A PROPO FOTEK…

ZROBIŁEM WRESZCIE UPDATE WSZYSTKICH ZDJĘĆ… CZYLI NAWET JAK SIĘ COFNIESZ DO POSTÓW ZE WRZEŚNIA TO ZNAJDZIESZ FOTKI, KTÓRYCH NIE WIDZIAŁAŚ(EŚ) JESZCZE… ZAPRASZAM…

niedziela, 5 kwietnia 2009

2009,04,05 – 23:27; (Pic)

Tak… dziś niedziela palmowa u nas jak i u was… Przez całą poprzednią noc i poranek padał intensywnie deszcz. Nawet zimno było, ze 20 stopni… Dzień mi minął bardzo szybko. Po naszej Mszy porannej z dziesiątkami prawdziwych palm, musiałem trochę odpocząć. Kiedy masz malarię, jesteś bardzo osłabiony, bolą kości i mięśnie, tak jak podczas grypy. Jednak nie cały czas, są takie nawroty, potem jest dobrze, potem znów trzeba wskoczyć do łóżka na godzinną drzemkę, bo ciężko usiedzieć… Jedno jest pewne… Mówię to do tych osób, które szczególnie się martwią i często pytają o moje zdrowie… Więc jeśli nawet masz malarię to bierzesz leki, dużo śpisz, dobrze jesz i jesteś radosny, to żadna malaria nie jest mocniejsza ode mnie… (mam nadzieję, że tak jest, bo dotąd sobie dobrze z nią radzę, choć siostra Jude powiedziała, że to nie możliwe by Muzungu jak ja miał taki wysoki wskaźnik malarii – ok. 8 do 10 i że jest to dowód, że mój organizm musi być silny). Nie dam się żadnej malarii… ja mam tutaj wiele do zrobienia, ja mam chłopaków moich tutaj… nie pozwolę żeby jakieś dzikie małe bakterie popsuły mi, to co buduję…
O tej malarii to pisałem szczególnie dla mojej mamy, bo jak z nią rozmawiałem dzisiaj na skypie to powiedziałem jej, że zdrowy jestem… mamciu, nie ma co się martwić… ja jestem mocny… To niesamowite, ile tu się dzieje codziennie cudów… a ja jaj…

Tak dziś po obiedzie, a był naprawdę dobry, bo to pozostałości po wczorajszej imprezie… Bo wczoraj Father urodziny miał, półwiecze mu stuknęło… No i wiele dla mnie obcych gości było, no ale podobno wesoło było… ja wcześniej poszedłem spać… zaraz jak tylko skończyliśmy z chłopakami nasze sobotnie kino…

Ale z grubsza rzecz biorąc to gołąbki finałowo jadłem, na tym obiedzie, choć już sam nie wiem. Po obiedzie trochę pograliśmy z Jazz-Band, jedna osoba chyba już odeszła z Jazz-Band, ale za to chłopaki z Kamuli wczoraj przyjechali do domu na wakacje, więc mamy dodatkowych muzyków… czad…

Wieczorem ok. 17 siostry z Ruandy chciały się gdzieś przejść, więc poszedłem z nimi tak po naszej wiosce dookoła… Zabrałem ze sobą Patricka i Erije… Ale wiecie jak to jest, że taki mały 7-letni Erija tuli się do twojej ręki przez całą drogę… wtedy się czuję, że dobrze, że tu jestem… że jestem blisko…

Potem wieczór szybko minął, pogadałem trochę na gadulcu, a raczej tylko odpisałem na wiadomości, czasem nawet gdybym tylko chciał tak od siebie kogoś zaczepić na gg, to to jest prawie nie możliwe, bo jak tylko odpisze na wiadomości od innych to już czas mnie goni i muszę lecieć do obowiązków…

Wieczorkiem, to znaczy prawie przed chwilą, pogadaliśmy trochę z siostrą Weroniką, jest z Czaplinka… I wiedzie co? Jak się tak posłucha trochę, o tym co robi, tam na Misji w Ruandzie, o życiu, o pracy, o smutkach i radościach… to się czuję, jak by się z takim Aniołem rozmawiało… szkoda, że na Świecie mamy tak mało dobrych i mocnych osób, jak ta nasza polska siostra… To się nazywa heroizm… Jak jej życie się różni często od naszego europejskiego standardu, jak ideały się różnią, jak bardzo różni się pojęcie Miłości…

Siostro Weroniko… bądź Mocna i Piękna w tym, co robisz, a wszystko wypełni Dobro… którym jest Bóg…

„Ofiarowanie życia jest Drogą Radości…”- takie dziś zdanie znalazłem spośród dziesiątek kartek, które wiszą nad moim biurkiem…

Ja myślę siostro, że ty w tym wszystkim, jesteś Radosna, co jest oznaką Szczęścia…

2009,04,05 Niedziela Palmowa