsku prawie nie gada. On tak niewinnie wygląda, ale mówię wam – rozbójnik to jest ostry, jak tylko mu się zapali czerwona lampka z tyłu głowy przegrzania bycia grzecznym. Ok. 16tej mała drzemka, potem udało mi się naprawić kilka rzeczy i pobiegłem pograć w piłkę trochę tę godzinę czasu przed zachodem. Dziś pograliśmy w kwadrata. Na słówku Różaniec był, mamy go 4 razy w tygodniu, bo październik jest. Potem na nauce, poszedłem chłopkom bibliotekę otworzyć, a niech czytają, edukują się. Bardzo miło mi ten czas zleciał. Wieczorkiem późnym pouczyłem Czizo jak tak na kompie robić zaawansowane rzeczy i tak mi dzień minął. Dziś sobie pomyślałem, że cieszę się że pracuje z takimi spoko ludźmi jak Czizo, OneThera, Don, Nierere… są spoko, choć ich nie znam jeszcze dobrze… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co na koniec?? Bo co chwilę z kimś gadam na gg i gubię wątek…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„- Ktoś ty? - spytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...&lt;br /&gt;- Jestem lisem - odpowiedział lis.&lt;br /&gt;- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...&lt;br /&gt;- Nie mogę bawić się z tobą - odparł lis. - Nie jestem oswojony.&lt;br /&gt;- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: - Co znaczy&lt;br /&gt;„oswojony”?&lt;br /&gt;- Nie jesteś tutejszy - powiedział lis. - Czego szukasz?&lt;br /&gt;- Szukam ludzi - odpowiedział Mały Książę. - Co znaczy „oswojony”?&lt;br /&gt;- Ludzie mają strzelby i polują - powiedział lis. - To bardzo kłopotliwe. Hodują także&lt;br /&gt;kury, i to jest interesujące. Poszukujesz kur?&lt;br /&gt;- Nie - odrzekł Mały Książę. - Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”?&lt;br /&gt;- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - „Oswoić” znaczy „stworzyć&lt;br /&gt;więzy”.&lt;br /&gt;- Stworzyć więzy?&lt;br /&gt;- Oczywiście - powiedział lis. - Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem,&lt;br /&gt;podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz.&lt;br /&gt;Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja&lt;br /&gt;będę dla ciebie jedyny na świecie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym jest Przyjaźń?? Dobranoc…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081013PrBaMOdychAkrobatW?authkey=Gv1sRgCLf-qY3i7LP-OQ&amp;feat=directlink"&gt;2008,10,13 Próba młodych akrobatów&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/the.little.warrior/20081014KampalaITreningFootballowy?authkey=Gv1sRgCLjvwq_w35jvcw&amp;feat=directlink"&gt;&lt;br /&gt;2008,10,14 Kampala i trening footballowy&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5892365037897350148-1258817326650322793?l=the-little-warrior.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1258817326650322793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5892365037897350148/posts/default/1258817326650322793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://the-little-warrior.blogspot.com/2008/10/20081014-2158.html' title='2008,10,14 - 21:58; (Pic)'/><author><name>The-Little-Warrior</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_LaJK34SoTLc/SK2EoIVCgxI/AAAAAAAAAAM/RWUwSceEUjc/S220/nasza+klasa+fota.jpeg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5892365037897350148.post-4448265321191857794</id><published>2008-10-11T23:24:00.000+03:00</published><updated>2009-03-10T02:31:04.429+03:00</updated><title type='text'>2008,10,11 - 23:24; (Pic)</title><content type='html'>Wczoraj nic nie napisałem… dziś także już miałem iść kimać, ale pomyślałem… w życiu piękne są tylko chwilę i trza się z nimi podzielić z innymi zanim esencja chwil tego dnia uleci, jutro już nie będzie to samo. A szczególnie rano, w pierwszych minutach, kiedy pomyślę o blogu, to myślę jak to możliwe, że mi się chcę wieczorami to pisać… tak naprawdę to czasem mi się nie chcę, ale wiem, że później będzie się to super czytało… to tak samo ze zdjęciami. Czasami kiedy gdzieś jestem i robię wiele zdjęć to inni mówią „No daj spokój z tymi zdjęciami”, a mi się nie chcę robić tych zdjęć, zawsze chciałbym te wszystkie chwilę przeżyć jak najpełniej nie myśląc o zdjęciach, ale potem jak pięknie się ogląda i wszyscy chcę kopie… Ale były takie chwilę z moim życiu, kiedy to (choć moglęm) nie robiłem zdjęć i cała ta chwila pozostała we mnie… może na zawsze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc wczoraj co było to już sam nie wiem, piątek… dobra jajecznica była na śniadanie … było ciekawie, ale obecny mój stan nie pozwala mi pisać, więc napiszę może coś o dzisiejszym dniu… piękna pogoda, nawet tego wieczoru kiedy się gapiłem w Księżyc, to myślałem czy to na pewno pora deszczowa… Rano wstałem, trafiłem przez przypadek na wschód Słońca… a to zostałem… pięknie było… zaraz po Mszy i śniadaniu chciałem trochę popracować na kompie, bo mam trochę spraw takich organizacyjnych, ale mówię Wam, nie dało się… chłopaki mi żyć nie dają, co chwilę jeden za drugim przychodzili i chcieli bym coś z nimi porobił… tak naprawdę to się cieszę z tego, że tak jest. Zostawiłem wszystko i poszliśmy zbierać resztę gałęzi z naszego przyszłego terenu budowy kaplicy. Zrobiliśmy to w 30 min, potem rozdałem chłopakom ciastka, także sobie chrupnąłem (ale czasem myślę intensywnie o czekoladzie, tutaj w Ugandzie są bardzo drogie, za tabliczkę trza zapłacić ok. 13 zł.), ale spoko było to ciastko, czułem nawet cukier w masie  Potem po gałęziach kupie poszliśmy porysować, jest to jedyna okazja w tygodniu dla starszych chłopców, bo w tygodniu późno przychodzą ze szkoły, kiedy to Przemek chcę już grać w piłę, a nie rysować  ale jestem okrutny ha ha ha… Nie, nie, spoko. Także porysowaliśmy a ja przez ten czas dokończyłem moją unikatową tablicę z akordami do nauki gry na gitarze. Obmyśliłem system kolorowych palców i progów, aby chłopaki szybko kumali i mogli sami się uczyć, także jak by ktoś z was chciał, to kopię mogę przesłać, mówię poważnie, nie jest to żadne marketingowe urozmaicenie mojego bloga, ale czysty akt dobrej woli, który zmierza do może odkrycia w kimś z Was muzycznego talentu… tylko sam(a) to musisz zrobić, bo ja na razie w Afryce jestem, ale niebawem będę… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończ Przemeke tego posta bo już odpływam…w ogóle to cały dzień na nosie czuję zbliżający się wulkan, także niedługo będzie pierwsze wyjście z mroku podskórnego świata, a może w przyszłym tygodniu wybuch i znów będą się mnie pytać chłopy „Co to jest na mojej twarzy, i czy wszyscy Muzungu tak mają”, a ja „To jest tylko wulkan, z nim życie jest ciekawsze”… Potem także skompletowałem struny w drugiej gitarze… Po obiedzie ja tu i tam… Ok. 15 godz. połączyliśmy się z Polską przez skypa, wziąłem kompa na zewnątrz, także moi rodzice poz
