W sumie to już sobota, ale we mnie jeszcze płynie piątkowa krew… Właśnie zawitałem do swojego pokoju… Dziś Wielki Piątek… jakoś tak pamiętałem o tym, przez cały dzień… dobrze, że tak było…
Wczoraj razem z wujkami ustaliliśmy jakiś tam plan świąteczny, choć powiem, że nie był tak dobrze dopracowany, bo za mało czasu mieliśmy… No ale jakiś tam jest plan naszych aktywności na tę Wielkanoc…
Jeśli chodzi o piłę nożną, to wczoraj zaraz po Mszy wieczornej, podzieliliśmy ich na juniorów i seniorów, także było losowanie grup… Chłopaki są dzieleni na domy, w których mieszkają: dom nr 1, gdzie szefem jest Wandera, dom nr 2, gdzie ja mieszkam, dom nr 4, gdzie jest dayning room i czwarta grupa to pozostałe domki…
I tak dzisiaj już zaraz po śniadaniu zaczęliśmy od juniorów, do obiadu tylko dwa mecze, ale za to jakie… Co prawda jako pierwsi grali domkarze i dom nr 4, to ich można nazwać juniorami, ale potem dom nr 1 (fionetowi) i dom nr 2 (biali), to już był mix z seniorami, a nawet bym rzekł, że grali najlepsi piłkarze z CALM. No, ale zobaczymy jak będzie podczas niedzielnych finałów… w sumie już sam nie wiem kto wygrał, bo cały czas biegałem tu i tam, tyle miałem innych spraw.
Po meczach, obiad zjadłem z chłopakami – dziś dzień jak co dzień – poszo, ale zjadłem także ze staffem, bo coś dziś głodny byłem :) Po obiedzie nieco odpocząłem… O 15stej mieliśmy główną Drogę Krzyżową, taką bardziej uroczystą jak zwykle, którą zakończyliśmy liturgią w naszej Kaplicy - Sali… Tak gorąco było, że Musoga Richard padł nam, ale żeśmy go ożywili po chwili…
Po nabożeństwie, by chłopaki nie robili nic, wrzuciłem im jakiś biblijny film, a potem ok. 20tej obejrzeliśmy wspólnie „Pasje” Mela Gipsona. Dla chłopaków ten film także ważny… Można było usłyszeć po reakcjach podczas oglądania… Oni to przeżywali to tak prawdziwie… Co chwilę, można było słyszeć komentarze, co się dzieje właśnie, albo co się stanie zaraz… tak jakby oni znają to historię Tego Człowieka, a dopiero teraz mogą zobaczyć na oczy… Myślę, że ten film uczynił i uczyni wiele dobra w nich… choć powiem wam, że było tyle innych osób, które nie oglądając filmu, przychodzili do naszego kina proponując coś innego zamiast filmu, ale daliśmy radę…
Wieczorem po tym, jak już miałem iść smacznie spać, przyszedł do mojego pokoju Ivan, w wiecie co?… zostawiłem wszystko i poszedłem sobie z nim trochę pogadać w świetle Księżyca, bo od kilku dni jest pełnia. W ogóle to tak mocno świeci Pan Księżyc, że myślę, ze daje więcej światła dla CALM, niż naszych kilka jarzeniówek na budynkach, ale zobaczycie na zdjęciach, choć są robione z długim naświetlaniem…
Dobrze jest mieć Przyjaciół… i dzień po dniu poznawać ich historię życia…
„Nie ma większej Miłości, niż ta, gdy ktoś życie swoje oddaje ze Przyjaciół swoich”
- taka Miłość to dopiero tajemnica, wyzwanie, odwaga, ofiara i radość… życzę Wam takiej właśnie Miłości, każdemu z Was na tą nadchodzącą Wielką Noc, taką Miłość pokazał nam już sam Bóg… Niech Pan Jezus, który właśnie dziś umarł, tak jak Ty czasem umierasz, jutro Zmartwychwstał, ale już razem z Tobą… Dobrej Nocy… Czuwającej nocy…
2009,04,09-10 Wielki Czwartek i Piątek