A PROPO FOTEK…

ZROBIŁEM WRESZCIE UPDATE WSZYSTKICH ZDJĘĆ… CZYLI NAWET JAK SIĘ COFNIESZ DO POSTÓW ZE WRZEŚNIA TO ZNAJDZIESZ FOTKI, KTÓRYCH NIE WIDZIAŁAŚ(EŚ) JESZCZE… ZAPRASZAM…

niedziela, 15 marca 2009

2009,03,15 – 22:16; (Pic); (Aud)

Szybko napisze jak tam było dziś i już spadam spać. Dziś niedziela, połowa już marca, ale ten czas leci, a jeszcze tyle do poznania, tyle do przeżycia… tyle na mnie jeszcze czeka…

Dziś był cały dzionek słoneczny od ucha do ucha, to znaczy od wschodu do zachodu, od drzew bananowych o poranku aż do eukaliptusowych wieczorem… Rano wstałem już o 7 godz. Przygotowałem wszystko na zbliżający się dzień. Jakoś przed 9tą w pośpiechu zjadłem śniadanie, a potem zaraz Msza, która dziś była trochę opóźniona, bo chłopaki się spowiadali, to znaczy zawsze w niedzielę jest na to czas, ale dziś była długa kolejka do Fathera… Ale dobrze wykorzystaliśmy z chłopakami ten czas. Potem na Mszy spodobała mi się bardzo piosenka „change me heard o lord”. Taki czad.. Znajdź sobie w necie, warto… Po Mszy chłopaki pobiegli na śniadanie, a była już chyba 11 godz. a ja ze starszymi chłopakami, zamontowaliśmy sprzęt grający, instrumenty i wszystko co trza. Kiedy wszyscy mieli katechezę jak co tydzień przed obiadem, my graliśmy. Powiem wam, że idzie coraz lepiej, chyba coś będzie wreszcie z tego Jazz-Bandu… Mówią wam jak mi się ciężko pisze, bo zmęczenie mnie pożera, ale jestem twardy… Pograliśmy tak do obiadu, zaczęliśmy nawet piosenkę „Chcę wywyższać imię Twe…”, dobry kawałek bo szybki…na obiad poszedłem do chłopaków, dziś był ryż z sosem orzeszkowym, dobre jadło, mówię wam… W ogóle Alan wysprzątał cała jadalnie jeszcze przed obiadem, byśmy mogli zjeść z czystych stołów i w ogóle… zuch chłopak… po obiedzie poszliśmy grać w piłkę. Chwilę się zastanawiałem czy iść, bo słońce o godz. 15 jest jeszcze wysoko i jest bardzo mocne, zawsze jak grałem w tej porze, miałem ból głowy. Ale dziś założyłem mokrą koszulkę na łeb i na boisko. Ale sobie pograłem, tak ok. 17tej wpuściłem na swoją pozycję Lusisiego, bo chciał grać. W ogóle ogoliłem się dziś wreszcie… Potem szybki prysznic i tak po prostu byłem tu i tam, by pobyć z chłopakami… Także dziś popołudniem przyjechali do nas chłopaki z „Voise of hope” – „Głos nadziei”, to taka organizacja co pomaga dzieciom ze slumsów. Okazało się, że już ponad setkę naszych byłych i teraźniejszych chłopaków, podobno oni przywieźli. Jeden ma na imię Gilbert a drugi Paul, bardzo. Gilbert trochę mi opowiedział swojej pracy. Umówiłem się z nim na środę, że pojadę z nim na slumsy, gdzie będziemy mogli pomagać rozdając jedzenie i lekarstwa, zobaczymy jak to będzie. Pojadę pierwszy raz na próbę…Ale czuję, się że to taki kolejny rozdział mojej afrykańskiej małej-wielkiej Misji… mam nadzieję, że uda się…

Wieczorem na GoodNight Talk po słówku Wandery, ja tak wstałem na środek i tak po prostu podziękowałem chłopakom ze dobry dzień, wymieniając po kolei wszystkie rzeczy, które nas spotkały dzisiaj. Potem na 30 min. się przekimałem, bo już nie dało się więcej ze mnie wycisnąć energii… Następnie szybka kolacja i poszedłem z chłopakami kleić ich buty, bo niedziela wieczór na CALM to wszechpanujące przygotowanie do szkoły, od butów po prasowanie, wszystko, wszystko… Potem nagraliśmy jakąś rozmowę na moją komórkę, którego nagrania także możecie ściągnąć i posłuchać (Aud). Na koniec przeszedłem po pokojach powiedzieć dobranoc i tyle mnie spotkało uśmiechów, radosnych spojrzeń, uścisków za rękę… Ale się cieszę, że mam okazję tu być…A jak będzie ciężko mi opuścić moich chłopaków… Wiedzie co… i już tam zmęczenie wygrywa, że napiszę tylko dobranoc… :)

2009,03,12-14 Pokój, kaplica i chińczyk

2009,03,15 Wariaty mają niedzielę

Blog audio - 2009,03,15